Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So lip 04, 2020 9:37 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 170 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 12  Następna strona
 ŚMIERĆ - jak to wygląda? 
Autor Wiadomość
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Oto część dalsza mego opisu :-D

http://www.youtube.com/watch?v=kocVnsJgVyw&feature=player_embedded

Tak naprawdę są dwa momenty, gdy odczuwany niepewność - pierwszy moment to czas naszych narodzin, gdy poznajemy świat w którym żyjemy. Nie pamiętamy ani poprzednich żywotów, ani też czasu, jaki spędziliśmy w "Zaświatach", gdyż przed każdymi narodzinami zawieramy taki układ z naszymi Przewodnikami. Startujemy więc jako nowa, czysta karta do ponownego zapisania. Pamięć o tym że ta karta tak naprawdę stanowi jedynie część innych podobnych jej kart, razem tworzących niezwykle grubą księgę - byłby dla nas niekorzystny, gdyż zajmowalibyśmy się problemami które już minęły, zamiast na nowo poszukiwać drogi do Boga. Narodziny i późniejsze życie na Ziemi, działają na nas przygnębiająco i...deprymująco. Dlaczego tak się dzieje? Niepamięć nie jest bowiem całkowita, są pewne przebłyski w postaci snów, wizji lub obrazów przesuwających się w naszych myślach (Przewodnicy godzą się na to, gdy uznają że jest to korzystne dla naszego dalszego rozwoju). Weźmy na przykład małe, kilkuletnie dzieci, które bawiąc się w piaskownicy mówią do wymyślonego przez siebie towarzysza zabawy. Dla nas (myślących racjonalnie, twardo stąpających po ziemi), takie zachowanie jest co najmniej niepokojące. Tłumaczymy dzieciom że tak naprawdę nie ma żadnego "towarzysza zabawy", że są same, że powinny myśleć tak jak my - uczyć się życia.

Wszystko fajnie, ale...to my się mylimy. Małe dzieci, do pewnego wieku jeszcze pamiętają o czasie jaki spędziły w "Raju", a ich "towarzysze zabaw", to nic innego jak...Przewodnicy - oni ich jeszcze widzą, traktują jak kolegę, przyjaciela, my zaś ich rodzice, widząc że nasze dziecko mówi do siebie lub dzieli się np. łopatką do piasku ze swym "kolegą", uznajemy za przejaw pewnego dziecięcego zaburzenia. Trzeba też pamiętać, że wiele dusz, inkarnując na Ziemi, często przeżywa szok. Jest on związany z tym, czego tu doświadczają. One myślały że tu będzie w pewien sposób podobnie, tak jak było w "Raju". Myślały że nikt nie będzie ich oceniał, że zaakceptuje ich w całej pełni, że będzie im życzliwy, że im dopomoże we wszelkich trudach i okaże swą przyjaźń, że wreszcie nas doceni. To co spotykają na Ziemi jest zupełnym przeciwieństwem tego, co jeszcze tkwi w ich podświadomości - pamięć Miłości "Tamtego Świata". Taka niedawno narodzona i wchodząca w ziemski świat dusza, licząc na akceptację i Miłość ze strony innych ludzi, doznaje szoku - spotyka się z niechęcią, odrzuceniem, wzgardą, nieżyczliwością, przemocą i bólem. To jest naprawdę deprymujące uczucie, dla niedawno narodzonej duszy, która musi się przyzwyczaić do nowego świata i nauczyć się rozumieć i rozróżniać ludzkie zachowania. Drugim zaś momentem, w którym odczuwamy pewien niepokój i niepewność, jest...moment naszej śmierci (o tym już jednak pisałem we wcześniejszych postach). Narodziny i śmierć - dwa zwrotne momenty naszego istnienia.

Dusza, która po ponownym przywitaniu z rodzina i znajomymi, przybywa teraz w towarzystwie swego Przewodnika, na sąd do "Rady Starszych", nie odczuwa strachu, gdyż ciągle towarzyszy jej uczucie spokoju i harmonii. Jedyne uczucia jakich może wówczas doświadczać, to pewien rodzaj niepewności (tylko młode dusze), oraz żal, za źle przeżyte (czyli w mniemaniu duszy - zmarnowane), życie. Gdy stajemy przed Radą Starszych, z ich "twarzy" emanuje łaskawość. Otoczeni jesteśmy wszechogarniającym nas uczuciem spokoju, harmonii, Miłości. Następnie zostaje "wyświetlony film" z naszego życia. Ten film nie przypomina jednak znanych nam z obrazków, jakie możemy ujrzeć na ekranach kin, lub naszych prywatnych odbiorników telewizyjno-komputerowo-laptopowo-smartfonowych etc. Ten film obejmuje każdą sekundę naszego życia i wszystko jest pokazane jednocześnie, co wcale nie przeszkadza, by móc je dokładnie omówić. Pewien mężczyzna (lekarz i nauczyciel akademicki), poddany hipnozie i cofnięty do czasu jaki spędził w "Zaświatach", opowiadał iż, "członkowie Rady" zapytali go: "Który moment swego życia uważa za najważniejszy", on zaczął wymieniać (jako że w poprzednim życiu też był naukowcem), ukończone szkoły, sportowe zwycięstwa, otrzymane nagrody itp. W pewnym momencie puszczono mu film, gdy jako młody chłopak, przyszedł w nocy do pokoju swej ciężko chorej siostry, objął ją, złapał za rękę i zasnął, siedząc przy niej do samego rana. Odpowiedzieli: "To było największe zwycięstwo twojego życia".

Taka wizyta przed "Sądem" odbywa się zaraz po śmierci i drugi raz...przed samymi narodzinami, by ostatecznie "dopracować" ustalenia tyczące nowego życia (jak już wcześniej wspominałem - to my sami decydujemy się na wybór nowego ciała, ustalenia tyczą jedynie przyszłych oddziaływań karmicznych i tego, co należy zmienić by zrównoważyć negatywną energię z poprzedniego żywota - opiszę to w kolejnych postach). Jako ciekawostkę podam, że wśród "Starszych z Rady", też można...odróżnić płeć (to jest ciekawe zagadnienie, ale wydaje się że płciowość na "Tamtym Świecie", także odgrywa pewne znaczenie - choć nie tak determinujące jak żyjących ludzi). Po powrocie z "sali sądowej", wracamy do naszej grupy docelowej i miejsca naszego umiejscowienia. Wielu z nas często zastanawiało się, jak "Tam" jest, co się z nami dzieje po śmierci? Większość z nas myśli, że dusze po śmierci "błąkają" się bez celu w Raju (czyli przestrzeni eterycznej), śpiewając pieśni na cześć Pana, lub kontemplując wraz z Aniołami. Nie pamiętamy co robiliśmy więc powtarzamy to, co wydaje nam się najbardziej zgodne z wyznawanymi wartościami i przekonaniami. W rzeczywistości życie po śmierci nie jest wcale monotonne, jest niezwykle bujne, żywe i barwne. Postaram się je przybliżyć. Trafiamy więc do przeznaczonej nam grupy dusz.

Członkowie tej grupy (z reguły nasi najbliżsi za życia krewni lub przyjaciele), są ze sobą ściśle związani. Co ciekawe, w skład jednej grupy, bardzo rzadko wchodzą rodzice i dzieci z poprzedniego życia, częściej zaś rodzeństwo, małżonkowie i przyjaciele niedawno zmarłej duszy. Jest to związane z kwestią wzajemnego uczenia się, choć "rodzice", zawsze witają nas zaraz po przejściu tunelu, potem kontakt z nimi z reguły opiera się na przekazie myśli. Po powrocie do swojej grupy, dusza wraz z nią uczęszcza do...szkoły.

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


N paź 20, 2013 10:15 pm
Zobacz profil WWW
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn wrz 16, 2013 4:55 pm
Posty: 103
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Octavianus7...wszystko o czym piszesz wydaje mi się do zaakceptowania,tylko...wierzę w istnienie szatana na 99%%...a o nim nie ma tam mowy...i czuję znowu niepewność co jest czym...


Pn paź 21, 2013 2:55 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13865
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Pogląd @Octavianus7 jest całkowicie niezgodny z nauczaniem KK, więc ideę reinkarnacji odrzucam w całości. Przeczy temu Biblia, a dla mnie jest ona Prawdą objawioną przez Boga.
Niestety nie ma życia do poprawki, to marzenie czysto ludzkie. Nie uda się raz, można próbowac do skutku. Jest w tym tęsknota za doskonałością, ale katolicym przyjmuje dojrzewanie w doskonałości już w innym wymiarze. Na resocjalizację mamy czyściec.
Bóg zakrył przed nami przyszłość, wiemy jedynie, że nie potrafimy sobie wyobrazić piękna nieba. Jak opisać, jeśli to niewyobrażalne? Osoby, którym było dane doznać przeżyć mistycznych wiedzą, że są one nieporównywalne z czymś co dotąd spotykali. Nawet doznania wszechogarniajacej miłości są niedostępne ludzkim zmysłom w stosunku do kogokolwiek z ludzi. Są zupełnie inne i zadziwiają człowieka. Czuje w takich momentach namiastkę nieba i zaczyna rozumieć dokąd zmierza.


Pn paź 21, 2013 3:19 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
kulka25 napisał(a):
Octavianus7...wszystko o czym piszesz wydaje mi się do zaakceptowania,tylko...wierzę w istnienie szatana na 99%%...a o nim nie ma tam mowy...i czuję znowu niepewność co jest czym...


Ale szatan istnieje, przecież ja w żadnym z moich postów nie negowałem jego istnienia, nie przeczyłem również istnienia piekła (inną sprawą jest fakt, iż my do tego miejsca nie trafiamy). Pamiętam, kiedyś czytałem relację pewnej kobiety (nie przypomnę sonie już teraz kim była ta pani i kiedy to spotkanie miało miejsce). Wzięła ona udział w pielgrzymce do Rzymu do Ojca Świętego Jana Pawła II. Podczas tej audiencji zadała papieżowi pytanie, czy piekło istnieje, oraz jakie grzechy trzeba popełnić, by się tam znaleźć? Papież odpowiedział wówczas w bardzo dziwny sposób - "Piekło istnieje...ale jest puste".

A kim jest szatan? Niewątpliwie ludzkość od swego zarania zastanawiała się kim jest, jak powstał, do czego zmierza zły duch? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Szatan (a w zasadzie nie "szatan", tylko Lucyfer), to niezwykle potężna "świetlana istota", stanowiąca przeciwwagę pozytywnej energii. Sieje on chaos, zniszczenie, nienawiść i strach w świecie materialnym, poprzez manipulację przestrzeni niematerialnej w której przebywa.

Na początku Wszechświata, Lucyfer był jednym z Aniołów - wspaniałą istotą, utalentowaną osobowością, umieszczonym w bezpośredniej linii władzy Wszechświata, gorliwym pomocnikiem i wykonawcą woli Założycieli. Operował też pełnią mocy oferowaną przez Założycieli. Jak więc doszło do jego upadku i przybrania tytułu "księcia ciemności"? Do końca nie wiadomo jakie były tego przyczyny. W każdym razie zaczął on coraz częściej krytykować zastaną rzeczywistość, którą też sam wdrażał i organizował w imieniu Założycieli. Aż do "dnia" buntu pozostawał jednak wierny Założycielom (pierwszej i bezpośredniej emanacji Boga, który podzielił się na szereg istot zwanych Założycielami, każdego z nich obdarzając Wolną Wolą).

Coraz częściej jednak Lucyfer dochodził do wniosku, że z tym Wszechświatem jest "coś nie tak", że to nie tak powinien być on zbudowany, że Stwórcy pomylili się, a tym samym pomylił się Bóg. Doszedł do przekonania, że skoro (według niego), Nieskończoność z której wszyscy pochodzimy jest omylna, zaś on przedstawiając plany naprawy Wszechświata, jako pierwszy i jedyny próbuje coś zmienić - to właśnie on jest tym nieomylnym, tym sprawiedliwym i tym który pragnie poświęcić się dla dobra całego bożego planu. Zaczęła kształtować w nim jaźń pychy, która rosła i potężniała. Wciąż jednak tworzył plany z myślą naprawy "niefunkcjonalnego Wszechświata", chciał by te plany zostały nie tylko uwzględniane przez Założycieli - ale by były jako jedyne realizowane.

Z czasem jednak doszedł do wniosku że przynajmniej część z tych jego zamierzeń jest nierealna i w konsekwencji niekorzystna dla rozwoju Wszechświata, to bardzo go rozczarowało, wręcz załamało. Okazało się bowiem że i on także może być omylny. Nie zrezygnował jednak z tych planów i brnął dalej w jeszcze większe zatracenie. Założyciele (nieświadomi że to wszystko tak naprawdę było w planach Nieskończoności - Boga, gdyż jedynie powstanie negatywizmu, kiełkującego pierwiastka zła było w stanie doprowadzić do realizacji bożego planu - umiejętności doświadczenia i odnalezienia poprzez zło i cierpienie drogi powrotnej do Miłości, czyli z powrotem do Boga), dali mu możliwość okazania skruchy i powrotu na drogę bożego porządku. Nie tylko nie skorzystał z tej propozycji, ale poszedł jeszcze dalej - dokonał jawnego buntu przeciw bożemu stworzeniu.

Bunt ten, przybrał formę manifestu, którym "książę ciemności" w swym założeniu chciał naprawić stworzony przez Nieskończoność Wszechświat. Były cztery główne punkty tego manifestu, a brzmiały one tak:
1) Negacja istnienia Boga Jedynego. Lucyfer doszedł do wniosku iż grawitacja fizyczna, energia i przestrzeń materialna są naturalnym samoistnym procesem Wszechświata. Stwierdził iż Nieskończoność - Bóg - Miłość - Dom, jest mitem wymyślonym przez Założycieli, by mogli rządzić Wszechświatem w imieniu wymyślonego przez siebie Stwórcy.
2) Niezgoda na rządy Założycieli nad całym Wszechświatem. Lucyfer stwierdził iż Wszechświat istniał od zawsze, wbrew temu co próbują nam wmówić ci którzy nami rządzą - Założyciele. Nie ma żadnego "Ojca" i nigdy nie było, zaś ci "uzurpatorzy", narzucili nam wszystkim swoją wizję istnienia i każą nam się jej podporządkować. Twierdził iż każda materialna istota mogłaby żyć wiecznie w jednym ciele, a że tak nie jest to właśnie wina Założycieli i ich niesprawiedliwych "czynności egzekutorskich".
3) Nie ma żadnego celu, żadnej drogi wiodącej do Miłości, Zjednoczenia i powszechnego Szczęścia, to wszystko kłamstwo Założycieli. Sprzeciwiał się też poświęcaniu wiele uwagi "materialnym śmiertelnikom" i przygotowywaniu ich do czegoś, co nigdy nie istniało i istnieć nie będzie. Głosił iż najważniejszy jest indywidualizm, moje własne podejście do danego zagadnienia. Liczę się tylko ja sam - indywidualne samookreślenie.
4) Pominięcie bytów anielskich i wyniesienie "bytów cielesnych" (inkarnacyjnych), jest wielką zbrodnią Założycieli, gdyż to właśnie byty anielskie powinny przewodzić wszystkiemu istnieniu. Istoty cielesne - materialne nie są zdolne (według niego), do samo-transformacji i samodoskonalenia. Jedynie sprowadzenie bytów anielskich w cykl inkarnacyjny, może uchronić Wszechświat przed totalnym chaosem i zagładą.

Wreszcie zaczął on nawoływać byty anielskie do "skosztowania cielesności", do poznania tego co przeżywają niegodne "byty cielesne". I udało mu się przekonać bardzo wielu spośród Aniołów do "zejścia w cielesność" i wprzęgnięcia się w cykl inkarnacyjny. Jego celem było przyspieszenie rozwoju duchowego "istot cielesnych", okazało się jednak że sytuacja przybrała od razu odmienny od założonego przebieg. Dlaczego tak się stało? Niektóre byty anielskie (również obdarzone Wolną Wolą), obserwując byty inkarnacyjne i mając za zadanie wspierać ich i pomagać w drodze do Zjednoczenia (jednocześnie same przybliżały swój powrót do Domu), zaczęły trochę im zazdrościć cielesności i doświadczeń z nią związanych. Same także pragnęły poznać przyjemności ciała i gdy tylko otrzymały taką propozycję, postanowiły z niej skorzystać.

Ponieważ nie było dla nich przygotowanych żadnych "materialnych powłok" (ciał), w świecie fizycznym, Lucyfer przygotował dla nich specjalne 'syntetyczne ciała" w których mieli się narodzić w świecie materialnym. Tak też się stało, jednak nie wszystko poszło zgodnie z założeniami. Lucyfer zakładał iż byty anielskie rozpoczną normalny cykl inkarnacyjny, którego celem będzie wspieranie istot cielesnych i "naprowadzanie ich". Upadłe Anioły (bo tak należy ich nazywać), zakładały z góry inne rozwiązanie - mianowicie pragnęli jedynie "doświadczyć cielesności, pobawić się" i wrócić z powrotem na swój własny poziom wibracji niematerialnej. Okazało się jednak że o ile wejście do fizycznego ciała było prostym zadaniem, o tyle opuszczenie go już takim nie jest. Poznawszy przyjemności ciała (szczególnie seksualne), upadłe anioły zapragnęły powrotu, tym bardziej że nie wszystko w tym świecie było przyjemne - poznali tam nie tylko wszelakie rozkosze, ale także po raz pierwszy odczuli ból, cierpienie, psychiczną traumę. Śmierć niczego nie rozwiązywała, gdyż ponownie inkarnowali, by przeżywać te same doświadczenia, których już przeżywać nie chcieli. Wreszcie nie mogąc wyzwolić się z inkarnacyjnego cyklu, zatracili się zupełnie w swym materializmie - odrzucając jednocześnie jakąkolwiek duchowość.

Niepowodzenie planów Lucyfera, spowodowało iż ten zapałał jeszcze większą nienawiścią do "istot cielesnych". Uznał iż jego celem jest od teraz zniszczenie wszelkiego materialnego życia we Wszechświecie i wprowadzenie powszechnego chaosu. Jednocześnie zdaje sobie sprawę ze swych błędów, lecz brnie w nie tym mocniej im większa jest jego przewina, bowiem paraliżuje go wszechobecny strach przed karą ze strony Założycieli. Uznał że jedyną drogą do uniknięcia kary i przyznania się do popełnionych błędów, jest zdobycie niepodzielnej władzy nad całym Wszechświatem. Ogłosił się więc "przyjacielem ludzi i aniołów", oraz "prawdziwą drogą wiodącą ku wolności". Te hasła przyciągnęły do niego kolejne rzesze aniołów, które co prawda nie inkarnowały fizycznie - jednak uznały że może mieć rację, że jest "prawdziwą drogą wiodącą ku wolności".

Gdy jednak zjawisko to zaczęło przybierać niepokojące rozmiary, Założyciele zmusili Lucyfera i jego zastępy upadłych aniołów do zejścia do specjalnego miejsca/więzienia, które my tu na ziemi nazywamy piekłem. Nadal jednak stamtąd kieruje on wszystkimi buntami przeciwko bożemu porządkowi rzeczy i pragnie całkowitego wszechświatowego chaosu, nazywając to wszystko - wolnością.

Pozdrawiam :-D

http://www.youtube.com/watch?v=RJOBv5rNi1U&feature=player_embedded

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Pn paź 21, 2013 4:16 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Octavianus. Tak bywa, ze bierze się część, która nosi znamiona prawdy i wnioskuje o całości (dorabiając przy okazji fantastyczne historie). Tego jest pełno. Klasyczny przykład: Człowiek jest śmiertelny (jesteśmy w temacie :wink:). Merss jest śmiertelna więc... jest człowiekiem :roll:, ale zaraz, zaraz... przecież kot też jest śmiertelny :D


Pn paź 21, 2013 4:21 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
szary napisał(a):
Octavianus. Tak bywa, ze bierze się część, która nosi znamiona prawdy i wnioskuje o całości (dorabiając przy okazji fantastyczne historie).


To nie są moje "historie" i ja ich nie "dorabiam".

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Pn paź 21, 2013 4:23 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13865
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Octavianus7 napisał(a):
[ Pamiętam, kiedyś czytałem relację pewnej kobiety (nie przypomnę sonie już teraz kim była ta pani i kiedy to spotkanie miało miejsce). Wzięła ona udział w pielgrzymce do Rzymu do Ojca Świętego Jana Pawła II. Podczas tej audiencji zadała papieżowi pytanie, czy piekło istnieje, oraz jakie grzechy trzeba popełnić, by się tam znaleźć? Papież odpowiedział wówczas w bardzo dziwny sposób - "Piekło istnieje...ale jest puste".

JPII wypowiedział z troską słowa- świat zmierza ku grzechowi przeciwko Duchowi Św. (musiałabym poszukać okoliczności tego stwierdznia, w pamięci pozostalo mi to, ze mówił to do biskupów). Oznacza to zamknięte bramy niebios.

Przedstawiam kilka cytatów, które pochodzą z Elementarza Benedykta XVI

(...)Specyfiką chrześcijaństwa jest przekonanie o powadze życia ludzkiego; są w życiu sprawy nieodwołalne i istnieje nieodwołalne zniszczenie i chrześcijanin musi być świadomy tej rzeczywistości.(...)

(...)Aktualnym ustrojem świata jest śmierć. Jednak ta bariera nie zniewala Boga. On może działać.(...)

(...)poprzez śmierć człowiek wkracza w rzeczywistość niczym nie przesłonioną, wkracza w prawdę. Zajmuje teraz takie miejsce, jakie mu się rzeczywiście należy. Skończyła się maskarada, fikcje i pozory. Człowiek jest już tylko tym, kim jest w rzeczywistości. Sąd polega na zrzuceniu wszystkich masek, ktore dokonuje się w śmierci. Sąd jest samą prawdą, objawieniem się prawdy. Ale ta prawda nie jest jakimś obojętnym neutrum. (...)

(...) W Chrystusie i przez Chrystusa Bóg jest miarą prawdy dla człowieka. (...)

(...)Niewielu znajdzie się ludzi, których zycie jest całkowicie czyste i spełnione. Miejmy nadzieję, że niewielu też znajdzie się ludzi, których życie stało się nieuleczalną, totalną negacją. Mimo wszelkiej zawodności, tęskota za dobrem zwykle pozostaje determinującym czynnikiem. Bóg może pozbierać skorupy i coś z nich zrobić. Ale potrzebujemy końcowego oczyszczenia, właśnie czyśca, gdzie spojrzenie Chrystusa, by tak rzec, jeszcze raz nas przepala. Dopiero dzięki temu oczyszczającemu spojrzeniu stajemy się zdolni dojść do Boga i możemy zamieszkać u Niego.(...)

(...)Przepaść, ktora nazywamy piekłem, wybiera sobie sam człowiek. Rzecz polega w istocie na tym, że człowiek chce być całkowicie samodzielny. Piekło to chcieć być tylko sobą, wynik zamknięcia się człowieka w sobie. I na odwrót-do istoty tego, co nazywamy niebem należy, że można je tylko otrzymać, tak jak piekło można tylko dać sobie. Niebo, wypełnienie miłości, jest zawsze darem. Piekło jest osamotnieniem tego, który nie chce niczego przyjąć, odrzuca swój status żebraka i chce polegać na sobie (...)

(...) istnieje upadla wolność, istnieje szatan. (...)Do prawdziwego męstwa należy, aby nie bagatelizować niebezpieczeństwa, lecz zdawać sobie sprawę z całego wymiaru rzeczywistości. I to własnie wyjaśnia fenomen 'stopniowania' przekazu PŚ, odnoszącego się do szatana, im bardziej stoi człowiek po stronie Boga, ty, bardziej też rośnie jego realizm, tym jaśniej ukazują mu się kontury rzeczywistości, tym jaśniejsza staje się tez dla niego rzeczywistość sprzeczna ze świętością. Piękne maski szatańskie nie zwiodą już tego, który wszystko widzi od strony Boga.(...)

Za tymi ostrzeżeniami widoczne jest możliwość realnego potępienia.


Pn paź 21, 2013 4:32 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Merss, to o czym piszesz i co przytaczasz opierając się na Piśmie Świętym, nie wiem czy to dostrzegasz, ale...są to (prawie) dokładnie te same słowa, o których piszę ja - inaczej je tylko definiujesz i konfigurujesz. Jedyną różnicą jest podejście do idei reinkarnacji, ale to i tak drobnostka, zapewniam Cię że w przeciągu najbliższych 50-lat, podejście Kościoła Katolickiego zasadniczo się zmieni co do tej kwestii (będzie to jednak związane z poważnymi wstrząsami w jego łonie). Reinkarnacja nie jest bowiem "ludzkim marzeniem, lub tęsknotą" - jest faktem, tak naturalnym jak np. oddychanie, czy w nią wierzymy, czy nie - nie ma najmniejszego znaczenia.

Przykład? Więc skąd się biorą nowe dusze, które zapełniają ciała nowo narodzonych dzieci? Wiem jaka jest oficjalna teoria Kościoła w tej sprawie - Bóg stwarza duszę, przed jej narodzinami, tylko...czy energię w ogóle można stworzyć? Nie można, tak samo jak nie można energii zniszczyć, a my, my wszyscy jesteśmy częścią energii, wszystko co nas otacza stworzone jest z energii. Nie można jej ani stworzyć, ani zniszczyć, ona po prostu istnieje i już. Taki ma kaprys - :wink:

A co się tyczy zła, to kilka kwestii chciałbym jeszcze wyjaśnić.

Od początku dziejów ludzkości (szczególnie zaś tych znanych nam dziejów), wielu filozofów i teologów próbowało odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie. Od niepamiętnych czasów próbowano pogodzić "zło" z boską Miłością i Sprawiedliwością, i różnie im też to wychodziło. Dziś także wielu z nas, nie potrafi zrozumieć potrzeby istnienia "zła", nie sposób bowiem zrozumieć nieszczęścia, cierpienia i bólu, jakiego doświadczają ludzie w najróżniejszych zakątkach naszego globu, szczególnie dotkliwe i bolesne dla nas, dla naszych sumień jest cierpienie najsłabszych - dzieci.

Ale...musimy spróbować przynajmniej zrozumieć i zaakceptować fakt że każde cierpienie, ból i każda niegodziwość która spotyka nas za naszego życia, jest chwilowa i nietrwała (podobnie nietrwałe są chwile szczęścia i przyjemności jakich doznajemy). Wszystko to ma określony czas i określone miejsce, najważniejsze to, powiem dość kolokwialnie...przeczekać to. Słowa te mogą wydawać się dość nieprzyjemne, w odniesieniu do osób które cierpią, ale ja nie mówię o nas, całej reszcie która widzi i dostrzega "zło" i która w miarę swych możliwości może, a nawet powinna mu zaradzić. Mówię tu o tych, których spotyka nieszczęście, ból, psychiczna trauma - musimy pamiętać że choćbyśmy urodzili się i żyli większość swego życia (lub nawet całe życie), w obozie śmierci w Korei Północnej, to całe to nasze życie (te kilkadziesiąt ziemskich lat), jest jedynie chwilą, ulotną i nietrwałą, ale niezwykle ważną dla nas samych.

Wracając jednak do pojęcia "zła", jest ono bardzo często kojarzone z pojęciem wolności (jak w poprzednim poście pisałem, Lucyfer także posługiwał się pojęciem "wolności", usprawiedliwiając tym samym swój bunt przeciwko Bożemu Porządkowi. Dziś pojęciem "wolności" posługują się ci, których zamiarem jest szerzyć nienawiść, przemoc i ból innym ludziom i stworzeniom - np. fanatycy religijni, którzy na swych sztandarach także mają wypisaną wolność i pokój. Któż z nich jednak zdoła zrozumieć że tak postępując SOBIE SAMYM wyrządzają ogromną krzywdę, i to nie po śmierci, w którym nie spotka ich nagroda w postaci przepięknych niewiast, gotowych służyć im swym "ciałem", dla seksualnych rozkoszy, ani też w piekle, jak sądzą ci, którzy doświadczyli cierpienia z ich strony. Odpowiedzą za swe czyny za swego fizycznego życia, tu na Ziemi, lecz już w "kolejnym rozdaniu kart" (rzadko się zdarza by doświadczyli tego samego czym wcześniej obdarzyli innych w ciągu jednego życia - ale zdarza się).

Źle pojmowana wolność prowadzi bowiem do samozniszczenia i duchowego cierpienia (nie mylić proszę z cierpieniem piekielnym - które nie istnieje, chodzi tu bardziej o cierpienie oddalenia się od Domu, czyli Zjednoczenia z Bogiem. Takie właśnie katusze przeżywali/ją upadłe anioły), gdyż jej motywacja jest nierozsądna i niekontrolowana. Nieokiełznana samowola prowadzi do egoizmu, samouwielbienia, bezbożności, oraz do lekceważenia wartości duchowych.

Prawdziwa wolność zawsze idzie w parze z odczuwaniem własnej godności, z samokontrolą i altruizmem.

Jedyna prawdziwa i autentyczna wolność porównywalna jest z rządami miłości i ze służbą miłosierdzia.

Moralne, wolną wolą obdarzone istoty ze światów ewolucyjnych, wciąż zadręczają się niemądrą kwestią, jak to jest, że wszechmądrzy Stwórcy dopuszczają istnienie zła i grzechu? Nie mogą zrozumieć tego, że jedno i drugie jest nieuniknione, jeśli istota ma być prawdziwie wolna. Wolna wola rozwijającego się człowieka, czy wspaniałego anioła, nie jest jedynie filozoficzną ideą, symbolicznym ideałem. Możliwość wybierania przez człowieka dobra czy zła jest rzeczywistością wszechświatową. Ta wolność wyboru jest darem Najwyższych Władców i nie pozwolą oni jakiejkolwiek istocie, czy grupie istot, pozbawić choć jednej osobowości w szerokim wszechświecie tej niebiańsko nadanej wolności - nie dadzą nawet takiej zwiedzionej i nieświadomej istocie satysfakcji z posiadania tej, błędnie nazywanej, osobistej wolności.

Zresztą Bóg ani nie stworzył zła, ani też nie przyzwolił na grzech i bunt. Potencjalne zło istnieje w czasie, we Wszechświecie obejmującym zróżnicowane poziomy doskonałości znaczeń i wartości. To właśnie antagonistyczna obecność prawdy i nieprawdy, faktu i kłamstwa, stwarza potencjał błędu. Rozmyślny wybór zła jest grzechem, umyślne odrzucenie prawdy jest błędem, wytrwałe dążenie do grzechu i błędu jest nikczemnością. Nie ma większego błędu ponad to oszukiwanie samego siebie, które wiedzie inteligentne istoty do prób wykorzystania władzy nad innymi istotami dla pozbawienia tych osób ich naturalnych wolności. Złota zasada ludzkiej uczciwości sprzeciwia się głośno wszelkim takim oszustwom, nieuczciwościom, samolubstwom i nieprawościom.

Innymi słowy każda istota która przetrwa próbę zła (i nie pogrąży się w jej odmętach jak na przykład stało się z ogromną liczbą upadłych aniołów), natychmiast awansuje w swym statusie rozwojowym i umacnia swą duchową wartość.

http://www.youtube.com/watch?v=A1o8q0ce_5I

Pozdrowionka :D :-D :)

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Pn paź 21, 2013 8:53 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13865
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Octavianus7 napisał(a):
Przykład? Więc skąd się biorą nowe dusze, które zapełniają ciała nowo narodzonych dzieci? Wiem jaka jest oficjalna teoria Kościoła w tej sprawie - Bóg stwarza duszę, przed jej narodzinami, tylko...czy energię w ogóle można stworzyć?

Ograniczasz Boga wskazując, że czegoś nie może? Wierzymy, że dusza ludzka ma charakter niematerialny. Jeśli tak jest nigdy nie będziemy mogli poznać jej istoty metodami dostępnymi nauce.
A zmiany w Kościele? Były i będą. Podziały były i będą. Papież Benedykt XVI miał wizje Kościoła małych wysp radykalnego chrześcijaństwa. I ta wizja zaczyna się powoli pojawiać. Kolosy państwowe postawione na glinianych nogach rozlecą się, mamy więc i rewolucję. Reinkarnację się wyklucza i wskazałam na to fragmenty Biblii. To byłoby odstępstwo od wiary.


Pn paź 21, 2013 9:12 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Wszystkie istoty wyłoniły się z bóstwa. Świat powstał z Boga. Osoby boskie są emanacją bóstwa. Wszelki byt z Boga się wywodzi, ale nie stworzenie. Nie ma chleba... eee nie ma panteizmu. Świat materialny, czaso-przestrzenny z tej perspektywy nie jest realny (maya :roll: :wink: ). Realny jest rdzeń duszy, niektóre władze duszy należą do świata materialnego jednak rdzeń jest "boski" nie stworzony. Dzięki temu dusza docierając do swojego rdzenia może kontemplować Boga. Ale są warunki, człowiek musi oderwać się od rzeczy tego świata i zaufać, przylgnąć, poddać się działaniu Boga. Wynikiem tego będzie przyswojenie, upodobnienie się do Boga, wówczas człowiekowi nie są już potrzebne prawa moralne, jego życie samo zdąża ku dobru (prowadzone bożą ręką). Klucz leży w życiu wewnętrznym w tym jaki człowiek stara się być. Zewnętrzny świat, dobra materialne i czyny szczególnie te niespójne z prawdziwymi intencjami to fraszka.

To są poglądy Jana (mistrza) Eckharta. Dominikanina, mistyka, filozofa. Z pozoru może nawet podobne do poglądów hinduizmu, buddyzmu i new age, jednak w praktyce diametralnie różne. Przede wszystkim nie ma tu miejsca na samodoskonalenie prowadzące do samozbawienia, przeciwne niezbędne jest samoograniczenie i Boża Łaska. Nie ma technik, etapów, reinkarnacji potrzebna jest dobra wola i podporządkowanie jej woli Boga, na zasadzie dialogu, oparcia mniejszego dobra o większe, reszta w ręku dobrego i miłosiernego Boga.

Tu i teraz człowiek ma być przede wszystkim dobry a nie oświecony.


Pn paź 21, 2013 11:37 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Tak sobie czasem myślę że większość wzajemnych nieporozumień wynika po prostu z braku chęci zrozumienia postaw drugiej osoby. Nasze poglądy kształtują się na pewnym etapie rozwoju, dlatego też tak trudno jest przekonać do swych racji człowieka, który podglądy na pewne sprawy (czy to religijne, polityczne czy społeczne), ma już od dawna wyrobione. Znacznie łatwiej jest przekonać do swych racji młodzież, a szczególnie dzieci (dlatego też zarówno Hitler jak i Stalin tak "kochali" dzieci).

Tak sobie teraz siedzę i czytam "newsy" z różnych portali, jak choćby ten z Frondy, zatytułowany: "Sipowicz oskarża chrześcijan o ludożerstwo":

http://www.fronda.pl/a/sipowicz-oskarza ... 31456.html

Zastanawiam się ile jest w nas pokładów niezrozumienia i niechęci do inaczej myślących, kierujących się innymi (niż nasze), przekonaniami i wartościami. Dziś np. wielkim wrogiem jest Kościół, atakuje się go ze wszystkich prawie stron, oskarża o wszelkie największe w dziejach zło, jak choćby o pedofilię księży. Oczywiście, jest to zjawisko, które powinno być z całą brutalnością tępione i potępiane, ale...nie tylko księża oddają się tym odrażającym praktykom. W Niemczech (a ponieważ sam mam niemieckie korzenie, również interesują mnie wydarzenia dziejące się nad Sprewą), członkowie partii "Zielonych" ("Die Grünen"), również zostali oskarżeni o to przestępstwo - i co? I nic, nastała grobowa cisza.

A przecież nie tylko w Niemczech w organizacjach lewicowych i lewicujących jest szczególnie wyraźny ten problem. W Polsce też jest bardzo podobnie, ale...kto o tym wie, skoro ten problem w mediach nie istnieje.

A co gdybym napisał: "Homoseksualiści to faszyści", zapewne spowodowałbym (przynajmniej w jakimś ograniczonym stopniu, co innego wypowiedzieć takie zdanie w mediach), ogromne oburzenie. A przecież to stwierdzenie wcale nie byłoby obraźliwe, nie chciałbym nim kogokolwiek urazić, po prostu...stwierdziłbym fakt. Jaki fakt? Ano taki że w latach 30-tych i 40-tych w czasie trwania II wojny światowej, a nawet w pierwszym powojennym dziesięcioleciu - faszystami określano właśnie homoseksualistów. I wcale nie bezpodstawnie. Nie wiem czy wiecie, ale gdy w 1994r., do żydowskiego instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, przyjechała delegacja amerykańskich gejów, została ona prawie zlinczowana, przez ocalałych z Holokaustu ludzi, oraz członków ich rodzin. A dlaczego? Dlatego że oni doskonale pamiętali homoseksualnych kapo i strażników więziennych, ich zboczone praktyki, które dorównywały tylko ich okrucieństwu.

Niewiele osób wie czym był niemiecki faszyzm - czyli nazizm. Niewielu zna prawdziwe oblicza nazistowskich przywódców i cały ich orszak - to co wiemy o nich z historii, równie dobrze możemy sobie schować w buty. Któż wie na przykład że Adolf Hitler w swoich młodych latach zarabiał na życie jako męska prostytutka? I to homoseksualna prostytutka. Hitler miał powody by to ukrywać, zresztą tak jak i inne jego tajemnice - choćby tego że miał prawdziwego fioła na punkcie...komunizmu, i to w pozytywnym a nie negatywnym tego słowa znaczeniu. Ktoś kiedyś powiedział że Hitler był "zbawcą komunizmu", gdyż dzięki niemu komunizm podbił połowę Europy i stał się na tyle silny, że mógł spróbować opanować cały świat. Nie o to mi jednak chodzi, chodzi mi o prawdziwe zamiłowanie Hitlera do bolszewizmu, ponoć już po zdobyciu władzy w NSDAP, stwierdził że przeczytał od deski do deski "Kapitał" Marksa i że zrobił on na nim ogromne wrażenie.

Jeszcze wcześniej, w 1919r., biegał po ulicach Monachium ubrany w mundur z czerwoną opaską na ramieniu, jako członek lewicowych bojówek Bawarskiej Republiki Rad (która istniała notabene zaledwie jeden miesiąc kwiecień-maj 1919r.). Zachowały się zdjęcia, na których Hitler nosi ową opaskę i paraduje po ulicach wśród "towarzyszy". Czy może dziwić, że Hitler miał co ukrywać? Homoseksualizm, prokomunistyczne poglądy i...słaby charakter, roztrojone nerwy przyszłego wodza "tysiącletniej Rzeszy", to wystarczyło by miał się czego wstydzić. Więc się wstydził i jednocześnie...likwidował, wszystkich którzy mieli wiedzę (lub dowody), jego występków.

Tak właśnie doszło do "Nocy Długich Noży" (29/30kwietnia 1934r.), w której zlikwidował nie tylko swych przeciwników i konkurentów do władzy, lecz także świadków jego odchyleń. Tak zlikwidował Ernsta Roehma (totalnego zboka, homoseksualistę i pedofila w jednym), a wraz z nim dużą grupę oficerów policji, (którzy mieli dostęp do akt Hitlera. Hitler do 1920r. pracował w wywiadzie wojskowym a Rohm był tam jego bezpośrednim przełożonym), oficerów służb specjalnych i polityki. Wszyscy ci ludzie, mieli bezpośrednią bądź pośrednią wiedzę o zamiłowaniach polityczno-seksualnych Adolfa Hitlera. Ale Hitler nie był jedynym homoseksualistą - nazistą, były ich...tysiące! Wicedyrektor berlińskiego Instytutu Badań nad Seksem, stwierdził iż: "Jedynie mniej niż 10 proc. nazistów to ludzie normalni pod względem seksualnym", a facet wiedział co mówi, przed 1933r. (rok zdobycia władzy przez Hitlera), w jego placówce leczono przymusowo wielu prominentnych przedstawicieli partii nazistowskiej.

Dlatego też, zaraz po przejęciu władzy przez Hitlera, doszło do pierwszego wielkiego palenia książek w Niemczech, jak myślicie co spłonęło najpierw? Najpierw poszły z dymem dokumenty i akta prominentów z NSDAP, ze zlikwidowanego wówczas...Instytutu Badań nad Seksem. Ciekawe prawda?
Ponoć Benito Mussolini po pierwszym spotkaniu i rozmowie z Hitlerem w 1934r., miał powiedzieć do swych współpracowników: "On jest pederastą", zaś Maksym Gorki - pisarz komunistyczny, który był pionierem bolszewickiego nurtu w sztuce, zwanego "socrealizmem", napisał kiedyś: "Wystrzelajcie wszystkich homoseksualistów a faszyzm się skończy". Oj biedny Gorki, nie wiedział chyba jacy dewianci seksualni, pederaści i pedofile mieszkali na "czerwonym Kremlu".

Może trochę nie na temat, ale o ile życie byłoby prostsze gdybyśmy lepiej poznali jeden drugiego - prawda?

Pozdrawiam :-D

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Wt paź 22, 2013 6:51 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13865
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Zrozumienie postawy innego czlowieka nie oznacza rezygnacji ze swojej. Mamy w wątku po prostu wymianę poglądów. Podawanie perspektywy spojrzenia na sprawę od strony KK oznacza, że to spojrzenie katolików, nikomu nie narzucają swej prawdy. Ty masz inne. Ja widzę prawdę w tym, że nie ma życia do powtórki, Ty widzisz prawdę w tym, że reinkarnacja istnieje. Nie powinieneś jednak pisać o tym, że katolicy zmienią zdanie. To, że 30% katolików wierzy w reinkarnację nie oznacza, że to nauczanie Kościoła. Kościół nie zmieni poglądu nawet wówczas, gdy z badań będzie wynikało 75%. Ja nie dowierzam hipnozie, Ty się na niej opierasz. Patrzymy na śmierć z innych okien i widzimy inaczej.
Ja nie potrafię podać scenariusza śmierci i sądu, bo spotkalam się z tak różnymi, że nie udało się ustalić jednego. A mam trochę książek na ten temat.


Wt paź 22, 2013 7:08 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Cytuj:
Tak sobie czasem myślę że większość wzajemnych nieporozumień wynika po prostu z braku chęci zrozumienia postaw drugiej osoby. Nasze poglądy kształtują się na pewnym etapie rozwoju, dlatego też tak trudno jest przekonać do swych racji człowieka, który podglądy na pewne sprawy (czy to religijne, polityczne czy społeczne), ma już od dawna wyrobione.
To ciekawe zagadnienie. Kilka luźnych refleksji. Trzeba by zacząć, że sami mamy problem z dotarciem i zrozumieniem naszych postaw, innych rzecz jasna też. Poglądy się zmieniają. Chyba nie nadążamy z modyfikacją, zachowaniem spójności zachowania i poglądów. Nie zgodził bym się, że poglądy kształtują się do jakiejś granicy wieku. Człowiek dorosły, posiada szerszą wiedzę ale i osobiste doświadczenie, oraz bardziej realne możliwości (w porównaniu do dzieci czy młodzieży) wpływu na własny los. Poglądy mogą być więc wynikiem jego wyborów intelektualnych, skonfrontowane z doświadczeniami osobistymi. W zasadzie można sprawdzić doświadczalnie (na samym sobie) różne światopoglądy :wink: . Młody wiek to witalność, napęd, czas poszukiwań, doświadczeń. Wyszłoby, że na ukształtowane poglądy przychodzi czas później. Inna kwestia jakie to będą poglądy. W młodości naturalna witalność kompensuje ewentualne błędy wynikające z (niewłaściwych?) poglądów lub ich braku. Później poglądy nabierają znaczenia :roll:


Cz paź 24, 2013 10:31 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Wt gru 29, 2009 7:35 pm
Posty: 837
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
Octavianus7 napisał(a):
Ponoć Benito Mussolini po pierwszym spotkaniu i rozmowie z Hitlerem w 1934r., miał powiedzieć do swych współpracowników: "On jest pederastą"....
Może trochę nie na temat, ale o ile życie byłoby prostsze gdybyśmy lepiej poznali jeden drugiego - prawda?

Sądzisz, że ludzie mogą mieć ochotę na poznawanie np.spraw, o których piszesz w tym poście ? I jak to ma nam (czyli komu) ułatwić życie?
Sądzisz, że ktoś chce poznawać życie zbrodniarzy? niby po co?

A dlaczego nie włączasz się do rozmowy, jak kolejny raz zaintrygowaniec nie wie, skąd się bierze przemoc na np. dzieciach?
Może Ty ze swojej perspektywy wytłumaczysz mu pojawianie się w naszych żywotach zła i różnych tragedii.


Cz paź 24, 2013 9:03 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: ŚMIERĆ - jak to wygląda?
szary napisał(a):
Poglądy się zmieniają. Człowiek dorosły, posiada szerszą wiedzę ale i osobiste doświadczenie, oraz bardziej realne możliwości (w porównaniu do dzieci czy młodzieży) wpływu na własny los. Poglądy mogą być więc wynikiem jego wyborów intelektualnych, skonfrontowane z doświadczeniami osobistymi.


O tak, lepiej nie można było tego ująć - pięknie napisane, szkoda że nie ma możliwości polubienia postu :-D

JolaSz napisał(a):
A dlaczego nie włączasz się do rozmowy, jak kolejny raz zaintrygowaniec nie wie, skąd się bierze przemoc na np. dzieciach?
Może Ty ze swojej perspektywy wytłumaczysz mu pojawianie się w naszych żywotach zła i różnych tragedii.


Najmocniej przepraszam JoluSz, że nie uczestniczę aktywnie w rozmowie na tym Forum. Jest to jednak związane z faktem, że nie mam często czasu na zapoznawanie się ze wszystkimi tematami, czytam po łebku i wychodzę, nie mam czasu na odpowiadanie (obowiązki zawodowe). Bo mam tendencję do dość długich postów (niestety).

A czego "nie wie" Zaintrygowaniec? , może jeśli o tym sam napisze to postaram się coś na to poradzić :) :-D :D

Pozdrawiam.

Na koniec kilka słów o...Aniołach Stróżach

http://www.youtube.com/watch?v=A1o8q0ce_5I&feature=player_embedded

PRZEWODNIK
czyli twardy orzech do zgryzienia


Należy teraz trochę opowiedzieć o naszych Przewodnikach, których tu na Ziemi często nazywamy "Aniołami Stróżami". Są to byty tak różne i często tak oryginalne, że nie jesteśmy sobie w stanie tego nawet wyobrazić. Gdy opuszczamy Salę Sądu (o której pisałem w poprzednich postach), przybywamy do szkoły, czyli miejsca gdzie uczymy się i analizujemy nasze poprzednie życiowe zawirowania. Pewna kobieta, poddana sesji hipnotycznej, opowiadała że jej Przewodniczka i Mentorka, wyszła po nią przed budynek szkoły. Powitała ją ciepło i zaprosiła do środka. Budynek wyglądał niczym grecka świątynia o strzelistych kolumnadach (taki widok jest indywidualny, druga dusza może ów budynek widzieć zupełnie zwyczajnie - jest to związane z naszymi osobistymi ulubionymi miejscami i przywiązaniem do określonych za życia miejsc - osoba poddana hipnozie, w poprzednich życiach często żyła w Grecji, a i w obecnym życiu szczególnie interesowała się dziejami dawnej Grecji i Rzymu). Jej Przewodniczka, która pełni odtąd rolę jej Nauczycielki, również ubrana była w szatę na sposób grecki, jedno ramię miała odsłonięte. Zaprowadziła ja do budynku, gdzie już czekała cała jej grupa docelowa (ok. 20 dusz). Rozpoczęło się ponowne powitanie ze znajomymi duszami.

Tak dobrze czuła się w gronie swych przyjaciół z grupy, znali się zresztą od wielu tysiącleci ziemskiej wędrówki (dusze z naszej grupy, bardzo często inkarnują w swoim pobliżu, by wzajemnie na siebie oddziaływać). Pod kierunkiem Przewodniczki-Nauczycielki, cała grupa analizuje swoje poprzednie wcielenia, jednocześnie pomagając sobie wzajemnie uporać się z błędami, popełnionymi za życia. Nauczycielka nie zawsze jest w ich towarzystwie, niekiedy "wychodzi", zresztą członkowie "jednej paczki", uwielbiają przebywać we własnym towarzystwie, tam jest tyle ciepła, zrozumienia i życzliwości wobec naszych życiowych wyborów, że wszyscy członkowie grupy czują się prawie jak jedna istota (chociaż, tak jak w ziemskiej szkole, są zdolniejsi i słabsi uczniowie). A gdzie znika Nauczycielka-Przewodniczka? Najlepiej widać to podczas tzw.: "przerw". Owa wspomniana przeze mnie kobieta, poddana hipnozie, widziała ją w centrum innej grupy. Tamta grupa, była właśnie jej grupą docelową, a Przewodniczka tej kobiety, sama słuchała nauk swego Nauczyciela. Są bowiem różne poziomy rozwoju duszy, na pewnym etapie rozwoju możemy stać się Przewodnikami innych młodszych dusz, by przyśpieszyć swój własny rozwój. Mentor owej Przewodniczki (przejawiał cechy męskie), również "przychodził" do "świątyni" w której "wykładała" jego Uczennica.

Cały system opiera się na wzajemnej pomocy tych bardziej doświadczonych dusz, duszom stojącym na niższym stopniu rozwoju. Stopień rozwoju duszy widać w postaci barwy, jaką promieniuje. Zacznijmy od najmłodszych dusz, kim one są i dlaczego są "najmłodsze"? Jak już wcześniej wielokrotnie pisałem, wszystko co istnieje pochodzi z Bezkresnego Oceanu Energii Miłości. Ten Ocean, my na Ziemi przywykliśmy nazywać Bogiem, lub Nieskończonością (ja osobiście lubię tę ostatnią nazwę). "Młoda dusza", to jest energia, odłączona od tego Oceanu, która jeszcze nigdy nie inkarnowała fizycznie, a co za tym idzie nie posiada żadnych doświadczeń. A doświadczenia są niezbędne, wszystko, cały sens życia tu na Ziemi, jak i w całym przeogromnym Wszechświecie (mówię tu tylko o naszym Wszechświecie, a przecież istnieją i inne równoległe do naszego światy, jak również Wszechświaty, stworzone przed powstaniem naszego), sprowadza się do jednego - zebrania jak największej ilości doświadczeń. Dopiero wzmocniona tym bagażem doświadczeń (szczególnie co symptomatyczne - umiejętności docenienia Miłości, poprzez doświadczenie zła i cierpienia), dusza może ponownie połączyć się z Nieskończonością, czyli "wrócić do Domu".

Tak więc młode dusze, które niedawno co inkarnowały na Ziemi (jednocześnie przywiązując się do swych fizycznych ciał, a dla takich dusz śmierć jest czymś bardzo traumatycznym, gdyż doświadczywszy fizyczności, obawiają się tego co nieuniknione - czyli właśnie śmierci), świecą jasnobiałym światłem. Są bowiem jeszcze niedoświadczone, niewiele "przeżyły" i stosując klasyfikację szkolną należałoby powiedzieć, że są na poziomie żłobka, czy przedszkola. Przewodnicy tych młodych dusz, sami także posiadają swoich Nauczycieli, gdyż dopiero zaczynają swą pracę, jako "Aniołowie Stróże". Młode dusze często wiec posiadają dwóch Przewodników, pierwszego oficjalnego i drugiego, który jest jednocześnie Nauczycielem ich własnego Mentora. Często są to bardzo różne "typy osobowości", jeśli mogę użyć takiego zdania. Nasz bowiem Przewodnik, z reguły jest szczególnie empatyczny i wyrozumiały dla wszelkich naszych wad, nie potrafi jeszcze wymagać od nowych dusz zdecydowanych kroków, służących samodoskonaleniu. I właśnie tutaj wkracza ten drugi Nauczyciel, który prócz tego że posiada cechy Pierwszego (empatia, zrozumienie naszych słabości i Miłość jaką nas obdarza), jednocześnie wymaga wykonania określonej pracy, umiejętności postawienia i wyciągnięcia zdecydowanych wniosków ze swego poprzedniego życia, które posłużą dla nas jako przestroga, w celu niepopełniania ich w kolejnych żywotach.

Wejście na wyższy poziom rozwoju duszy, to również zmiana naszej osobistej aury, naszej barwy, którą każdy z nas promieniuje (po śmierci wyglądamy niczym...lampki na choince, tak się mienimy różnokolorowym światłem). Barwa nabiera koloru ciemniejszego, jest to połączenie koloru czerwonego z białym. Poziom rozwoju, upoważniający duszę do "posiadania" tej barwy, kształtuje się w przeciągu kilkunastu kolejnych inkarnacji (niekiedy udaje się uzyskać ten "poziom" barwy - czyli ten poziom doświadczenia, szybciej - po kilku żywotach ziemskich, choć są to dość rzadkie przypadki). Następnym poziomem rozwoju jest barwa biało-żółta, potem już czysto żółta. Osiągnąwszy barwę ciemno-żółtą, możemy stać się Przewodnikami i Nauczycielami młodszych dusz, choć nadal posiadamy nad sobą swego Mentora, który nas wspiera i pomaga nam "wyegzekwować" obowiązki od młodszych dusz. Wspomniana przeze mnie wyżej kobieta - poddana hipnozie, opowiadała, że jej Nauczycielka promieniowała właśnie barwą ciemno-żółtą, zaś jej Mentor posiadał barwę ciemnobłękitno-fioletową (co znaczyło o ogromnym, prawie najwyższym stopniu samorozwoju, powyżej są już tylko Założyciele). Pomiędzy ciemnobłękitno-fioletowym, a ciemno-żółtym jest jeszcze poziom jasnobłękitny i fioletowy.

Osiągnąwszy najwyższy poziom samodoskonalenia i samorozwoju (tacy duchowi Mistrzowie, są o wiele ważniejsi dla młodych dusz, niż ich osobiści Nauczyciele, gdyż pomimo faktu że są dosyć wymagający, potrafią o wiele szybciej pomóc takiej młodej duszy "awansować" na wyższy stopień rozwoju. Ich zachowanie jest często bezprzykładnie dominujące, po prostu mówią co należy zrobić i rozliczają z tego co się udało a co nie. Oczywiście, jak już wcześniej pisałem, nie czynią tego w sposób obraźliwy, czy upokarzający. Obdarzają nas nieograniczoną Miłością, choć jednocześnie mówią krótko (dyskusja z nimi nie ma najmniejszego sensu) - "to po prostu ma być zrobione" i już, są bardzo wymagający. Można ich przyrównać do starych, dobrych profesorów, dzięki którym udało nam się opanować cały materiał szkolny i przejść do następnej klasy, chociaż gdy chodziliśmy do szkoły, uważaliśmy ich za "tyranów", którzy niepotrzebnie męczą nas nauką. Takie porównanie jest niezwykle trafne. Należy też dodać, że ci drudzy Mentorzy, oni rzadko kiedy czuwają nad nami za życia (tym zajmują się nasi Przewodnicy, czyli z kolei uczniowie tych "wymagających profesorów"), jednak również zdarzają się sytuacje gdy interweniują osobiście.

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Pt paź 25, 2013 1:50 am
Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 170 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 12  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL