Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So sie 17, 2019 5:38 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 Jak pomagać dobrą radą? 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3030
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Praktykujący ateista
Że tak zapytam wprost -merss.
To mógłby być oddzielny temat, lecz wątpię by było w nim wielu dyskutantów.
Dobrze wyczuwasz człowieka, to bardzo cenne znać innych.
Choć jakoś z mało znanych bądź zbyt oczywistych powodów, mało kto to potrafi.
Powód pęknięta natura człowieka.
Jakie to pęknięcie?
No grzech nieposłuszeństwa.

Zbyt takie ogólne to wyjaśnienie które na wiarę jest przyjmowane, lecz przez wielu z powodu ich nierozumienia odrzucane.
To jest powodem ateizmu u wielu.
Wzmacnia to tylko już wierzących.

By coś pomóc w tym, konieczne jest dotykanie samego człowieka swoim umysłem.
Co oznaczało by nie mniej ani więcej, tylko małżeństwo z drugim człowiekiem.
No nie koniecznie takie jak obecnie znamy z małżeństw, lecz na zasadzie bycia w rodzinie.

Ileż to rodzin celowo wysyła swoje dzieci na uczelnie, czy to medyczne, czy to do seminarium, by w względzie pęknięć w człowieczeństwie uzyskać konkretną pomoc.
A co u pozostałych z różnych powodów nie zdolnych tego dokonać, bo pęknięcia są wielopłaszczyznowe zwyczajnie nie stać ich na to?
Ważniejsze jest to by w ogóle żyć.
Nauka wiary daje umocnienie, lecz bardziej umacnia tych co są mocni w przyjmowaniu wiary.
Czy są wśród nas tacy którzy nie mają skazy słabości?
Wątpię w to, bo ci to nawet by się wiarą nie zajmowali, bo moc daje owoce w każdej chwili, wiedzą że są mocni.
Są na swoim niczego im nie trzeba.

Tu zauważam że zaglądają ludzie po pomoc.
Tylko że po pomoc konkretną, niemożliwą w taki sposób, do udzielenia na wynos.
Ona możliwa jest tylko wtedy gdy będąc blisko, w działaniu widzieli by owoce zachowań danej mocnej osoby.
To by ich przekonało, a przynajmniej ułatwiło przekonanie że takie coś ma sens.
To a pro po samego przyjmowania słownej treści.
Bo tak mówimy jedni i drudzy uściślając swoje wypowiedzi, a i tak adwersarz pisze nie wierzę bo nie mam dowodów.
A z klei dowód byłby tylko w realu.

Dopiero wtedy można by było mówić o miłości, jako założeniu- to odnoszę do całości treści wpisu.
Bo jest miłością wsparcie słabego na słabym, jest to praktyka zrozumienia będąc samemu w potrzebie.
Lecz tu mówimy o tej miłości bycia dla innych.
A temu może sprostać silny zdrowy.
Jeśli nie ma wśród nas takowego, to próżna jest nasza wiara.
Bo wiara ma prowadzić do rzeczy istniejących, a nie mnożyć braki ( coś co nie istnieje ).
Myślę że jasno tu wynika błędne koło, które natychmiast spostrzegają słabi zwykle ateiści.

Bo wiara zaczyna być takim uniwersum na nasze smutki i na nic więcej.
A mówimy że chodzi w niej o dotarcie do źródła prawdy.
Tak po śmierci poznamy Boga, więc prawdę.
No to niby mamy robić coś na po śmierci, choć na teraz mamy mnóstwo braków.
Coś tu nie tak z tym naszym kierunkiem, bo po śmierci u Boga prawdy, niemożliwe jest takie jak u nas teraz osłabienie.
Więc ten nasz pocieszający na teraz kierunek wiary, nie ma wymiaru wiecznego, a obecny czas.

No a mówienie ateiście że pocieszenie jest skuteczne, zakrawa na dwugłos, pocieszenie warunkowe.
To może by jeśli tego potrzebuje, było by przez niego do przyjęcia.
Lecz gdyby nie ten nasz kierunek, że dopiero po śmierci będziemy znać całą prawdę.
To właśnie ta sprzeczność, że teraz wierzymy lecz nie dostępujemy prawdy.
A w wieczności będziemy znać prawdę, więc wiara będzie zbędna.
W domyśle ateisty teraz, po co ten bezsensowny na pierwszy rzut okiem trud.
Można by jemu zarzucić lenistwo, niechęć poznawania tego kierunku.
Lecz co my wiemy na jego temat tak pewnego, że możemy sobie na taki zarzut pozwolić?
A z drugiej strony wiedząc o pękniętej bez wyjątku osobowości ludzkiej, trudno by się o taki zarzut pokusić.
To tak w arcytrudnym temacie skierowanym bardziej do tych, którym wiele dano i wymagać się od nich należy wiele.

To tak do rozważenia ewentualne podzielenie się ich owocami.
Od tego który otrzymał też wiele, lecz z niezbędnymi jemu dodatkami.
To dla mniej kumatych.
Cierpieniem.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Cz kwi 20, 2017 10:35 am
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12821
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Praktykujący ateista
To bardzo trudne udzielać wsparcia w internecie. To jest nawet trudne w realu. Jezus wchodził w życie człowieka tam, gdzie on akualnie był. Próbowal zawsze pomóc, ale człowiek czasem odpowiadał - NIE. Nawet, jeśli ewidentnie pomógł, jeden na dziesięciu to zauważył, reszta widziała szczęśliwy traf, swoje zasługi...

Kiedy widzę opór w realu, osoba mnie lubi i ceni, odskakuję i czekam. Po jakimś czasie dowiaduję się ile zyskała z tego czego zupełnie nie zanotowałam w pamięci. Czasem więc dobre jest odejść, dać komuś czas. Sam musi uporać się z tym co go męczy, czasem trzeba tylko wysłuchać, bo głośno wypowiedziane jest słyszalne inaczej.
Pomagając można też zaszkodzić...co kartofel to decyzja. Co jest właściwym dla tej chwili?

Obowiązuje uważność. Nie chodzi o to, że dana osoba nie mówi nam o wszystkim, chodzi raczej o to, ze nie potrafimy tego odczytać. Informacje są podawane mimochodem, podczas wieszania płaszcza i mówienia o błachostkach - są skondensowane, zaszyfrowane. Czasem zostają odkodowane znacznie później i wówczas widać więcej.


Cz kwi 20, 2017 11:24 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt mar 04, 2008 1:11 am
Posty: 1747
Lokalizacja: Warszawa, Przyjaciele Oblubieńca
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
najkrótsza i jedyna sensowna odpowiedź: OSTROŻNIE! :)

_________________
Nie sprzedawaj duszy diabłu, Bóg da Ci za nią więcej!


Cz kwi 20, 2017 5:37 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3030
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Ostrożności nigdy za wiele.
Tylko tak zażartuję.

Co mówisz?
A mówię że OSTROŻNIE.
No i patrz coś narobił.

To żaden przytyk, tylko jest tak że należy powiedzieć coś co pomoże.
Jedni - niecierpliwi chcą w jednym zdaniu pojąć wszystko, a innym książka nie wystarcza bu się przekonali do wpisu.
Inni chcą zobaczyć, dotknąć.
I nie przemawia do nich to, że jak zobaczą mogą źle na to spojrzeć.
Tak to już jest z tym wzajemnym rozumieniem.

To przeszkadza temu byśmy byli jedno w prawdzie.
Co oznacza tylko jedno wspólne wołanie, Panie przyjdź i zjednocz nas.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Cz kwi 20, 2017 6:12 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2465
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Ja już swoje zdanie wyraziłem w temacie pomagania tutaj

Ale zawsze mogę coś dodać. Pomagać uważnie i ostrożnie to słuszne podejście do tytułowego pytania. Przy czym, jak to często bywa, taka odpowiedź stawia następne pytania. Tutaj, co znaczy uważnie, ostrożnie. Moim zdaniem w pierwszym rzędzie należy zwrócić uwagę na naturę samego pomagania, oraz wgląd w siebie. Trzeba przyjąć za możliwe istnienie chęci realizacji własnych potrzeb psychicznych poprzez pomaganie innym. Bo a nóż widelec wymyślimy potrzebę pomocy innym, nie widząc innych, podążając za własnymi wyobrażeniami, a konkretniej przypadłościami umysłu. Z drugiej strony ktoś może nie chcieć pomocy prowadzącej do przemiany tylko ulgi. Tutaj zupełnie się można rozminąć. Pomagający zaspakaja potrzeby swojego nie poddanego uważnemu oglądowi umysłu a potrzebujący pomocy nastawia się na chwilową ulgę, lecz nie ma woli jakiejś radykalniejszej zmiany. Powodzenia :D

Moim nieskromnym zdaniem rozwianiem jest czynienie tego co należy w danej sytuacji uczynić. Bez oceniania innych, szczególnie na podstawie różnego rodzaju pierdół i budowania na nich wyobrażeń dotyczących innych. Po prostu odnosimy się do faktów, nie mając wglądu w fakty lepiej jest zaniechać działania (biorąc pod uwagę uważność, ostrożność zdecydowanie! lepsze jest w takiej sytuacji zaniechanie działania, również zaniechanie aktywności umysłowej polegającej na tworzeniu obrazu o sytuacji na podstawie domniemań i/lub własnych uwarunkowań). Nawiązując do faktów dajemy niezbędną przestrzeń innym (nie mamy potrzeby dodawania "nic od siebie", albo mamy kontrolę nad tą potrzebą). Robiąc to co w konkretnej sytuacji zrobić należy zamiast "tradycyjnego" pomagania, dajemy przestrzeń sobie (nie krępuje nas wynik działań, cała energia idzie w działanie, a raczej w sposób bycia wobec faktów w konkretnej sytuacji). Wszelkie uogólnienia, wyobrażenia, negatywizm, wprowadzenie podziałów na lepszych i gorszych, itp. będzie tą przestrzeń ograniczać a tym samym nie będzie służyć potrzebującym pomocy tylko realizacji zaspokojenia ego pomagającego. Robienie tego co należy zrobić z uwagi na fakty i konkretną sytuację z uwzględnieniem powstrzymania się od uogólnień, negatywizmu, dzielenia na lepszych-gorszych, potrzeby zmiany innych z uwagi na siebie samego (zmień się! to poprawisz moje samopoczucie, albo zmieni się to potwierdzi moją wizję jaki masz być, potwierdzi moją rację itp.), pozwala się skoncentrować na tym co należy zrobić. Pozwala to też (na odebranie przez drugą stronę takiego zachowania jako konstruktywnego sposobu bycia (odebrania działania pomagającego w skali 1:1), inspiracji, ale wszelka ewentualna zmiana może i będzie zasługą potrzebującego zmiany. W tym sensie takie podejście stwarza przestrzeń dla obu stron jedni realizują się w uważnym :) sposobie bycia drudzy otrzymują potrzebną inspirację.


Cz kwi 20, 2017 7:52 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12821
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Dla mnie najwazniejsze jest jednak rozpoznanie: o co tak naprawdę chodzi tej drugiej osobie. Może ona bowiem kluczyć, opowiadać o sprawach powierzchownych, ostatniego rzędu znaczenia i sama nie wiedzieć co ją gnębi.
Ludzie są też różni: jednemu potrzeba burzy z piorunami, inny oczekuje jedynie na aktywne słuchanie.

Wystrzegać się jednak należy błędów. Ktoś może potraktować osobę pomagającą jako znaczącą i przenieść na nią swe uczucia. Jeśli naiwnie zaangażuje się w rozwiązywanie problemu, jak gdyby był sam przedmiotem tych uczuć, wówczas zwalą się mu na głowę ogromne komplikacje.

Opisujesz pomoc, którą nazywa się 'fantazja ratownika'. Są ludzie, którzy odczuwają potrzebę przeorganizowywania życia ludzi, którzy zwracają się o pomoc. Widzą aż do końca jak to ma wyglądać i konsekwentnie prowadzą w wytyczonym przez siebie kierunku drugą osobę. Dają wówczas rybę, zamiast wędki, uczą bezradności. Dlaczego tak się dzieje? Ano, powodów jest kilka. Niektórzy czują potrzebę pokazania swej siły, inni pragną się dowartościować, jeszcze innym imponuje osoba, która prosi o pomoc.
Nie wyświadcza się żadnej przysługi, gdy chroni się przed ponoszeniem konsekwencji, gdy zabiera się możliwość popełniania błędów. Tak chronione w dzieciństwie dzieci są podatne na zranienia.

Uważać należy na osobowości zależne. To niezwykle wdzięczny obiekt dla obdarowywania troską. Oni po prostu lgną do innych, są skłonni do ugody, są przyjacielscy. Grają rolę pasywnych i zależnych. Dopytują się nieustannie o swe zachowanie, proszą o rady. Tyle, że oni nie chcą się zmienić. Pragną jedynie zainteresowania i potrafią świetnie o nie zabiegać.

Dla dla kontrastu - nie lubimy jak analizuje się nasze zachowanie. Przyjmujemy postawę obronną. Potrzeba ogromnej pokory, by to przyjąć w duchu życzliwości. O. Pio kiedyś powiedział: nie będę Ci Panie mówił przez kogo mnie napominasz. On tak myślał, wielka pokora i Człowiek.

Mądrość doradzającego sprowadza się do zaakceptowania:
- są ludzie, ktorym nie możemy pomóc;
- są tacy z którymi nie potrafimy nawiązać wzajemnej relacji;
- nie każdy problem możemy rozwiązać

Jeśli człowiek nie chce zmian stawia opór; może jednak deklarować daleko idące otwarcie. Uruchamiają więc mechanizmy obronne po to, by nie stanąć wobec prawdy o sobie, nie chcą dopuścić do siebie niepokoju. Nie chcą więc problemu dopuścić do świadomości po to, by móc zmodyfikować wzorce myślenia. Ten opór się czyta: widzi się typ oporu i znaki występowania postawy oporu. To mechanizm obronny, więc nie należy tego łamać. Człowiek nie jest gotowy na zmiany, może za jakiś czas, może nigdy...

Przykład nigdy (raczej)...
Jeśli spotkamy osobowość paranoidalną, pewnie nie da rady jej pomóc, mimo że cierpi i zachowuje się jak zranione zwierzę. Spotykamy się jednak tu ze schematem dominującego braku zaufania i podejrzliwości wobec innych, których motywy działania postrzegane są jako pełne złej woli. Nie dopuszczą nas bliżej, nie dadzą się poznać, wciąż będą gotowi do walki, są świetni we wszczynaniu kłótni i przypisywania winy za nią innym. Nie rozumieją ducha prawa. Ich poczucie humoru ma charakter sarkastyczny i martwy. Będą nas obserwowali i gruntownie analizowali. Będą nas trzymać na dystans i bezosobowo. Wciąż będą podejmowali próby pokonania nas. Dobrze o tym wiedzieć, bo zdiagnozowany problem traci wagę i nie przyjmiemy postawy obronnej wobec takich ludzi. Będzie też wiadomo, że zasypywanie ich troskliwością przyniesie odwrotny skutek do zamierzonego. Są na to odporni.


Cz kwi 20, 2017 9:30 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2465
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
merss napisał(a):
Dla mnie najwazniejsze jest jednak rozpoznanie: o co tak naprawdę chodzi tej drugiej osobie. Może ona bowiem kluczyć, opowiadać o sprawach powierzchownych, ostatniego rzędu znaczenia i sama nie wiedzieć co ją gnębi.
Ludzie są też różni: jednemu potrzeba burzy z piorunami, inny oczekuje jedynie na aktywne słuchanie.
Uważam, że nawiązanie do faktów (o większym ciężarze gatunkowym) jest bardziej istotne. Żeby to zobrazować można wprowadzić pojęcia życia i sytuacji życiowej. I teraz, co za różnica czy ktoś wolicjonalnie jest spójny z własną sytuacją życiową i ma w tej perspektywie konstruktywne plany, czy też nie nie jest spójny a jego plany są zawieszone w próżni. Z punktu widzenia życia, różnego od sytuacji życiowej, będącego sferą pierwotną do sytuacji życiowej, wewnętrzną sferą determinującą zewnętrzne zachowanie, oraz chcenie w tym chcenie z intencją wewnętrzną, nie ma znaczenia czy ktoś kluczy czy nie i czy ma czy nie ma świadomości co go gnębi. Ktoś może koncentrować całą uwagę na wtórnej sytuacji życiowej, a o pierwotnym życiu (wewnętrznej sferze czerpiącej z duchowości) nie wie, lub nie jest w stanie przekierować na nią swojej uwagi (na skutek uwarunkowania, braku wiedzy, doświadczenia, itp.). Kryterium "o co komu chodzi" w tym świetle wygląda na sposób aby z naszej pomocy wykluczyć tych którzy najbardziej jej potrzebują i pomagać tym, którzy w zasadzie pomocy nie potrzebują. Oczywiście w pewnym przerysowaniu aby zwrócić uwagę na tą kwestię.

Cytuj:
Opisujesz pomoc, którą nazywa się 'fantazja ratownika'. Są ludzie, którzy odczuwają potrzebę przeorganizowywania życia ludzi, którzy zwracają się o pomoc. Widzą aż do końca jak to ma wyglądać i konsekwentnie prowadzą w wytyczonym przez siebie kierunku drugą osobę. Dają wówczas rybę, zamiast wędki, uczą bezradności. Dlaczego tak się dzieje? Ano, powodów jest kilka. Niektórzy czują potrzebę pokazania swej siły, inni pragną się dowartościować, jeszcze innym imponuje osoba, która prosi o pomoc.
Nie wyświadcza się żadnej przysługi, gdy chroni się przed ponoszeniem konsekwencji, gdy zabiera się możliwość popełniania błędów. Tak chronione w dzieciństwie dzieci są podatne na zranienia.
Małe sprostowanie. Piszę o swoim poglądzie na temat jak pomagać dobra radą. Ty piszesz... o czym piszesz.

Cytuj:
Uważać należy na osobowości zależne. To niezwykle wdzięczny obiekt dla obdarowywania troską. Oni po prostu lgną do innych, są skłonni do ugody, są przyjacielscy. Grają rolę pasywnych i zależnych. Dopytują się nieustannie o swe zachowanie, proszą o rady. Tyle, że oni nie chcą się zmienić. Pragną jedynie zainteresowania i potrafią świetnie o nie zabiegać.

Dla dla kontrastu - nie lubimy jak analizuje się nasze zachowanie. Przyjmujemy postawę obronną. Potrzeba ogromnej pokory, by to przyjąć w duchu życzliwości. O. Pio kiedyś powiedział: nie będę Ci Panie mówił przez kogo mnie napominasz. On tak myślał, wielka pokora i Człowiek.

Mądrość doradzającego sprowadza się do zaakceptowania:
- są ludzie, ktorym nie możemy pomóc;
- są tacy z którymi nie potrafimy nawiązać wzajemnej relacji;
- nie każdy problem możemy rozwiązać

Jeśli człowiek nie chce zmian stawia opór; może jednak deklarować daleko idące otwarcie. Uruchamiają więc mechanizmy obronne po to, by nie stanąć wobec prawdy o sobie, nie chcą dopuścić do siebie niepokoju. Nie chcą więc problemu dopuścić do świadomości po to, by móc zmodyfikować wzorce myślenia. Ten opór się czyta: widzi się typ oporu i znaki występowania postawy oporu. To mechanizm obronny, więc nie należy tego łamać. Człowiek nie jest gotowy na zmiany, może za jakiś czas, może nigdy...

Przykład nigdy (raczej)...
Jeśli spotkamy osobowość paranoidalną, pewnie nie da rady jej pomóc, mimo że cierpi i zachowuje się jak zranione zwierzę. Spotykamy się jednak tu ze schematem dominującego braku zaufania i podejrzliwości wobec innych, których motywy działania postrzegane są jako pełne złej woli. Nie dopuszczą nas bliżej, nie dadzą się poznać, wciąż będą gotowi do walki, są świetni we wszczynaniu kłótni i przypisywania winy za nią innym. Nie rozumieją ducha prawa. Ich poczucie humoru ma charakter sarkastyczny i martwy. Będą nas obserwowali i gruntownie analizowali. Będą nas trzymać na dystans i bezosobowo. Wciąż będą podejmowali próby pokonania nas. Dobrze o tym wiedzieć, bo zdiagnozowany problem traci wagę i nie przyjmiemy postawy obronnej wobec takich ludzi. Będzie też wiadomo, że zasypywanie ich troskliwością przyniesie odwrotny skutek do zamierzonego. Są na to odporni.
Ale z takim uważaniem to trzeba uważać :wink: żeby nie przesadzić. Zresztą i tak wszystkiego nie będziemy w stanie kontrolować. Ba, możemy stracić na te próby kontroli tyle energii, że zaczniemy pisać teksty pasujące do forum psychiatrycznego czy psychologicznego wszystko jedno pacjentów czy ich lekarzy, chodzi o to, że nie pasującej do tego miejsca.


Cz kwi 20, 2017 11:53 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3030
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
merss napisał(a):
Cytuj:
Jeśli człowiek nie chce zmian stawia opór; może jednak deklarować daleko idące otwarcie. Uruchamiają więc mechanizmy obronne po to, by nie stanąć wobec prawdy o sobie, nie chcą dopuścić do siebie niepokoju. Nie chcą więc problemu dopuścić do świadomości po to, by móc zmodyfikować wzorce myślenia. Ten opór się czyta: widzi się typ oporu i znaki występowania postawy oporu. To mechanizm obronny, więc nie należy tego łamać. Człowiek nie jest gotowy na zmiany, może za jakiś czas, może nigdy...

Tu powiało smutkiem, bo jeśli nigdy?
Oznaczało by to też że i nam w podobnej potrzebie, nigdy by nie przyszła skuteczna pomoc.
Bo kto wie lepiej w czym i jak uzyskał pomoc od nas, jak nie ten kto tego doświadczył?

Z Ewangelii czyli z dobrej nowiny, wiemy że role się odwracają, ten na górze pomagający spada na dół, potrzebując pomocy.
A ten na dole któremu pomagamy idzie do góry i to on może nam służyć pomocą w potrzebie.
Tak ochoczo spłaca zaciągnięty wcześniej dług, wie jak i zna nas jak reagowaliśmy na jego niedolę.
Nawet gdy nie jest to ta sama osoba, to wiara jest wspólna dla każdego, więc znamy jej kryteria zwłaszcza pomocy innym.
Pomagajmy więc sobie dobra radą, w porę i nie w porę, bo nie znamy tego co z nami będzie.
A kondycja nasza ta nawet największa szybko się wyczerpuje.
Nikt nie chce być słabym, lecz prawda jest taka, że słabość dopada każdego z nas czy chcemy tego czy nie.
Więc jedno czego sobie i innym życzę, to niestrudzonej, nie kończącej się pomocy, tu na forum to głównie słowem prawdy.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pt kwi 21, 2017 1:04 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12821
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Są takie sytuacje, że pomóc nie możemy. Stają na drodze przeszkody nie do przeskoczenia, również dotyczące nieodwracalnej biologii mózgu. To problem, z którym poradzi sobie jedynie Bóg. Należy o tym wiedzieć, by zająć wobec takiego czlowieka właściwą postawę.

Nie można zmienić drugiego człowieka, jeśli on tego nie chce. Można wówczas zmienić się jedynie samemu.

Nie rozpatruję tego w kategoriach emocjonalnych, ale wiedzy, którą mamy o człowieku. Możemy drugiemu człowiekowi pomóc, zaszkodzić lub zmienić się samemu, by dostosować się do sztywnych schematów decyzyjnych osoby. Zresztą, relacje z innymi zmieniają obie strony.


Pt kwi 21, 2017 1:50 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3030
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
To prawda nic na siłę.
No i nie przeliczać się ze swoimi możliwościami.
A o to łatwo, zwłaszcza bywa to tragiczne w skutkach, gdy oboje są małżeństwem, nie mają od siebie i problemu odpoczynku.
To coś z realu.

Bo akurat w skrajnym przypadku o którym mowa, człowiek po prostu nic nie może.
Jest to porażka, bądź ładniej nazwane, nie nasza w tym rola a Boga.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pt kwi 21, 2017 2:04 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12821
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Na swój użytek mam prostą filozofię życiową, pojawiła się w wyniku obserwacji. Robota to mnie zawsze dogoni. Jak ma być moja, niech sobie trochę poczeka i poprosi co najmniej dwa razy. Głowy sobie urwać nie dam, na głowę wejść też nie.
Jeśli mi Pan podesłał dwóch synów, którzy ani nie chorowali i przesypiali od razu całe noce (jeden po tygodniu, drugi po miesiącu), nie doświadczyłam dotąd trudności wychowawczych/małżeńskich, znaczy że to Boża pieczęć i tak ma być. To źródło siły.
Mogę dać z siebie tyle, ile mogę. Jak dawać? Tu mi pomogła Matka Teresa. Jeśli to moja robota, dostanę narzędzia, jeśli ich nie otrzymam, do tego nie mam serca, by się tym zająć, oznacza, że to robota kogoś innego.
Organizm jest mądry i uważam, że należy słuchać jego podpowiedzi. Resztę dokonują tzw zbiegi okoliczności i wiedza, która pełni również role selekcjonera. Nie można marnować swych sił na walkę z wiatrakami i utarczki z toksycznymi ludźmi. W imię czego? By sobie udowodnić, że jestem taka niezastąpiona? Nie ma takich ludzi.


Pt kwi 21, 2017 2:36 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3030
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Zgadzam się z tym każdy kraje jak mu materiału staje.
Cieszę się że rozmawiam z kimś mocniejszym ode mnie w pewnych sprawach.
Bo czyż Bóg określił że wszystko jest mocne bądź słabe.
Mało tego wcale nie odkrył prawdziwej swej mocy, a przynajmniej nie tak oczywiście.
Napisane jest bowiem moc w słabości się doskonali.
A to znaczyć może bardzo wiele, lecz nie ma wprost co jest mocne a co słabe.
Bo czyż pięść nie może wyrządzić krzywdy głowie?
A czyż głowa nie może wyrządzić krzywdy pięści?
Wspaniale tak Bóg z nami uczynił.

Ale do rzeczy pomagać radzić to jedno.
A kto i komu pomagać czy radzić to drugie.
Ja poszukiwałem co mogę radzić i komu, w czym pomóc innym będąc słaby.
Odnalazłem to.
Znam słabość więc mogę wesprzeć mądrym słowem ludzi słabych.
Jakie to słowo i do kogo skierowane?
Słowo to takie że gdy upadają słabi na duchu i krzyczą do Boga daj nam mocy, a nie zyskawszy jej zasmuceni bądź nawet zagniewani mówią, Bóg nas opuścił, Jego nie ma, co znaczy dokładnie to samo.
Nie wiecie o co prosić.
Proście byście podołali w swej słabości.
Nie wiecie bowiem jakie brzemię spada na mocarzy.
Cóż byście uczynili z mocą i mocą wy słabi?
Do mocy potrzeba mocarzy, by się nie wymknęła z pod kontroli.

Analogicznie powinna napisać np. -merrs.
Ja mocna mam innym mocarzom wskazać drogę, by nie krzywdzili słabych.
A moc krzywdzi słabych bo ich nie widzi.
I nie zazdrośćcie słabemu ich słabości, że aż tyle od nich nie jest wymagane co od was.
Bo słaby i tak ma z tym co otrzymał co robić, by w ogóle to wykonać.

Tak każdy ma swą rolę do wypełnienia, w swoim zakresie na swą miarę, w sobie znanym temacie.
Myślę że do takiego upominania, rady zaprasza nas Bóg.
I oby wielu się takich znalazło.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pt kwi 21, 2017 6:04 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2465
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
merss napisał(a):
Na swój użytek mam prostą filozofię życiową, pojawiła się w wyniku obserwacji. Robota to mnie zawsze dogoni. Jak ma być moja, niech sobie trochę poczeka i poprosi co najmniej dwa razy. Głowy sobie urwać nie dam, na głowę wejść też nie.
Jeśli mi Pan podesłał dwóch synów, którzy ani nie chorowali i przesypiali od razu całe noce (jeden po tygodniu, drugi po miesiącu), nie doświadczyłam dotąd trudności wychowawczych/małżeńskich, znaczy że to Boża pieczęć i tak ma być. To źródło siły.
Mogę dać z siebie tyle, ile mogę. Jak dawać? Tu mi pomogła Matka Teresa. Jeśli to moja robota, dostanę narzędzia, jeśli ich nie otrzymam, do tego nie mam serca, by się tym zająć, oznacza, że to robota kogoś innego.
Organizm jest mądry i uważam, że należy słuchać jego podpowiedzi. Resztę dokonują tzw zbiegi okoliczności i wiedza, która pełni również role selekcjonera. Nie można marnować swych sił na walkę z wiatrakami i utarczki z toksycznymi ludźmi. W imię czego? By sobie udowodnić, że jestem taka niezastąpiona? Nie ma takich ludzi.

Tzn., że ktoś oczekuje od Ciebie walki z wiatrakami i utarczek z toksycznymi ludźmi, czy tak sama siebie przekonujesz. Znaczy się wiadomo, wyrażasz swoje zdanie, tylko koncőwka jakoś tak dramatycznie (z napięciem) zabrzmiała, taka intuicja/wizja, więc się dopytuję. A właśnie coraz częściej doswiadczam "poznania" :D ,że warto patrzeć na sytuacje i ludzi ze swiadomością, że owo spojrzenie to tylko jedna z wielu alternatywnych, niekoniecznie zgodnych, percepcji. No ale to inny temat, chyba :)


Pt kwi 21, 2017 8:37 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12821
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Nie tracę czasu na pomoc, która jest pozorowana, bo ktoś czegoś ode mnie chce, ale nie wsparcia, by samemu dalej iść. Dlatego cenię sobie rozeznanie. Ono też wymaga jednak czasu, by odpowiedzieć sobie na pytanie: o co mu tak naprawdę chodzi?
Wyśmialeś coś o czym nie miałeś pojęcia. Nie tak łatwo odczytać osobowość paranoidalną, czy socjopatyczną, bo to artyści. Nie odsłonią się. Na osobowość zależną też musisz mieć czas, by zauważyć, że przemiła osoba deklarujaca współpracę, wcale na nią nie ma ochoty. Takich przypadków jest wiele, że odrzucasz widząc, że nie pomożesz. A są jeszcze ci, którzy by chcieli się wkupić, by coś dla siebie ugrać. Im wyżej jesteś w hierarchii dziobania, tym więcej takich satelitów.


Pt kwi 21, 2017 9:23 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2465
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
"Wyśmiałeś" to jedna z wielu alternatyw. Dla mnie (1) pisałem o tym co uważam za ważne . Czyli koncentrowałem sie na wlasnej świadomości, doświadczeniach i wiedzy. Wyśmiałeś?, ale co właściwie? (2) Nie podzieliłem Twojego skojarzenia kwestii pomagania z problemami jakie stwarzają paranoicy, socjopaci, inni artyści, oraz zwykłe cwaniaczki do spółki z osobami o osobowości zależnej. Zwróciłem na co innego uwagę. Wyśmiałeś? (3) Woda ugasi pragnienie dobrych i złych, morze i góry zachwycą jednych i drugich, podobnie słońce ogrzewa a wiatr chłodzi, więc dlaczego człowiek ma wybrzydzać. Dla mnie pomaganie to robienie tego co należy zrobić, adekwatnie do sytuacji. Jeżeli należy się powstrzymać od pomagania to ok., byle bez uogólnień, przekreślania, czy deprecjonowania, czegokolwiek gdzie można by się dopatrywać negatywizmu. Po prostu na co innego kładę akcent. Wyśmiałeś? Byłbym zapomniał (4) Wyśmiałem :D (śmieję się do siebie nie z Ciebie)


Pt kwi 21, 2017 9:55 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL