Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest N gru 15, 2019 3:10 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 'Konflikt' rodzinny. 
Autor Wiadomość
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So lut 01, 2014 11:09 pm
Posty: 291
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post 'Konflikt' rodzinny.
Hejj.
Zdecydowałem się opisać tutaj swój problem, licząc, że uda mi się uzyskać wskazówki jak go rozwiązać/załagodzić.

Moja mama jest osoba bardzo religijną. Wiara jest dla niej bez wątpienia czymś istotnym. Już kiedy była dzieckiem miała bardzo dobry kontakt z księżmi, a te wpojone wartości, zasady zachowała do teraz.
Od urodzenia próbowała wychować nas (jej dzieci) w duchu chrześcijańskiej wiary. Przywiązywała do tego naprawdę dużą wagę.

Moja niewiara jest czymś, co bez wątpienia ją zadręcza. Początki były naprawdę przygnębiające. Widać było, że za moją niewiarę obwinia (całkowicie bezpodstawnie) siebie. Teraz wygląda to (być może tylko pozornie) lepiej, ale zdarzają się sytuacje, że widać, że ciągle ją to, po prostu dręczy. Wydaje się mieć nadzieję (niestety, prawdopodobnie złudną), że to tylko przejściowe.

Chciałbym, aby czuła się z tym faktem swobodnie, jednak nie mam pojęcia, jak sprawić, aby tak to wyglądało.
Będę wdzięczny za wszelkie porady.
Pozdrawiam.


Pn sie 03, 2015 2:16 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 04, 2009 3:20 am
Posty: 2982
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Nie umiem Ci poradzic. Mamie chyba bardziej bym umiala. Moze tylko, nie atakuj jej/jej Wiary w jej obecnosci jesli jestes wojujacym tym ateistą.

_________________
Omnis sapientia a Deo venit


Pn sie 03, 2015 2:23 am
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So lut 01, 2014 11:09 pm
Posty: 291
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Ależ oczywiście, że jej nie atakuje... Ja ogólnie nie mam tendencji do atakowania kogokolwiek.

Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądać, to pewnie nawet bym jej o swojej niewierze nie poinformował.
Teraz to już chyba trochę za późno...


Pn sie 03, 2015 2:28 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 04, 2009 3:20 am
Posty: 2982
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
I Never Said... napisał(a):
Ależ oczywiście, że jej nie atakuje... Ja ogólnie nie mam tendencji do atakowania kogokolwiek.

Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądać, to pewnie nawet bym jej o swojej niewierze nie poinformował.
Teraz to już chyba trochę za późno...

Jej nie. A wiare atakujesz? Księży? Moze byc tak, ze tez ja to moze irytowac...

_________________
Omnis sapientia a Deo venit


Pn sie 03, 2015 2:31 am
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So lut 01, 2014 11:09 pm
Posty: 291
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Mnie irytuje, kiedy ktoś to robi w jej obecności.
Ja tego tematu w ogóle nie poruszam.


Pn sie 03, 2015 2:33 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2015 3:18 am
Posty: 1277
Płeć: mężczyzna
wyznanie: religia niechrześcijańska
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Uwaga, będzie dłuuugo.

W mojej najbliższej rodzinie jest identycznie. Początki były bardzo trudne. Ujawnienie się z brakiem wiary doprowadziło do szeregu awantur, kłótni, "szlabanów", zakazów, szantaży, zmuszania i tym podobnych retorsji. Po jakimś czasie, gdy okazało się, że niewiara nie jest li tylko "buntem okresu dojrzewania" i nie mija, a wręcz przeciwnie, niechęć do wiary i jedynie słusznego Kościoła się nasila (w sumie nie dziwne - była to reakcja na zmuszanie do udziału w praktykach religijnych i różne awantury na tym tle), taktyka została zmieniona. Zamiast krzyków i zmuszania pojawił się szantaż emocjonalny - nieskrywany smutek, wręcz płacz w reakcji na ból zadawany przez postawę młodego niewierzącego, a tym samym niewdzięcznego dziecka. I oskarżenia, tudzież obawa, że rodzic przecież do piekła pójdzie, skoro nie potrafił dziecka na porządnego katolika wychować! Trochę zadziałało. W końcu dziecko też człowiek i może poświęcić godzinę tygodniowo by nudzić się jak mops, ale sprawić tym wielką (choć nieuzasadnioną) radość rodzicowi. Przez jakiś czas był status quo. Dziecko niechętnie, ale grzecznie chodziło do kościółka, rodzic nie płakał. Niestety z czasem pojawiły się pewne problemy, które nieco zburzyły ten idylliczny krajobraz. Dziecko, które przestało już być dzieckiem, wyprowadziło się od rodziców i zamieszkało z partnerem (płci przeciwnej, dla uspokojenia). Bez ślubu. Jakiegokolwiek! Na kocią łapę. NO JAKŻE TO? A no właśnie tak. Dziecko poszło na swoje i zrobiło po swojemu, tak jak chciało. Skończyły się też wtedy coniedzielne wypady do kościoła. A bo daleko było, a i przez telefon smutek i rozpacz jakoś słabiej propagują. Nastał WZGLĘDNY spokój. Po jakimś czasie zaplanowano jednak ślub. Poważna sprawa. To kiedy, kochane dzieci, zrobicie nauki przedmałżeńskie? Że co? TYLKO CYWILNY! Olaboga itd itp.... Rozpacz, a potem całe litanie aby przekonać do jedynie słusznego ślubu. I jeszcze większa rozpacz, gdy się nie udało. Ale potem spokój. Już się wydawało, że nastąpiło pogodzenie z faktem, iż dzieci zwyczajnie nie są zainteresowane ludową obrzędowością i że nastanie stały spokój. Niestety tak nie było. O ile coniedzielne "zaproszenia" na msze już dawno zniknęły, pojawiły się nowe - a to msza za babcię, a to za dziadka, a to jakaś rocznica, a to jakieś ważne święto, na które koniecznie trzeba iść, nawet jak normalnie się nie chodzi. I historia z kłotniami, a potem szantażem emocjonalnym się powtarza. I znów, dla świętego spokoju i zrobienia dobrego uczynku, dziecko-nie dziecko karnie szło z rodzicem do kościółka, by ten nie płakał, tylko się radował. A że nie ma z czego, bo wiary od tego nie przybywało, a wręcz odwrotnie, to zupełnie inna kwestia. I bynajmniej nie istotna dla rodzica. I tak sobie czas mijał, aż pewnego dnia dziecko-nie dziecko spłodziło własne dziecko. Wojna religijna wybuchła na nowo. No bo co jest najważniejsze? Oczywiście CHRZEST! Jakież było zdziwienie rodziny, które to zdziwienie przeszło w święte oburzenie, kiedy to rodzina się dowiedziała, że żadnego chrztu z udziałem dziecka dziecka-nie dziecka nie będzie. To co się działo przy ślubie to był pikuś. Najgorsze były spotkania rodzinne, kiedy to pół rodziny wypominało, że tak nie wolno, że nie wypada, że koniecznie trzeba, że nie można przecież karać dziecka, że tak się robi, że jak rodzice dziecka nie chcą, to dziadkowie z ciotkami to załatwią, bo to przecież dla dobra dziecka jest i bez tego po prostu żyć się nie da! I tak na każdym spotkaniu, acz ze spotkanie na spotkanie z nieco mniejszą żarliwością. Niewzruszona postawa rodziców dzieciątka zniechęciła bogobojną część rodziny. Chyba zrozumieli, że nic nie wskórają. Z racji posiadania dziecka, dziecko-nie dziecko miało mniej czasu na coniedzielne oraz "specjalne" wypady do kościółka - była wymówka i rodzice nie naciskali. Zapanował kolejny okres spokoju. Ale dziecko dziecka-nie dziecka rosło i zbliżał się tradycyjny czas pradawnych postrzyżyn - w obcej (a bliskiej rodzicom, ciotkom itp) tradycji I Komunią zwany. I znów ruszyła machina wojenna. Najpierw powoli, niepostrzeżenie, niejako podstępem, coś na kształt konia trojańskiego. Chodzi mi, mianowicie, o lekcje religii, które odbywają się, rzecz jasna, w świeckiej szkole. Dziecko dziecka-nie dziecka zostało zapisane na religię. Początkowo chodziło chętnie - wszak był to czas głównie kolorowanek, wycinanek i śpiewów. No a skoro chodzi na religię, to powinno chodzić też i do kościoła! Logiczne. Oczywiście, rodzice dzieciątka nie byli zainteresowani wspólnym przeżywaniem "wiary" ze swoim dzieckiem, ale od czego są dziadkowie! Dzieciątko chętnie chodziło zatem do kościółka. Co niedziela. Zresztą ono wszędzie chętnie chodziło, bo było ciekawe świata. Idylla trwała kilka lat. Entuzjazm dzieciątka do coniedzielnych wypraw stopniowo malał. Podobnie do lekcji religii. Zwłaszcza, że czas Postrzyżyn/Komunii był tuż-tuż, a to wiązało się z zakuwaniem serii modlitw. Dzieciątko pytane czy ma życzenie uczestniczyć w tym obrzędzie nie wykazywało szczególnego zainteresowania. Poinformowane jednak, że za udział zwykle otrzymuje się laptopy czy konsole do gier, tudzież wypasione komórki a nawet czasem quady, zmieniło swój stosunek na pozytywny. Ku wielkiej radości bogobojnej części rodziny. Tu jednak, jak grom z jasnego nieba, padła decyzja rodziców dzieciątka: żadnej Komunii nie będzie, bo dzieciątko nie rozumie co robi, a jedynie chce dostać wymarzonego laptopa, a tak być nie powinno. Dzieciątko podejmie stosowną decyzję w stosownym wieku, w którym będzie w stanie to ogarnąć rozumkiem. I koniec dyskusji! Doświadczenia lat poprzednich pokazujące, że groźby i prośby na niewiele się zdadzą spowodowały zmianę taktyki. Tym razem doszło do próby wręczenia korzyści majątkowej (rodzicom dzieciątka) w zamian za zezwolenie na poddanie dziecka odpowiedniemu rytuałowi. Plan był dobry, ale i on się nie powiódł - a wszystko przez nieugiętą i nieustraszoną postawę rodziców niedoszłego postrzyżeńca vel komunisty. A ile lamentów przy tym było, tego najstarsi Nomadzi nie pamiętają. A ile argumentów typu: cała klasa przecież pójdzie, cała klasa dostanie laptopy, cała klasa będzie się śmiać i wytykać palcami itd itp. Dzieciątko nie było może szczęśliwe, ale przeżyło. Zresztą razem z chyba dwójką innych "odszczepieńców" ze swojej klasy. Nie było więc same w "nieszczęściu". Zrezygnowało też z lekcji religii i coniedzielnych wypraw kościelnych. I jest spokój. W międzyczasie dziecko-nie dziecko dało rodzicom wyraźnie do zrozumienia, że nie chce być już w żaden sposób "nakłaniane" do kościelnych wizyt. Nie i koniec! Mam już tego dość! Ile można! Zrozumcie wreszcie, że mnie to nie interesuje!
I nastał spokój. Z rzadka przerywany jakąś nieśmiałą propozycją wspólnego uczestnictwa w jakimś obrzędzie. Z rzadka akceptowaną w naprawdę wyjątkowych przypadkach.
Ciekawe czy jakieś cyrki będą z okazji bierzmowania? Chyba już nie, co?


Tak to u nas wyglądało. Nie wiem czy moje doświadczenia Ci w czymkolwiek pomogą. Ja radzę jedynie być bardzo stanowczym. Każde zachwianie w niewierze, każde pójście na ustępstwo powoduje wzrost fałszywej nadziei u osoby wierzącej. To swoiste przedłużanie jej agonii (przy założeniu, że jesteś zdecydowanie, stanowczo i świadomie niekatolicki). Moim zdaniem to bardzo niedobre. Sprawę trzeba załatwić raz a dobrze, a nie niby tak, ale jednak 5 razy w roku pójdę, bo cośtam. Albo rybka albo pipka. Inaczej to się będzie tylko ślimaczyć jak jakaś rozdrapywana wiecznie rana...

_________________
Jestem z powrotem. Cieszycie się? Znów zadam parę trudnych pytań i znów odpowiedzią będzie "ad personam" :(


Pn sie 03, 2015 3:30 am
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): N lut 08, 2015 1:24 pm
Posty: 132
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Moja wypowiedź na niewiele się wam przyda, ale podzielę się z Wami kilkoma luźnymi refleksjami z tego tematu.

1) Bardzo mnie smuci to co piszecie. Mówię o tej mentalności. Sam miałem podobną sytuację: bardzo religijni rodzice i ..... ja. Nigdy nie byłem ateistą, ale nie byłem pewien czy Katolicki obraz Boga jest prawdziwy. Do Kościoła chodziłem czasem - ale po dobroci. Mama to bardzo przeżywała. O wiarę było kilka awantur, ale mama była w stanie zaakceptować mój światopogląd. Jedyne czego żałuję, to że czasami za bardzo nadawałem na Kościół. Bo te moje nadawanie ją bolało.

Tak propo "nadawaczy" wiele antykościelnych argumentów jest jednostronna. Ja nie mówię, że Księża są święci. Bo nie są. Ale to nie zmienia faktu, że (1) nie wszystko jest takie jak się wydaje, (2) większość księży jest normalna i (3) to nie jest argument by odcinać się od Boga. Zboczyłem z tematu, wybaczcie.

Nawróciłem się już jako dorosły mężczyzna. Gdybyście widzieli radość matki gdy się dowiedziała.

2) Dużo młodych ludzi przychodzi do mnie właśnie z takim problemem - mama zniechęciła do wiary bo kazała dziecku łazić codziennie do Kościoła. Albo babcia. Albo ktokolwiek. I to trochę smutne, bo widzę, że ta młodzież często JEST wierząca tylko ma uraz do praktyki. Dlaczego piszę, że to smutne? Ponieważ uważam, że brak świadomego przeżywania sakramentów i życia w wspólnocie baaaardzo zubaża wiarę.

3) Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, osoby zniechęcone. Osoby zniechęcone pragnę jednak zachęcić :lol: Zróbcie sobie challenge - przez miesiąc żyjcie jak rasowy Katolik :-D Spowiedź (ważne: BEZ TAJENIA!) a potem miesiąc życia sakramentalnego. Pozwólcie się prowadzić.

Nie zachęcam was po to, by was nawracać czy coś. Jestem od tego daleki. Jeżeli jednak podejmiecie to wyzwanie....to wasze życie TAKŻE DOCZESNE zmieni się na ogromny plus. Spróbujcie. Najwyżej stracicie miesiąc. A w praktyce to siądziecie z wrażenia ;)


Pn sie 03, 2015 5:45 am
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So lut 01, 2014 11:09 pm
Posty: 291
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Dziękuję za wypowiedzi

Wielki Masakrator


Z tym, że obecnie ja naprawdę nie czuję się do niczego zmuszany i żadna "technika" przez Ciebie opisana, nie jest w stosunku do mnie stosowana.
To nie o to chodzi.

Cytuj:
A że nie ma z czego, bo wiary od tego nie przybywało, a wręcz odwrotnie, to zupełnie inna kwestia. I bynajmniej nie istotna dla rodzica


Myślę, że w moim przypadku właśnie ta kwestia jest dla rodzica istotna - dlatego cała sytuacja jest dla mnie taka problematyczna.


Jogomajo

2) Nie czuję i nigdy nie czułem się do wiary zniechęcony - jeśli o to chodzi.
I obawiam się, że źródła mojej niewiary są jednak troszkę inaczej ulokowane.

3)
Sam pomysł na challenge wydaje się być ciekawy, ale jeśli już bym miał się na coś takiego zdecydował to raczej wybrałbym inną religie.
Z katolicyzmem już miałem do czynienia, nawet w formie zbliżonej do tego co proponujesz, więc nie byłoby to dla mnie niczym szczególnie atrakcyjnym - tak myślę.


Pn sie 03, 2015 6:22 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13139
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Mama będzie się obwiniala o brak wiary. Zawsze znajdzie powody, że zaniedbała, że to jej wina. I nadal będzie kochała, ale to jej juz nigdy nie da spokoju, bo znajdzie takie momenty w życiu, które uzna za swoje zaniedbanie. Ta akurat rana się nie zagoi, chyba, ze to zracjonalizuje i dopasuje stan faktyczny do religii. Wychowanie dzieci to najważniejsze zadanie życiowe, w jakimś miejscu postawi sobie sprawę wychowania religijnego. Jak wysoko postawi, tak bardzo będzie boleć. Nie zwolnisz jej od odpowiedzialności, bo to zadanie wlasne.

Nic nie da żadne łagodzenie spraw. Dla niej to sytuacja, że możecie się nie odnaleźć w życiu wiecznym, bo możesz to życie przegrać. Jak to złagodzić kiedy patrzycie z zupełnie innej perspektywy? Widząc swą bezsilność ludzie podejmują modlitwy, czasem wieloletnie i czyny pokutne w imię nawrócenia innej osoby, bo chcą dzielić z nią życie wieczne i wierzą, że tylko zbawienie da człowiekowi szczęście. I zycie pokazuje, że są one często owocne. Księża pytają w takich okolicznościach o to, jaki to człowiek, jaką ma hierarchię wartości. Jeśli to obojętność i moralność relatywistyczna, skupienie się na własnych potrzebach oraz wolność od- szanse nawrócenia są niewielkie. Człowiek inaczej zdefiniuje miłość i nie wybierze Boga, nawet na łożu śmierci. Nie rozpozna bowiem Boga w ostatniej próbie, da się uwieść pokusie.


Pn sie 03, 2015 8:12 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 31, 2014 8:34 pm
Posty: 1671
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
@I Never Said...

W pełni wpsółczuję. W mojej najbliższej rodzinie nie było nikogo głęboko religijnego. A ja też odrzuciłem wiarę długo po okresie dojrzewania i kiedy w zasadzie byłem już samodzielny.

Może drogą jest poszukać jakiegoś bardziej otwartego duchownego katolickiego i poprzez niego próbować wytłumaczyć matce. Mój katecheta mówił coś w stylu "niewierzący którzy czynią dobro w głębi duszy wierzą w Boga bardziej niż ja". Jest to ocywiście cholernie manipulacyjny i obrzydliwy tekst, ale w tym wypadku może ukoić zmartwienia Twojej matki.

Nie wiem czy w dzisiejszych czasach nagonki na wszystko co nie należy do Kościoła jeszcze się uchowali tacy co tak (lub podobnie) myślą i czy mają wolę ujawniać się z takimi myślami... ale może warto poszukać.

Niech duchowny jej powie, że niewiara nie jest najgorszym co można uczynić i też może być drogą do zbawienia.

ciach- obrazy wytwórcze wycięłam i kolejne teksty tego typu potraktuję tak samo, są granice. Nie prostuję pewnej kategorii wypowiedzi, bo funkcjonują wg innej wewnętrznej spójnosci. Informację stosowną otrzymałeś, więc decyzje leżą w twoich rękach. (merss)

_________________
"To forum dla myślących, nie niepełnosprawnych umysłowo." - [Z myśli chrześcijańskich moderatorki merss]


Pn sie 03, 2015 8:53 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N mar 30, 2014 8:35 pm
Posty: 3895
Lokalizacja: polkowice
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Czasami rodzice czy rodzina „ wie lepiej” , mnie to o tyle ominęło że Matkę mam bardzo wyrozumiałą, zresztą jak większość kobiet w rodzinie.
Nawet moja nie żyjąca już od lat prababcia , mimo że była głęboko wierzącą kobietą nigdy się nie zbliżyła do granic dewocji i potrafiła rozdzielić to co księdza, co kościoła, a co ludzi.

Sam będąc teraz po drugiej stronie „barykady” bo nie ma co ukrywać człek coraz młodszy nie jest , dzieci odchowane, lada chwila założą własne rodziny.
Akceptuję każdą ich decyzję bezwarunkowo, jeśli mam wątpliwości staram się pytać i rozmawiać. Nie zakazywać, nie potępiać ale dać szansę na znalezienie swojej drogi i miejsca w życiu.
Lata temu ktoś tu na forum mnie zapytał jak bym zareagował jeśli moja córka została by zakonnicą, zdania nie zmieniłem, potraktował bym to jako osobistą porażkę i błąd wychowawczy.
Z tej perspektywy rozumiem przeciwną stronę, ale nie starał bym się wpłynąć na zmianę decyzji.
Każdy ma prawo do własnych błędów i ponoszenia odpowiedzialności za nie.


Pn sie 03, 2015 10:04 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3157
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
Wychowanie- nie ma trudniejszej działalności na tej ziemi, pomimo że jest ona najbardziej powszechna, oraz jedną z najstarszych działań ludzkich.

Ja gdy widzę piętrzące się trudności, mówię nic na siłę.

Jest to dobre rozwiązanie lecz, nie dla zastosowania dla każdego.
Bo wymaga dużego dystansu do sprawy, przez zainteresowanego, a zwykle jest przeciwnie.
Na to stać nielicznych, nie będę wskazywał ich, by pozostałych nie wpędzać w kompleksy.

Chodzi o to że wiara pomaga w pokonywaniu trudności.

U wielu z nas jest ona ostatnim bastionem, z którego nie ma gdzie pójść.
Rozumiecie co to oznacza?

Utożsamienie się w wierze w Boga, z samym Bogiem kończy się o ironio, czymś wręcz odwrotnym od spodziewanego czy zamierzonego.
Utratą wiary, bądź ślepego kurczowego jej się trzymania.
Ani jedno ani drugie, nie jest tym właściwie dobrym rozwiązaniem dla tych osób, inaczej nie dyskutowalibyśmy o tym.

Przy czym następuje tu krańcowy rozdźwięk- skrajność.
U osób z sobą blisko związanych, czyli podział priorytetów, do tąd wspólnych.
Najgorsza z możliwych sytuacji.
Bo łatwo dopasować się wzajemnie jeśli różnice zdań są niewielkie.
Za to, ze skrajności daleka droga, a czas pracuje na dwie strony, w jednej leczy rany, w drugiej oddala od siebie.
Paradoks w wierze, lecz także w ogóle paradoks człowieka.

Ważne na początek by obie skrajne strony, poznały ten paradoks, poznały siłę jego destrukcji na bycie blisko z sobą.
Od właściwego pojęcia (tego co jest niepojmowalne dla nich), zależy czy wystąpi w nich nadzieja porozumienia pomimo wszystko.

Wtedy to dobrze by było, by znalazł się zewnętrzny rozjemca ( w Kościele jest nim kapłan z powołania, oby nie sknocił sprawy).
Lecz może być to dowolna osoba z autorytetem ( która nie ma nic na sumieniu w opinii obu stron).
Ta osoba ma za zadanie postawić sprawę na ostrzu noża, stać się wyrocznią dla obu stron.

Normalnie świadomi sytuacji z obu stron, bliscy zaprzestaną kontynuowania, drażliwego kierunku nacisków wzajemnych na siebie.

Nie musi to jednak nastąpić i trzeba tego być z kolei świadomym, by nie wpaść, w raz już kolejny, w tą samą pułapkę.
Czyli postawienia wszystkiego na szalę, sytuacji z której nie ma rozwiązania i nie ma odwrotu, bo się postawiło wszystko co się potrafi.
Innych zapasowych szalup ratunkowych już nie ma.

Wniosek jest jeden, szerokie spojrzenie na to z czym się zmagamy, by mieć jak najwięcej szalup ratunkowych.
I nie sięgać od razu po najważniejsze, po najsilniejsze argumenty, by przypierając do muru dana osobę, nie udusić ją nimi.
Takie argumenty, to choćby daleko ci do Boga, on jest niedościgniony.
Oczywiście to prawda, lecz nie do wypowiedzenia w tej sytuacji.

Zdaję sobie sprawę, że to co piszę choć słuszne, to nie w każdym przypadku zadziała.
Łatwo mi się pisze, lecz być pod tym pręgierzem nie chciał bym.
No cóż próbujcie się z tym zmierzyć.
lepsze to, niż udawać że nie jest źle, bądź że nie ma problemu.

Tu udawaniem przekreślimy wszystko co najwartościowsze w naszym życiu zaistniało.
Wypada życzyć tylko powodzenia.

Ps.
Do tych co utracili wiarę w Boga, nie do uczestników podobnie trudnych sytuacji.
A do tych, co sobie już podcięli skrzydła, bo stracili wiarę że Bóg istnieje.
Widzicie jaką krzywdę sobie robicie, nie Bogu ani innym wierzącym.
Udowadniając że skoro Boga nie da się wprost dostrzec namacać, to go po prostu nie ma.
Bo to właśnie to że Boga nie widzimy, w sytuacjach jak wyżej jest bezcenną pomocą.
Nie widząc Boga, nie widzimy najsilniejszych działań, co jest cenne.
W dialogu zdawało by się krańcowo nie do pogodzenia.

Boga się poznaje stopniowo, od malutkich kroczków począwszy.
Stąd napisałem - NIC NA SIŁĘ.

Tak się wprawiając z Bogiem, będziemy mieli odruch takiego samego podejścia, także do innych ludzi, a to pozwoli wyjść cało z tak trudnych sytuacji.

Warto wiele spraw, zwłaszcza pomocnych w takich sytuacjach, wykształcić u siebie na zasadzie odruchów, tak jak kierowca prowadzić auto, a mimo to nie sprawia to zagrożenia, a w sytuacjach awaryjnych pozwala zachować zimną krew, by właśnie dopiero wtedy znaleźć właściwe rozwiązanie.

Nie ma bowiem takich samych sytuacji w życiu, więc nie sprawdzają się do końca nawet najbardziej słuszne i udowodnione tezy, przepisy, czy opracowania naukowe.
Tak jak na drodze nie ustrzegą żadne znaki kierowcy przed nieszczęściem.

Rozumiecie już przeciwnicy wiary w Boga co tracicie?

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pn sie 03, 2015 10:15 am
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 25, 2015 3:18 am
Posty: 1277
Płeć: mężczyzna
wyznanie: religia niechrześcijańska
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
witoldm:
Zgadzam się, wiara pomaga przetrwać trudne chwile.
Dlatego właśnie tylu wierzących jest w biednych i zaniedbanych częściach świata, gdzie zdobycie jedzenia, dachu nad głową czy pozostanie wśród żywych jest elementem codziennej walki o przetrwanie. I dlatego w krajach dobrobytu, gdzie "zwierzęce" problemy egzystencji przestały być widoczne, a na plan pierwszy wyszły rozterki typu: kupić Playstation czy Xboxa, wiara w niewidzialne siły pomagające ludziom zanika. Oczywiście, w razie jakiegoś nieszczęścia - powraca, ale to są jednostkowe przypadki.

_________________
Jestem z powrotem. Cieszycie się? Znów zadam parę trudnych pytań i znów odpowiedzią będzie "ad personam" :(


Pn sie 03, 2015 10:46 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): N gru 22, 2013 7:23 pm
Posty: 910
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
pies napisał(a):

Nie wiem czy w dzisiejszych czasach nagonki na wszystko co nie należy do Kościoła jeszcze się uchowali tacy co tak (lub podobnie) myślą i czy mają wolę ujawniać się z takimi myślami... ale może warto poszukać.


Dawnemi czasy było lepiej,a obecnie wytoczono najcięższe działa wobec niewiernych i ośmielających się sprzeciwiać KRK.Wpływ Kościoła na państwo sięgną zenitu,a rząd i obecny jeszcze prezydent Komorowski wiernie mu służą.
Ta nagonka szczególnie jest widoczna w mediach,które zresztą zalane są licznymi programami religijnymi i propagandowymi.
Strach żyć.
No pewnie że się nie uchowali.Poradzono sobie z nimi w sprytny i perfidny sposób.

No to chyba coś komuś się przeprało. :mrgreen:


Pn sie 03, 2015 10:53 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 31, 2014 8:34 pm
Posty: 1671
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: 'Konflikt' rodzinny.
sylvian -- pokłady sarkazmu zostały zauważone.

Ale skoro uważasz, żę jest tak dobrze to może znasz jakiegoś księdza który głosi, że osoby niewierzące też dostępują zbawienia? I mógłbyś go wskazać, bo taki człowiek byłby przydatny w tej chwili.

_________________
"To forum dla myślących, nie niepełnosprawnych umysłowo." - [Z myśli chrześcijańskich moderatorki merss]


Pn sie 03, 2015 11:09 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL