Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Cz kwi 02, 2020 12:20 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 131 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona
 Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwiek) 
Autor Wiadomość
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
chrysletY napisał(a):
O tym, że wiara ma sens i racjonalne uzasadnienia, czy o tym, że atakuje ona wtedy, kiedy jesteśmy na nią najmniej odporni?

Na potrzeby rozmowy odrzuciłam spojrzenie kościółkowe...
Jest odpowiedzialna za wewnętrzną homeostazę człowieka. Łączy się też z wydzielaniem oksytocyny (badania na kobietach). To mechanizm neurobiologiczny taki sam jak zakochanie się w idolu, którego się nie zna osobiście.

I jeszcze jedno. Ludzie, którzy winią dobrego rodzica lub Boga (dlatego odeszli od wiary racjonalizując to pseudonaukowo) to zarazem ci, którzy przedtem oczekiwali od nich najsilniejszej ochrony. Byli nadmiernie przywiązani (to też ma swą przyczynę, badania nad biologią przywiązania znam na makakach, u ludzi wygląda to troszeczkę inaczej), a ich przesadne uczucie świadczyło o lęku i podatności na zranienia. Kiedy spotkała ich tragedia mogli się jedynie czuć zdradzeni i opuszczeni. Nienawiść żywiona względem tych, których kochali (powtarzały się u tych osób zdania o wirtualnym Przyjacielu dziecka), do pewnego stopnia chroni ich poczucie własnej wartości, uniemożliwia jednak rezyliencję, ponieważ przypisywanie innym winy za własne nieszczęścia ogranicza autonomię.

Nauka dostarcza lakonicznych prawd o Bogu, czyli jako uspokajającą iluzję (to jednak wykazuje dodatnią korelację z procesem powrotu do zdrowia i przedłużania życia- wątek z przykładami, które przywoływałam poleciał w niebyt), że mogą one jedynie posłużyć do zadawania nowych pytań, a pojęcie przywiązania do Boga jest po prostu analizą sposobu w jaki kochany Bóg staje się bezpieczną bazą oddziałującą kojąco, dynamizująco i porządkująco na 'ja'. Naukowe poszukiwania śladów Boga w mózgu pokazują, że elektoencofalogramy wierzących są bogate w fale alfa o częstotliwości ośmiu cykli na sekundę. To bioelektryczne świadectwo spokojnej uważności. Neuroobrazowanie wskazuje, że podczas modlitwy słabnie działanie ciała migdałowatego, pociągając za sobą spowolnienie aktywności płata ciemieniowego. Technika umożliwia wgląd w to, co mistyce nazywają 'wewnętrznym zanurzeniem'.

Nie chodzi o to, by Boga umiejscowić w mózgu, lecz o neurologiczny dowód, że samo jego wyobrażenie wpływa koląco na biologiczne oznaki stresu. Znika wzburzenie, podmiot odzyskuje panowanie nad emocjami, szukając ochrony i poddając się potężnej i krzepiącej wewnętrznej bezpiecznej bazie. Kortyzol przestaje szaleć, powraca homeostaza wewnętrzna..

Prawidłowością jest, że osoby starsze powracają do Boga. Przewartościowują też życie osoby w sytuacji trudnej. To też wdrukowane w naturę, znamy kolejne etapy tego procesu psychicznego.
Starszy człowiek stopniowo wycofuje się z rzeczywistości i coraz silniej zamieszkuje świat przedstawień Boga i własnych wspomnień. Jeśli rzeczywistość się zaciera, a świat wspomnień jest ubogi, starszemu człowiekowi bardzo trudno się przywiązać. Czasem jedyną ulgą jest nadzieja na śmierć.
Osoby w podeszłym wieku w większym stopniu reagują na własne zmysłowe przedstawienia niż na otaczającą rzeczywistość. Myślą o tych, którzy odeszli, mówią do ich zdjęć, bronią ich interesów i chronią pamięć o nich, uruchamiając proces, który daje im poczucie bezpieczeństwa i życie w znajomym świecie. Świat nie jest już tym, co wokół nich, lecz żyje w nich, w ich pamięci. Ta psychologiczna przemiana tłumaczy, dlaczego starsi ludzie powracają do Boga, którego znali, kiedy byli dziećmi.

A więc? Natura człowieka ukierunkowana jest ku temu, by wrócić do Boga. Łaska buduje na naturze...w końcu natura zdolna jest odebrać łaskę, jeśli sumienie zostało dobrze ukształtowane. To przedostatni dzwonek, w chwili śmierci może pojawić się ostatni.


Cytuj:
To kolejna oczywista wręcz skłonność człowieka. Nie znosimy nie znać odpowiedzi, oraz nie potrafimy akceptować stanu faktycznego rzeczywistości. Stąd pojawia się myślenie życzeniowe a stąd jest już kroczek do błędu logicznego odwołania do preferencji.

Myślenie życzeniowe nie wykazuje dodatniej korelacji z wiarą, ale niedojrzałością. Są ludzie, którzy uciekają od odpowiedzi, głównie o sobie, inni jej szukają.

Cytuj:
Jasne że jeśli będę umierał na raka, to będę pragnął z całych sił by w moim umyśle zaistniała wiara w życie wieczne. Tyle, że to pragnienie nie doda wierze grama racjonalności.

Nie znasz swych reakcji w przyszłej i trudnej sytuacji. Nie wiesz też, czy nie powrócisz do Boga.
Rozmawia syn lekarz (chirurg) z ojcem na temat udzielania pierwszej pomocy w przypadku zauważenia wypadku komunikacyjnego. Syn wysłuchał ojca i z uśmiechem to skwitował- tata, widząc brudnego, zakrwawionego i śmierdzącego alkoholem rannego nic nie zrobisz. Odrzuci cię. Będziesz się bał go dotknąć, bo nie wiesz, czy kontaktując się z jego wydzielinami nie narazisz się sam na utratę zdrowia. Nie wiesz czy paliwo nie wybuchnie, nie wiesz, czy nie ma uszkodzeń kręgosłupa i go nie dobijesz.
Nemo est tam fortis, quin rei novitate perturbetur mawiali starożytni.


So lis 28, 2015 2:33 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lis 10, 2012 6:48 pm
Posty: 286
Płeć: mężczyzna
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Irbisol napisał(a):
WeźSieTato napisał(a):
Tak, tak, pięknie. Ale... kto stworzył prawa fizyki? :lol:

A kto stworzył tego, co stworzył prawa fizyki?

Twórca praw fizyki po prostu istniał i nie trzeba go było tworzyć?
W takim razie samych praw fizyki tym bardziej.

Tak. Dlatego tego rodzaju dysputy są sensu stricte niemal bez sensu ;) Szczęściem jednak są ciekawe :)


So lis 28, 2015 4:14 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Spór o prawdę o człowieku toczy się, zdaniem Tischnera, na płaszczyźnie nadziei istotnej. Wszystkie argumenty- czy to naukowe, filozoficzne, teologiczne, światopoglądowe, antropologiczne mają charakter wtórny wobec owej fundamentalnej płaszczyzny. Mogą one co najwyżej wzmocnić wcześniej powzięte przekonanie, natomiast niewiele mają szans, by je zmienić, gdyż najgłębsze motywy skłaniające człowieka do wyboru podstawowego ukierunkowania nadziei naprawdę mają charakter przedracjonalny (neurobiologia wskazuje taki sam mechanizm mózgowy).
Najważniejsza linia od wieków trwającego sporu, przecinająca naturalistyczny redukcjonizm od zwykle-religijnie motywowanego- otwarcia na transcendentny wymiar bytu dzieli, bo sporu rozstrzygnąć nie można, ponieważ brak obopólnie akceptowalnych metod ustalenia, która z dwóch możliwych odpowiedzi jest słuszna.

Kolejność myślenia jest bowiem taka, że najpierw przyjmuje się wstępne założenia (wybierając już na tym poziomie rozwiązanie redukcjonistyczne lub holistyczne), a dopiero potem akceptuje lub odrzuca tezę główną- w zależności od tego, na co pozwalają założenia.

Irracjonalne przechwałki o wyższości swej naukowej racjonalności mają więc wartość materiału opałowego...wiarę w niewiarę w Boga wystarczy nazwać wiedzą i pracując na syntetycznych pojęciach mózgowych dostanie się to co mózgowe oprogramowanie wyrzuci jako odpowiedź. Każdy argument ma więc charakter wtórny. Oprogramowanie wdrukowało się w wyniku doświadczeń i zostało złożone w nieświadomości.

A w Ewangelii stoi, by nie gadać z ateuszami o Bogu. Dla obu stron to niekorzystne, z różnych zresztą przyczyn. Rozmowa jest możliwa tylko wówczas, gdy ciekawi nas drugi człowiek (otwarty) i jego punkt widzenia...nigdy przekonywanie i nawracanie. Stoi też, że sam się człowiek nawrócić nie może. I tu argument dla wierzącego, że nauka i Biblia grają tę samą arię. :)

Po owocach poznacie czytamy w Biblii...Feuerbach ubóstwił człowieka. Jego zdaniem, jeśli świadomość człowieka jest miejscem pojawienia się Boga, to należy ją przeanalizować i wówczas dojdzie się do przekonania, że Bóg jest jest jej wytworem. To człowiek stworzył sobie Boga w swojej świadomości, jako rezultat swoich niespełnionych pragnień.

Owoce omówiono w adhortacji Ecclesia in Europa JPII.
Z utratą chrześcijańskiej pamięci wiąże się swego rodzaju lęk przed przyszłością. Obraz jutra jest często bezbarwny i niepewny. Bardziej boimy się przyszłości, niż jej pragniemy. Niepokojącą oznaką tego jest między innymi wewnętrzna pustka dręcząca wielu ludzi i utrata sensu życia, jednym z wyrazów i owoców tej egystencjalnej udręki jest zwłaszcza dramatyczny spadek urodzeń, zmniejszenie liczby powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego, trudności w podejmowaniu definitywnych wyborów życiowych- jeśli nie wprost rezygnacja- również w małżeństwie.

Innym skutkiem błędu antropologicznego (bo o nim mowa, człowiek traktowany jest wybiórczo) jest fragmentaryzacja i poczucie nieustannych kryzysów. Człowiek żyje sytuacyjnie, zgodnie z zasadą hedonistyczną cape diem.

Jesteśmy świadkami rozpowszechnionej fragmentaryzacji egzystencji: dominuje poczucie osamotnienia; mnożą się podziały i kontrasty. Wśród innych przejawów tego stanu w dzisiejszej sytuacji w Europie zauważa się niebezpieczne zjawisko kryzysów rodzinnych i słabej samej kondycji rodziny, przeciągające się i powracające konflikty etniczne, odradzanie się pewnych postaw rasistowskich a nawet tąpnięcia międzyreligijne, egocentryzm izolującej jednostki i grupy od innych, narastanie powszechnej obojętności etycznej oraz gorączkowe zabieganie o własne interesy i przywileje. Wielu ludzi obawia się, że trwająca obecnie globalizacja, zamiast porwadzić ku większej jedności rodzaju ludzkiego, pójdzie za logiką, która spycha najslabszych na margines i zwiększa liczbę ubogich na ziemi.

To błąd antropologiczny, czyli błędna wizja człowieka, gdzie najważniejszym miernikiem człowieczeństwa jest skrajnie rozumiana wolność. U podstaw tych poglądów leży ateizm.

Gorzkie owoce przyjdzie nam spożyć razem a ateuszami i hedonistycznie/fundamentalistycznie widzianym obrazem religii przez wierzących.
A człowiek zostaje sam w chaosie pojęć i marzeń, którym nadaje jakieś namiastki duchowości...


So lis 28, 2015 6:54 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N lip 20, 2014 2:17 pm
Posty: 587
Lokalizacja: Skoki
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
chrysletY napisał(a):
O tym, że wiara ma sens i racjonalne uzasadnienia, czy o tym, że atakuje ona wtedy, kiedy jesteśmy na nią najmniej odporni?

Na potrzeby rozmowy odrzuciłam spojrzenie kościółkowe...
Jest odpowiedzialna za wewnętrzną homeostazę człowieka. Łączy się też z wydzielaniem oksytocyny (badania na kobietach). To mechanizm neurobiologiczny taki sam jak zakochanie się w idolu, którego się nie zna osobiście.

To prawda, choć mechanizm nie dotyczy całej populacji. To, czy jesteśmy podatni na religię jest sprawą indywidualną. Zgadzam się z Tobą, że miłość w bóstwa jest takim samym „hajem” jak zakochanie się (przykład św. Faustyna), choć przypadki można by mnożyć.

merss napisał(a):
Nauka dostarcza lakonicznych prawd o Bogu, czyli jako uspokajającą iluzję (to jednak wykazuje dodatnią korelację z procesem powrotu do zdrowia i przedłużania życia- wątek z przykładami, które przywoływałam poleciał w niebyt), że mogą one jedynie posłużyć do zadawania nowych pytań, a pojęcie przywiązania do Boga jest po prostu analizą sposobu w jaki kochany Bóg staje się bezpieczną bazą oddziałującą kojąco, dynamizująco i porządkująco na 'ja'. Naukowe poszukiwania śladów Boga w mózgu pokazują, że elektoencofalogramy wierzących są bogate w fale alfa o częstotliwości ośmiu cykli na sekundę. To bioelektryczne świadectwo spokojnej uważności. Neuroobrazowanie wskazuje, że podczas modlitwy słabnie działanie ciała migdałowatego, pociągając za sobą spowolnienie aktywności płata ciemieniowego. Technika umożliwia wgląd w to, co mistyce nazywają 'wewnętrznym zanurzeniem'[...].

Nauka nie dostarcza żadnych prawd o Bogu, bo się nim nie zajmuje. Wpływ wiary w cokolwiek i powrót do zdrowia nie ma związku z bóstwami. Nie jest ważne w co się wierzy, ważna jest wiara jako taka. Reakcję jaką opisujesz można uzyskać także przez medytację. To cecha psychiczna człowieka, a nie wpływ bóstw.

merss napisał(a):
Prawidłowością jest, że osoby starsze powracają do Boga. Przewartościowują też życie osoby w sytuacji trudnej. To też wdrukowane w naturę, znamy kolejne etapy tego procesu psychicznego.
Starszy człowiek stopniowo wycofuje sięz rzeczywistości i coraz silniej zamieszkuje świat przedstawień Boga i własnych wspomnień. Jeśli rzeczywistość się zaciera, a świat wspomnień jest ubogi, starszemu człowiekowi bardzo trudno się przywiązać. Czasem jedyną ulgą jest nadzieja na śmierć.
Osoby w podeszłym wieku w większym stopniu reagują na własne zmysłowe przedstawienia niż na otaczającą rzeczywistość. Myślą o tych, którzy odeszli, mówią do ich zdjęć, bronią ich interesów i chronią pamięć o nich, uruchamiając proces, który daje im poczucie bezpieczeństwa i życie w znajomym świecie. Świat nie jest już tym, co wokół nich, lecz żyje w nich, w ich pamięci. Ta psychologiczna przemiana tłumaczy, dlaczego starsi ludzie powracają do Boga, którego znali, kiedy byli dziećmi.

Oczywiście to błędna interpretacja. W kontekście neurobiologi należy rozróżnić wiarę i Boga/bóstwa, bo nie jest to tożsame.

merss napisał(a):
A więc? Natura człowieka ukierunkowana jest ku temu, by wrócić do Boga. Łaska buduje na naturze...w końcu natura zdolna jest odebrać łaskę, jeśli sumienie zostało dobrze ukształtowane. To przedostatni dzwonek, w chwili śmierci może pojawić się ostatni.

To tylko Twoja interpretacja – masz do niej prawo, rzecz jasna.
.
.
.
na Twój następny post odpowiem wkrótce

pozdrawiam

_________________
"Po Darwinie nie jesteśmy już upadłymi aniołami, a co najwyżej robiącymi karierę szympansami" -D.Morris


So lis 28, 2015 9:51 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Nic nie zrozumiałeś. Ja o nauce, Ty o bóstwach. Nie pisałam o wpływie bóstw, ale wierze w nie. Nauka fiksuje to jako wyobrażenia i zajmuje się problemem wiary w aspekcie zdrowia psychicznego i fizycznego. Statystyka notuje niższą śmiertelność przed ważnymi świętami, wyższą po nich. Podawałam kiedyś konkretne przykłady dla różnych religii.


So lis 28, 2015 10:19 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N lip 20, 2014 2:17 pm
Posty: 587
Lokalizacja: Skoki
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
Nic nie zrozumiałeś. Ja o nauce, Ty o bóstwach. Nie pisałam o wpływie bóstw, ale wierze w nie. Nauka fiksuje to jako wyobrażenia i zajmuje się problemem wiary w aspekcie zdrowia psychicznego i fizycznego. Statystyka notuje niższą śmiertelność przed ważnymi świętami, wyższą po nich. Podawałam kiedyś konkretne przykłady dla różnych religii.

Nie rozumiesz procesu jaki opisujesz. Jak napisałem, ważna jest wiara w cokolwiek. Rozpatrując element religii zajmujesz się jedynie fragmentem problemu.
.
.
.

_________________
"Po Darwinie nie jesteśmy już upadłymi aniołami, a co najwyżej robiącymi karierę szympansami" -D.Morris


N lis 29, 2015 8:24 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Jeśli badamy wpływ wiary na zdrowie, musimy mieć grupę
z którą można porównywać, niewierzących. Pozostałe parametry powinny być stałe, bo inne zmienne zakłóciłyby wynik. Jak inaczej dokonasz rzetelnej i trafnej analizy porównawczej?
Gdyby wyniki byłyby inne nie byłoby tej rozmowy, ale hymny pochwalne o tym, że wiara to ciemnota i proteza, lęki i coś tam jeszcze...

W teorii udzielamy wsparcia psychologicznego tym, którzy usłyszawszy ' wyrok' mogli jednak walczyć lub pogodzić się z nieuniknionym. Jednym z etapów procesu psychicznego w sprawach traumatycznych jest depresja i chodzi o to, by człowiek przeszedł możliwie szybko ten okres smutku i beznadziei. W praktyce zostaje człowiek sam, często z niewiedzą o swym stanie.

I jak mu pomagamy w kraju laickim? Mamy doświadczenia w tym zakresie. Osobie starszej, w depresji (ogólnie 60% ludzi starszych na nią choruje, większość nie leczy) zamiast leczenia proponuje się skrócenie cierpień. A propozycja skrócenia cierpień niedojrzałym i rozchwianym emocjonalnie nastolatkom w postaci wyboru eutanazji? To są propozycje dawane w ramach porządku prawnego tam, gdzie religia jest słaba. Usuwa się problem, czasem wbrew woli samych pacjentów. Jedynie w papierach musi być porządek.
To są owoce braku wiary u personelu medycznego i samych pacjentów. To etyka oparta o pragnienia i wolność. Co jest pragnieniem niewierzącego jak dopada go wyrok? O co zahaczy system wartości, jeśli to on sam jest wyrocznią? Lekarz widzi bezsens i pacjent widzi to samo. Życie człowieka nieużytecznego dla społeczeństwa traci sens. Obciąża go jedynie kosztami.

W procesie zdrowienia niewierzący musi szukać nadziei, wierzący ją ma. Stąd takie, nie inne wyniki badań, że pacjenci wierzący szybciej powracają do zdrowia (badania czytałam na pacjentach onkologicznych).


N lis 29, 2015 9:40 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N lip 20, 2014 2:17 pm
Posty: 587
Lokalizacja: Skoki
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
Spór o prawdę o człowieku toczy się, zdaniem Tischnera, na płaszczyźnie nadziei istotnej. Wszystkie argumenty- czy to naukowe, filozoficzne, teologiczne, światopoglądowe, antropologiczne mają charakter wtórny wobec owej fundamentalnej płaszczyzny. Mogą one co najwyżej wzmocnić wcześniej powzięte przekonanie, natomiast niewiele mają szans, by je zmienić, gdyż najgłębsze motywy skłaniające człowieka do wyboru podstawowego ukierunkowania nadziei naprawdę mają charakter przedracjonalny (neurobiologia wskazuje taki sam mechanizm mózgowy).
Najważniejsza linia od wieków trwającego sporu, przecinająca naturalistyczny redukcjonizm od zwykle-religijnie motywowanego- otwarcia na transcendentny wymiar bytu dzieli, bo sporu rozstrzygnąć nie można, ponieważ brak obopólnie akceptowalnych metod ustalenia, która z dwóch możliwych odpowiedzi jest słuszna.

Wytłumacz mi merss, prostemu człowiekowi, czym jest płaszczyzna nadziei istotnej? Przedracjonalność mogę sobie wytłumaczyć ewolucyjnie wykształconymi mechanizmami podejmowania decyzji warunkowanymi genetycznie, ale z tą płaszczyzną to mam kłopot.
merss napisał(a):
Irracjonalne przechwałki o wyższości swej naukowej racjonalności mają więc wartość materiału opałowego...wiarę w niewiarę w Boga wystarczy nazwać wiedzą i pracując na syntetycznych pojęciach mózgowych dostanie się to co mózgowe oprogramowanie wyrzuci jako odpowiedź. Każdy argument ma więc charakter wtórny. Oprogramowanie wdrukowało się w wyniku doświadczeń i zostało złożone w nieświadomości.

Zastanawiam się czy sama wierzysz w to co piszesz? Podstawy niewiary w Boga mają wartość „materiału opałowego”? Toż to trąci fanatyzmem religijnym.
merss napisał(a):
A w Ewangelii stoi, by nie gadać z ateuszami o Bogu. Dla obu stron to niekorzystne, z różnych zresztą przyczyn. Rozmowa jest możliwa tylko wówczas, gdy ciekawi nas drugi człowiek (otwarty) i jego punkt widzenia...nigdy przekonywanie i nawracanie. Stoi też, że sam się człowiek nawrócić nie może. I tu argument dla wierzącego, że nauka i Biblia grają tę samą arię. :)

Można to także interpretować tak, że z ateuszami o Bogu się nie rozmawia bo można zostać przekonanym o jego nieistnieniu. Jednomyślność, także w kontekście religii, to silne społeczne oddziaływanie. W kraju wyznaniowym powstaje presja na wiarę, w kraju laickim na niewiarę. To taki samonakręcający się mechanizm.
merss napisał(a):
Po owocach poznacie czytamy w Biblii...Feuerbach ubóstwił człowieka. Jego zdaniem, jeśli świadomość człowieka jest miejscem pojawienia się Boga, to należy ją przeanalizować i wówczas dojdzie się do przekonania, że Bóg jest jest jej wytworem. To człowiek stworzył sobie Boga w swojej świadomości, jako rezultat swoich niespełnionych pragnień.

Tak, to prawda – człowiek stworzył sobie Boga.
merss napisał(a):
Owoce omówiono w adhortacji Ecclesia in Europa JPII.
Z utratą chrześcijańskiej pamięci wiąże się swego rodzaju lęk przed przyszłością. Obraz jutra jest często bezbarwny i niepewny. Bardziej boimy się przyszłości, niż jej pragniemy. Niepokojącą oznaką tego jest między innymi wewnętrzna pustka dręcząca wielu ludzi i utrata sensu życia, jednym z wyrazów i owoców tej egystencjalnej udręki jest zwłaszcza dramatyczny spadek urodzeń, zmniejszenie liczby powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego, trudności w podejmowaniu definitywnych wyborów życiowych- jeśli nie wprost rezygnacja- również w małżeństwie.

Innym skutkiem błędu antropologicznego (bo o nim mowa, człowiek traktowany jest wybiórczo) jest fragmentaryzacja i poczucie nieustannych kryzysów. Człowiek żyje sytuacyjnie, zgodnie z zasadą hedonistyczną cape diem.

To błędne wnioski. Nie będę się rozpisywał. Jeżeli chcesz to rozwiniemy tą myśl, ale musisz tego chcieć – dużo by na ten temat gadać.
merss napisał(a):
Jesteśmy świadkami rozpowszechnionej fragmentaryzacji egzystencji: dominuje poczucie osamotnienia; mnożą się podziały i kontrasty. Wśród innych przejawów tego stanu w dzisiejszej sytuacji w Europie zauważa się niebezpieczne zjawisko kryzysów rodzinnych i słabej samej kondycji rodziny, przeciągające się i powracające konflikty etniczne, odradzanie się pewnych postaw rasistowskich a nawet tąpnięcia międzyreligijne, egocentryzm izolującej jednostki i grupy od innych, narastanie powszechnej obojętności etycznej oraz gorączkowe zabieganie o własne interesy i przywileje. Wielu ludzi obawia się, że trwająca obecnie globalizacja, zamiast porwadzić ku większej jedności rodzaju ludzkiego, pójdzie za logiką, która spycha najslabszych na margines i zwiększa liczbę ubogich na ziemi.

To błąd antropologiczny, czyli błędna wizja człowieka, gdzie najważniejszym miernikiem człowieczeństwa jest skrajnie rozumiana wolność. U podstaw tych poglądów leży ateizm.

Gorzkie owoce przyjdzie nam spożyć razem a ateuszami i hedonistycznie/fundamentalistycznie widzianym obrazem religii przez wierzących.
A człowiek zostaje sam w chaosie pojęć i marzeń, którym nadaje jakieś namiastki duchowości...

To ochrona wartości zgodnie z zasadami chrześcijaństwa. Życie jest piękne i bez religii, ale nie każdy potrafi to uczynić. Religijność jako taka, jest ewolucyjną spuścizną człowieka. Wierzymy, bo wiara tłumaczy nam wszystko to, czego nie rozumiemy; pozwala również zrzucić odpowiedzialność na czynniki nadprzyrodzone. Dlatego też wiara w bóstwa jest społecznie potrzebna i chyba się to szybko nie zmieni.

Pozdrawiam
.
.
.

_________________
"Po Darwinie nie jesteśmy już upadłymi aniołami, a co najwyżej robiącymi karierę szympansami" -D.Morris


N lis 29, 2015 11:07 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Rafał Kozłowski napisał(a):
Zastanawiam się czy sama wierzysz w to co piszesz? Podstawy niewiary w Boga mają wartość „materiału opałowego”? Toż to trąci fanatyzmem religijnym.

Nie. Prawdziwe przyczyny niewiary leżą najczęściej poza świadomością zainteresowanego, przecież pisałam o tym. Wszelka argumentacja jest więc jedynie drugorzędna, wychodzi spod określonych pojęć mózgowych. W drugą stronę działa to tak samo. Postawa wywyższania się z powodu wiary jest niedopuszczalna, ale z zupełnie innych przyczyn.


N lis 29, 2015 5:54 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt mar 26, 2004 4:22 pm
Posty: 2236
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
Prawdziwe przyczyny niewiary leżą najczęściej poza świadomością zainteresowanego

Zapewne dlatego największy odsetek ateistów jest wśród naukowców - nie żeby sobie cokolwiek uświadamiali.

_________________
"Człowiek bez religii jest jak ryba bez roweru"


N lis 29, 2015 9:15 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Naukowiec to fachowiec w określonej dziedzinie, nic więcej. Wykorzystuje kierunkowe zdolności dane mu w łaskawej loterii genetycznej i wzmocnione pracą własną oraz innych. Błędem poznawczym jest rozszerzanie uprawnień, co niniejszym czynisz. Nie zdajesz sobie jednocześnie sprawy z zafałszowań mózgu, któremu uległeś. Tak się właśnie manipuluje ciemnym ludem wykorzystując błędy mózgu. Zaprasza się uznany autorytet naukowy na spotkanie w mediach i po kilku zdaniach dotyczacych jego pracy naukowej (tu może być rzeczywiście wybitny) zaczyna się rozmowę na tematy światopoglądowe rozszerzając jego autorytet na sprawy o których ma na ogół blade pojęcie. Do pracy naukowej nie jest potrzebna znajomość przyczyn niewiary a nawet zaburzeń osobowości, które zdarzają się niektórym uczonym i nie mają często pojęcia ani o tym, ani, że mogą być analfabetami w zakresie inteligencji emocjonalnej i nieudacznikami życiowymi.


N lis 29, 2015 10:18 pm
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
zaburzeń osobowości, które zdarzają się niektórym uczonym i nie mają często pojęcia ani o tym, ani, że mogą być analfabetami w zakresie inteligencji emocjonalnej i nieudacznikami życiowymi.


Bardzo dobrze wiem, że to o mnie!


N lis 29, 2015 10:24 pm
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13481
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
sioooooo!!!!! Akysz, a kysz!
Pożycz mi trochę polotu, potrzebuję w dawce na cały tydzień. Inaczej zaraz zbanuję!


N lis 29, 2015 10:27 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3335
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
Widzisz mers mimo twojej dobrej woli i solidnych argumentów, niewiele to dla niechętnych zrozumienia wiary daje.
Patrzą prosto pod swe stopy, a tam wszystko gra, inaczej nawet by się nikt z nich nie odezwał.
Bo musi grać, inaczej nie ma człowieka, taka jest podstawowa kondycja człowieka.

Wiara to patrzenie do przodu i to jak najdalej.
Nie rozumieją Boga bo przypisują sobie wszystko czym są.
Poza tym nie mają w niej interesu na teraz, bo o przyszłości nie myślą.
Im się wydaje że to co mają nie utracą, wydaje im się ze nawet gdy utracą to dadzą sobie radę w zastępczych wartościach.

To sprawa wychowania, rodzice dogadzają, więc taki jest świat dogadzanie sobie i nic więcej, to wystarcza.
Nie chcą utracić optymizmu to słusznie, tylko że optymizm zasłania prawdę, a ta za późno dostrzeżona jest ciosem, bywa że śmiertelnym.
Cios prawdy spodziewany, może życie nawet uratować, bądź inaczej pomóc.

Po co martwić się na zapas, po co martwić się w ogóle?
By być przygotowany na najgorsze.
A to za trudne, to widać po niechęci do troski zwłaszcza o trudną przyszłość.
Przecież wszystko jest coraz łatwiej.
Do czasu wiedzą wierzący, inni łudzą się że inni, systemy nauka, ułatwi rozwiąże na czas.

Rozwiąże lecz nie na czas, i tu jest punkt zwrotny.
Wierzący przygotowuje się na najgorsze, a to jemu się nie przydarza. Paradoks? Tak.

Lecz nieprzygotowanemu, nawet tylko w jednej sprawie, właśnie to nieszczęście się przydarza.
Chcecie to wierzcie, nie, wasza sprawa, ja tego doświadczam to widzę u innych, to mi wystarcza.
Nie potrzeba mi do tego naukowych badań, zwłaszcza że gdybym na to liczył, będę wtedy już tylko statystyczną ofiarą nieszczęścia.

Mnie wiara ratowała życie w dzieciństwie, toczyłem wtedy swoistą walkę o nie.
Dawałem sobie coraz to nowe terminy które muszę wytrwać żywy.
Tak rok po roku skończyłem podstawówkę.
Potem to nawet śmierć mojego taty zniosłem jako coś normalnie koniecznego.
To mnie jeszcze bardziej umocniło w wierze i życiu.

Były to lata od 1970, to trwa do dzisiaj.
Ja mówię dzisiaj, nie wtedy gdy tego nie pojmowałem, nie umiałem tego strawić.
Jeśli ktoś mówi że wiara jest zabobonem, to nie mogę milczeć.
mers bardzo obrazowo włączając swe własne przeżycia tłumaczy.
Kobieta myśląca po męsku, nie lekceważcie jej bo ma w tym dużo racji.

Natomiast co do samego Boga.
Jest rozmawiam z nim, w taki sposób że w wyciszeniu, zdarza to się często także w środku nocy.
Przychodzą mi myśli wyjaśniające najbardziej zawiłe tajemnice tego świata, o które się wcześniej troskałem.

Bywa że odpowiedź przychodzi po miesiącu, po kilku dniach, czasem jest inaczej.
Bywało że wiedziałem jaki temat trapił mego rozmówcę zanim ten otworzył usta by to powiedzieć.
Obserwuję działanie Boga w moim całym życiu, sporo z tego notuję, a jest tego kilkadziesiąt kilogramów notatek.

To co piszę do was jest nikłym tego fragmentem, a te wypowiedzi też są w znacznej mierze, pochodną z wcześniejszych i bieżących przemyśleń.
Nie da się ich wiernie wam przekazać, tym bardziej wszystkich.
A znając wasze reakcje mam ciągoty Mojżeszowe, by je zniszczyć bo po co Bogiem zawracać głowę nierozumiejącym go ludziom.

Jednak racjonalny głos sumienia mówi mi że zniszczyć zawsze można, lecz na powrót to napisać, nie będzie to łatwe, mam więc na taki desperacki akt czas.
Tłumaczę sobie że nie każdy człowiek musi znać to wszystko.
Każdy czy o tym wie czy nie, mógłby napisać podobną ilość swych przeżyć, nie miało by to sensu, każdy by bowiem obstawał przy swoim.

Nie ma takiego samego życia, więc i przeżyć je opisujących.
A podważający wiarę chcą jedynej naukowej, potwierdzonej wiedzy o czymś, co jest nie zunifikowane.
Boga żaden system zunifikowanych zasad nie opisze i opisać nie jest stanie.
Bóg nie jest unifikacją, normalnością, czy ciągiem, on się wymyka naszemu myśleniu.
Nie wymykają się tylko nasze przeżycia z nim związane.
A to jak twierdzicie nie jest dowodem na działanie Boga.
Pomimo naszym przeciwnym twierdzeniom wynikłym z naszych doświadczeń, że jest.

Wasze nie bo nie, przeciwko naszym doznaniom.
Zdrowy rozum wie które jest prawdziwe twierdzenie.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N lis 29, 2015 10:33 pm
Zobacz profil WWW
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Podstawa - czyli powód, dla którego wierzymy (w cokolwie
merss napisał(a):
sioooooo!!!!! Akysz, a kysz!
Pożycz mi trochę polotu, potrzebuję w dawce na cały tydzień. Inaczej zaraz zbanuję!


Już nic nie mówię, wszystko oddaję! :D


N lis 29, 2015 11:10 pm
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 131 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL