Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pt gru 04, 2020 1:07 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6
 Jak pomagać dobrą radą? 
Autor Wiadomość
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
merss napisał(a):
Rozterki, które dopadły @domgo są łatwo usuwalne. Zamiast dobrej rady - wdrożę działanie, powinno Ci pomóc. Nie można przecież wciąż potykać się o ten sam kamień. :wink:

Tu chyba jest caly problem, bo wiekszosc ludzi wlasnie ciagle potyka sie o ten sam kamien i ciagle go nie zauwaza.
Oslepli, czy co?


Pn maja 01, 2017 12:28 am
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2540
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
A co sądzisz o głuchym telefonie? A właściwie super głuchym telefonie? Jedno powie "nic", a drugie robi z tego obiekt "wiary" :)

Oczywiście masz też rację. Ciągłe potykanie się o ten sam kamień jest problemem, być może większości ludzi. Tyle, że bez odniesienia się do konkretnej sytuacji, kto się potyka, czym/kim jest kamień, wskazania kierunku działań (sterowanie potykającym się tak aby się nie potykał, usunięcie kamienia, samo-usunięcie się kamienia, itd.) znaczy nic. Nie prościej rozumiejąc innych ludzi (potykających się wciąż o ten sam kamień), zrozumieć siebie? Rozumiejąc siebie zmienić to co niekorzystne. Zmieniając siebie zmieniać też świat, którego drobniutką, ale jednak częścią się jest.


Pn maja 01, 2017 11:42 am
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
domgo napisał(a):
A co sądzisz o głuchym telefonie? A właściwie super głuchym telefonie? Jedno powie "nic", a drugie robi z tego obiekt "wiary" :)

Oczywiście masz też rację. Ciągłe potykanie się o ten sam kamień jest problemem, być może większości ludzi. Tyle, że bez odniesienia się do konkretnej sytuacji, kto się potyka, czym/kim jest kamień, wskazania kierunku działań (sterowanie potykającym się tak aby się nie potykał, usunięcie kamienia, samo-usunięcie się kamienia, itd.) znaczy nic. Nie prościej rozumiejąc innych ludzi (potykających się wciąż o ten sam kamień), zrozumieć siebie? Rozumiejąc siebie zmienić to co niekorzystne. Zmieniając siebie zmieniać też świat, którego drobniutką, ale jednak częścią się jest.

Wlasnie w spoleczenstwie tym kamieniem o ktory sie potykamy jest pozwalanie na uzaleznienia od systemu i dawanie sie wciagac w tzw. przerob pieniedzy.
Wychodzi z tego typowe bledne kolo, z ktorego nie widac wyjscia, a wyjscie jest proste, tylko sam system je przeslania. Wystarczy uwolnic sie-uniezaleznic od systemu i dopiero wtedy widac wyjscie z tego blednego kola.
To bledne kolo nie jest pojedyncze, tylko wielowarstwowe dlatego trzeba stopniowo uniezalzniac sie krok po kroku z kazdego w tych warstwach blednego kola.
Kiedys mialem zlecenia nawet od £100tys do £ 0.5 miliona za robote, ale czesto zastanawialem sie dlaczego malo zarabiam. Bywaly roboty na ktorych moj zarobek netto okazywal sie mniejszy od wielu z moich pracownikow.
Nie chodzi o to ze chcialem jak najwiecej, tylko o to ze bez wzgledu na wiekosc roboty i ryzyko z tym zwiazane zarobki nie zmienialy sie zbytnio.
Niby kozystalem sporo z tzw. funduszy sluzbowych, ale w sumie nie mialo to wplywu na zarobki, po prostu wydatki zwiazane z przyspieszeniem robot, zaoszczedzeniem czasu i nadazaniem za wymaganiami robot, czy bezsensowne placenie za wszelakie licencje, tak jakby licencja dawala cos mi czy klientowi.
Ok. 2-3 lata temu zrezygnowalem z takiego "zabijania sie", bo nie mialo to sensu. Co z tego ze operowalem gotowkami za ktore jednorazowo moglbym kupic najnowsze modele aut, jesli przez to nie bylo mnie w domu. Po co mi cos czego nie moge dostarczyc rodzinie. To tak jakbym miesiac nie byl w domu a codziennie przysylal zonie bukiet kwiatow kurierem. To to samo co wyslanie chusteczki do otarcia lez.
Czesto widac bylo wyraznie ze po prostu przerzucam kase nic wiecej.
Taki typowy wyscig szczurow.
Prawda jest taka ze wszelkie tak licencje, jak i podatki czy w ogole caly system monetarny, a ostatnio i kredytowy to jedynie bezsensowne napedzanie wielowarstwowego blednego kola.
W rezultacie nikt nie ma nic wiecej oprocz problemow utrzymania sie w tempie tego blednego kola oraz zniszczone srodowisko i zasoby naturalne.
Wiekszosc z problemow jakie maja ludzie to wlasnie utrzymanie sie w tempie tego blednego kola, a wiekszosc problemow to sztuczne problemy kreowane wlasnie przez to bledne kolo. Wszelkie reklamy, gadzety, itp. bezsensowne i bezuzyteczne wynalazki to jedynie drobna czesc uzaleznien kreowanych systemem, tak monetarnym jak i politycznym.
Co najwazniejsze, to caly ten system poprzez uzaleznienie od nauki i z nia zwiazanych propagandach i uzaleznieniach powoduje takze coraz wieksze wypaczenia wiary i jej rozumienia.
Obecnie mam tylko kilku klientow tzw. uczciwych i tylko dla nich pracuje i okazuje sie ze mimo iz moje obroty spadly drastycznie zarabiam netto o wiele wiecej.
A co najwazniejsze to oprocz zarobku poprawily sie relacje rodzinne, a fundusz emerytalny mam zagwarantowany przez klientow, wiec nie musze polegac na wypaczonych systemach NI z UK, czy ZUS z Polski.
Wiekszosc podstawowych problemow rozwiazuje sie samo juz tylko przy uniezaleznienie sie od systemu, wiec wiec najlepsza rada dla wszystkich jest podazanie za prawdami wiary w Boga i przestrzeganie przykazan.
Zaden system nie oprze sie czlowiekowi ktory ma wiare w Boga i przestrzega przykazan Bozych.
Dlatego wlasnie wiara jest sola w oku systemow politycznych i finansowych.
Mialem kiedys sytuacje w jednym ze sklepow pewnej branzy ze podjezdzajac z wozkiem zaladowanym mechanicznymi narzedziami-maszynami sprzeciwilem sie placeniu w tzw. samoobslugowym punkcie placenia- kasie.
Wyrazilem wyraznie swoja opinie ze jesli nie ma kasjerki-kasjera, to skoro mam robic sam ich robote, to manager musi mi dac za to znizke, bo nie bede robil tej roboty za kogos kogo siec tego sklepu zwolnila z pracy wprowadzajac automaty.
Pewnie przy niewielkiej wartosci zakupow musial bym zostawic towar i wyjsc, ale ze byla to spora ilosc maszyn o sporej wartosci to manager poprosil jedna ze starszych pracownic by zrobila to za mnie przy tym automaciie kasowym.
Slyszala ona cala dyskusje z managerem i po prostu skasowala tylko za czesc towaru, a pozostala czesc jedynie zniwelowala zabezpiieczenia.
Nie wiedzialem o tym dopuki nie sprawdzilem w domu rachunku z cenami poszczegolnych towarow.
W jakims sensie kobieta ta postapila zle, ale biorac pod uwage dodatkowe zyski tej sieci sklepow za cos czego nikt nie robi tylko sami klienci to nie sadze by bylo to z jej strony dzialanie ja potepiajace.
By nie powodowac tego typu dzialan nie powinnismy zgadzac sie na robienie roboty za kogos kogo jakas firma po to zwolnila z pracy by jej zarobek zagarnac, a ta robote przelac na klienta.
To samo z bankami, jesli nie maja towaru-gotowki, to nie maja prawa sprzedawac towaru ktorego nie maja.
Sorki ale chyba oddalilem sie znacznie od tematu.
Tak szczerze mowiac to na ten temat mogl bym pisac bez konca, bo takich i innych przylkadow poznalemm setki jesli nnie tysiace.


Pn maja 01, 2017 9:35 pm
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Czasem jest tak, że nie da się wesprzeć słowem, bo ktoś szuka rozstrzygnięć tam gdzie ich być nie może, pisała o tym -merss.
Mam tu na myśli by nie być gołosłowny, wpisy o miłości z tematu wątpliwości.
Pierwsze co wiemy ton to, że miłość nie jedno ma imię i jest nie szukającą poklasku.
Czyli wymyka się definicji - jednowątkowego określenia jej- np że jest postawą, że jest uczuciem itd.
Można ją określić jako postawę otwartości na to, co się dzieje zarówno we wnętrzu człowieka jak i poza nim.
Z której wychodzą różne owoce nie klasyfikując ich.
Nie da się też promować jakiejś wersji miłości, nawet tej Bożej, bo kto ją zna lepiej niż Bóg, bądź kogo na taką z nas stać?
Dlatego owe słowa - miłość nie jedno ma imię, nie mylą.

Ja tam zaprzestałem pociągnięcia tego tematu i wyjaśnień.
Widząc że trwały tam poszukiwania sklasyfikowania miłości, w jakąś ideę.
Co oczywiście się udało na zasadzie wypowiedzi, podobno także duchownych osób.
Na podstawie negowania postawy zaliczającej do miłości uczucie, jedno konkretne, włącznie z innymi uczuciami, no bo są różne.
Bo zrozumiałe jest że uczucia wynikają i z podniet które mijają.
Dając nietrwały efekt miłości, co oczywiście nie jest godne promowania samej miłości.
Lecz po czymś się to uczucie miłości rozpoznaje, by wiedzieć czy jest to właśnie miłość, czy coś innego.

Więc pisanie przez wielu że postawa, nawet nie silac się na określenie jaka, a są postawy także nienawiści, świadczy o miłości to wielkie nadużycie.
By zdewaluować tak także postawę typu uczuciowości.

Z uczucia bierze się miłość przecież, inaczej nie znalibyśmy tego co to oznacza miłość, jest to uczucie dalej obecne, byśmy trwali w miłości wiedząc o niej, że to ona a nie coś zwodniczego.
Daje to obraz taki, że w miłości jest obecne uczucie, by mieć wgląd cały czas, czy ona właśnie w nas jest.

A lansowanie że sama postawa miłości jest miłością.
Podobno to ma być to czego powinniśmy szukać jako miłość, tak domniemam w domyśle, bo też nie wybrzmiało.
Była by moim zdaniem przedstawianiem, promowaniem suchych faktów.
Co ze względu na unikalność tej postawy, nie dawało by jej wiarygodnego obrazu.
Miłość której towarzyszy uczucie i to konkretne, dające błogie poczucie spełnienia, jest tym w moim mniemaniu wiarygodnym i nie kłócącym się obrazem niej samej.
Nie można ją pozbawić uczuć, bo niby jak będziemy ja rozpoznawać i pilnować się jej siły?
No chyba że nie zależy nam na niej, tylko na tym by ją przedstawić jako ideał.
Co oczywiście jest odrywające nas, od naszych możliwości spełnienia się w miłości, strzał w stopę.

Napisałem o tym w tym temacie, z uwagi na inny skład dyskutantów, który może wnieść coś korygującego, do chęci zdiagnozowania miłości przez nie których.
A odrywających tak ją, od tego co każdy z nas przeżywa.
Pomimo że są one bardzo cenną informacją dla nas o niej, a także dla innych.
Moim zdaniem taka miłość staje się pustą informacją.
I niszczy ją samą, wyjaławia jej treść, stawia nas w robota miłości.
A tego bym ja nie chciał, w imię jej samej.
Tu wziąłem na siebie ciężar zaznaczenia problemu, który mi się nasunął w tym temacie.
Bo dla mnie szlachetność w miłości, to pierwsze co powinno być.
Więc powtarzam czy to nie jest lepsze, by nie stawiać miłości granic mówiąc - nie jedno ma imię miłość?
W opozycji do ciągot określenia, jedno brzmiącej formy miłości, jako miłość do kierowania się z jej wzoru.
Jak zwykle temat arcytrudny, ufam że możliwy do jednoznacznej wypowiedzi.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Wt maja 02, 2017 1:10 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Potrzebowałem czasu by coś jeszcze dopowiedzieć o miłości z postu wyżej.
A mianowicie na pytanie kiedy dochodzi do miłości w naszym życiu, pojawiła się u mnie informacja.
Że wtedy gdy połączą się pragnienia trzech istnień.
Najpierw Boga to zrozumiałe.
Potem osoby oczekującej miłości.
A następnie osoby zdolnej odpowiedzieć na daną potrzebę z miłości i w miłości.
Myślę że ta informacja pomoże niecierpliwym w dążeniu i kierowaniu się miłością w życiu.
Bo nie od razu taka konfiguracja się pojawia, trzeba na nią czekać cierpliwie.
Wiem że to tylko tak łatwo powiedzieć, a wykonać to już znacznie trudniej.

Nie mniej jednak.
Bóg uczynił miłość.
My ją odczuwamy tam gdzie ją Bóg umieścił.
Idąc za tym odczuciem spełniamy się w sobie do końca, daje to nam radość spełnienia nie przemijającą.
Tak poznajemy tego za kim tęsknimy.
Poprzez najlepsze z możliwych narzędzi - miłość.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N cze 18, 2017 9:18 am
Zobacz profil WWW
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N lut 10, 2019 8:37 pm
Posty: 15
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Dusza
Ja jeszcze o zgodności systemów wartości. Proszę o ew. przeniesienie do bardziej odpowiedniego wątku.

merss napisał(a):
Jeśli chcesz pomóc komuś scalić się nie możesz burzyć mu systemu wartości. A swój system wartości prezentujesz także nieświadomie (...) Potrzeba, by ludzie nadawali na tych samych falach.

Zgadzam się. Tylko co w przypadku kiedy delikwent sam ma problem z określeniem swojego systemu? W końcu do terapeutów nie trafiają ludzie zdrowi i znający siebie.

Np. człowiek dorosły wciąż podporządkowuje się rodzicom bo nie potrafi inaczej. Rownież w kwestii światopoglądu. Nie ma tu jednak mowy o wolnej decyzji. Kiedy pozna, że rządzą nim patologiczne wzorce, jego system wartości się zachwieje lub runie całkowicie. Czy terapeuta powinien go przed tym chronić? Do kogo ma udać się człowiek który nie potrafi się samookreślić lub jego system nie ma zdrowych fundamentów?


Cz lut 21, 2019 9:57 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14368
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
To jest wątek w starym dobrym forumowym stylu: mowa o pomaganiu sobie dobrą radą, w rzeczywistości iskrzy aż miło. Teoretycznie spotkały się w nim osoby z podobnym systemem wartości. Nie znajdziesz jednak pary: pacjent - pomagier.

Dwa przyklady
Dlaczego człowiek szuka pomocy? Chce mądrzej żyć. U kogo jej szuka? U kogoś w kim zobaczy autorytet. To powinna być para, która się wzajemnie rozumie. Terapeuta wie, czego oczekuje jego pacjent a pacjent wierzy, że zostanie mu udzielona pomoc.
Niektórzy ludzie przychodzą do gabinetów psychoterapeutów po złudzenia (to jednak moje widzenie sprawy). Oni nazywają to samodoskonaleniem. Zwróć uwagę na etymologię tego terminu: samo-. Podczas takiej terapii psycholog eksponuje przede wszystkim potrzeby wlasne pacjenta z lekceważeniem jednak potrzeb innych osób a zwłaszcza potrzeb członków wlasnej rodziny. Pacjent generuje swe żale i pretensje w stosunku do tych osób, z którymi jest uczuciowo związany. Terapia niszczy te uczucia poprzez wykazanie, że to wlaśnie te osoby są odpowiedzialne za wszystkie niepowodzenia jakich pacjent w życiu doświadczył. Terapeuta przekonuje, że są ludźmi dysfunkcyjnymi. Każde zdarzenie zapamiętane z dzieciństwa zinterpretowane zostaje w taki spoób, by uruchomić odpowiedni mechanizm poczucia krzywdy. Pacjent alienuje się ze swego dotychczasowego otoczenia, zrywa więzi rodzinne. Szuka spełnienia w kolejnych relacjach.

Nie prowadzi ona do pozytywnych zmian wzorców postępowania czy wzorców myślowych, które poprawiłyby relacje z innymi osobami, zwlaszcza najbliższymi. Takie zadania stawiają sobie inne terapie.

W pierwszym przypadku pozostawiasz potrzeby innych osób jako nieistotne, w drugim chodzi o poprawę relacji z nimi. Mamy do czynienia z różnymi etykami i pacjent z pierwszej grupy nie chce zmian siebie, chce usprawiedliwienia. Drugi chce zrozumieć swe problemy, ale nie zamierza wymieniać rodziny.


Cz lut 21, 2019 11:19 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N lut 10, 2019 8:37 pm
Posty: 15
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
No prosze, gdziez to zawedrowalo moje pytanie. Nie spodziewalem sie, ze akurat tutaj zostanie przeniesione, ale niech bedzie. Poczytalem watek.
merss napisał(a):
To jest wątek w starym dobrym forumowym stylu: mowa o pomaganiu sobie dobrą radą, w rzeczywistości iskrzy aż miło. Teoretycznie spotkały się w nim osoby z podobnym systemem wartości. Nie znajdziesz jednak pary: pacjent - pomagier.

No nie ma. Portal dla watpiacych i poszukujacych, a tyle tu wiedzacych i pouczajacych, ze watpiacy i poszukujacy czuje sie jak odmieniec. :-)

Ale do rzeczy. Pisalas o oczekiwaniach i zludzeniach. Sa rowniez ludzie, ktorzy nie maja najmniejszej ochoty na zadne terapie, kursy samorozwoju czy coachingi. Samodzielnie podejmuja zyciowe wyzwania, podnosza sie po upadkach, kryzysach i niepowodzeniach nie obwiniajac za nie nikogo, doksztalcaja sie. Jednak w pewnych aspektach zycia nie robia zadnego postepu. Nie zrazaja sie, nie dramatyzuja, ponawiaja proby by po latach skonstatowac ze caly ten wysilek jest jak walenie glowa w mur. Mur pozostaje nienaruszony a glowa boli...

Kiedy w koncu taki czlowiek decyduje sie szukac pomocy u profesjonalisty nie potrafi ani zdefiniowac problemu, ani sprecyzowac oczekiwan. Czuje sie przeciez normalny. Jak wiec obaj maja sie porozumiec? Jesli terapeuta nastawia sie na sluchanie, pacjent nie wie o czym gadac. Jesli zadaje szczegolowe pytania, juz przez sam dobor pytan, chcac nie chcac przekazuje swoj system wartosci.

merss napisał(a):

Podczas takiej terapii psycholog eksponuje przede wszystkim potrzeby wlasne pacjenta z lekceważeniem jednak potrzeb innych osób a zwłaszcza potrzeb członków wlasnej rodziny. Pacjent generuje swe żale i pretensje w stosunku do tych osób, z którymi jest uczuciowo związany. Terapia niszczy te uczucia poprzez wykazanie, że to wlaśnie te osoby są odpowiedzialne za wszystkie niepowodzenia jakich pacjent w życiu doświadczył. Terapeuta przekonuje, że są ludźmi dysfunkcyjnymi. Każde zdarzenie zapamiętane z dzieciństwa zinterpretowane zostaje w taki spoób, by uruchomić odpowiedni mechanizm poczucia krzywdy. Pacjent alienuje się ze swego dotychczasowego otoczenia, zrywa więzi rodzinne. Szuka spełnienia w kolejnych relacjach.

Nie prowadzi ona do pozytywnych zmian wzorców postępowania czy wzorców myślowych, które poprawiłyby relacje z innymi osobami, zwlaszcza najbliższymi.

To mi troche w glowie namieszalo. Myslalem ze szukanie przyczyny, nie winy, i znalezienie jej, jak w powyzszym przykladzie w rodzinie, jest obiektywne (o ile w psychologii mozna mowic o obiektywizmie), wynikajace z fachowej wiedzy i niezalezne od swiatopogladu terapeuty, a dopiero kwestia: co z tym fantem zrobic, zalezy od jego wizji czlowieka.


Pt lut 22, 2019 9:11 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14368
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Pokazałam ci dwie szkoly psychologii, bo nie wierzyłeś. Zadaniem pierwszej jest sprostanie ludzkim pragnieniom. Jeśli chodzi o druga stronę powiada się: niech też, jeśli czuje się pokrzywdzona skorzysta z porad terapeuty. Ja nazywam to sprzedawaniem złudzeń. Skoro jest popyt, sa i chętni do pomocy.
Mamy w naszej cywilizacji różne etyki, nie tylko chrześcijańską, więc niektórzy ludzie uznają ją za średniowieczną. Wolą swoją, która umieszcza ich w biologii.
O miłości wiedzą, że trwa jakiś czas, potem wygasa i należy szukać nowej.

Wątek jest ciekawy. Tak często wygląda pomoc. Same mądrale. Żeby nie było na innych - ja też tam się mądruję. :)

Osoby z dobrymi genami, twarde radzą sobie same w najtrudniejszych sytuacjach. Ich pobyt w obozie zagłady nie zniszczył, podczas, gdy inni mieli koszmary senne przez dziesiątki lat i nigdy nie wrocili do równowagi psychicznej. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Jeśli ktoś wylosował wyższą aktywność lewego płata czołowego niż prawego jest pogodny i wesoły, cieszą go kontakty z innymi ludźmi i to co przynosi życie, szybko dochodzi do siebie po porażkach, ma wyższe pokłady nadziei. Nie grozi mu depresja.

Terapeuta i pacjent muszą nadawać na tych samych falach. Rozmowę prowadzi ten, który zadaje pytania. Mamy też aktywne słuchanie. Jeśli ktoś nie ma problemów, dobrze sobie radzi z ludźmi, nie trafi do terapeuty. Jeśli jednak czegoś mu brakuje, szuka pomocy. Najprościej - wierząca osoba szuka wierzącego pomagiera. Czasem wystarczy przyjaciel.


So lut 23, 2019 1:27 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N lut 10, 2019 8:37 pm
Posty: 15
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Jeszcze jeden wpis z mojej strony i dam spokoj.

Slowo "zludzenia" ma tutaj wydzwiek jednoznacznie negatywny, pesymistyczny. Wezmy np. czlowieka, ktory postanawia wyjechac za granice, bo z dostepnych informacji wynika, ze tam ludzie z jego branzy maja lepsze warunki pracy i zycia. Pewnosci jak bedzie w jego przypadku poki co nie ma. Powiemy ze on "ma nadzieje na lepsze zycie za granica" czy tez "łudzi sie, ze za granica bedzie mial lepiej"? Roznica jakosciowa czy tylko dobor slow, ktore opisuja to samo?
Pacjent (lub kandydat na pacjenta), jak napisalas, chce lepszego zycia dzieki terapii. Jako laik nie wie co terapia rzeczywiscie moze mu dac. Moze miec nierealne oczekiwania, ale moze tez byc to zwykla nadzieja, ze bedzie lepiej. Terapeuta wie, patrzy realistycznie. Jesli majac wiedze, ze (sprze)daje tylko zludzenia, podejmuje terapie to, nazywajac rzecz po imieniu, jest oszustem. Bo jak inaczej to nazwac?

Wiem doskonale jak bardzo pomocne moze byc czasem samo wysluchanie. W koncu to czesc mojej pracy. Kiedys naiwnie probowalem doradzac, pozniej doszedlem do wniosku ze uczciwiej bedzie przerywac wywod bo to nie moja dzialka i kompetencje. Obecnie kiedy mam mozliwosc aktywnie slucham bez doradzania.

Bo coz mozna doradzic osobie, ktorej pieta achillesowa sa wlasnie umiejetnosci miedzyludzkie, ktore jak dobrze zauwazylas, wielu moga uchronic przed skutkami problemow i kryzysow? Takiemu analfabecie spolecznemu, ktorego wszelkie interakcje z ludzmi, zamiast byc ladowaniem akumulatorow, wyczerpuja bardziej niz stresujaca praca, a mimo to caly czas podejmuje proby. "Jestes typem samotnika, pogodz sie z tym"? Wskazywac pozytywne aspekty samotnosci?

Nie ma recepty na znalezienie przyjaciela, bratniej duszy, dobrego przewodnika, kierownika. Pozostaje wybor strategii dzialania. W prawdzie, bez zludzen. Z nadzieja.


N lut 24, 2019 11:35 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2540
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Patrząc na bogactwo życia, zawsze powinna być jakaś "recepta". Np. można wskazać na niepotrzebne budowanie jakiś różnic pomiędzy ludźmi. Jeden jest pomagającym, drugi wymagającym pomocy. To tylko role na chwilę obecną i nie ma się co w nich zamykać. Jeśli jedno rozumie swoją rolę jako wszechwiedzącego i wszech-sprawczego (a przecież porusza się w ograniczonej przestrzeni roli) to wykazuje się ignorancją. Jeśli drugie oczekuje bezwzględnej i ostatecznej pomocy, to wykazuje się naiwnością. Co za różnica? Oboje żyją złudzeniami :D

Jeśli ktoś może pomóc temu co potrzebuje pomocy, to tylko on sam. Inni mogą go zainspirować, przedstawić alternatywne sposoby widzenia, działania. W jakiś sposób podzielić się sobą. Ale każdy musi przeżyć swoje życie sam. Dlaczego nie doradzać, to tylko ekspresja naszego przeżywania, myślenia, nic więcej (oczywiście jeszcze doświadczenia, wiedzy, refleksji i czego tam jeszcze, ale tutaj to drugorzędne wszak to nie placówka medyczna). Dlaczego nie słuchać rad, to tylko czyjś punkt widzenia, z którym zrobimy co chcemy, ale przecież jesteśmy ciekawi drugiego człowieka.

No tak mamy nieodpartą potrzebę posiadania racji i identyfikowania się z rolą. Ale czy nie możemy tej potrzebie przeciwstawić jakiejś innej potrzeby, opartej na świadomie wybranych wartościach (w opozycji "do wdrukowanej" potrzeby posiadania racji).


N lut 24, 2019 6:38 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Potrzeba posiadania racji sama w sobie, będzie żeczywiście bezsensowną. Natomiast zwykle mniej lub więcej, jest przesłanek typu powodów dążenia do racji. To powody są usprawiedliwieniem, do chęci posiadania racji. Bez tych powodów racja jest pusta. Inna sprawa to. Czy te powody są prawdziwe, czy tylko domniemane i to mylnie?
Co do złudzeń, zawsze one mają szansę się pojawić. Bo zwłaszcza tu na forum, piszemy o domniemanych powodach, domniemanych potrzebach. Ważne by się na nie uodparniać i stawać do pionu jak by co. I tak jak piszesz, nawet samemu skożystać z pomocy. Nawet wtedy gdy staramy się pomóc komuś innemu. Role się odwracają i to ma sens. Bo pomgając komuś, mamy szansę na to że sami tej pomocy doznamy. Tu warto nie nosić koronowamej głowy, bo trudno wtedy tej często niezbędnej pomocy przyjąć. To raczej każdy doświadcza w życiu. A przynajmniej lepiej by tego doświadczył. Oczywiście lepiej dla niego samego.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N lut 24, 2019 7:44 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
I jeszcze tak na żywo spostrzeżenie. W natłoku dobrych rad, często potrzebyjący tych rad się gubią. Także w obszerności wyjaśnień. Oczywiście one są konieczne, bo dają większy wgląd. A tak to z kolei mogło by dojść do tego że. I tak się też zdaża. Że dyskutanci nie wyjaśniwszy do końca tego co mieli wyjaśnić. Przeszli na inny często pokrewny temat. Który nawet zdominował ten pierwszy podstawowy. Są to jednak nie uniknione sprawy. Trzeba je brać pod uwagę. I są brane pod uwagę przez modów, którzy przenoszą dane dyskusje. Ważne by nie zniechęcać się tym, doradzając innym.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Wt lut 26, 2019 12:17 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14368
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Mam pewne doświadczenie forumowe. W najdziwniejszy sposób są odczytywane posty i są ludzie, którzy rejestrują się na forum, bo doczytali coś co ich mocno zajmuje, Starych wątków się nie czyta, a szkoda. Czasem więc łączę podobne tematycznie, bo wlaśnie w dawnych wypowiedziach ktos przeczyta to co mu pomoże. Zignoruje sprawy nieistotne, czy nawet jakieś przepychanki, które uwielbiamy. To może być napisane mimochodem. I ma rację @domgo, że podział na radzących i oczekujących pomocy jest czysto akademicki. To są naczynia połaczone. :)


Wt lut 26, 2019 12:29 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Majestic-12 [Bot], przemek2517 i 17 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL