Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt paź 20, 2020 8:11 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 Jak pomagać dobrą radą? 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3591
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Ze złem nigdy nie należy wchodzić w układy.
Za żadną cenę.
Będziemy się wspierać, jeśli w ogóle będziemy mieli na kim.
Bo zło wykończy nas pojedynczo.
Co da wtedy pomoc jak będzie za późno?
Marzyć można lecz to cecha słabości.
Poprawność taka czy taka, to cecha beznadziejności.

Bóg dał nadzieję lecz tylko wtedy jeśli będziemy jedno, bo dla nas siła w jedności.
I to co możliwe na dany czas do danej sytuacji, jeśli potrzeba to pomoc kompleksowa.
Dobra pomoc kompleksowa z wzoru dobrego samarytanina.
Tylko że świat jest pełen zabaw uciech rozrywek, jakby już wszystko było poukładane.
Zapytam co jest poukładane?
Kogo teraz w tym poukładanym świecie stać na pomoc kompleksową potrzebującemu?
Zabawiają nas wyniszczając jednocześnie.
To już było tylko nie w takiej formie jak jest teraz.
A będzie jeszcze gorzej.
Można tego nie widzieć, albo nie chcieć widzieć z różnych powodów.
Chrystus zginął bo nie poszedł na układy.
Tylko taką drogę nam pokazał.
Nie wchodzić w układy ze złem.
Nie dla zabawy taka droga.
A dlatego że innej na zło nie ma.

Prawdziwe zło to nie brak czegokolwiek.
A brak możliwości zdobywania tego co konieczne do życia.
I nie chodzi tu o zdarzenia zwane losowymi.
Myślał by kto, że tak dobrze udzielana jest pomoc wsparcie, pouczenie.
Bo mocno rozwinięte jest ratownictwo po.
Wielka jest reklama takiego działania.
Byśmy myśleli że jest bezpiecznie, co za hipokryzja.
A zło przychodzi ukradkiem i pojedynczo zabija.
Czy ktoś policzył ile to potem kosztuje na prawdę, a ile jeszcze jest do tego dopisywane, bo na ratowaniu się nie oszczędza i nie liczy jak w aptece?

Złu prawda jest nie wygodna, bo na niej nic nikt nie zarobi.
Tak więc schlebiać pomagającym, by skrywać się za ich dobrem, perfidnie.
A nieszczęśników odchodzących od zmysłów z powodu tych rozgrywek, za chorych uznawać, mnożąc ich objawy, nazywając odpowiednio, jakby to miało co do rzeczy.
Nie o szufladkowanie chorób tu chodzi, a o nie powodowanie ich.
Takiej prawdy złu nie potrzeba, bo nie miało by dochodu.
Wyuczyć się można wszystkiego, lecz nie o wyuczenie tu chodzi, bo będzie to tresura pod założenia.

Bóg uczynił człowieka dobrym, więc nie o poprawki tu chodzi, a o nie psucie powinno najpierw chodzić.
Tego szczegółu świat nie chce znać i ci co on ich uwiódł.

Oto masz -merss odpowiedź na to, o czym poucza Bóg.
To już nie reżyseria a prawda- udźwigniesz?

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr kwi 26, 2017 10:50 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Regulamin II/7.2. Poszanowanie uczuć osób niewierzących wyraża się zakazem narzucania im własnej prawdy i wartościowania poglądów. Aprobuje się krytykę ateizmu i jego podstaw w formie uzasadnień w dyskusji a nie autorytarnie głoszonych tez.
Na tym forum powyższe obowiązuje ponad swoją prawdą, nawet ubraną w szaty Prawdy. Nikomu nie możesz też narzucać swej prawdy, możesz ją przedstawić. Nie możesz też anektować niczyjej wolności, by Ciebie popierał w takim a nie innym podejściu do problemu. Prawda nie leży w statystyce, ale tam gdzie ona jest.

Całkowicie rozumiem to o czym piszesz, ale nie oznacza to akceptacji. Moje sumienie jest przy mnie, nie korzystam więc z cudzego. To nasze wyposażenie fabryczne, można to jednak popsuć. Fakt, że nie działa jest jednak niewidoczny dla człowieka.

No cóż, trudne to zagadnienia, najtrudniejsze to rozpoznanie swych możliwości/ograniczeń, by nie zaszkodzić drugiej osobie. Pan Jezus wskazał nam, że milość okazuje się różnie, w zależności od człowieka z którym zetknął nas los. Podstawą jest rozpoznanie problemu drugiej osoby i własnych umiejętności.
Myślę, że to co miałam do powiedzenia w tym temacie, powiedziałam. Pomoc bowiem nie polega na mówieniu o pomocy.


Cz kwi 27, 2017 8:21 am
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Mozna wyrazac wlasne zdanie, ale jakiekolwiek insynuacje to raczej nie mieszcza sie w tym i w granicach regulaminu.
Insynuacje widac wyraznie i sadze ze poprzez usuwanie takich postow zawierajacych insynuacje powinno nauczyc rzeczowej dyskusji.
Czym innym jest zapytanie o dokladniejsze wyjasnienie, a czym innym jest insynuowanie znaczenia wypowiedzi innych.
Te wlasnie insynuacje prowadza do rozmydlania dyskusji i odbiegania od tematu. W sumie forum tematyczne staje sie beztematycznym, bo w kazdym watku jest praktycznie o tym samym-wszystkim i niczym, bez jakiegokolwiek rezultatu. Zlepkiem wypowiedzi bez ladu i skladu.


Cz kwi 27, 2017 8:58 am
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Andy72 napisał(a):
Nie ma niezaburzonych, są tylko niezdiagnozowani :-P
Więc należy próbować (do skutku) wziąć odpowiedzialność za naszą przestrzeń wewnętrzną, inaczej zrobią to za nas inni. Nawet jeśli coś lub ktoś (włączając w ktosia siebie samego) już opanowało tą przestrzeń. Czyniąc ją zwiedzioną, lub związaną, albo skurczoną. Zwiedzioną, czyli okłamaną, oszukaną, jakąś ideą, "wartością", mającą tyle realności co światełko na kokpicie pilota Prixa (tego z opowiadania Patrol Lema). Związaną np. lękiem przed odpowiedzialnością związaną z wolnością, którą możemy uzyskać, przed zmianą, utratą znanego, nawet zaburzonego znanego. Skurczoną czyli szukającego swego, ale to ważne, szukając swego na miarę zwiedzionej i związanej przestrzeni wewnętrznej, podczas gdy to co niezaburzone, pomimo, że ukryte pod zwiedzeniem, związaniem, skurczeniem, jest i zawsze będzie, tak jak słońce zawsze jest bez względu na perspektywę obserwatora znajdującego się pod zachmurzonym niebem planety Ziemi :)


Cz kwi 27, 2017 9:22 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3591
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Dzięki -merss za twe starania.
Co do regulaminu, to wynika z niego że nie ma w nim miejsca, na prawdę jednakową dla wszystkich bez wyjątku.
Prawdę która jest Bogiem, jest bezdyskusyjna.
Więc z każdą prawdą należy się liczyć, jako prawda czyjaś.

W tym ujęciu to wszystko mając postać prawdy, staje się względną na osoby prawdą.
W oderwaniu od tych osób prawda wtedy nawet oznacza fałsz.
No to jak mamy tą jedną absolutna prawdę?
Która ma być nią dla każdego z nas, czy nie nie mamy ( retoryczne, ale istotne by za czymś iść ).
Czyli czy mamy do niej dostęp i jak?
Bo że ona jest, to akurat ja nie mam wątpliwości.
Czy objawienie Boże istniejące będące wzorem tego czym jest prawda, będzie jednak tylko względną indywidualną prawdą dla wierzących na zawsze?
Skoro nie można tego przekazać komukolwiek, bez posądzenia o narzucanie swojej prawdy.

Przypominam że nie dyskutujemy w sposób sporny a odkrywający, co wiemy a co nie i niech już tak przynajmniej w tym wątku pozostanie.
Do pewnych dyskusji jest wymóg by były one twórcze, dochodziły do sedna spraw, mogły rozstrzygnąć czy mamy z czyś do czynienia i z czym.
Finałem takich dyskusji jest to, że na ten czas wiemy to bądź to i jest to ostateczna wiedza bądź nie.
Tak by zapytani przez innych aniżeli sami dyskutanci, byśmy mieli stanowisko stałe na dany temat.
Tego wymaga od nas zasada wiary w Boga, stałości w prawdzie żywej i zmiennej, oraz stałości w prawdzie nie zmiennej i ostatecznej.
To trzeba czuć inaczej tworzymy kolejnego bożka prawdy.
To kwestia porządkowa dyskusji, a nie moje widzi mi się.

Dziękuję za dotychczasowe zrozumienie super trudnych spraw i proszę o jeszcze.
To może tyle w kwestii porządkowej, bo liczę na jakieś wnioski.
Tu -domgo w swoim stylu coś już zaczął, że to my mamy wiedzieć czego chcemy do czego zmierzamy, co proponujemy.
Bo powoływanie się na autorytet, jest pomocne gdy się jest w drodze do prawdy.
Kończy tą drogę sama prawda, ona jest wtedy jedynym autorytetem dla nas, a być też powinna dla każdego słyszącego ją.
Bo taka jest bezsprzeczna moc prawdy, po tym ją rozpoznaje człowiek inteligentny i człowiek zagubiony, bez wyjątków.
Taki cel widzę w rozmowach jako ich owoc.
Bez tego owocu my tylko proponujemy, nie stanowimy o prawdzie.
Jak wtedy możemy pomóc pouczyć, jeśli owoców nie mamy?
Przypominam pomoc należy się zagubionym, a nie mającym już rozwiązanie.
Mający rozwiązanie nie przyjmie innego rozwiązania.
A same rozwiązania są dla konkretnych celów.
Prawda nie wymaga rozwiązań, bo to ona jest celem i rozwiązaniem.
Jaśniej nie jestem w stanie mówić, by nie zaciemnić.
Światło też potrafi oślepić olśnić, nie widać wtedy prawdy, to oczywistość.
Proszę o spokojne wielokrotnie przemyślane spostrzeżenia.
Pomimo że mam zaufanie do wypowiadających się.
Bo cel którym jest prawda wymaga tego.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Cz kwi 27, 2017 10:28 am
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Kiedy człowieka dopada bardzo poważny problem, taki wagi śmierci (swojej, osób znaczących, rozwód zwłaszcza z komplikacjami, ciężka choroba) reaguje tak jak inni ludzie. Najpierw przychodzi niepewność, nie dowierza np diagnozie lekarskiej, nie dowierza, że kochający współmałżonek to socjopata, nie dowierza, że nieuleczalna choroba dotknęła najbliższych. Zaczyna szukać i wchodzi w etap pewności. Trzecim etapem jest agresja, czyli konfrontuje się z własnymi emocjami. To błaganie, by nie odbierano mu najcenniejszego. W końcu następują negocjacje. Człowiek desperacko szuka wszelkich możliwości, by uporać się z rozwiązaniem problemu, który go dopadł. Szuka w sposobach naturalnych (konsultacje medyczne, psychologiczne terapie) i nadnaturalnych (pielgrzymki w intencji, rozmaite śluby i ofiary - tu niewierzący może ślubować nawrócenie, gdy sprawa potoczy się pozytywnie). Jest wyczerpany walką, więc nieuchronnie zbliża się depresja. To chwila przerwy dla skołatanego organizmu. Człowiek utracił nadzieję, czuje się bezsilny i dopada go poczucie pustki. Po okresie depresji nadchodzi akceptacja. Z tej pustki rodzi się nowe życie o ile wyrazi na to zgodę. Kolejnym etapem jest aktywność. Człowiek zauważa innych ludzi, którzy zostali dotknięci tym samym lub równie traumatycznym problemem. Zaakceptował siebie innego, bo sytuacja, z którą się zetknął zmieniła go, jest inny. Teraz jest otwarty, by uporać się z problemem i wejść w ostatni okres, którym jest solidarność. Wychodzi z zamknięcia w świecie swej tragedii, wychodzi poza siebie, swe doświadczenie chce przekazać innym, by pomóc im przejść przez te wszystkie etapy. To ostatni etap drogi. Nie ma pozytywnego rozwiązania problemu. Jedyne możliwe rozwiązanie polega na tym, że człowiek nie przeciwstawia się temu, co pozornie jest nie do zaakceptowania, ale spogląda na swe życie inaczej. Niewiele osób dotkniętych kryzysem dociera do tej fazy. Okazuje się, że 2/3 ludzi zatrzymuje się w 1/3 drogi.
Tak wygląda w skrócie droga człowieka dotkniętego cierpieniem, które nie kończy się powrotem do sytuacji pierwotnej.

Teraz przejdziemy do obrazu Jezusa. On nie miłował cierpienia, nie usprawiedliwiał go. Gdy spotykał się z cierpieniem nie wypowiadał górnolotnych słów - trzeba wziąć swój krzyż, należy wypełnić wolę Bożą, to pewnie kara za grzech. Modlił się (rozmawiał z Ojcem) i mierzył się z sytuacją. Wskazał nam, że najtrudniejszym cierpieniem jest czucie się opuszczonym. Łamiąc się chlebem z uczniami spoglądał śmierci prosto w oczy, nie uciekał przed nią (starsi ludzie czasem zajmują się byle czym, byle oddalić myśl o śmierci i uporządkować swe ziemskie sprawy), czuł jednak ogromną samotność czemu dał wyraz na krzyżu.

Bycie złamanym może stać się przekleństwem, gdy jest przezywane w samotności. Osoba, nawet ciężko doświadczona w cierpieniu może zmienić postawę. kiedy znajdzie kogoś kto się nią interesuje, pozwala jej zrozumieć, że wspaniale jest z nią się zobaczyć i porozmawiać.

Czasem wystaczy być, jednocześnie pozwolić spojrzec na sprawę chlodnym okiem i wskazać, że jest ona do rozwiązania, ale należy dać sobie czas na dojście do siebie, bo to wymaga czasu.

I jeszcze o wykształceniu. Moja bliska koleżanka ma taki trudny problem, dotyczy bezpośrednio jej dziecka. Księża, którzy wydawało się, że byli przyjaciółmi domu, nagle zniknęli z ich życia. Znany profesor - terapeuta i seksuolog wydał opinię o beznadziejności sprawy. Koleżanka jest osobą niezwykle silną psychicznie, zawsze pomagała innym. Nie ustawała jednak w poszukiwaniu rozwiązania. Trafiła wreszcie do księdza, który jest jednocześnie lekarzem i psychologiem (pracuje z pacjentami onkologicznymi). Powiedzial jej, że jest znikoma szansa, ale jeśli...to wymaga terapii: systematycznej i trwającej co najmniej pięć lat, bo pacjent zaczyna mówić prawdę dopiero po trzech latach, jeśli trafi jednak na niewykle silnego i mądrego terapeutę. Jej jednak zalecił, by pomyślała o odnalezieniu osoby, z która mogłaby swobodnie o tym rozmawiać, bo inaczej sama się wykończy psychicznie. Przypadek. Porządkując listę telefoniczną przypadkowo zadzwoniłam do niej, dawno nie rozmawiałyśmy. Poprosiła za kilka dni o spotkanie. Wyczułam, że tego potrzebuje, więc jej o tym wspomniałam podczas tej 'przypadkowej' rozmowy.

Kiedy ja miałam poważny problem emocjonalny, potrzebowalam przyjaciołki, by z nią pogadać. Z góry jej powiedziałam, że potrzebuję czasu. Rozum juz wszystko poukładał, ale potrzebny jest czas, by to wszystko scalić z uczuciami. Po czasie mi powiedziala, że była szczęśliwa za to zaufanie i jednocześnie bardzo jej ta moja siła i wiara w powodzenie pomogły by samej spojrzeć na swe niektóre sprawy inaczej. Nigdy nie wiemy jak wpłyniemy na inne osoby, ale przyjaźnie i dobre znajomości należy pielęgnować. Ci inni, czasem zupełnie nieświadomie, stawiają innego człowieka do pionu.

Osoba, która czuje misję, by innych nawracać, nawet kosztem anektowania ich wolności, 'popychania' ich, by szli tak dokąd ona sądzi, że powinni iść, nikomu raczej nie pomoże. Nikogo nie 'uklada' się na obraz swych wyobraźeń. Niedawno zmarły prof. Vetulani był blisko Jana Pawła II, cenił go, ale wiarę papieża rozumial w przestrzeni obrazów mózgowych i choroby. Do końca życia, tego które było widoczne ludziom nie nawrócił się.


So kwi 29, 2017 7:43 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
merss napisał(a):
Kiedy człowieka dopada bardzo poważny problem, taki wagi śmierci (swojej, osób znaczących, rozwód zwłaszcza z komplikacjami, ciężka choroba) reaguje tak jak inni ludzie. (...) Tak wygląda w skrócie droga człowieka dotkniętego cierpieniem, które nie kończy się powrotem do sytuacji pierwotnej.

Cierpienie, droga krzyża, jako przejście z jednej świadomości do drugiej, ale na wyższym poziomie. Ja jednak zwróciłbym uwagę na tych "oświeconych" którzy do spółki ze stoikami, oraz świętym Pawłem (nie wiem czy go do "oświeconych" czy stoików przyporządkować :wink: ), starali się wskazać jak "lekkim krokiem", a nawet "jednym krokiem", przejść od razu do fazy akceptacji, aktywności, solidarności.

"Oświeceni", oraz stoicy zwracają uwagę na fakt, że problem (bez względu na wagę problemu) istnieje w dużym stopniu w sposób zależny od konkretnego człowieka, należy więc go prawidłowo zidentyfikować, następnie przyjąć punkt widzenia, że wiele zależy od własnej postawy wobec problemu, łącznie z istnieniem samego problemu, oraz należy nie tworzyć z problemu części "ja", być ponad lub obok problemu.

Św. Paweł pisze, że potrafi cierpieć biedę, i umie obfitować, do wszystkiego jest zaprawiony (tutaj mógłby podać sobie rękę ze stoikami). Do Galatów pisze, że teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus, właściwie św Paweł niewiele robi, usuwa się w cień, nie ma więc komu podtrzymywać problemów (tutaj nasz święty mógłby podać sobie rękę z "oświeconymi"), ale mało tego nie ma Pawła jest miejsce dla Chrystusa i związanego z tą obecnością radością istnienia (gdzie indziej pisze, że wszystko może).


So kwi 29, 2017 9:43 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Nie pisałam o wyżynach duchowych, ale zwykłych śmiertelnikach. Z wyżyn duchowości problemy widzi się już inaczej i przypisuje się im inną wagę.
Dwie osoby z tym samym problemem będą sobie radzić zupełnie inaczej i jedna może pominąć zupełnie pierwsze fazy, inni zatrzymają się na depresji i bezowocnym pytaniu: dlaczego? Ten sam problem będzie miał też różna wagę u tych osób. W przypadku sytuacji konfliktowych zrozumienie postępowania innego człowieka prowadzi do szybkiego uporania się z krzywdą. Nie występuje też pokusa zmieniania tego co wydaje się niezmienne, np wiadomo, że krzywdziciel dawno się usprawiedliwił i winą obarczył skrzywdzonego, sam czuje się skrzywdzony.


So kwi 29, 2017 11:37 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Właśnie, przekonanie, że coś (np. "wyżyny duchowe") jest w sam raz tylko dla wybranych, jest problemem z którym jako jednym z pierwszych należy się uporać. No bo czym się różnimy? Podejściem do problemu, zdolnością do akceptacji, poszukania konstruktywnego sposobu bycia pomimo problemu. Tym ,że wobec problemu sami stwarzamy problem/jesteśmy (dodatkowym) problemem, lub nie stwarzamy/nie jesteśmy. Jeśli tak, to nie robienie problemu że coś jest za dobre?, za trudne?, nie dla nas? będzie dobrym początkiem.


Wiedza obserwatora o depresji prowadzącej do zapętlenia na pytaniu dlaczego, albo wiedza o przypisywaniu przez "obiekt obserwacji" własnego zachowania komuś innemu, "paraliżuje" obserwatora (nie warto, lub nic się nie da zrobić). A co dopiero obserwowanego!!! A przecież wystarczy zmiana perspektywy aby wyzwolić się spod paraliżu. Nie jestem swoją depresją, nie jestem swoim zachowaniem, jest we mnie o wiele większa przestrzeń w której czuję i robię to i tamto, i właśnie z perspektywy tej przestrzeni mogę uporać się z depresją, destrukcyjnym zachowaniem, stanowiącymi wycinek, fragment "mojej" rzeczywistości. No chyba, że uwierzę (lub dam sobie wmówić), że jestem depresją, jestem takim czy innym destrukcyjnym zachowaniem, wtedy klapa, żadnej przestrzeni aby spojrzeć na problem z zewnątrz.


Ostatnio edytowano N kwi 30, 2017 9:18 am przez merss, łącznie edytowano 1 raz

scalenie dwóch postow



N kwi 30, 2017 12:00 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Nalezy się uporać to jedynie czasem pobożne życzenie, czysta teoria bezużyteczna w takiej postaci (postać stoika to odcięcie się a nie angażowanie w ludzkie sprawy). Weryfikuje praktyka i to na ogół nie tak jak chciałby to stojący z boku. Należy się uporać to świetny sposób na samooszukiwanie się. To stanięcie z boku jedynie w swej aktorskiej grze, by poczuć się obserwatorem, to zachowanie w takim przypadku zewnętrzne. Nie oznacza to jednak scalenia osoby, ale coś co nazywamy psychologizowaniem. Nadal człowiek nie ma wglądu w siebie, ale zafałszował obraz siebie, że taką umiejętność posiadł.

Spojrzenie na sprawę z boku to jest nieprzyjmowanie czyjegoś problemu wraz z negatywnymi emocjami. To jedynie poznanie, tak jak poznaje lekarz. Pomoc jednak wynika z tego, że ktoś rozumie/potrafi wyobrazić sobie jak czuje się cierpiący, który szuka pomocy. Można pomagać dobrą radą, by poczuć dowartościowanie się (empatia wyczyta zafałszowanie stąd czasem psychoterapeuta jest odczytywany jak słuchający za pieniądze), można pomagać by ulżyć cierpiącemu. Chodzi jednak o to, by na siebie nie przyjmować jego bólu, bo nie wyjdzie się wówczas poza litość i będzie to sytuacja, gdy Jezus zganił płaczące niewiasty, że płaczą a nie widzą i nie zajmują się rzeczywistymi problemami.

Można stać z boku jak stoik, można stać z boku ale współczuć. Przejmując na siebie emocje cierpiącego nie można już pomóc, bo problem ulokowal się w jego wnętrzu co zawęziło spojrzenie chłodnego oka poznania.

Przyjmowanie biedy ze stoickim spokojem to również może być mechanizm wyparcia, to wyuczone...i oczywiście odbywające się poza polem świadomości. Jeśli przyjmuje się jedynie materialność organizmu ludzkiego nie widzi się jego całości, sensu i celowości całego życia. Biedę należy przepracować, czyli przewartościować swój system hierarchiczny. Potrzeba czasu i uzewnętrznienia problemu. Oczywiście zaraz czai się kolejne niebezpieczeństwo - czy nie chodzi człowiekowi czasem jedynie o to, by rozmawiać o problemie a nie ruszać rozwiązywania? Czy nie chodzi mu o to, by ktoś za niego rozwiązał problem - będzie więc i winny jak się nie uda? Sam pozostanie nadal zniewolony. Należy więc odkryć, o co tak naprawdę chodzi. Dawać nadzieję.

Poruszanie się w sieci powiązań i skomplikowanej ludzkiej natury z jej zabezpieczeniami, które czasem scalają byle jak. Historia życia, konstrukcja psychiczno - duchowa każdego człowieka jest inna, wejść należy w ten jego poziom, w jego rozumienie problemu i nie pouczać. Nie stawiać się siebie jako przykładu - no wiesz, ja w tej sytuacji zrobiłabym tak i tak. Mnie to być może by pomogło, ktoś inny jest po prostu inny i inaczej myśli. Moje schematy myślowe będą jemu obce, więc go nie scalą.

Tak często pomóc chcą mężczyźni. Dla nich problem to zadanie matematyczne, więc szybko podają rozwiązanie. Oni muszą się uczyć, że czasem wystarczy aktywnie słuchać. Jest im też trudniej jak spadnie na nich cierpienie i chcą to załatwić sami. Moja koleżanka dostała jeszcze inną radę od owego księdza - lekarza i psychologa. Musi się zająć też mężem, by on się nie rozpadł. Nie radzi sobie i stał się niezwykle drażliwy. Wygląda na to, że problem będzie ciągnął się jeszcze długo i potrzebują dużo sił. W tej rodzinie jest Bóg, wydawało się dotąd że na pierwszym miejscu, ale też patrząc z boku, i tam należy poczynić zmiany (moja perspektywa). Może o to właśnie chodzi? Nie chcę jednak wchodzić w rolę przyjacołki Hioba dobrze mu radzącej.


Ostatnio edytowano N kwi 30, 2017 11:27 am przez merss, łącznie edytowano 1 raz

korekta znaków interpunkcyjnych



N kwi 30, 2017 9:07 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Cytuj:
Nalezy się uporać to jedynie czasem pobożne życzenie, czysta teoria bezużyteczna w takiej postaci (postać stoika to odcięcie się a nie angażowanie w ludzkie sprawy). Weryfikuje praktyka i to na ogół nie tak jak chciałby to stojący z boku. Należy się uporać to świetny sposób na samooszukiwanie się. To stanięcie z boku jedynie w swej aktorskiej grze, by poczuć się obserwatorem, to zachowanie w takim przypadku zewnętrzne. Nie oznacza to jednak scalenia osoby, ale coś co nazywamy psychologizowaniem. Nadal człowiek nie ma wglądu w siebie, ale zafałszował obraz siebie, że taką umiejętność posiadł.
Czasem lepiej jest lepiej zrobić coś niż nie robić nic. Nawet jeśli robimy to źle, popełniamy błędy, to zawsze mamy szansę doświadczając/obserwując skutki poznać prawdę, prawdę o sytuacji, nas, innych na chwilę obecną :) No ale bez intencji skierowanej do wewnątrz i bez percepcji uwzględniającej (oprócz trybu przeżywania) tryb obserwatora, rzeczywiście może być trudno.

Cytuj:
Można stać z boku jak stoik, można stać z boku ale współczuć. Przejmując na siebie emocje cierpiącego nie można już pomóc, bo problem ulokowal się w jego wnętrzu co zawęziło spojrzenie chłodnego oka poznania.

Przyjmowanie biedy ze stoickim spokojem to również może być mechanizm wyparcia, to wyuczone...i oczywiście odbywające się poza polem świadomości. Jeśli przyjmuje się jedynie materialność organizmu ludzkiego nie widzi się jego całości, sensu i celowości całego życia. Biedę należy przepracować, czyli przewartościować swój system hierarchiczny. Potrzeba czasu i uzewnętrznienia problemu. Oczywiście zaraz czai się kolejne niebezpieczeństwo - czy nie chodzi człowiekowi czasem jedynie o to, by rozmawiać o problemie a nie ruszać rozwiązywania. Czy nie chodzi mu o to, by ktoś za niego rozwiązał problem - będzie więc i winny jak się nie uda? Sam pozostanie nadal zniewolony. Należy więc odkryć, o co tak naprawdę chodzi? Dawać nadzieję.
Po co (instrumentalnie?, z niezrozumienia?) przyprawiać gębę stoikom? Najważniejszym elementem w filozofii stoickiej jest etyka, nie spokój. Cztery cnoty kardynalne: mądrość (wiedza, zrozumienie o tym co dobre, złe i bez znaczenia), umiarkowanie (porządek w pragnieniach, w ich zaspakajaniu), sprawiedliwość, męstwo (wiedza przekuta w praktykę czego się bać jest sens a czego nie ma sensu), pozostałe cnoty przyporządkowane tym czterem . Tutaj etyka jest szczęściem, spełnieniem człowieka. Spokój to narzędzie pozwalające na prawidłowe wartościowanie, ustawienie we właściwym porządku ludzkich spraw, jest podporządkowany etyce, jest celowy, ma nie tworzyć dodatkowych problemów i kierować uwagę na to co swoiste dla istoty ludzkiej, nie może więc być nieświadomy.


N kwi 30, 2017 10:37 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
domgo napisał(a):
Po co (instrumentalnie?, z niezrozumienia?) przyprawiać gębę stoikom? Najważniejszym elementem w filozofii stoickiej jest etyka, nie spokój.

Inna antropologia.


N kwi 30, 2017 1:43 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
OK, to jedna z wielu postaw wobec stoicyzmu. Można też zwracać uwagę na podobieństwa, albo na różnice. Można też nie uciekać w antropologię, w sensie nie tworzyć dygresji na tak ogólnym poziomie, tylko rozważyć co się kryje za "stoickim spokojem", rozważyć w kontekście "Nalezy się uporać to jedynie czasem pobożne życzenie, czysta teoria bezużyteczna w takiej postaci (postać stoika to odcięcie się a nie angażowanie w ludzkie sprawy). Weryfikuje praktyka i to na ogół nie tak jak chciałby to stojący z boku. Należy się uporać to świetny sposób na samooszukiwanie się. To stanięcie z boku jedynie w swej aktorskiej grze..." Wygląda na to, że postawa stoika, razem z jego stoickim spokojem to jeden ze sposobów na przekroczenie "ja" które powoduje, że coś jest pobożnym życzeniem, bezużyteczną teorią, oderwaniem od rzeczywistości, skurczeniem do własnej, niezbyt szerokiej perspektywy. Oto przesłanki; 1) Namiętności, emocje negatywne, są konsekwencją błędu poznawczego (mowa o jednej z rzeczy, które odcinają nas od rzeczywistości), 2) Błąd poznawczy siłą rzeczy wymaga korekty od wewnątrz, korekty w spostrzeganiu (taka konstatacja może od razu przenieść do fazy akceptacji), 3) Konkretnie to należy poddać oglądowi: pożądanie - fałszywą projekcję dotycząca dobra przyszłego; przyjemność – fałszywy sąd dotyczący dobra teraźniejszego; obawę, lęk - fałszywy sąd dotyczący zła przyszłego; cierpienie – fałszywy sąd dotyczącego zła teraźniejszego. 5) Obserwowane emocje w "ja", stanowią odzwierciedlenie postawy umysłowej, jeżeli są negatywne to postawa wymaga (auto) korekty. 6) Nic tu o odcięciu się, nie angażowaniu w ludzkie sprawy nie ma, ale w domyśle ktoś o dobrych postawach będzie prospołeczny ze swojej natury, nie musi tego analizować, rozważać, czy coś specjalnie w tym kierunku robić.

Chyba chwilowo znudzili mnie stoicy :!: A może pojawiły się rozterki dotyczące przyjemności tej dyskusji :D


N kwi 30, 2017 4:47 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?
Rozterki, które dopadły @domgo są łatwo usuwalne. Zamiast dobrej rady - wdrożę działanie, powinno Ci pomóc. Nie można przecież wciąż potykać się o ten sam kamień. :wink:


N kwi 30, 2017 7:12 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak pomagać dobrą radą?z
Obiecanki cacanki a głupiemu radość :D

Co znaczy, że domgo zakłada, że merss (mimo wszystko :) ) jest poczytalna.


Ostatnio edytowano N kwi 30, 2017 7:53 pm przez merss, łącznie edytowano 1 raz

scalenie postów



N kwi 30, 2017 7:15 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL