Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt lis 19, 2019 1:36 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
 Czy szatan ma geny? 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
Andy72 napisał(a):
To było do Boro, ale ŚmiałyHarpunnik widzę że masz podobne poglądy.

Jestesmy ze soba dosyc zgodni :-D
Andy72 napisał(a):
A czy Budda jest nauczycielem skoro naucza nieprawdy? reinkarnacja itd.
Budda miał pecha, że się urodził przed Chrystusem, mógłby zostać na przykład znanym świętym, gdybhy poznał Jezusa.

Trzeba pamietac, ze zarowno buddyzm jak i chrzescijanstwo powstalo w pewnym kontekscie. W przypadku buddyzmy byl to hinduizm, natomiast chrzescijanstwa - judaizm. Roznice oczywiscie istnieja, ale wedlug mnie wynikaja wlasnie z tej "ludzkiej" otoczki oraz z podchodzenia do tych samych spraw od innej strony lub nazywania tych samych rzeczy w inny sposob.


Cz sie 15, 2019 3:05 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lip 14, 2012 8:57 pm
Posty: 5866
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
Tyle że judaizm był prawdziwą religią dana przez Boga Jahwe. "Był" bo współczesny judaizm to nauka faryzeuszy.
A hinduzim to ludowe wierzenia, gdzie bramini wywyższają się twierdząc że mają lepsze wcielenie niz inni.
Jeżeli chodzi o niejudeochrześcijańskie wierzenia, to wartościowsze już były wierzenia starożytnych Greków, które opisuje Platon, niż obce nam wschodnie religie buddyzmu i hinduizmu.

_________________
Śpieszmy się kochać ludzi


Cz sie 15, 2019 3:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr mar 02, 2016 5:53 pm
Posty: 1910
Płeć: mężczyzna
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
I tamte sa nieprawdziwe bo obce "nam", a chrzescijanstwo jest prawdziwe bo "nasze" ?
Napewno, bo mnie sie wydaje ze tez narzucone z zewnatrz a nie "nasze".


Cz sie 15, 2019 6:55 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): So wrz 08, 2007 4:38 pm
Posty: 520
Płeć: kobieta
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
ciach - oczywistości i do tego nie związane z tematem


Ostatnio edytowano Pt sie 16, 2019 7:17 am przez merss, łącznie edytowano 1 raz

wycięto tekst



Cz sie 15, 2019 10:36 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): So wrz 08, 2007 4:38 pm
Posty: 520
Płeć: kobieta
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
A związane z tematem są poprzednie wypowiedzi? Jakoś wybiórczo traktujesz dyskutantów meers. Gdybym miał kategorie " katolik w łączności" to mógłbym wypisywać bzdury do woli. I sam sobie odpocznę od tego forum. Nie musisz mnie banować.


Pt sie 16, 2019 7:43 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13023
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
Nie. Piszesz pernamentnie teksty ujmując to eufemicznie - dziwne. W końcu zaczyna to męczyć. Zmęczenie materiału zaczyna dawać o sobie znać dopiero po jakmś czasie. Postaraj się więc pisać na temat. Zorientuję się, czy w ogóle to potrafisz. Tamte teksty dotyczyły chociaż wiary, ty wpadleś na to, że filozofia to nie wiara. To są inne nauki, jeśli wierzenia ująć w postaci myśli refleksyjnej i to chyba każdy wie.
Już raz ci napisałam: mniej popisów i zwracania na siebie uwagi a więcej treści popartej argumentami. Chcę pomóc.


Pt sie 16, 2019 7:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2911
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Czy uzywasz teraz slowa "egoizm" tak jak go zdefiniowalem kilka postow wyzej?
Jesli tak, to stawianie wyzej osob z ktorymi dzielimy znaczna czesc genow, wynika z niej dosyc wprost.

Mam problem z tą Twoją definicją, bo do jednego worka z egoizmem wrzucasz zbyt wiele różnych elementów: obok stawiania wyżej osób genetycznie podobnych znajdziemy tam również przywiązywanie się do ludzi, pogoń za aprobatą, wykorzystywanie innych ludzi etc. Te wszystkie elementy w ogóle nie muszą isć ze sobą w parze. Tak zdefiniowny egoizm jest pojęciem tak szerokim, że nie da się go ocenić w jednoznaczny sposób, ani nie jest zły, ani dobry, tylko taki i taki, zależnie od tego, jak daleko będzie posunięty.
Ty co prawda sam przyznajesz, że ten egoizm sam w sobe nie jest absolutnie zły, co jednak nie przeszkadza Ci przedstawiać jako czegoś negatywnego również tych neutralnych czy pozytywnych (zależnie jak kto na to patrzy) jego wymiarów: jak przywiązywanie się do ludzi czy upodobanie sobie osób podobnych genetycznie.
Cytuj:
To prawda, zyjemy wedlug ego, ale taka jest juz nasza natura i udajac, ze jest inaczej powodujemy tylko wiecej cierpienia. Swiat jest urzadzony tak, ze jestesmy za siebie wzajemnie odpowiedzialni. Byc moze idealem byloby traktowanie wszystkich jako braci i zycie w jednej wielkiej globalnej komunie, ale po prostu tak nie jest, wiec poswiecajac czas przyslowiowym dzieciom w Afryce, zaniedbywalbym wlasne. Po pierwsze nie moglbym liczyc ze ktos inny, komu powodzi sie lepiej ode mnie, zaopiekuje sie w tym czasie moja rodzina, a po drugie moja rodzina oczekuje ode mnie opieki, wiec zaniedbanie jej skrzywdzilo by ja bardziej niz zaniedbanie obcej osoby przez nieznajomego. Kazdy zostal postawiony na tym swiecie przed pewnymi zadaniami i uwazam, ze w pierwszej kolejnosci powinien wywiazac sie z nich, a dopiero pozniej naprawiac reszte swiata.
To tak jak w pracy (albo w wojsku). Najpierw wykonujesz swoje obowiazki a pozniej pomagasz kolegom. Gdyby kazdy martwil sie na rowni o obowiazki wszystkich rownoczesnie, to nie dosc ze zapanowaby chaos, to jeszcze bardzo szybko doszlo by do naduzyc. Taka strategia jest wrazliwa na atak od srodka, wiec niestabilna.

W 100% zgadzam się z Twoim trzeźwym podejściem, które tutaj zaprezentowałeś. Jednak ja się posuwam dalej i wnoszę, że to świadczy o tym, że ten porządek naturalny jest zwyczajnie dobry. Wystarczy, że każdy zadba w pierwszej kolejności o to, co najbliższe, a wszystko się ułoży. Zamiast pomagać losowym dzieciom w Afryce, lepiej pomóc systemowo im rodzicom, zeby mogli się swoimi dzieciaczkami należycie zająć. Dzięki tym genetycznym więziom czujemy się odpowiedzialni za ludzi mimowolnie. Gdyby człowiek sam miał za pomocą czystego rozumu wybierać, czy się kimś zaopiekować i kim, pewnie albo by zrezygnował z opieki albo ustaliłby inne kryteria: np. pomagam osobom utalentowanym, dobrze rokującym, takim, które mi sie podobają. Więcej w tym by było wyrachowania, a mniej bezinteresownej miłości.
Cytuj:
Najakiej podstawie zaliczasz te rzeczy jako zle same w sobie a inne nie? Czy nadal bylyby one zle jesli nie prowadzilyby do cierpienia?

Bo krzywdzą ludzi i to zarówno tych, którzy się tym uczuciom poddają, jak i tych, którzy z tymi osobami obcują. Cierpienie nie jest żadnym kryterium.
Cytuj:
Taka definicja nie jest oryginalna. W podobnym znaczniu spotykamy ja w wiekszosci literatury dotyczacej duchowosci, chociaz moze troche zle tlumacze slowo "attachement". Przywiazanie i ozaleznienie roznia sie jedynie nasileniem.

Nie tylko nasileniem się różnią, ale również skutkami jakie wywołują.
Podam taką analogię: jeśli jestem przywiązania do picia wina do obiadu, to jak mi wina pewnego dnia zabraknie, to będzie mi przykro, nawet może trochę pocierpię, ale ogólnie to jakoś to przełknę i zjem ten obiad bez wina. Natomiast jeśli jestem uzależniona od picia wina do obiadu, to jak mi wina pewnego dnia zabraknie, będę chora z wściekłosci, będę tak zdeterminowana żeby zdobyć wino, że będę gotowa choćby okraść sklep monopolowy, byleby spełnić moją potrzebę.
Jeśli ta literatura o duchowości tak przedstawia przywiązanie jako tylko słabszą formę uzależnienia, to niestety bardzo spłyca problem, alkoholizm sprowadzając do silniejszej formy nawyku/zwyczaju picia alkoholu. Ja tej dziecinady nie kupuję
Cytuj:
Chyba zle sie zrozumielismy. Specjalnie napisalem "szczescia/zadowolenia" zebys nie pomyslala, ze mam na mysli jakies absolutne uzaleznienie, czyli brak mozliwosci zaznania szczescia kiedykowiek. Chodzi tylko o wywolanie bolu przez utrate. Czas oczywiscie leczy rany.

Ja tak absolutnie też tego nie postrzegam, odczuwanie bólu w związku z utratą nie świadczy o żadnym uzależnieniu. To że odczuwam ból, nie znaczy, że nie jestem szczęśliwa. Mam wrażenie, że według Ciebie odczuwanie bólu/cierpienia znosi szczęście, tak jakby szczęście było emocją zadowolenia, a nie pewnym trwalem stanem zadowolenia z życia, którego jakieś tymczasowe emocjonalne doły we względnie trwały sposób nie zaburzają.
Cytuj:
Nie zgadzam sie. Idealem jest patrzenie na czlowieka bez osodzania, a nie osadzanie pozytywne i negatywne jednoczesnie i wyciaganie sredniej. To zupelnie co innego. Kiedy spojrzysz na czlowieka bez znieksztalcenia jego obrazu przez ego, to jedynym co do niego czujesz jest milosc, przy jednoczesnym braku oczekiwan, przywiazania oraz strachu.

Teraz chyba piszesz jeszcze o czymś innym. To, ze ja kogoś oceniam pozytywnie czy negatywnie, pozostaje bez związku z tym, czy odczuwam wobec tej osoby miłość. Ba, mogę odczuwać miłość, a jednocześnie się przywiązać i odczuwać strach, że tę osobę utracę. A moze to jednak kwestia mózgu i mężczyzna musi to rozdzielać, bo nie ma podzielności uwagi? Moze sobie dorobiłeś filozofię do swojego płciowego zdeterminowania?

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Pt sie 16, 2019 2:33 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
towarzyski.pelikan napisał(a):
Mam problem z tą Twoją definicją, bo do jednego worka z egoizmem wrzucasz zbyt wiele różnych elementów: obok stawiania wyżej osób genetycznie podobnych znajdziemy tam również przywiązywanie się do ludzi, pogoń za aprobatą, wykorzystywanie innych ludzi etc. Te wszystkie elementy w ogóle nie muszą isć ze sobą w parze. Tak zdefiniowny egoizm jest pojęciem tak szerokim, że nie da się go ocenić w jednoznaczny sposób, ani nie jest zły, ani dobry, tylko taki i taki, zależnie od tego, jak daleko będzie posunięty.

Ego definiuję jako "zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Ty co prawda sam przyznajesz, że ten egoizm sam w sobe nie jest absolutnie zły, co jednak nie przeszkadza Ci przedstawiać jako czegoś negatywnego również tych neutralnych czy pozytywnych (zależnie jak kto na to patrzy) jego wymiarów: jak przywiązywanie się do ludzi czy upodobanie sobie osób podobnych genetycznie.

Ego jest jedynym powodem przez który nie jesteśmy absolutnie szczęśliwi i nie zachwycamy się każdą pojedynczą chwilą w naszym życiu. Uważam, że tak właśnie będzie w raju, po śmierci naszego ego. Namiastki można doświadczyć również na ziemi. Stan ten nazywa się dosłownie śmiercią ego.
towarzyski.pelikan napisał(a):
W 100% zgadzam się z Twoim trzeźwym podejściem, które tutaj zaprezentowałeś. Jednak ja się posuwam dalej i wnoszę, że to świadczy o tym, że ten porządek naturalny jest zwyczajnie dobry. Wystarczy, że każdy zadba w pierwszej kolejności o to, co najbliższe, a wszystko się ułoży.

Tak ten świat został stworzony i nie zamierzam odważyć się na stwierdzenie, że został stworzony źle. Zgadzam się. Ja wskazuje jedynie źródło zła.
Sztuka polega na harmonii pomiędzy ciałem (ego) i duchem. Zachodnia cywilizacja całkowicie odrzuciła obecność duchowego świata i spowodowała opanowanie świata przez gierki oraz wytwory ego (szatana). Zrobiono jednak coś więcej. Ponieważ istnienie świata duchowego było nie do zaprzeczenia, to zamiast zaprzeczać mu, przypięto mu metkę "nadprzyrodzonego" i przekonano, że w sumie istnieje, może po śmierci a może równolegle, ale w praktyce oznacza to wykluczenie go z naszej codziennej strefy. To największe kłamstwo szatana, ponieważ zawiera w sobie element prawdy.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Bo krzywdzą ludzi i to zarówno tych, którzy się tym uczuciom poddają, jak i tych, którzy z tymi osobami obcują. Cierpienie nie jest żadnym kryterium.

Czyli krzywda jest według Ciebie kryterium? A czy wyrządzanie krzywdy to nie to samo co zadawanie cierpienia? Mam wrażenie, że bezsensownie spieramy się o słowa, zamiast skupić na tym co one oznaczają.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Nie tylko nasileniem się różnią, ale również skutkami jakie wywołują.
Podam taką analogię: jeśli jestem przywiązania do picia wina do obiadu, to jak mi wina pewnego dnia zabraknie, to będzie mi przykro, nawet może trochę pocierpię, ale ogólnie to jakoś to przełknę i zjem ten obiad bez wina. Natomiast jeśli jestem uzależniona od picia wina do obiadu, to jak mi wina pewnego dnia zabraknie, będę chora z wściekłosci, będę tak zdeterminowana żeby zdobyć wino, że będę gotowa choćby okraść sklep monopolowy, byleby spełnić moją potrzebę.
Jeśli ta literatura o duchowości tak przedstawia przywiązanie jako tylko słabszą formę uzależnienia, to niestety bardzo spłyca problem, alkoholizm sprowadzając do silniejszej formy nawyku/zwyczaju picia alkoholu.

Jak powyżej. Wiem, że jest ze mną taki problem, że wszystko próbuje wyjaśnić lewopółkulowo - jak najbardziej ściśle. DeMello zdefiniował przywiązanie następująco: "Emocjonalny stan kurczowego przywiązania wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy nie możesz być szczęśliwy."
Oczywiście możesz poszukac teraz w słowniku definicji przywiązania oraz szczęścia i znaleźć dziurę w całym, albo nawet wskazać błędne koło w tej definicji, ale sądzę, że wystarczy tylko odrobina chęci zrozumienia zamiast zaprzeczenia, żeby intuicyjnie poczuć o w czym rzecz.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Ja tak absolutnie też tego nie postrzegam, odczuwanie bólu w związku z utratą nie świadczy o żadnym uzależnieniu. To że odczuwam ból, nie znaczy, że nie jestem szczęśliwa. Mam wrażenie, że według Ciebie odczuwanie bólu/cierpienia znosi szczęście, tak jakby szczęście było emocją zadowolenia, a nie pewnym trwalem stanem zadowolenia z życia, którego jakieś tymczasowe emocjonalne doły we względnie trwały sposób nie zaburzają.

Tym jest prawdziwe szczęście, do którego chrześcijanin powinien dążyć. Na drodze do niego stoi przekonanie, że istnieją sprawy ważniejsze, lub nie możemy go osiągnąć nie posiadając pewnych rzeczy. Kłamstwa ego. Np. ten młodzieniec, którego przykład już przytaczałem, był przekonany, że nie będzie szczęśliwy bez swojego bogactwa:
"Pewien człowiek podszedł do Jezusa i zapytał: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? Odpowiedział mu: Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego. Odrzekł Mu młodzieniec: Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? Jezus mu odpowiedział: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości."

Innym przykładem jest rozesłanie apostołów:
"Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» I mówił do nich: «Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie."
Nie mieli ze sobą nic, więc ich ego nie miało się do czego przywiązać. Ich umysł był czysty od jakichkolwiek rozterek. Szczęście osiąga się przez redukcję, a nie przez pomnażanie.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Teraz chyba piszesz jeszcze o czymś innym. To, ze ja kogoś oceniam pozytywnie czy negatywnie, pozostaje bez związku z tym, czy odczuwam wobec tej osoby miłość. Ba, mogę odczuwać miłość, a jednocześnie się przywiązać i odczuwać strach, że tę osobę utracę. A moze to jednak kwestia mózgu i mężczyzna musi to rozdzielać, bo nie ma podzielności uwagi? Moze sobie dorobiłeś filozofię do swojego płciowego zdeterminowania?

To raczej nie jest kwestia płci. Oczywiście nie zaprzeczam, że oba rodzaje miłości mogą istnieć jednocześnie. Gdyby tak nie było, to na świecie praktycznie nie istniałaby prawdziwa chrześcijańska miłość. Po prostu przywiązanie zniekształca nasz obraz, a bez widzenie kogoś naprawdę, trudniej jest go naprawdę pokochać.


N sie 18, 2019 1:01 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
Nie zdążyłem edytować, ale co do śmierci ego (ego drop), to jest to określenie, którym posługują się głównie użytkownicy psychodelików. W buddyzmie tybetańskim ten sam stan jest nazywany "przejrzystym światłem", a w chrześcijaństwie "Duchem Świętym" (lub jego zesłaniem). Mówiąc o tym samym, każdy wpadłby we wściekłość, gdyby przyrównać go do którejś z pozostałych grup. To świetny przykład na to jak ludzie przywiązują się bardziej do słów, niż do tego co one oznaczają. Przypomina to trochę sytuację z poniższego obrazka:
Obrazek


N sie 18, 2019 1:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2911
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Ego definiuję jako "zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom.

Czyli wszystkie zwierzęta poza człowiekiem są oddanymi sługami szatana? Czy uważasz, że zwierzęcość jest zła?
Cytuj:
Ego jest jedynym powodem przez który nie jesteśmy absolutnie szczęśliwi i nie zachwycamy się każdą pojedynczą chwilą w naszym życiu. Uważam, że tak właśnie będzie w raju, po śmierci naszego ego. Namiastki można doświadczyć również na ziemi. Stan ten nazywa się dosłownie śmiercią ego.

Gdyby nie ego definiowane jako "zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom, żadne szczęście, nawet warunkowe, nie byłoby możliwe. Zdajesz sobie z tego sprawę? Taki stan śmierci ego nie jest technicznie możliwy!
Cytuj:
Sztuka polega na harmonii pomiędzy ciałem (ego) i duchem. Zachodnia cywilizacja całkowicie odrzuciła obecność duchowego świata i spowodowała opanowanie świata przez gierki oraz wytwory ego (szatana). Zrobiono jednak coś więcej. Ponieważ istnienie świata duchowego było nie do zaprzeczenia, to zamiast zaprzeczać mu, przypięto mu metkę "nadprzyrodzonego" i przekonano, że w sumie istnieje, może po śmierci a może równolegle, ale w praktyce oznacza to wykluczenie go z naszej codziennej strefy. To największe kłamstwo szatana, ponieważ zawiera w sobie element prawdy.

Zgadzam się z Twoją sugestią, że należy szukać harmonii pomiędzy ego a duchem, ale zdajesz sobie sprawę, że to co tutaj napisałeś ma zupełnie inny wydźwięk niż to, co napisałeś parę linijek wyżej, kiedy postulujesz śmierć ego? Pozbycie się czegoś, a uzupełnienie czegoś o inny element to są dwie zupełnie inne rzeczy. Może w Twojej głowie Ty cały czas miałeś na myśli to o czym piszesz teraz, ale wiedz, że odbiorca Twoich tekstów nie siedzi Ci w głowie. Być może jestem upierdliwa, ale trochę mam nadzieję, że pod moim wpływem zaczniesz się wyrażać z większą precyzją.
Cytuj:
Czyli krzywda jest według Ciebie kryterium? A czy wyrządzanie krzywdy to nie to samo co zadawanie cierpienia? Mam wrażenie, że bezsensownie spieramy się o słowa, zamiast skupić na tym co one oznaczają.

Pojęcie krzywdy może się wiązać z cierpieniem i często się wiąże, ale się znaczeniowo nie pokrywają. Np. dziecko zmolestowane przez pedofila wcale nie musiało cierpieć, ale uznajemy, że zostało skrzywdzone, ponieważ jego niewinność została naruszona albo może mieć to wpływ na jego orientację seksualną w przyszłości. Inny przykład: dziewczynka jest przekarmiana przez swoich rodziców, staje się otyła. Nie cierpi z tego powodu, ale w jej organizmie zaczynają się procesy chorobotwórcze i trafia na stół operacyjny a może nawet umiera. Takich przykładów można mnożyć.
W drugą stronę: jeśli cierpię, bo pielęgniarka daje mi zastrzyk albo się stresuję przed egzaminem, to przecież nie dzieje mi się krzywda. Wychodzę z tego cała i zdrowa.
Cytuj:
Jak powyżej. Wiem, że jest ze mną taki problem, że wszystko próbuje wyjaśnić lewopółkulowo - jak najbardziej ściśle. DeMello zdefiniował przywiązanie następująco: "Emocjonalny stan kurczowego przywiązania wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy nie możesz być szczęśliwy."

No właśnie z Tobą jest problem odwrotny. Ty masz tendencję do nazywania jednym ogólnym pojęciem bardzo różnych zjawisk, czyli brakuje Ci precyzji. Nie przykładasz do tego wagi, licząc na to, że odbiorca będzie Ci czytał w myślach.

Teraz jak podałeś tę definicję, to można rozmawiać. Przy tak rozumianym przywiązaniu, masz absolutną rację. I jeszcze raz podkreślę, zwykle ludzie się w ten sposób do rzeczy czy ludzi nie przywiązują. Dzieje się tak głównie w sytuacjach patologicznych: chorobliwa zaborczość, chciwość czy toksyczne relacje damsko-męskie i matczyno-synowe. Natomiast dość powszechne jest kurczowe trzymanie się poglądów, idei, przekonań, ale nie wiązałabym tego z lękiem przed utratą szczęścia, tylko z lękiem prze utratą tożsamości. Ludzie się często utożsamiają ze swoimi poglądami.
Cytuj:
Po prostu przywiązanie zniekształca nasz obraz, a bez widzenie kogoś naprawdę, trudniej jest go naprawdę pokochać.

Czemu uważasz, że trudno pokochać kogoś, kogo się nie widzi naprawdę?
Cytuj:
Nie zdążyłem edytować, ale co do śmierci ego (ego drop), to jest to określenie, którym posługują się głównie użytkownicy psychodelików. W buddyzmie tybetańskim ten sam stan jest nazywany "przejrzystym światłem", a w chrześcijaństwie "Duchem Świętym" (lub jego zesłaniem). Mówiąc o tym samym, każdy wpadłby we wściekłość, gdyby przyrównać go do którejś z pozostałych grup. To świetny przykład na to jak ludzie przywiązują się bardziej do słów, niż do tego co one oznaczają. Przypomina to trochę sytuację z poniższego obrazka:

Temu służy właśnie uzgadnianie pojęć podczas dyskusji, zamiast mieć pretensje do ludzi, że alergicznie reagują na jakieś słowa, lepiej od razu podać ścisłe definicje i nawet spróbować podać odpowiedniki tych terminów w innych systemach religijnych czy filozoficznych.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


N sie 18, 2019 1:39 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
towarzyski.pelikan napisał(a):
Czyli wszystkie zwierzęta poza człowiekiem są oddanymi sługami szatana? Czy uważasz, że zwierzęcość jest zła?

Duchowość dotyczy człowieka, bo tylko on posiada ten rodzaj świadomości, który pozwala mu zaprzeczyć swojej naturze.
Świat zwierząt jest pełen cierpienia, ale tylko w przypadku człowieka ego może być tak wyjątkowo destrukcyjne, ponieważ ma ono na usługach nasz intelekt, ambicję oraz działaś synergetycznie w całym społeczeństwie. Dochodzi przez to do zjawisk, których nie da się jakościowo opisać poprzez sumę ego pojedynczych osób. Zachodzi emergencja, którą po części utożsamiam z szatanem. W świecie zwierząt tego nie ma.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Gdyby nie ego definiowane jako "zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom, żadne szczęście, nawet warunkowe, nie byłoby możliwe. Zdajesz sobie z tego sprawę? Taki stan śmierci ego nie jest technicznie możliwy!

Oczywiście, że jest możliwy i wiele osób go doświadczyło. Nie jest to jednak śmierć na zawsze a jedynie chwilowy stan. Zgadzam się, że dopóki żyjemy na tym świecie, to nasze ego jest nam potrzebne do życia, więc powinniśmy się nauczyć żyć z nim w harmonii.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Zgadzam się z Twoją sugestią, że należy szukać harmonii pomiędzy ego a duchem, ale zdajesz sobie sprawę, że to co tutaj napisałeś ma zupełnie inny wydźwięk niż to, co napisałeś parę linijek wyżej, kiedy postulujesz śmierć ego? Pozbycie się czegoś, a uzupełnienie czegoś o inny element to są dwie zupełnie inne rzeczy.

Sądzę, że nieporozumienie wynikało z tego, że śmierć ego nie jest na zawsze. To chwilowe uniesienie, którego można doświadczyć podczas medytacji lub po zażyciu psychodelików. Być może również na inne sposoby.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Może w Twojej głowie Ty cały czas miałeś na myśli to o czym piszesz teraz, ale wiedz, że odbiorca Twoich tekstów nie siedzi Ci w głowie. Być może jestem upierdliwa, ale trochę mam nadzieję, że pod moim wpływem zaczniesz się wyrażać z większą precyzją.

Postaram się, ale kiedy rozmowa dotyczy wysokiego poziomu abstrakcji, to każdy opis jest kompromisem pomiędzy precyzją a prawdą. Np. katolicy opisują Boga w sposób, który jest niewątpliwie prawdziwy, ale też całkowicie bezużyteczny. Ja staram się zawsze znaleźć złoty środek w zależności od tego z kim rozmawiam, ale przekazanie tych myśli nie jest łatwe i wymaga pewnej współpracy :wink:
towarzyski.pelikan napisał(a):
Pojęcie krzywdy może się wiązać z cierpieniem i często się wiąże, ale się znaczeniowo nie pokrywają. Np. dziecko zmolestowane przez pedofila wcale nie musiało cierpieć, ale uznajemy, że zostało skrzywdzone, ponieważ jego niewinność została naruszona albo może mieć to wpływ na jego orientację seksualną w przyszłości. Inny przykład: dziewczynka jest przekarmiana przez swoich rodziców, staje się otyła. Nie cierpi z tego powodu, ale w jej organizmie zaczynają się procesy chorobotwórcze i trafia na stół operacyjny a może nawet umiera. Takich przykładów można mnożyć.
W drugą stronę: jeśli cierpię, bo pielęgniarka daje mi zastrzyk albo się stresuję przed egzaminem, to przecież nie dzieje mi się krzywda. Wychodzę z tego cała i zdrowa.

Z twojej analogii wynika dla mnie, że krzywda to po prostu zakamuflowane lub odwleczone w czasie cierpienie. Jednak jeśli uważasz, że w kontekście o którym rozmawiamy słowo "krzywda" pasuje lepiej, to mogę się na nie przestawić. Nie pisze teraz o rzeczach ścisłych, więc muszę używać nieprecyzyjnych słów okrążając sedno sprawy z różnych stron licząc, że je jakoś interpolujesz.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Teraz jak podałeś tę definicję, to można rozmawiać. Przy tak rozumianym przywiązaniu, masz absolutną rację. I jeszcze raz podkreślę, zwykle ludzie się w ten sposób do rzeczy czy ludzi nie przywiązują. Dzieje się tak głównie w sytuacjach patologicznych: chorobliwa zaborczość, chciwość czy toksyczne relacje damsko-męskie i matczyno-synowe. Natomiast dość powszechne jest kurczowe trzymanie się poglądów, idei, przekonań, ale nie wiązałabym tego z lękiem przed utratą szczęścia, tylko z lękiem prze utratą tożsamości. Ludzie się często utożsamiają ze swoimi poglądami.

A ja uważam, że to całkowicie powszechne a patologie, które wymieniłaś, są jedynie skrajnymi przypadkami. To co uznajemy za normę również jest według mnie patologią, ale dotyczy ona wszystkich, więc ustalamy normę na jej podstawie. Ego się broni. Zrobi wszystko żeby przetrwać.
Co do poglądów masz całkowitą rację. To również gierka ego.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Czemu uważasz, że trudno pokochać kogoś, kogo się nie widzi naprawdę?

Jest to po prostu trudniejsze. Trudno jest wilkowi pokochać owcę widząc w niej posiłek (zwłaszcza jeśli przez całe życie był niedożywiony). Nie zauważa w niej innego aspektu, bo wywołałoby to w nim konflikt. Nasz mózg jest mistrzem świata u mechanizmach obronnych i unikaniu konfliktów. Widzimy w innych ludziach zaspokojenie swoich potrzeb. Wiem, że to stwierdzenie budzi naturalny sprzeciw, ale taka jest prawda.


N sie 18, 2019 7:40 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2911
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Duchowość dotyczy człowieka, bo tylko on posiada ten rodzaj świadomości, który pozwala mu zaprzeczyć swojej naturze.
Świat zwierząt jest pełen cierpienia, ale tylko w przypadku człowieka ego może być tak wyjątkowo destrukcyjne, ponieważ ma ono na usługach nasz intelekt, ambicję oraz działaś synergetycznie w całym społeczeństwie. Dochodzi przez to do zjawisk, których nie da się jakościowo opisać poprzez sumę ego pojedynczych osób. Zachodzi emergencja, którą po części utożsamiam z szatanem. W świecie zwierząt tego nie ma.

Ok. Pozwolę to sobie trochę poszufladkować:

1. Duchowość rozumianą jako możliwość przekroczenia natury (egoizmu) ma tylko człowiek.
2. Egoizm współdzielimy ze światem zwierząt. Można powiedzieć, że życie zwierząt jest całkowicie egoistyczne.
3. Jednak tylko egoizm w wydaniu ludzki utożsamiamy z satanizmem, ponieważ tylko w wydaniu ludzkim jest prawdziwie destrukcyjny.

I teraz mam taki problem z tym rozumowaniem, ponieważ przy tak rozumianym satanizmie, do tego worka należałoby wrzucić tylko ten egozim ponadzwierzęcy, czyli te wszystkie formy egoizmu, które współdzielimy ze zwierzętami jak np. instynkt samozachowawczy, instynkt rodzicielski, empatyczna ochrona osobników tego samego gatunku etc. w tak czystej postaci należałoby z tego worka wywalić i w ten sposób pozostanie nam tylko egoizm nadmiarowy, czyli ten wymiar egoizmu, który nie jest nam niezbędny do przeżycia, spełnieniu tych biologicznych funkcji, jak np. wywoływanie wojen, zachłanność, krzywdzenie innych ludzi dla własnych korzyści. Czy teraz to dobrze rozumiem?
Cytuj:
Oczywiście, że jest możliwy i wiele osób go doświadczyło. Nie jest to jednak śmierć na zawsze a jedynie chwilowy stan. Zgadzam się, że dopóki żyjemy na tym świecie, to nasze ego jest nam potrzebne do życia, więc powinniśmy się nauczyć żyć z nim w harmonii.

Cytuj:
Sądzę, że nieporozumienie wynikało z tego, że śmierć ego nie jest na zawsze. To chwilowe uniesienie, którego można doświadczyć podczas medytacji lub po zażyciu psychodelików. Być może również na inne sposoby

I cały czas korzystasz z tej samej definicji ego?
"zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom
Te osoby, o których piszesz, wstrzymują zatem chwilowo swoje procesy życiowe, serce im nie bije, krew nie płynie, żołądek nie trawi pokarmu, wstrzymują oddech? :-P
Czy jednak tym razem rozumiesz ego w węższym znaczeniu niż to wcześniej zdefiniowałeś? :roll:
Bo ja mam jakieś doświadczenia mistyczne, oderwania od ego, ale w żaden sposób nie przestałam być wtedy zwierzęciem. Coś fajnego mnie ominęło? :wink:
Cytuj:
Z twojej analogii wynika dla mnie, że krzywda to po prostu zakamuflowane lub odwleczone w czasie cierpienie. Jednak jeśli uważasz, że w kontekście o którym rozmawiamy słowo "krzywda" pasuje lepiej, to mogę się na nie przestawić. Nie pisze teraz o rzeczach ścisłych, więc muszę używać nieprecyzyjnych słów okrążając sedno sprawy z różnych stron licząc, że je jakoś interpolujes

No nie do końca. Ofiara pedofila w ogóle nie musi cierpieć z tego powodu, ze została zmolestowana, nie ma takiej konieczności, ani bezpośrednio po zdarzeniu ani po latach. Krzywda polega na tym, że ofiara została wykorzystana lub okaleczona - np. nie wykorzysta w pełni swojego potencjału, zostanie jakoś skrzywiona.
Uważam, że to rozróżnienie jest szalenie istotne dla naszej komunikacji, bo w moim ujęciu krzywdy cierpienie po stracie kogoś bliskiego nie jest żadną krzywdą, nie jest złe, nie prowadzi do zła, a to się ściśle wiąże z przytaczanym przez Ciebie często pojęciem przywiazania, które ma być złe, bo powoduje cierpienie (czasowy dyskomfort psychiczny). W związku z tym np. wg Twojej filozofii psychopata, który jest mniej skłonny do cierpienia (nie wiem, czy to prawda, ale założmy że tak) jest bardziej zdrowy psychicznie (szczęśliwy) od przeciętnego człowieka, który cierpi wiecej, natomiast według mojej filozofiii to psychopata jest pokrzywdzony przez to, że mniej cierpi, ponieważ omija go pewne pogłębienie osobowości, które się wiąże z cierpieniem, co niektórzy podkreślają w mądrej frazie "cierpienie uszlachetnia".
Cytuj:
A ja uważam, że to całkowicie powszechne a patologie, które wymieniłaś, są jedynie skrajnymi przypadkami. To co uznajemy za normę również jest według mnie patologią, ale dotyczy ona wszystkich, więc ustalamy normę na jej podstawie. Ego się broni. Zrobi wszystko żeby przetrwać.

Moim zdaniem to unikanie za wszelką cenę przywiązywania czy cierpienia w ogóle to nic innego jak mechanizm obronny ego. Cierpienie, takie prawdziwe, głębokie rozbija ego. Ludzie w depresji, ciężkich stanach psychicznych czują się często jak gó***, świat wydaje im się iluzoryczny, oni sami mają wrażenie, że nie istnieją. Liczni nauczyciele duchowi piszą i mówia o tym, że oświecenie czy przebudzenie przychodzą często właśnie wtedy, kiedy człowiek jest na dnie, natomiast tych szczęśliwych w płaski sposób ludzi cierpienie omija, ale wraz z nim omijają ich również uniesienia mistyczne.
Cytuj:
Jest to po prostu trudniejsze. Trudno jest wilkowi pokochać owcę widząc w niej posiłek (zwłaszcza jeśli przez całe życie był niedożywiony). Nie zauważa w niej innego aspektu, bo wywołałoby to w nim konflikt. Nasz mózg jest mistrzem świata u mechanizmach obronnych i unikaniu konfliktów. Widzimy w innych ludziach zaspokojenie swoich potrzeb. Wiem, że to stwierdzenie budzi naturalny sprzeciw, ale taka jest prawda

Jest to dość normalne, bo zwykle z ludźmi jesteśmy w określonej relacji i kroimy ich pod te relacje. Np. męża czy partnera kocham jako partnera, więc musi mieć w sobie coś, co spełnia moej oczekiwania względem niego jako mężczyzny, przyjaciela kocham jako przyjaciela, a więc musi mieć w sobie cechy, jakich oczekuję od przyjaciela etc. Natomiast testem tego, czy rzeczywiście tę osobę kocham jako człowieka jest to co wcześniej pisałeś - jak będą wyglądać nasze stosunki po tym, jak nasza interesowna relacja się wyczerpie. Czy znienawidzę męża, kiedy np. ulegnie wypadkowi i nie będzie już w moich oczach męski, czy znienawidzę przyjaciela, jeśli nas stosunek przyjaźni ustanie? Ostatecznie ta bezinteresowna miłość do ludzi sprowadza się do czystej życzliwości. Jest to coś szalenie ważnego, ale nie chcielibyśmy, żeby nasze relacje z ludźmi były tylko czysto życzliwe. My chcemy być kochani również w sposób interesowny, pragniemy być pożądani, wyróżniani z tłumu za jakieś nasze indywidualne cechy, które przecież nie dlatego są cenione, że nikomu nie są na nic potrzebne. Po prostu chcemy być potrzebni i kierując się zasadą wzajemności powinniśmy również chcieć potrzebować innych, bo ktoś przecież musi ich interesownie pokochać :)

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


N sie 18, 2019 9:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
towarzyski.pelikan napisał(a):
1. Duchowość rozumianą jako możliwość przekroczenia natury (egoizmu) ma tylko człowiek.
2. Egoizm współdzielimy ze światem zwierząt. Można powiedzieć, że życie zwierząt jest całkowicie egoistyczne.
3. Jednak tylko egoizm w wydaniu ludzki utożsamiamy z satanizmem, ponieważ tylko w wydaniu ludzkim jest prawdziwie destrukcyjny.

1. Raczej tak
2. Egoizm (w tym znaczeniu) dotyczy człowieka. Staram się przedstawić pewną teorię (model). Jak każdy model ma on granice swojej stosowalności, a zastosowanie go w odniesieniu do zwierząt jest ich przekroczeniem.
3. Zgadza się ta część z przed "ponieważ". Na dalszą sądzę, że odpowiedziałem powyżej.
towarzyski.pelikan napisał(a):
I teraz mam taki problem z tym rozumowaniem, ponieważ przy tak rozumianym satanizmie, do tego worka należałoby wrzucić tylko ten egozim ponadzwierzęcy, czyli te wszystkie formy egoizmu, które współdzielimy ze zwierzętami jak np. instynkt samozachowawczy, instynkt rodzicielski, empatyczna ochrona osobników tego samego gatunku etc. w tak czystej postaci należałoby z tego worka wywalić i w ten sposób pozostanie nam tylko egoizm nadmiarowy, czyli ten wymiar egoizmu, który nie jest nam niezbędny do przeżycia, spełnieniu tych biologicznych funkcji, jak np. wywoływanie wojen, zachłanność, krzywdzenie innych ludzi dla własnych korzyści. Czy teraz to dobrze rozumiem?

Nie widzę powodu żeby go z tego worka wywalać.
towarzyski.pelikan napisał(a):
I cały czas korzystasz z tej samej definicji ego?
"zwierzę", którym jesteśmy. Ogół mechanizmów mających zapewnić przetrwanie naszym genom
Te osoby, o których piszesz, wstrzymują zatem chwilowo swoje procesy życiowe, serce im nie bije, krew nie płynie, żołądek nie trawi pokarmu, wstrzymują oddech?
Czy jednak tym razem rozumiesz ego w węższym znaczeniu niż to wcześniej zdefiniowałeś?

Rzeczywiście myślę, że należałoby go nieco zawęzić i ograniczyć się do zjawisk związanych z motywacją zachowania, a nie wszystkimi czynnościami fizjologicznymi. Wzrost włosów raczej nie jest elementem ego. Niemniej jednak śmierć ego jest pewną nazwą zjawiska a nie śmiercią jako zatrzymaniem procesów fizjologicznych. Jest chwilowym uniesieniem świadomości poza wpływy ego. Nie wiesz kim jesteś, gdzie się zaczynasz a gdzie kończysz, ale jesteś absolutnie spokojna i szczęśliwa, rozumiejąc jednocześnie, że jedyne co tak naprawdę się liczy to miłość.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Bo ja mam jakieś doświadczenia mistyczne, oderwania od ego, ale w żaden sposób nie przestałam być wtedy zwierzęciem. Coś fajnego mnie ominęło?

Mogłabyś napisać coś więcej?
towarzyski.pelikan napisał(a):
No nie do końca. Ofiara pedofila w ogóle nie musi cierpieć z tego powodu, ze została zmolestowana, nie ma takiej konieczności, ani bezpośrednio po zdarzeniu ani po latach. Krzywda polega na tym, że ofiara została wykorzystana lub okaleczona - np. nie wykorzysta w pełni swojego potencjału, zostanie jakoś skrzywiona.

Dobrze Pelikanie, zostańmy więc przy słowie "krzywda". Czy zgodzisz się z definicją na potrzeby tej dyskusji, która brzmiałaby: cierpienie lub odebranie szczęścia?
towarzyski.pelikan napisał(a):
Moim zdaniem to unikanie za wszelką cenę przywiązywania czy cierpienia w ogóle to nic innego jak mechanizm obronny ego. Cierpienie, takie prawdziwe, głębokie rozbija ego. Ludzie w depresji, ciężkich stanach psychicznych czują się często jak gó***, świat wydaje im się iluzoryczny, oni sami mają wrażenie, że nie istnieją. Liczni nauczyciele duchowi piszą i mówia o tym, że oświecenie czy przebudzenie przychodzą często właśnie wtedy, kiedy człowiek jest na dnie, natomiast tych szczęśliwych w płaski sposób ludzi cierpienie omija, ale wraz z nim omijają ich również uniesienia mistyczne.

Całkowicie się zgadzam, ale zauważ, że pożytek z rozbicia ego lub z uniesień mistycznych jest taki, że likwidują one cierpienie (krzywdę), więc cierpienie nie jest dobre samo w sobie a jedynie wtedy, jeśli długofalowo prowadzi do jego braku. Np. cierpienie Jezusa było dobre tylko i wyłącznie dlatego, że mogło zapobiec naszemu cierpieniu (krzywdzie).
towarzyski.pelikan napisał(a):
Jest to dość normalne, bo zwykle z ludźmi jesteśmy w określonej relacji i kroimy ich pod te relacje. Np. męża czy partnera kocham jako partnera, więc musi mieć w sobie coś, co spełnia moej oczekiwania względem niego jako mężczyzny, przyjaciela kocham jako przyjaciela, a więc musi mieć w sobie cechy, jakich oczekuję od przyjaciela etc. Natomiast testem tego, czy rzeczywiście tę osobę kocham jako człowieka jest to co wcześniej pisałeś - jak będą wyglądać nasze stosunki po tym, jak nasza interesowna relacja się wyczerpie. Czy znienawidzę męża, kiedy np. ulegnie wypadkowi i nie będzie już w moich oczach męski, czy znienawidzę przyjaciela, jeśli nas stosunek przyjaźni ustanie?

Zgadzam się.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Ostatecznie ta bezinteresowna miłość do ludzi sprowadza się do czystej życzliwości. Jest to coś szalenie ważnego, ale nie chcielibyśmy, żeby nasze relacje z ludźmi były tylko czysto życzliwe. My chcemy być kochani również w sposób interesowny, pragniemy być pożądani, wyróżniani z tłumu za jakieś nasze indywidualne cechy, które przecież nie dlatego są cenione, że nikomu nie są na nic potrzebne. Po prostu chcemy być potrzebni i kierując się zasadą wzajemności powinniśmy również chcieć potrzebować innych, bo ktoś przecież musi ich interesownie pokochać

Tutaj też się zgadzam, chociaż nie wiem czy słowo życzliwość jest tutaj najodpowiedniejsze. Ja zazwyczaj określam to jako chęć dobra. Tak czy inaczej chcemy aby inni byli do nas przywiązani, oczywiście, ale jest to pragnienie pochodzące z ego. Kiedy nasze stado jest od nas zależne, to nasze geny mają lepsze warunki na przetrwanie. Nie ma w tym nic złego (przy zachowaniu harmonii), ale trzeba pamiętać skąd to pochodzi i że nie ma w tym też nic szlachetnego.


Wt sie 20, 2019 4:57 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2911
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
2. Egoizm (w tym znaczeniu) dotyczy człowieka. Staram się przedstawić pewną teorię (model). Jak każdy model ma on granice swojej stosowalności, a zastosowanie go w odniesieniu do zwierząt jest ich przekroczeniem (...)
Nie widzę powodu żeby go z tego worka wywalać.

Rozumiem, a w jaki sposób uzasadniesz stawianie tej granicy? Rozumiem Twoje rozumowanie w tym punkcie, ze egoizm w wydaniu ludzkim rozni sie od tego zwierzecego pod wzgledem destrukcyjnosci/sily, co opisales pare postow wyzej i gdybys ograniczyl satanizm/egozim bedacy przedmiotem Twojej teorii do tego ludzkiego wymiaru egozimu, to ja bym nie miala wiecej pytan. Sprawa jest jasna. Natomiast przy tak szerokiej definicji egoizmu, jaka prezentujesz, gdzie nawet zwykle instynkty wspoldzielone ze zwierzetami juz sa wliczane w ten ludzki egoizm, to ja bym jednak oczekiwala jakiegos uzasadnienia dla stawiania tej granicy. Ustalilismy, ze czlowiek ma mozliwosc przekroczenia natury. Czy moze stad wyplywa ta granica? Ale jesli tak, to nalezaloby i tak zawezic egoizm ludzki do tego wymiaru, który da sie przekroczyc, bo zgodzisz sie na pewno, ze czlowiek w jakims stopniu od tej natury jest uzalezniony i w tym punkcie niczym sie nie rozni do zwierzat, a zgodnie z tym co piszesz -zastosowanie tego modelu do zwierząt jest przekroczeniem granic jego stosowalności. Czlowiek pozostaje w relacji do zwierzecia jak kwadrat do prostokąta. Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.
Cytuj:
Rzeczywiście myślę, że należałoby go nieco zawęzić i ograniczyć się do zjawisk związanych z motywacją zachowania, a nie wszystkimi czynnościami fizjologicznymi. Wzrost włosów raczej nie jest elementem ego. Niemniej jednak śmierć ego jest pewną nazwą zjawiska a nie śmiercią jako zatrzymaniem procesów fizjologicznych. Jest chwilowym uniesieniem świadomości poza wpływy ego. Nie wiesz kim jesteś, gdzie się zaczynasz a gdzie kończysz, ale jesteś absolutnie spokojna i szczęśliwa, rozumiejąc jednocześnie, że jedyne co tak naprawdę się liczy to miłość.

Czyli sama śmierć ego jest tylko stanem świadomosci, a nie stanem oragnizmu ludzkiego jako całości, tak? Chodzi o to, że chwiowo przestajesz się utożsamiać z ego?
Cytuj:
Mogłabyś napisać coś więcej?

Mialam na mysli to, ze mój organizm w smierci ego działa jak dawniej, z pozoru nic sie nie zmienia, tylko duchowo jestem od tego wszystkiego oderwana, cos jak out of body experience, moze nie tak sperktakuralne, ale w ten desen –out of ego experience.
Cytuj:
Dobrze Pelikanie, zostańmy więc przy słowie "krzywda". Czy zgodzisz się z definicją na potrzeby tej dyskusji, która brzmiałaby: cierpienie lub odebranie szczęścia?

Przystałabym na krzywda – uniemożliwienie bądź utrudnienie osiągnięcia pełni szczęścia. To cierpienie bym sobie darowala, natomiast Ty mozesz je sobie tą definicją objąc, jesli uwazasz, ze spelni kryteria tej definicji. Moim zdaniem nie spełnia.
Cytuj:
Całkowicie się zgadzam, ale zauważ, że pożytek z rozbicia ego lub z uniesień mistycznych jest taki, że likwidują one cierpienie (krzywdę), więc cierpienie nie jest dobre samo w sobie a jedynie wtedy, jeśli długofalowo prowadzi do jego braku. Np. cierpienie Jezusa było dobre tylko i wyłącznie dlatego, że mogło zapobiec naszemu cierpieniu (krzywdzie).

Cierpienie samo w sobie jest pozbawione wartości etycznej. Nawet jesli jestemy przy rozbijaniu ego, to nie cierpienie jest dobre, tylko dobre jest rozbijanie ego, a cierpienie temu w sposób naturalny towarzyszy. Czyli zly jes lek przed cierpieniem, a dobra jest odwaga przyjecia cierpienia na klate. Cierpienie jest również w tej sytuacji neutralne. Patrz def. krzywdy powyżej.
Cytuj:
Tutaj też się zgadzam, chociaż nie wiem czy słowo życzliwość jest tutaj najodpowiedniejsze. Ja zazwyczaj określam to jako chęć dobra.

Tak wlaśnie rozumiem życzliwość – życzenie komuś dobra, czynienie dobra, powstrzymywanie się od zła.
Cytuj:
Tak czy inaczej chcemy aby inni byli do nas przywiązani, oczywiście, ale jest to pragnienie pochodzące z ego. Kiedy nasze stado jest od nas zależne, to nasze geny mają lepsze warunki na przetrwanie. Nie ma w tym nic złego (przy zachowaniu harmonii), ale trzeba pamiętać skąd to pochodzi i że nie ma w tym też nic szlachetnego.

A co jest np. szlachetne? Życzliwość (rozumiana jak wyżej ) w stosunku do ludzi? Czy jeśli mamy opinie osób porządnych, dobrych, uczynnych nasze geny nie mają lepszych warunków na przetrwanie?

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz sie 22, 2019 1:48 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1053
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Czy szatan ma geny?
towarzyski.pelikan napisał(a):
Rozumiem, a w jaki sposób uzasadniesz stawianie tej granicy? Rozumiem Twoje rozumowanie w tym punkcie, ze egoizm w wydaniu ludzkim rozni sie od tego zwierzecego pod wzgledem destrukcyjnosci/sily, co opisales pare postow wyzej i gdybys ograniczyl satanizm/egozim bedacy przedmiotem Twojej teorii do tego ludzkiego wymiaru egozimu, to ja bym nie miala wiecej pytan. Sprawa jest jasna. Natomiast przy tak szerokiej definicji egoizmu, jaka prezentujesz, gdzie nawet zwykle instynkty wspoldzielone ze zwierzetami juz sa wliczane w ten ludzki egoizm, to ja bym jednak oczekiwala jakiegos uzasadnienia dla stawiania tej granicy. Ustalilismy, ze czlowiek ma mozliwosc przekroczenia natury. Czy moze stad wyplywa ta granica? Ale jesli tak, to nalezaloby i tak zawezic egoizm ludzki do tego wymiaru, który da sie przekroczyc, bo zgodzisz sie na pewno, ze czlowiek w jakims stopniu od tej natury jest uzalezniony i w tym punkcie niczym sie nie rozni do zwierzat, a zgodnie z tym co piszesz -zastosowanie tego modelu do zwierząt jest przekroczeniem granic jego stosowalności. Czlowiek pozostaje w relacji do zwierzecia jak kwadrat do prostokąta. Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.

Duchowość opisuje pewien aspekt rzeczywistości, a jej dążeniem jest pozbycie się krzywdy (zgodnie z przyjętą przez nas definicję). W tym celu przedstawia człowieka jako istotę psycho-fizyczno-duchową, która, w dużym uproszczeniu, posiada ciało-ego-oraz świadomość. Nad dokładnym podziałem oraz jego nomenklaturą można dyskutować. Przedstawiam teraz jedynie zarys. Ego rozumiem jako nasze "oprogramowanie", które zapewnia przetrwanie naszym genom ale jednocześnie wyrządza krzywdę nasze mu "Ja".
Zwierzęta również posiadają to oprogramowanie, ale w ich przypadku nie da się zastosować tego modelu, bo nie są one zdolne do takiego życia duchowego jak człowiek. To tak jakby powiedzieć, że niewolnik to wolny człowiek + kajdany, zaproponować metodę uwalniania się z kajdan i na jej potrzebę przedstawić analogię w postaci dwóch walczących ze sobą sił: wewnętrznej chęci wolności oraz złej zniewalającej stali. Ktoś mógłby wtedy powiedzieć, że przecież większość narzędzi, którymi posługuje się człowiek, jest ze stali. Czy w takim razie one wszystkie są złe i zniewalające i należą do armii szatana?
Rozumiesz w czym rzecz? :wink:
towarzyski.pelikan napisał(a):
Czyli sama śmierć ego jest tylko stanem świadomosci, a nie stanem oragnizmu ludzkiego jako całości, tak? Chodzi o to, że chwiowo przestajesz się utożsamiać z ego?

Tak właśnie :wink:
towarzyski.pelikan napisał(a):
Mialam na mysli to, ze mój organizm w smierci ego działa jak dawniej, z pozoru nic sie nie zmienia, tylko duchowo jestem od tego wszystkiego oderwana, cos jak out of body experience, moze nie tak sperktakuralne, ale w ten desen –out of ego experience.

Mogą temu towarzyszyć pewne efekty fizyczne, ale mniej więcej tak.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Przystałabym na krzywda – uniemożliwienie bądź utrudnienie osiągnięcia pełni szczęścia.

Chodziło mi dokładnie o to. Nie sądziłem, że będziesz tak drążyć (chociaż w sumie powinienem się spodziewać), więc nie starałem się tego sformułować super precyzyjnie. Zostańmy przy słowie krzywda.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Cierpienie samo w sobie jest pozbawione wartości etycznej. Nawet jesli jestemy przy rozbijaniu ego, to nie cierpienie jest dobre, tylko dobre jest rozbijanie ego, a cierpienie temu w sposób naturalny towarzyszy. Czyli zly jes lek przed cierpieniem, a dobra jest odwaga przyjecia cierpienia na klate. Cierpienie jest również w tej sytuacji neutralne. Patrz def. krzywdy powyżej.

Myślę, że mogę się z tym zgodzić :wink:
towarzyski.pelikan napisał(a):
A co jest np. szlachetne? Życzliwość (rozumiana jak wyżej ) w stosunku do ludzi? Czy jeśli mamy opinie osób porządnych, dobrych, uczynnych nasze geny nie mają lepszych warunków na przetrwanie?

Motywacje dobrych uczynków mogą być różne. Jeśli jest nim miłość, to czynimy dobro zarówno sobie jak i innym.
"Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa"
Jeśli jest nim ego, to czynimy dobro wobec innych, ale robimy krzywdę sobie samemu.
"Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie."


N sie 25, 2019 12:25 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL