Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt lis 24, 2020 3:01 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
 Śmierć jako warunek sensownego życia 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3353
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Śmierć jako warunek sensownego życia
W tym wątku chciałabym poruszyć temat afirmacji życia i tego, czym w ogóle jest życie, czym jest byt, w tym byt ludzki i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa śmierć, przemijanie.

Jedna z hipotez mówi, że ludzka religijność w obszarze wiary w życie po życiu wynika z niezgody na śmierć, buntu przeciwko śmierci fizycznej jako ostatecznemu kresowi człowieka. Człowiek ma tak bardzo się na to nie zgadzać, tak bardzo ma się to kłócić z potrzebą wiecznego trwania, że stworzył sobie koncept nieśmiertelności albo w formie wiary w zaświaty, zmartwychwstania po śmierci, albo w formie reinkarnacji. Kluczowe w obu przypadkach jest przekonanie, że po śmierci fizycznej ma przetrwać świadomość/osobowość/ciało człowieka, to co czyni go konkretną jednostką na tym świecie, co odróżnia ją od wszystkich innych jednostkowych istot. Zatem śmierć fizyczna jest w takim ujęciu fikcją, nie jest prawdziwa, to zaledwie przejście do kolejnego etapu.

Z powyższego wynika, że śmierć postrzega się jako coś odrębnego od życia, coś na co nie ma w życiu miejsca, dlatego to co nazywamy śmiercią nie jest wcale śmiercią. Jest zjawiskiem pozornym, człowiek umiera dla świata, ale nie umiera dla siebie. Życie jest wartościowe, ponieważ nie ma końca.

Nie wszyscy jednak wierzą w życie po życiu, w ciąg dalszy ziemskiej wędrówki. I często za tym odrzuceniem wiary w nieśmiertelność idzie negacja życia, tzn. ktoś stwierdza, ze życie jest pozbawione sensu, wartości, ponieważ na końcu i tak się umiera. Więc po co to wszystko? Po co pogoń za marzeniami, po co rozwój, po co inwestowanie w siebie, jeśli z góry jesteśmy spisani na straty? Jaką to robi różnicę robalom, które będą konsumować nasze martwe ciała, czy to ciało kiedyś było wielce szanowanym prezydentem, wybitnym architektem czy menelem spod budki z piwem. Żadną, w oczach robali jak w oczach śmierci skończymy jako pożywne truchła, które mogą co najwyżej zasilić energetycznie przyrodę.

Z powyższego wynika, że jeżeli uznaje się realność śmierci, to za tą afirmacją śmierci często idzie negacja życia. Tak więc choć te dwie postawy się od siebie różnią samym stosunkiem do życia i śmierci, to tym, co łączy je obie jest fakt, że śmierć traktowana jako ostateczny kres człowieka czyni życie bezsensownym, dlatego wierzący w życie po życiu uspokajają się myślą, że śmierci nie ma, w związku z czym życie ma sens, a z kolei ci niewierzący w życie po życiu tę nadzieję porzucają.

Gdyby pokusić się o definicję sensownego życia, którą zaakceptowałyby obie strony to brzmiałaby ona mniej więcej tak „Sensowne życie to takie życie, które trwa wiecznie”. Życie temporalne, które jest udziałem roślin czy zwierząt, jest w takim układzie egzystencją, zjawiskiem, życiem nie w pełni prawdziwym, życiem przez małe ż.

Jeśli jednak się przyjrzeć życiu, jak się rozwija od nasiona/embriona do postaci dorosłej, to nie sposób nie dostrzec, że już w sam rozwój bytu jest wpisana śmierć. To nie jest tak, że żyjemy sobie x lat, a potem nagle przychodzi do nas z zewnątrz śmierć spersonifikowana jako Kostucha z kosą. Jakiś obcy, wrogi życiu byt zakrada się do nas, żeby nam zabrać to co cenne. Śmierć towarzyszy nam od samego poczęcia, umieramy z każdym oddechem, z każdym wyrastającym ząbkiem, z każdym traconym mleczakiem i zębem stałym, kiedy beztrosko rok w rok obchodzimy hucznie ente urodziny z obowiązkowym wypasionym tortem ze świeczuszkami, to niczego nieświadomi składamy hołd śmierci, która nas wzbogaca o kolejną cyferkę w metryczce. Ona pomału nas z tego świata zabiera i jest przy tym bardzo sprytna, bo kieruje naszą uwagę w przyszłość, w obszar jej królestwa. „Idź za marzeniami!” – szepcze. „Wytycz sobie cele i do nich dąż!” – zachęca, „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” – śpiewa ustami wrażliwego muzyka. To co najcenniejsze w życiu, to co nas napędza do życia jest dokładnie tym, co nas przybliża do końca. Rozwój, spełnianie marzeń, samodoskonalenie, alleluja i do przodu. Przecież to jest kwintesencja życia! Bez tego byśmy byli jacyś tacy martwi, drętwi, przylepieni do przeszłości. A więc kwintesencją życia jest umieranie? Na to wychodzi. Czy takie życie jest sensowne? Myślę, że mało kto się z tym nie zgodzi.

Jak więc to się dzieje, że tak wiele osób nie godzi się ze śmiercią albo podważając jej realność, albo negując sens życia z jej powodu, skoro to właśnie ta immanentna życiu śmierć, nadaje życiu sens? Śmierć nie tylko nie jest wrogiem życia, ale jest warunkiem tego życia, bo żyć znaczy umierać.

A może chodzi o to, że śmierć rozumiana jako ostateczne zgaśnięcie, śmierć totalna jest końcem samego umierania? Skoro sensownie jest umierać, to zaprzestanie umierania sprawia, że umieranie staje się bezsensowne? Że jeśli umierać, to wiecznie albo wcale? Jednak wieczne umieranie byłoby oszustwem z punktu widzenia logiki bytu, no bo umieranie jest kończeniem się, zmierzaniem do jakiegoś końca. Jeśli z góry byłoby wiadomo, że końca nie ma, to wówczas nie może być mowy o kończeniu się.

Czy gdyby hipotetycznie założyć, że życie nie ma kresu, a więc nie jest de facto umieraniem, tylko wiecznym rozwojem, to czy takie życie miałoby sens? Owidiusz powiedział „Koniec wieńczy dzieło”, a więc to koniec ostatecznie decyduje o znaczeniu tego, co się kończy. To śmierć rozumiana jako kres definitywny nadaje sens życiu. Dopiero przeczytawszy całą książkę, jesteśmy w stanie powiedzieć, o czym ona jest, co autor chciał przekazać, dopiero koniec wydobywa z książki znaczenie. Czyż nie tak samo jest z naszym życiem? Jeśli nie ma końca, jest jak książka, która ciągle się pisze, w związku z tym nie wiadomo, do czego autor zmierza? Być może takie życie może być przyjemne, zaskakujące, ale czy sensowne?

_________________
He lives in you
He lives in me
He watches over
Everything we see


So lis 30, 2019 9:19 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm
Posty: 314
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
"Na każdego przyjdzie jego pora. Na to mądrych nie ma".

_________________
Miłuj Boga i bliźniego


So lis 30, 2019 10:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Dla mnie życie, to świadome, więc planowe przemiany. Nie ma przemian samych z siebie sama fizyczna materia. Jeśli ta materia przemienia się to tylko na skutek wpływu innych rodzajów materii. A te zwykle powstają, na skutek przewidzianych, przemyślanych działań ( rozumnych ) tego co nazywamy życiem. Są przemiany materii nazywane przez nas chaosem, chaotycznymi przemianami. Lecz tak to widzimy z małej naszej ludzkiej perspektywy. Ujęcie tego w takim szerokim spojrzeniu, jest pasmem celowych przemian. Więc śmierć jest po prostu elementem przemiany. Choć nam widzi się ona, jako nasz koniec biologicznego istnienia. To w spojerzeniu z boku nas, w całej prawdzie my nie umieramy jako element życia. A stanowimy nieodłączny element całego życia w ogóle. Uw niepojęty elemet który w skrócie celnie rozumiemy jako Bóg, świadczy o naszym wiecznym życiu.To przez wiarę w Boga, uzmysławiamy sobie to, jakiego rodzaju jesteśmy obiektem. Uzmysławiamy sobie o tym że, jesteśmy świadomym elementem całej nieskończonej gamy życia. Określonej jako Bóg, a my jego cząstką. To jest ten prawdziwy element naszej wiedzy, o naszej egzystencji. Jeśli jesteśmy jednym elementem, ogniwem całego wiecznego życia. A tak jest na prawdę. To my nigdy nie umieramy, bo to co istotne to sama świadomość, która nie ma końca, a my z nią. A tę już umjemy poznać. Poprzez odkrywanie zdażeń z przeszłości. Mało to już poznaliśmy zdażeń z przeszłości, ukrytych przez wieki dla świadomości wielu ludzi? Pomimo to że one zniknęły dla części uwczesnych ludzi. To one zostały odkryte po czasie przez innych ludzi, ludzi nam współczesnych. Bo z kądś te nieznane sprawy do nas dotarły. Czyli możliwość robienia odkryć, jest filarem życia wiecznego. Bo pozwala ona na powrót do czasów mininych. A także jest zaczynem do odkryć, choć jeszcze nie rozumianych do końca. To stanowiących zalążek tego co powstanie w przyszłości. W taki to sposób żyjemy wiecznie, czy sobie zdajemy z tego sprawę czy nie. Czy chcemy tego czy nie. To jest głęboka świadomość, która usuwa w nas, każde wachanie, kim czym jesteśmy, czy co nadaje nam sens. Znając to, z całą naszą wspspaniałą cechą życia świadomość. Nie możemy już mówić, że nie ma sensu nasze życie, czy że życie nasze ma kres po naszej śmierci. Tego zrozumienia dotyczy ta tu moja wypowiedź. Mało tego, ja wiem że choćby ta tu moja wypowiedź zniknęła z tego świata. To jak bumerang powróci na nowo odkryta przez kogoś. Taka jest moc życia w ogóle. Takie jest moje życie wieczne, czy mi się to podoba czy nie.
Napisałem to specjalnie dla ciebie Pelikan. Bo nie zapomniałem, że jestem według tego co napisałaś wcześniej twoim dziadkiem. Sama poprzez to widzisz że nie znikają sprawy którymi żyjesz. Że w odpowiednim czasie, są ożywiane na nowo dając zrozumienie. Oraz nadając sens temu, co wcześniej uczyniłaś, pisząc to co napisałaś przy innej okazji.
To ten rodzaj odkrywania życia, na nowo, czy z wyprzedzeniem, w pełni nadaje sens mojemu życiu.
Myślę że nie tylko mojemu. Chcecie to korzystajcie z tego. To do innych czytelników.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N gru 01, 2019 10:56 am
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3353
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Witoldm
Z tego co napisałeś wynika, że tym, co po nas przetrwa po śmierci nie jest nasza jednostkowa, indywidualna jaźń, tylko sama istota życia, życie jako takie, świadomość np. zaklęta w naszych dokonaniach, myślach, czynach, które na zawsze odciskają się w świecie. Czyli w zasadzie to nie my przetrwamy, nie to, co jest nasze, na własność, tylko to, co jest niczyje, co jest wspólne nam wszystkim. Jakiś wszechobecny duch, który nas wszystkich łączy w jedno.

Innymi słowy, nasze życie ma sens, bo na tym naszym życiu samo życie się nie kończy, jest po nasz jakiś ciąg dalszy i my jesteśmy ciągiem dalszym żyć ludzi, których już nie ma.

To by uzasadniało dobitnie istnienie czegoś takiego jak nieśmiertelna dusza ludzka, ale nie rozumiana jako dusza każdego indywidualnego człowieka, tylko dusza wspólna wszystkim ludziom, co jednak zdaje się, że nie jest zgodne np. z doktryną chrześcijaństwa. Również azjatyckie religie, opierające się na reinkarnacji podkreślają, że tym, co przetrwa śmierć jest jednostkowa świadomość (jaźń), nawet jeśli wcieli się w inną formę albo przyoblecze się w inne ciało chwalebne, to cały czas będzie to ta sama osoba.

_________________
He lives in you
He lives in me
He watches over
Everything we see


N gru 01, 2019 11:50 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Może tak. To co teraz dla nas jest istotne, by wiedzieć to co nam po prostu pomaga, zrozumieć sens naszego istnienia. To to że coś po nas pozostaje. Bo z tym zwykle mamy kłopot, jeśli nie pozostaje nic, to po co się starać? By jednak wiedzieć że to nie nasz koniec i nie demotywować się w naszych działaniach. Temu służą takie wyjaśnienia, zresztą prawdziwe. Możesz to sobie sprawdzić co pozostaje po tych, co już od nas odeszli. Oczywiście nie da się wszystkiego od razu wiedzieć. Więc te sprawdzenia siłą argumentów będą dotyczyć, tylko jakichś bardziej spektakularnych osiągnięć. Bo takie łatwiej sprawdzić, głośniej o nich po prostu. Przykład Chrystusa jest tu dosadny. Nie znamy jeszcze szczegółów jego życia w innych sytuacjach, jak te z opisów biblijnych. Choć łatwo je uzyskać na podstawie uwczesnych jemu ludzi. Co nie oznacza że z czasem nasi potomkowie nie poznają w większych szczegółach życie Jezusa Chrystusa. Tak więc chciał czy nie, to powtórne przyjście Chrystusa już trwa, tylko mało kto tak to odbiera. W domyśle tak jest i z innymi którzy umarli.
Zresztą Chrystus mówił do Apostołów coś takiego, jeśli ja jestem z wami, to królestwo boże jest już wśród was. Co wprost tłumaczy, że nie jest to tak że gdzieś trzeba pójść ( w domyśle do miejsca, zwanym niebem ) by być w niebie. Bo to jest stan ducha tym niebem. Będąc z Jezusem Chrustusem przy nim, ogląda każdy człowiek niebo. Bo to ono jest stanem jego ducha, zwanego niebem. Chrystus nam to niebo odkrył, tak nam je zapoczątkował. Choć ono tylko dla nas zaistniało po jego odkryciu, czy ujawnieniu.
Więc tu nie kłopotaj się tym że ktoś o czymś nie wspomina, czy że Kościół tego nie uczy. Bo nie można wsystkiego zwłaszcza na raz przekazać. A wiele sprawom trzeba poświęcić całe swe życie by je pojąć. Więc siłą żeczy, nie mogą być przedmiotem uregulowanych nauk Kościoła. Są w Kościele natomiast te, które mają największą wagę na całą przysłość człowieka.
Może to wystarczy na ten moment, by nie za wiele na raz. Wieczność co prawda da się jednym słowem określić, także samo życie. Lecz to co te słowa znaczą, trzeba samemu doświadczyć.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N gru 01, 2019 2:15 pm
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14355
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Najpierw widzisz zbliżającą się śnierć człowieka. Wiesz, że ma przed sobą miesiąc/tydzień, bo twarz nabiera innych rysów, zauważasz zasinienia palców rąk i stóp, bo siada krążenie obwodowe. Różnie się ludzie zachowują; zaprzeczają najczęściej. Nie przygotowali się.
Wchodzą w śmierć jedząc z apetytem jabłko i wiedzą, że to ostatni posiłek. Proszą o księdza i informują, że za chwilę umrą i że już wszyscy bliscy (zmarli) byli u tej osoby. Ksiądz biegnie, bo też wie, że tak być może - wiatyk i odejście. Inni są wdzięczni za podanie im ręki i otrzymują to nie od rodziny, która naradza się w sprawie organizacji pogrzebu, ale pielęgniarki. Przykre, że nie daje się człowiekowi umrzeć wśród najbliższych. Tylko czy oni są najbliższymi?
Inni umierają na korytarzu szpitalnym. Są już sini, więc to sprawa godzin, podłączeni do respiratora a ludzie z zaciekawieniem przechodząc do swych chorych przyglądają się umierającemu. Tak umierał narkoman, wystawiony na widok publiczny.
Są tacy, którzy wciąż wracają do szpitala, ale w końcu proszą: zabierzcie mnie, bo chcę umrzeć w domu. Zasłużył sobie i umiera otoczony modlącą się rodziną, wszyscy zdążyli przybyć.
Wizyta w prosektorium wskazuje na uprzedmiotowienie człowieka. Nie należy do przyjemnych.

To są wszystko lekcje. Jeśli w tym uczestniczę, czemuś służą. Na pewno nie służą lementom, litości i obmowom: a jak tak można!
Jeśli ktoś z takiej lekcji czegoś się nauczy to powinien nauczyć się szanować każdy dzień swego życia i nie marnować go na bzdety i zajmowanie się innymi w innym celu niż pomocy im. Jeśli ktoś ma styczność ze śmiercią i świadomość, że każdy dzień jest dany od Boga nie zajmuje się swoją psychiką, swoimi stanami duszy i nie kręci się wokół siebie rozkminiając jak ktoś coś złego mu powiedział lub wymyśla, że to powie, bo pewnie go nie lubi. Nie boi się świata i tego życia. Bojący się bowiem jest zbyt delikatny, by znieść widoki w prosektorium. Delikatność nazywam egocentryzmem.
Można umierać uciekając z łóżka, zatruwając życie innym (personel medyczny się z tym spotyka na każdym kroku); to często życie, które przebiegało bez sensu.
Niektórzy wchodzą w śmierć bezmyślnie. Nigdy nie zhańbili się myśleniem, narzucono im inną etykę i ją przyjęli, sumienie od lat chodzi na luzie, przejmowali wzorce od innych, uwierzyli, że teraz jak każde zwierze. Płynięcie z prądem życia kończy się. Ich obserwowanie śmierci innych i tak niczego by nie nauczyło, postrzegali siebie jako trybiki i teraz po prostu się zepsuło. Uciekną od cierpienia w eutanazję.
Nie opisuję tych co cierpieli na różne zaburzenia. Tu jest różnie. Można się uczyć, by radzić sobie z tymi problemami. Motywacja.

W ostatnich chwilach życia zdamy ostatni egzamin i zostanie zaatakowana nasza najsłabsza strona, najbardziej oddalająca od Boga. Dobrze ją poznać i wzmocnić za życia. Zajmuje się człowiek tym co wążne i wie co jest stratą czasu.
Zawsze lubiłam tematy o śmierci, pozwalają na zobaczenie życia jakim jest cennym darem i o czym decyduje. Dla katolika jakość życie doczesnego decyduje o wiecznym. Jeśli dał się nabrać na to, że deklaracja wiary to przepustka do nieba, logika się właczy dopiero po śmierci. Na tę jakość naszego życia można też spojrzeć z perspektywy śmierci innych ludzi.
Taka dygresja.


Wt gru 03, 2019 10:53 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Może to się jeszcze komuś przyda. Życie w tle oczekiwania na śmierć, to życie wypełnione wszystkim czego człowiek może doświadczyć. Śmierć jest tym motorem napędzającym to co człowiek czyni. No bo jak nie teraz, to kiedy jeśli umrę? Tak to działa. Mowa o nieuniknionej śmierci biologicznej. Tak tu śmierć nadaje sensowi naszemu życiu i to od począdku naszego życia. Najpierw nie świadomie, potem coraz bardziej sobie z tego zdając sprawę. Powoduje to że czegoś chcemy. To dokładnie trafia w tytułowe pytanie. No a to co dokładnie doświadczamy, to jest to mieszanka określana jako dobro i zło z perspektywy czasu. W trakcie czy przed faktem, każde przeżycie jest czymś ważnym, bądź najważniejszym. Potem ląduje to przeżycie w miejscu jemu wyznaczonym pośród innych. Nie wyróżnia go już jego konieczność, czy nagląca potrzeba. Polujemy na inne przeżycie. Proza życia mówimy. Bez naglących przyśpieszeń, wyglądają te przeżycia inaczej. Nie są tak barwne, czy aż tak ważne. Są normalką. Tak więc nieraz jest cenny lęk przed śmiercią, bo ponagla motywyje. Innym razem potrzeba wyluzować, ujrzeć coś w normalnym świetle, by przedwcześnie nie odejść z tego świata. Włączyć chamulec. Czy by nie robić zbyt wiele na raz, bo tego nikt nie potrafi unieść.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr gru 04, 2019 10:40 am
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pm
Posty: 5773
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
towarzyski.pelikan napisał(a):
Innymi słowy, nasze życie ma sens, bo na tym naszym życiu samo życie się nie kończy, jest po nasz jakiś ciąg dalszy i my jesteśmy ciągiem dalszym żyć ludzi, których już nie ma.

To by uzasadniało dobitnie istnienie czegoś takiego jak nieśmiertelna dusza ludzka, ale nie rozumiana jako dusza każdego indywidualnego człowieka, tylko dusza wspólna wszystkim ludziom, co jednak zdaje się, że nie jest zgodne np. z doktryną chrześcijaństwa.


Takie podejście, że po śmierci człowiek się jakoś unifikuje z resztą ludzi, wydaje nonsensowne. Jeśli moja jaźń miała by się rozpłynąć w jakiejś większej całości, to równie dobrze mogłoby nie być życia po życiu. Moje "ja" znika i .. no właśnie.

_________________
"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55


Śr gru 04, 2019 12:03 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3353
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
PeterW napisał(a):
Takie podejście, że po śmierci człowiek się jakoś unifikuje z resztą ludzi, wydaje nonsensowne. Jeśli moja jaźń miała by się rozpłynąć w jakiejś większej całości, to równie dobrze mogłoby nie być życia po życiu. Moje "ja" znika i .. no właśnie.

Bo życie po życiu nie byłoby wtedy czyimś życiem, np. Twoim, moim itd., tylko życiem w ogóle. Życiem wiecznym. Np. jakiś pisarz napisał książkę, którą będą czytać kolejne pokolenia i w ten sposób przetrwa ta jego cząstka albo ktoś ma dzieci i przekazuje im swoje wartości, te dzieci mają swoje dzieci etc. W pewnym sensie żyjemy w tym, co po sobie zostawiliśmy światu. To coś zostaje, a my jako odrębne jaźnie schodzimy ze sceny życia na wieki wieków.

_________________
He lives in you
He lives in me
He watches over
Everything we see


Śr gru 04, 2019 6:33 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Tu należy podkreślić to, o czym zapewnił nas Bóg Chrystus. Nie tylko przez swe nauczanie, lecz przez swój przykład. Powstając z martwych, miał to samo swe ciało, nawet ze śladami swej męczeńskiej śmierci. Gdyby nie to, to próżna by była nasza wiara w życie po tym życiu. Ja tam wolę ten rodzaj wyjaśnienia takich wątpliwości. Zamiast dobijać się na duchu nimi. Mam się na czym oprzeć w tym, nie jest to pierwsze lepsze wyjaśnienie brane z powietrza. Potwierdzenia są, a życie nie jest aż tak długe i nie mało jest innych trosk. By jeszcze tym się dobijać i marnować przez to czas. Jestem wrażliwy na informacje, nie są one dla mnie byle czym. Odnoszę skutki tych informacji, więc nawet nie stać mnie na ciągłe niepewności czy błądzenia. To szkodzi na zdrowiu.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr gru 04, 2019 7:16 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3353
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Chrystus umarł jako 30-latek. A człowiek, który żył 80 lat zmartwychwstanie jako 80-latek? W takim wypadku opłacałoby się umrzeć młodo, będąc w sile wieku.

_________________
He lives in you
He lives in me
He watches over
Everything we see


Śr gru 04, 2019 7:34 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3620
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć jako warunek sensownego życia
Ile lat? To nie ma nic do żeczy. Bo można mieć 80 lat i czuć się dobrze. Można mieć 30 lat i czuć się tak, że nie chce się już żyć dalej. Kościół naucza, że będzie to ciało uwielbione. Więc nie sprawiające cierpienia. Wygląd tu nie ma znaczenia, bo każdy lubi swe ciało zarówno o wyglądzie 30 latka jak i 80 latka. Bo jest po prostu nasze. Można dla spokoju myśli przyjąć że będzie to ciało 30 latka. Bo tak dokładnych wyjaśnień w tym temacie nie mamy. Nie było potrzeby takich wyjaśnień. Człowiek już na wieść że będzie żył, już się cieszył tym.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr gru 04, 2019 9:16 pm
Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL