Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Śr paź 28, 2020 2:27 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
 Jak rozpoznać, że to co czuję to miłość? 
Autor Wiadomość
Online
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3526
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak rozpoznać, że to co czuję to miłość?
mniszek_pospolity napisał(a):

Chyba, że w ogóle skupią się "na samej miłości" między sobą i dzieckiem, a "cała resztą' stanie się przystawką...

Kto odrzuca Chrystusa ten nie tylko odrzuca miłość ale jest jej wrogiem. «Kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie» - mówi sam Zbawiciel.


Wt gru 03, 2019 4:06 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 08, 2017 10:59 am
Posty: 554
Lokalizacja: W myśli Boga, w mamie i tacie, później przez chwilę w brzuchu, a teraz w Warszawie i oby do Nieba ;)
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak rozpoznać, że to co czuję to miłość?
Arwena napisał(a):
Drogi Maćku z Tego co mówisz wnoszę, że masz głowę pełną ideałów i wiarę w człowieka. To z jednej strony dobre i piękne, bo zawsze trzeba mieć nadzieję na nawrócenie innych, znajdujących się daleko od Boga. Tym niemniej warto patrzeć realnie na sytuację , relacje w związkach osób , dla których Bóg , nie jest żadnym odniesieniem. Wtedy tym co istotne, to waga, ważność zysków i strat, jeżeli straty przeważają, to perspektywa " innego modelu" jest jedną z opcji nader logiczną i rozsądną.

Do tego dodałabym tzw. feminizm, który wsączył jad w serca wielu kobiet do tego stopnia, że teraz wyceniają koszt prac w domu przedstawiając kosztorys partnerowi , naturalnie z przeświadczeniem, że działają w dobrej wierze aby było po równo tj. ile ja wkładam, łożę, a ile on, mój partner.


Arwena :)
Ale czy jako wierzący, zwłaszcza katolik, nie wydaje się być naturalną postawą dążyć do doskonałości (oczywiście w oparciu o prawdziwą wiedzę, o prawdziwą wiarę i nadzieję)? I za cel tego dążenia uznać Prawdę, Miłość? (oczywiście nie pomijając, Dobra, Sprawiedliwości, Piękna, Wolności.)
I czy katolik nie ma wiary w człowieka? (Tylko oczywiście nie w samego człowieka. Bo sam człowiek z siebie nie uznając nad sobą Boga( w Trójcy Przenajświętszej)oczywiście zbłądzi, bo zły(księciuniek tego świata) z całą pewnością zbałamuci. A poza tym, każdy człowiek w coś, kogoś wierzy (bo wiara jest w naturze człowieka tak samo jak dostarczanie wody ciału. A wiara w coś, kogoś wynika z tego że każdy człowiek jest zaistniały oprócz z ciała to i z duszy(nieśmiertelnej)duchowej( czyli posiadającej rozum, wolną wolę, pamięć).
Dla niewierzących świadomie w Boga, postępowaniem wynikającym z wiary, wydaje mi się że będzie się kierowanie sumieniem, naturalnym rozumem. I jeżeli prawdziwie będzie trzymać się tego taki błądzący, to mimo wszystko będzie w stanie otworzyć się na Łaskę Wiary wynikającą z Objawienia Pańskiego i powrócenia na Jedyną Słuszną Drogę w pielgrzymowaniu do Nieba.
Ale jeśli tak ogólnie spojrzeć do czego prowadzi życie bez Pana Boga, to zgadzam się z Tobą Arwena.
Co do feminizmu, który opisałaś, to uważam że równie winni są faceci( przynajmniej ja).
Mam też spostrzeżenie( może tylko wrażenie), że zatracamy poczucie( oczywiście nie da się tego stracić) i rozumienie tego co wiąże się z bytem kobiety, albo mężczyzny{ w odniesieniu do siebie( jak mam żyć by być mężczyzną) i do relacji z drugim( jak mam żyć względem kobiety by być mężczyzną i ona mogła być kobietą. I jak mam żyć względem drugiego mężczyzny by być mężczyzną i by on mógł być mężczyzną.}
Hermafrodyta(obojnak) ma tak zaburzony rozwój fizyczny, że trudniej stwierdzić "na pierwszy rzut oka" ale oczywistym jest, że jest którejś płci.


blu napisał(a):

Właśnie chodzi mi o to, że ja mogę ten wybór miłości podjąć i w zasadzie każdego dnia będąc z moim narzeczonym go podejmowałam. Odkąd z nim zamieszkałam traktowałam go jak męża. Zależało mi na tym, aby nasz związek był coraz lepszy, nie przeszkadzało mi, że nie mam motylków w brzuchu, albo to, że mój narzeczony nie wygląda zawsze najlepiej - przymykałam na to oko. Chciałam rozmawiać i rozwiązywać problemy, starałam się być wyrozumiała i wiele wybaczałam.

Ale co z tym przeświadczeniem, że kocham, takim po prostu, jacy ludzie mają będąc z kimś, dzięki któremu cieszą się na dzień ślubu i w miarę spokojnie idą przed ołtarz, a potem przez życie? Naczytałam się różnych forów w internecie i ludzie pisali, że w pewnym momencie sobie uświadamiali i postanawiali z tą osobą być na dobre i na złe. Czy bez tego małżeństwo nie będzie słabe, smutne, podatne na zawirowania i zwątpienie? Ja tego przeświadczenia chyba nie mam. Pojawia mi się to w bardzo skrajnych momentach i szczerze mówiąc, nie ufam sobie wtedy. Czy może jednak w pewnym momencie to musi być decyzja mimo niepewności i inaczej się nie da kochać i nie wszyscy mają to przeświadczenie na 100%?

Mój narzeczony uważa, że moja miłość nie mogła się w pełni rozwinąć przez niego, ponieważ on nie chciał się angażować w związek tak jak ja. Nie czułam się przy nim pewnie, chyba nie do końca mu ufałam, bo ciągle mu się coś zmieniało.


Blu

Akt miłości rozumiem jako decyzję podjętą w duchu ( czyli rozumowo, dobrowolnie, na wieki wieków amen). No i jeśli chodzi o miłość małżeńską, to jak najbardziej też powinno brać się pod szczególną uwagę uczucia...

Decyzję co do związku małżeńskiego podejmuję się raz( i na zawsze). Ale otwierać się na miłość można stale.
Zamieszkanie razem przed przyjęciem Sakramentu Małżeństwa i traktowanie się jakbyście byli mężem i żoną, to życie w iluzji, w kłamstwie. Zrobiliście sobie szkodę(pewnie nieświadomie, ale konsekwencje nie liczą czy świadomie czy nieświadomie). Tak jakby szatan nie istniał i tylko od człowieka wszystko zależało. I to jeszcze od człowieka, który ma idealną, nie wypaczoną grzechem naturę.
Jeżeli na początku zwracaliście uwagę na wygląd, a później przymykanie oka na to, że ukochany ma problem z wyglądaniem jak najlepiej dla ukochanej, to jest to błędnym podejściem( z Twojej strony i ze strony absztyfikanta). Według mnie wynika to z natury małżeństwa, by tworzyć szczególną więź i być w pierwszej kolejności wzajemnie jak najlepszymi (między innymi w ubiorze, w słowie, w zachowaniu, i w ogóle i w szczególe)? A wyrozumiałość wyrozumiałością (ona ratunkiem w skrajnościach i gdy już niemoc człeka dopada( ale z Bożą pomocą oczywiście niemoc to co najwyżej na chwilę może tknąć, wiadomo).
Przeświadczenie- wydaje się (przynajmniej tak odbieram), że jest związana z zakochaniem, czyli z przyjemnym stanem, gdy jest się w obecności zakochanego/zakochanej. Zakochanie może być preludium do miłości( ale niekoniecznie). Ale zakochanie nie determinuje podjęcia decyzji. Ułatwia podjąć decyzję. Ale decyzję podejmuje się w duchu, w odcięciu od wszelkich emocji i uczuć. Po prostu, trzeba sobie zadać dużo wymagających dojrzałości pytań, pytań wynikających z otwarcia się na Prawdę, Miłość (w tym oczywiście miłosierną), na zbawienie, i ze śmiertelną powagą, z całkowitą szczerością, pewnością, świadomością odpowiedzieć na nie i zapamiętać co zadeklarowało przed sobą i oczywiście przed Bogiem i później przed ukochaną. I ostatecznie zawrzeć to w wypowiadanej Przysiędze Małżeńskiej. Czyli Blu,- tak- uważam, że decyzję o małżeństwie powinno podejmować się w absolutnej pewności. A pewność decyzji wynika też z tego że dojrzało się do małżeństwa.
" Mój narzeczony uważa, że moja miłość nie mogła się w pełni rozwinąć przez niego, ponieważ on nie chciał się angażować w związek tak jak ja. Nie czułam się przy nim pewnie, chyba nie do końca mu ufałam, bo ciągle mu się coś zmieniało"
Ale jeżeli uświadomiliście to sobie i zapragnęliście zmiany w dobrą stronę i jesteście zdolni do tego, to czy nie o to też chodzi gdy jest się w związku?
Tylko jeżeli ktoś kto jest i chce być w związku i deklaruję że nie chce się angażować na 100% to jest to niedojrzałość( i właśnie wzbudzanie niepewności w drugiej osobie). Przecież właśnie o to chodzi w związku by też w pełni zaangażować się i uskrzydlać ( przecież i tak w pełni się nie poznacie, więc nie ma zagrożenia nudą.)


Pt gru 20, 2019 4:34 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 7:53 pm
Posty: 2423
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak rozpoznać, że to co czuję to miłość?
Maćku , ja nie neguję, że osoby niewierzące mogą kierując się swoim sumieniem, empatia dobrą wolą dojść do poznania Prawdy, do poznania Boga. Ta "wiara w człowieka" daje szansę na jakieś porozumienie pomiędzy nami tj. wierzącymi a ateistami na gruncie dobra ogółu, sprawiedliwych praw i.t.d. To jest tą szansą, że np. w polityce , czy na płaszczyźnie społecznej możemy się porozumieć, dążyć do wspólnych celów, współdziałać , chociaż będziemy wychodzić z innych przesłanek, my będziemy mieć to co nas motywuje i przynagla wiarę w Boga, a oni wiarę w człowieka.

Rozmawialiśmy jednakże o konkretnej sprawie relacji w związkach i cieszę się że podzielasz moje stanowisko o relacji osób , dla których Bóg nie jest żadnym odniesieniem, bo nie wierzą.


Pt gru 20, 2019 10:49 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Śr wrz 11, 2019 2:44 pm
Posty: 12
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Jak rozpoznać, że to co czuję to miłość?
Hej,
tak jak już to padło na forum ja także uważam, że miłość to nie tylko i nie przede wszystkim uczucie, ale też decyzja. Myślę, że warto dodać, że jest to również - ryzyko, podobnie jak wiele innych decyzji życiowych. Pytanie dla kogo chce się zaryzykować.
Jestem mężatką od prawie 16 lat i myślę, że Bóg, jak zawsze, wskazał w małżeństwie optymalną drogę dla kobiety i mężczyzny. Z mężem znam się od 21 lat, też dość długo - 5 lat - byliśmy przed ślubem parą, ale nie mieszkaliśmy razem (właściwie miłość od pierwszego wejrzenia:-). Mamy trójkę dzieci.
Sądzę, że skoro już tak dobrze się znacie, nie służy Wam zwlekanie z decyzją, czy to o ślubie, czy o rozstaniu; może faktycznie nie jesteście dla siebie.
Co do tego, że Twój chłopak Cię denerwuje - po ślubie i bez ślubu też będzie Cię denerwował, raz mniej, raz bardziej, myślę, że każdy każdego czasem denerwuje, a wiadomo, że osoba, którą masz najbliżej ma do tego najwięcej okazji.
Choć oczywiście miłość to podstawa małżeństwa, to nie jest też tak, że pary na 100% przekonane o swojej miłości w momencie ślubu potem tworzą faktycznie udane związki, że "żyli długo i szczęśliwie". Zwłaszcza dziś, przy niestety dość powszechnych rozwodach, cały czas "piłka w grze".
Myślę, że obie strony powinny się dla siebie zmieniać, a nikt nie powinien być z góry nastawiony na to, że zmieni tego drugiego. Sądzę, że w Polsce pokutuje niestety stereotyp nieodpowiedzialnego faceta i ratującej wszystko "matki Polki", a to na pewno nie jest model biblijny. Chociaż oczywiście jest wielu nieodpowiedzialnych mężów i z takimi faktycznie chyba lepiej było się nie żenić, to czasami ta "nieodpowiedzialność" jest chyba tylko jakąś taką projekcją żony (i jej koleżanek). Nieodpowiedzialny, bo wyszedł z kolegami, nieodpowiedzialny, bo spóźnił się 15 minut, nieodpowiedzialny, bo miał kupić chleb, a przyniósł bułki:-) Myślę, że lepiej się dogadywać, niż osądzać.
Piszesz, że patrząc wstecz zauważałaś, że to, co brałaś za miłość nią nie było; ale to niekoniecznie tak. Może po prostu wasza relacja, jakby ją nie nazwać, dojrzewała, przechodziła przez różne etapy. Niektóre osoby mają też taką cechę osobowości, że trudno im "dotrzeć" do własnych uczuć.
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dobrej decyzji. Polecam list Jakuba 1 rozdział 5 werset.


Pn lut 03, 2020 3:16 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL