Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn wrz 21, 2020 6:33 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 596 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 40  Następna strona
 Kącik samotnych serc 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3264
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
equuleuss napisał(a):

Czy rzeczywiście? Zatem osoby które wybierają życie w stanie bezżennym dla Boga i ze względu na Boga, aby służyć Bogu i ludziom, te osoby wybierają gorszą cząstkę i gorszą drogę życia?

Zastanawiające jest to jak bardzo jakoś teraz stawia się małżeństwo i rodzinę na piedestale, a jakoś mało mówi się o drodze życia w stanie bezżennym dla Pana, a potem mówimy o kryzysie powołań... skoro małżeństwo jest tą drogą naj, naj, naj...

Przecież w artykule jest to wyjasnione. Przeczytalaś w ogole?


Wt mar 17, 2020 1:25 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
sachol napisał(a):
Przecież w artykule jest to wyjasnione.


Małżeństwo to podstawowe powołanie człowieka, przynależne z natury danej od Boga. Ostatnio jakoś więcej jednak mówi się o małżeństwie, rodzinie, natomiast jakby mniej o wyborze życia w stanie bezżennym.


Wt mar 17, 2020 3:38 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 2255
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:
Ostatnio jakoś więcej jednak mówi się o małżeństwie, rodzinie, natomiast jakby mniej o wyborze życia w stanie bezżennym.


Osobiście uważam, że wcale tak nie ostatnio. Jak sięgam pamięcią, to zawsze stawiano za wzór stan kapłański/zakonny i na równi z nim małżeństwo/rodzina. O tych "singlach", starych kawalerach, starych pannach cisza jak makiem zasiał. Wynika to pewnie z tego, że po prostu "bycie samemu" nie przynosi w mniemaniu wielu jakichś konkretnych "owoców" - nie mają żony, dzieci, święceń, czyli tacy trochę "egoiści".,

Nie wiem na ile to jest moje spostrzeżenie, a na ile jednak prawda, ale często osoby samotne zastępują drugą połowę/rodzinę/wspólnotę zakonną innymi sprawami tego świata - podróże, imprezy, alkohol, inne używki, itd. No i zasadnicza sprawa: może rzadko są praktykującymi katoliczkami.katolikami. Żyją hulaj dusza, piekła nie ma i dlatego nie są w stanie zbudować czegoś stabilnego.

My tutaj (nieliczni) jesteśmy na pewno w jakimś stopniu tego zaprzeczeniem - modlimy się, chodzimy do kościoła, bierzemy udział w rekolekcjach, spowiadamy się, czytamy Pismo Święte, dyskutujemy, jeździmy czy chodzimy na pielgrzymki, odwiedzamy klasztory - ogólnie pogłebiamy życie duchowe i nieustannie pytamy Boga, rozeznajemy - a mimo to dalej jesteśmy "sami".

Pytanie fundamentalne: na ile to jest nasz świadomy wybór, dobrze rozeznany na rozmowie z Miłosiernym Jezusem a na ile nasza może jakaś niezaradność, niedojrzałość czy "konieczność".

Kącik samotnych serc :wink: - serca nigdy nie będą samotne, kiedy są zanurzone w Bożej Miłości.

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Wt mar 17, 2020 9:34 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Pytanie fundamentalne: na ile to jest nasz świadomy wybór, dobrze rozeznany na rozmowie z Miłosiernym Jezusem a na ile nasza może jakaś niezaradność, niedojrzałość czy "konieczność".


Istnieje stwierdzenie że powołanie do życia w samotności jest tylko wtedy naprawdę drogą powołania, kiedy ktoś świadomie i dobrowolnie sam wybiera taki stan, ponieważ małżeństwo nie pozwalałoby lub utrudniałoby dany cel / misję której ta osoba chce w życiu się poświęcić. I wtedy można mówić o drodze samotności z powołania.

Tymczasem wiele, o wiele więcej jest osób samotnych w sytuacji gdzie niejako okoliczności życia postawiły ich na tej drodze. Trudno tutaj jest raczej mówić o świadomej drodze powołania, kiedy ta samotność nie jest tak do końca chciana / przewidziana / wybrana.

Taka osoba nadal ma nastawienie iż jeśli / gdyby kogoś spotkała / poznała, gdyby okoliczności życia ułożyły się w inny sposób, to wyborem tej osoby byłoby aby być z kimś.

Cytuj:
Wynika to pewnie z tego, że po prostu "bycie samemu" nie przynosi w mniemaniu wielu jakichś konkretnych "owoców" - nie mają żony, dzieci, święceń, czyli tacy trochę "egoiści"


Tylko że droga życia samotnego nie zawsze jest winą / zaniedbaniem / egoistyczną postawą danej osoby. Dość często to różne okoliczności życiowe.

Cytuj:
serca nigdy nie będą samotne, kiedy są zanurzone w Bożej Miłości


Tak, to prawda. Ale Bóg powiedział także że nie jest dobrze aby człowiek był sam i stworzył człowieka do relacji. Relacja z Bogiem na pierwszym miejscu, jest najważniejsza, najpiękniejsza. Ale w sercu człowieka Bóg złożył także potrzebę relacji z drugim człowiekiem. Bóg widział że Adam czuł się samotny w Ogrodzie Eden. Czyli nawet w Raju człowiek odczuwałby samotność gdyby nie miał drugiego człowieka. Niebo to Wspólnota.


Śr mar 18, 2020 9:10 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3264
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Mamy nawet przypadek takiego Andrew Comiskeya, byłego aktywisty gejowskiego, którego jak najbardziej pociągali mężczyźni, ale się nawrócił, został katolikiem i teraz ma żonę i dzieci. Zatem nawet taka przeezkoda jaką współczesny świat jawi jako nie do przeszkoczenia nią nie jest.


Śr mar 18, 2020 3:47 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
sachol napisał(a):
Mamy nawet przypadek takiego Andrew Comiskeya, byłego aktywisty gejowskiego, którego jak najbardziej pociągali mężczyźni, ale się nawrócił, został katolikiem i teraz ma żonę i dzieci. Zatem nawet taka przeezkoda jaką współczesny świat jawi jako nie do przeszkoczenia nią nie jest.


Z Bogiem można wszystko. Jest możliwe wyjście z homoseksualizmu, aczkolwiek to wymaga walki, ale Bóg naprawdę może to uczynić w człowieku iż ta osoba doświadczy przemiany. I warto zawsze taką walkę podejmować.

Jednak, są katolicy homoseksualni którzy nadal pozostają z tymi skłonnościami. Nie istnieje żadna orientacja homoseksualna, to są zaburzenia orientacji seksualnej. Orientacja seksualna jest tylko jedna - heteroseksualna. Inne ''kombinacje'' to zaburzenia.


Śr mar 18, 2020 5:21 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 2255
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:
Istnieje stwierdzenie że powołanie do życia w samotności jest tylko wtedy naprawdę drogą powołania, kiedy ktoś świadomie i dobrowolnie sam wybiera taki stan, ponieważ małżeństwo nie pozwalałoby lub utrudniałoby dany cel / misję której ta osoba chce w życiu się poświęcić. I wtedy można mówić o drodze samotności z powołania.

Tymczasem wiele, o wiele więcej jest osób samotnych w sytuacji gdzie niejako okoliczności życia postawiły ich na tej drodze. Trudno tutaj jest raczej mówić o świadomej drodze powołania, kiedy ta samotność nie jest tak do końca chciana / przewidziana / wybrana.

Taka osoba nadal ma nastawienie iż jeśli / gdyby kogoś spotkała / poznała, gdyby okoliczności życia ułożyły się w inny sposób, to wyborem tej osoby byłoby aby być z kimś.



Oczywiście, że tak. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić

Zastanawiam się tak tylko, czy aby ten "stan samotności" nie może być wolą Boga i niejako Jego odpowiedzią na nasze modlitwy, prośby, pytania...? Modlimy się, rozeznajemy, spędzamy godziny na osobistych rozmowach z Panem Bogiem i... nadal jesteśmy "sami". Czy odpowiedź już nie padła, tylko my nie za bardzo możemy się z nią pogodzić, nie chcemy jej zaakceptować i wciąż jeszcze dalej szukamy i chcemy mieć stuprocentową pewność, że jednak to takie a nie inne powołanie?

Nie wyszło jeden raz, drugi, piąty i dziesiąty, nie stworzyliśmy udanego związku z mężczyzną/kobietą, ciągle coś stoi na przeszkodzie, wciąż są jakieś "ale", na nowo coś nam się rozsypuje, nie możemy poznać tej "drugiej połówki", więc czemu nie założyć, że naszym powołaniem istotnie ma być życie takie a nie inne?

Druga sprawa, że powołaniu też trzeba "pomóc". Już tu o tym pisaliśmy ; księżniczka/książę z bajki nie spadnie nam z białego rumaka w ramiona i wszystko szczęśliwie się zakończy (jakieś "miłości od pierwszego wejrzenia" itp.)Jednak skoro przez tyle czasu rozeznawania Pan Bóg nie postawił na naszej życiowej drodze odpowiedniej partnerki/partnera, to może istotnie tak ma być?

Nie wiem jak jest w małżeństwach (w sumie nic w tym nadzwyczajnego :wink: ), ale czy czasem żona/mąż nie westchnie: "A, mogłam wyjść za tamtego lub owego, mogłem ożenić się z Kasią..." - ale trzeba trwać w małżeństwie, bo Pan Bóg już dla nas plan na życie znalazł - i trzeba go po prostu realizować. Wątpliwości czy oby do końca dokonaliśmy słusznego wyboru mogą powracać (rzadziej, cześciej, ale jednak).

W życiu zakonnym tak samo. Pamiętam relację pewnego kleryka z Ukrainy, który był w zgromadzeniu zakonnym. Wiele razy wspominał, że przed wstąpieniem do zakonu poznał cudowną dziewczynę, był z nią naprawdę szczęśliwy i tak bardzo za nią tęsknił. Wciąż się zastanawiał czy oby jego prawdziwym powołaniem nie jest żona/rodzina a nie stan zakonny/kapłański. Wystapił na IV roku (kontakt się urwał, więc nie wiem czy do tej dziewczyny wrócił, ożenił się i założył rodzinę). Często też zakonnicy już po wieczystych ślubach, może nie tyle co żałują swojej decyzji, ale przywołują w pamięci alternatywy sprzed lat: "A mogłem mieć żonę, dzieci". To wcale nie jest rzadkość.

Dziś nie tylko mamy "kryzys powołań" jeżeli chodzi o seminaria i klasztory, ale również kryzysy małżeństw, rodzin (które potrafią się "rozlecieć" z byle powodu i pod byle jakim pretekstem). Po prostu jest jakiś głęboki kryzys człowieczeństwa, ludzkiej dojrzałości, odpowiedzialności za dokonywane wybory, wszystkiemu temu towarzyszy ciągła niepewność i "kalkulowanie" co będzie dla mnie lepsze... a często brak po prostu zaufania do Pana Boga.

A powołanie do samotności jest niezwykle specyficzne - bo w zasadzie do ostatniej niemal chwili swego życia można to tak po ludzku "zmienić". Możesz wyjść za mąż mając lat 35, możesz wstąpić do zakonu mając lat 37. I nie ma żadnych "konsekwencji" - dla porównania - powiedzieliście sobie sakramentalne Tak wobec Boga i ludzi w kościele w obecności kapłana. Koniec. Zostałeś wyświęcony na kapłana, złożyłeś wieczyste śluby zakonne - też w zasadzie koniec. Wybory zapadły. I skoro do tego "momentu" doszliśmy, to moim zdaniem "postawiliśmy pieczątkę" i stempel na pewnym okresie życia - tu już nie ma co rozeznawać powołania, tylko dalej je realizować (choć są w Kościele sądy biskupie, unieważnienia małżeństw, albo zwalnia się księży z celibatu kiedy odchodzą lub zakonników z przestrzegania zakonnych ślubów)- tylko wszystko to trwa i nie jest też normą. To raczej takie marginalne sytuacje.

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Cz mar 19, 2020 4:04 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Poruszyłeś mniszku bardzo istotne kwestie. Podobnie jak Ty myślę nad drogami powołania, nad dobrym rozeznaniem drogi powołania. Czy może zdarzyć się w życiu człowieka sytuacja gdzie powołanie może być nie rozeznane lub nie zrealizowane na ten właściwy czas, czy też pewne okoliczności życia jakby postawiły pewnego rodzaju przeszkody w realizacji powołania.

Podobno, nie jest powołaniem stan samotny kiedy osoba postawiona niejako na tej drodze samotności zaczyna zastanawiać się co ma z tą samotnością zrobić. Powołanie do samotności ponoć jest powołaniem wtedy kiedy ta dana osoba już wie dlaczego ma wybrać dobrowolnie stan samotny, ze względu na obrany cel / misję której chce się całkowicie poświęcić.

Tymczasem osoba która jest postawiona na drodze samotnej może zaakceptować ten stan, starając się uczynić tę drogę kreatywną, starając się uczynić tę drogę życiem dla Boga i innych, starając się nadać tej drodze sens / znaczenie w Bogu, w służbie Bogu i ludziom, starając się na tej drodze realizować powołanie do świętości i miłości.

Ale czy nadal nie myśli o tym że iść przez życie z drugą osobą byłoby lepiej? Czy nadal nie myśli i nie czuje że miłość pomiędzy mężczyzną a kobietą jest zamierzona przez Boga i jest wspólną drogą wzrastania do świętości, wspólną drogą po której oni razem chcą iść i przyjmować wszystko w Bogu, drogą na której oni uczą się nawzajem miłości?

Każda droga człowieka niesie w sobie trud a miłość nie jest tylko kwestią emocji i uczuć. Miłość nie jest łatwa, miłość nie jest infantylna i naiwna, miłość jest ofiarna. Być może kryzys małżeństw, kryzys miłości ogólnie, polega również na tym że dość często nie wiemy czym miłość jest w swojej istocie? I kiedy emocje opadają, kiedy uczucia ulegają zmianom a namiętność przygasa, wtedy ktoś może pomyśleć - miłość się skończyła... ale jeśli nie ma - czegoś więcej - to może rzeczywiście nigdy nie było w takiej relacji miłości. Tylko uczucia, emocje, pożądanie, dość często mylnie nazywane miłością.

Być może tak jest że w każdym powołaniu zdarzają się pewnego rodzaju kryzysy, ale człowiek nadal podąża i chce podążać obraną drogą, wewnętrznie przekonany o jej słuszności, przekonany o tym że ta droga jest jego rzeczywistą drogą powołania i pomimo trudności chce na niej być i nie wyobraża siebie na innej drodze.

Hm, małżeństwo nie jest łatwą sprawą ale może należy stworzyć taki związek aby ta druga osoba i my sami nie musielibyśmy myśleć w rodzaju - dlaczego nie ożeniłem się z Krysią, dlaczego nie wyszłam za Adama, ale że pomyślelibyśmy - nie wyobrażam sobie siebie z kimś innym i życia / małżeństwa z inną osobą. Mój mąż, moja żona jest tą osobą z którą chcę iść przez życie, na właściwym miejscu.

Może czasem zdarza nam się idealizować. Ale każda droga powołania jest trudna, każda wymaga ofiarności - ofiary, zaparcia się siebie, walki, ćwiczenia się w doskonałości, wychodzenia ze strefy egoizmu i miłości własnej.

W codzienności życia święci odnajdywali swoją drogę. Ale św siostra Faustyna odnajdywała pęki pięknych róż w kotle. Od Jezusa.

Myślę że jeśli człowiek nadal zastanawia się, jeśli nadal szuka, to jeszcze nie znalazł. Jeszcze nie rozeznał swojego powołania. Powołanie do małżeństwa jest tym podstawowym powołaniem, niejako wszyscy jesteśmy powołani do małżeństwa, do relacji z drugą osobą. Powołanie kapłańskie / zakonne jest rezygnacją z powołania do małżeństwa które jest jakby przyrodzone naturze człowieka, rezygnacją z realizacji tego powołania dla Boga i ze względu na Boga, wybierając służbę Bogu na całe życie.

Podobno, jeśli powiemy Bogu - tak - na daną drogę powołania, to jeśli to rzeczywiście jest naszym powołaniem, wtedy przychodzi pewność i uspokojenie. Wtedy człowiek przestaje szukać. Czytając świadectwa osób zakonnych / kapłanów, czasem jakby próbowali uciekać przed powołaniem, podejmowali różnego rodzaju próby ''ucieczki'', ale kiedy powiedzieli - tak - wtedy zostali utwierdzeni na tej drodze, w słuszności wyboru.

Zresztą, wspomniana wcześniej św siostra Faustyna, ona również z powodu pewnych sytuacji życiowych nie wstępowała do zakonu przez jakiś czas, pomimo powołania, i wiemy z Dzienniczka że będąc na zabawie tanecznej doświadczyła przejmującej wizji udręczonego i umęczonego Jezusa który powiedział do niej - ''Dokąd cię cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz?''

Jeśli ktoś odczuwa w swoim sercu powołanie do małżeństwa, może nadal modlić się o spotkanie tej właściwej osoby. Tylko że wtedy następuje pewnego rodzaju kwestia, co my sami rozumiemy poprzez tę ''właściwą osobę''. Chcielibyśmy iść przez życie z kimś kto wyznaje takie same wartości i chce budować na tych wartościach. Ale czy czasem nie stwierdza się że jeszcze coś musi człowieka łączyć z człowiekiem, ta ''chemia'' ale nie na zasadzie tylko atrakcyjności fizycznej, lecz porozumienia dusz, bardziej w tym sensie. Porozumienie dusz, jakaś wspólna płaszczyzna duchowa i intelektualna. Pasje, zainteresowania, miliony tematów do rozmów.

Myślę że najlepsze małżeństwo buduje się na filarach prawdziwej przyjaźni. Ja na przykład nie chcę aby mężczyzna kupował mi kwiaty lub jakieś tego typu rzeczy - niech kupi mi magazyn o astronomii, syntezatorach, lub hi-end audio, albo niech kupi coś do warsztatu artystycznego - rysunek, malarstwo, albo do studia muzycznego czy też do pisania książek / poezji, albo coś z zakresu astronomii, jakiś dobry okular do teleskopu. Zamiast tryliona mazideł na twarz, ciuszków, fatałaszków, butów, o nie... biżuterią dla mnie są kable audiofilskie.

I dlatego każda ''potwora potrzebuje znaleźć swojego adoratora'':)


Cz mar 19, 2020 9:32 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3264
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Cytuj:
Istnieje stwierdzenie że powołanie do życia w samotności jest tylko wtedy naprawdę drogą powołania, kiedy ktoś świadomie i dobrowolnie sam wybiera taki stan, ponieważ małżeństwo nie pozwalałoby lub utrudniałoby dany cel / misję której ta osoba chce w życiu się poświęcić. I wtedy można mówić o drodze samotności z powołania.

Tymczasem wiele, o wiele więcej jest osób samotnych w sytuacji gdzie niejako okoliczności życia postawiły ich na tej drodze. Trudno tutaj jest raczej mówić o świadomej drodze powołania, kiedy ta samotność nie jest tak do końca chciana / przewidziana / wybrana.

Taka osoba nadal ma nastawienie iż jeśli / gdyby kogoś spotkała / poznała, gdyby okoliczności życia ułożyły się w inny sposób, to wyborem tej osoby byłoby aby być z kimś.



Oczywiście, że tak. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić

Zastanawiam się tak tylko, czy aby ten "stan samotności" nie może być wolą Boga i niejako Jego odpowiedzią na nasze modlitwy, prośby, pytania...? Modlimy się, rozeznajemy, spędzamy godziny na osobistych rozmowach z Panem Bogiem i... nadal jesteśmy "sami". Czy odpowiedź już nie padła, tylko my nie za bardzo możemy się z nią pogodzić, nie chcemy jej zaakceptować i wciąż jeszcze dalej szukamy i chcemy mieć stuprocentową pewność, że jednak to takie a nie inne powołanie?

Nie wyszło jeden raz, drugi, piąty i dziesiąty, nie stworzyliśmy udanego związku z mężczyzną/kobietą, ciągle coś stoi na przeszkodzie, wciąż są jakieś "ale", na nowo coś nam się rozsypuje, nie możemy poznać tej "drugiej połówki", więc czemu nie założyć, że naszym powołaniem istotnie ma być życie takie a nie inne?

Druga sprawa, że powołaniu też trzeba "pomóc". Już tu o tym pisaliśmy ; księżniczka/książę z bajki nie spadnie nam z białego rumaka w ramiona i wszystko szczęśliwie się zakończy (jakieś "miłości od pierwszego wejrzenia" itp.)Jednak skoro przez tyle czasu rozeznawania Pan Bóg nie postawił na naszej życiowej drodze odpowiedniej partnerki/partnera, to może istotnie tak ma być?

Nie wiem jak jest w małżeństwach (w sumie nic w tym nadzwyczajnego :wink: ), ale czy czasem żona/mąż nie westchnie: "A, mogłam wyjść za tamtego lub owego, mogłem ożenić się z Kasią..." - ale trzeba trwać w małżeństwie, bo Pan Bóg już dla nas plan na życie znalazł - i trzeba go po prostu realizować. Wątpliwości czy oby do końca dokonaliśmy słusznego wyboru mogą powracać (rzadziej, cześciej, ale jednak).


Coż takie wątpiliwości raczej powstają w człowieku ktory do końca nie rozpoznał tego powołania. Bo jesli ktoś wie że np jego powołaniem jest małżeństwo i robił wszystko co mogł aby taka osobę znaleźć a jednak sie nie udalo takiej spotkać to raczej nie ma nic sobie do zarzucenia bo chciał i próbował ale nie udało się wiec Pan Bóg tak chciał byc moze. Wtedy czlowiek znajduje sobie jakas inna rzecz do czynnienia dobra i jest szczesliwy i spelniony w miare mozliwosci. Watpliwości i.rozterki mogą przyjśc u osoby ktora nie wie co.robić czy kogoś szukać czy nie. Bo coż modlitwa zawsze ma polegac na tym ze modlimy się ufajac Bogu ale powinniśmy robić wszystko aby dzialaniu Boga. Bo jak ktoś sie np modli o lepsza prace i oczekije cudu ale np nie wyśle zadnego CV albo nie pojdzie na żadną rozmowe to lepiej pracy raczej nie znajdzie.
Kiedyyś sluchalam audycji w Radiu Maryja i ksiadz mowil ze Pan Jezus dawał sw. Faustynie zadania np namalowanie obrazu ale nie dawał szczgolowrj instrukcji jak ma tego.dokonac, ona sama działala i sznajdowala sposoby a Pan Jezus poprostu był z nią i ja wspierałale nie dzialo sie to namalowanie jakoś cudownie ze sw. Faustyna sie budziła i obok niej byl juz namalowany obraz.


Ostatnio edytowano Cz mar 19, 2020 10:55 am przez PeterW, łącznie edytowano 1 raz

cytowanie



Cz mar 19, 2020 10:44 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3264
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Nie ma też co szukac jakiejs niezmaconej pewnosci uczuciowej typu "tak to jest to". Bo nawet Sw Faustyna ktora miala wizje Pana Jezusa miala rozne zawachania. A jak Bog wybieral prorokow to tez czesto mowili ze nie sa gotowi albo ze sie boja ale Pan Bog przeciez nie zmienial zdania ok, to wezme kogos innego.


Cz mar 19, 2020 10:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lip 14, 2012 8:57 pm
Posty: 6455
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Ja np. nigdy nie chciałem być księdzem czy zakonnikiem, ale czułem chęć do małźeństwa. Jednak jestem taki, że sam ze sobą niezbyt się radzę, a co dopiero być głową rodziny.


Cz mar 19, 2020 11:05 am
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 100
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Moim zdaniem samotność jako powołanie jest drogą ostateczną. Wydaje się być również drogą najgorszą z możliwych, najtrudniejszą. Wybierając drogę małżeństwa w chwilach kryzysu wiary czy jakiegokolwiek innego kryzysu, możesz się wesprzeć na swoim małżonku. Podobnie przy powołaniu zakonnym zawsze masz przy sobie braci lub siostry czy też przełożoych, którzy dzielą z Tobą tę samą drogę. Jednak, gdy wypełniasz powołanie w samotności, prócz Boga nie masz przy sobie już nikogo, kto by mógł Cię tak dobrze zrozumieć. To jest, to czego najbardziej się obawiam. Co robić, kiedy będę przeżywać kryzys wiary lub jakikolwiek inny życiowy kryzys? Osobą, która mogłaby mnie pocieszyć najskuteczniej, prócz Boga mogłaby być tylko inna samotna dusza.


Pt mar 20, 2020 10:55 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 2255
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:
Osobą, która mogłaby mnie pocieszyć najskuteczniej, prócz Boga mogłaby być tylko inna samotna dusza.


Nawet niekoniecznie samotna. Dlatego powołanie do samotności nie wyklucza przyjaźni ;)

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Pt mar 20, 2020 11:51 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 100
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Nawet niekoniecznie samotna. Dlatego powołanie do samotności nie wyklucza przyjaźni ;)


mniszek_pospolity, A gdzie takich przyjaciół znaleźć? :)


So mar 21, 2020 12:39 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3264
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
nat.ka napisał(a):
Moim zdaniem samotność jako powołanie jest drogą ostateczną. Wydaje się być również drogą najgorszą z możliwych, najtrudniejszą. Wybierając drogę małżeństwa w chwilach kryzysu wiary czy jakiegokolwiek innego kryzysu, możesz się wesprzeć na swoim małżonku. Podobnie przy powołaniu zakonnym zawsze masz przy sobie braci lub siostry czy też przełożoych, którzy dzielą z Tobą tę samą drogę. Jednak, gdy wypełniasz powołanie w samotności, prócz Boga nie masz przy sobie już nikogo, kto by mógł Cię tak dobrze zrozumieć. To jest, to czego najbardziej się obawiam. Co robić, kiedy będę przeżywać kryzys wiary lub jakikolwiek inny życiowy kryzys? Osobą, która mogłaby mnie pocieszyć najskuteczniej, prócz Boga mogłaby być tylko inna samotna dusza.

Tyle że opierać sie mamy na Bogu nie na wspołmałżonku. Brać ślub po to aby ktoś mnie rozumiał, wspierał gdy jest mi smutno itd to raczej pewne rozczarowanie bo małżeństwo jest raczej slużbą i ciaglym wyrzekaniu sie siebie też czesto swoich uczuc i humorów, poprostu przestać skupiac sie na sobie i oczekiwać ich zrozumienia. A jak to mawia pani Wanda Poltawska małzenstwo jest najtrudniejszą drogą.


So mar 21, 2020 2:27 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 596 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 40  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL