Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So sie 15, 2020 11:18 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 577 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 39  Następna strona
 Kącik samotnych serc 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Gdyby powołanie do małżeństwa było taką oczywistością, to czemu tak wielu ludzi mamy jednak samotnych? I czemu rozwalają się związki małżeńskie - katolickie? Ale to już takie moje pytanka... ;d


Powołanie do małżeństwa jest taką oczywistością zapisaną przez Boga w naturze człowieka, mniszku, a ta argumentacja nie zaprzecza i nie deprymuje oczywistości tegoż powołania.

Pytasz mniszku dlaczego, a odpowiedź chyba znasz sam, wynika to ze słabości ludzkiej natury. To że małżeństwa przechodzą kryzysy, to że czasem się rozpadają, że pojawiają się trudności, to że ludzie na skutek różnych okoliczności życiowych pozostają samotni, te wszystkie rzeczy nie zaprzeczają temu że powołanie do małżeństwa jest tym istotnym, pierwotnym powołaniem człowieka danym przez samego Boga i jest zapisane głęboko w ludzkiej naturze.

Zauważ że Adam, będąc w Ogrodzie Eden, a to jest zadziwiające i zastanawiające, ale czuł się / był samotny pomimo niesamowitej relacji z Bogiem, Adam z Bogiem rozmawiał, Bóg przemawiał do Adama, Bóg przechadzał się po Ogrodzie. I Bóg zauważa to iż Adam jest samotny i Bóg określa samotność jako coś co nie jest dobre dla człowieka. Bóg nie wyznacza Adamowi drogi życia w samotności.

Tutaj nikt nie próbuje zaprzeczyć faktom iż pewna grupa osób na tym świecie pozostaje w stanie samotnym, może nawet teraz pojawia się więcej takich samotnych osób.

Ale istnieje problem z nadaniem temu stanowi statusu powołania, tym bardziej że Bóg nie przeznaczył człowieka do samotnego życia.

Cytuj:
kiedyś na rozważaniach w moim parafialnym kościele padło coś mniej więcej takiego - polecamy Bogu osoby, które są egoistyczne i nie idą ani drogą kapłańską/konsekrowaną ani małżeńską/rodzinną.


Jest to pewnego rodzaju, nie wiem jak to określić nawet - nadużycie. To że ktoś jest samotną osobą nie oznacza że musi na pewno być osobą zanurzoną we własnym egoizmie i żyć jak egoista. Egoistą można być w każdym stanie.

Cytuj:
Poza tym też to chyba pisałem, że taka ograniczona liczba dróg, które oferuje Bóg stawia równocześnie tezę, że tak jakby Bóg nas krępował - tu, albo tu i...koniec.


Mniszku, ale jakie jeszcze drogi widzisz lub chcesz / chciałbyś widzieć poza tymi drogami powołania jak małżeństwo, kapłaństwo, droga życia konsekrowanego? W jakim innym stanie człowiek mógłby żyć?

Samotność jako droga, w sensie dobrowolnie i świadomie wybrana? A teraz, kto wybiera dobrowolnie i świadomie życie w samotności i co najważniejsze, w jaki sposób nada cel / sens takiej formie życia?

Bowiem zdecydowanie więcej osób nie wybiera życia samotnego dobrowolnie, ale na takiej ścieżce życia się znajduje / zostaje postawiony na skutek okoliczności.

I znów, jeśli ktoś chce oddać się życiu poświęconemu dla Boga, to dlaczego miałby tego nie uczynić jako osoba konsekrowana, również świecka?

Wiesz, znów przypomina mi to osoby LGBT które chcą do tego LGBT dopisywać kolejne literki. Bo ja jestem taki aseksualny to dopiszemy - A, a jeśli tak za bardzo nie określam się w orientacji ani w płci to dopiszemy - Q, od queer, a w sumie to istnieje 60 płci do wyboru i do koloru.

Cytuj:
Tak samo są różne "samotności" - singiel to w ogóle kojarzy mi się z kimś kto poza tym, że nie ma żony i dzieci, to po pracy nie żałuje czasu na imprezy, spotkania ze znajomymi, zmienia dziewczyny/mężczyzn jak rękawiczki, żyje jakby "Boga nie było" - tak, taka "samotność" to piekło bez Boga.


Mniszku, to jest raczej domyślne że nie mamy na myśli takiego ''singlowania'' jakie przytoczyłeś, używam słowa singiel, bowiem zastępuje się nim dawniejsze i niezbyt eleganckie określenia jak stary kawaler i stara panna. Po prostu singiel jako określenie osoby samotnej. A mamy na myśli bardziej singli katolików / chrześcijan, wierzących.

Wiesz, poza tym, są osoby wierzące, ale jednak doświadczające swojej samotności także jako formy ''piekła'', ta samotność dotyka ich bardzo mocno, sprawiając wiele cierpienia, trudności. Nie każdy radzi sobie ze swoją samotną drogą.

Cytuj:
A można być pozornie samemu, ale mieć głęboką relację z Panem Jezusem - i to jest fundament, bo jak nat.ka mądrze napisała w ten sposób też się spełnia nasze powołanie - i to zdecydowanie najważniejsze - powołanie do świętości...


Tak, ale taką głęboką i piękną relację z Bogiem można mieć i w małżeństwie i w życiu konsekrowanym i w kapłaństwie, co zatem miałoby wyróżniać życie samotne i co miałoby decydować i zaświadczać o tym że jest to powołanie?

nat.ka napisał(a):
Dokładnie. Chcecie czy nie - w Kościele jest coraz więcej osób samotnych ( i nie żyją oni życiem "hulaszczym" -bo ciężko o takich singli w Kościele 8) )...


Tylko czy to ma być dobrem, ma to być czymś dobrym że coraz więcej jest osób samotnych? To raczej powód do zaniepokojenia i podjęcia refleksji dlaczego tak się dzieje, nie jest to czynnikiem budującym ani tak pozytywnym.

Cytuj:
Ok, ja już kończę tą dyskusję, bo nie chce mi się powtarzać po raz setny. Uważam, że osoby, które twierdzą,że nie ma powołania do życia w samotności krzywdzą osoby owdowiałe, osoby opuszczone przez swoich małżonków z powodu odejścia do drugiej rodziny czy też osoby, które w wyniku różnych innych czynników nie mogły zawrzeć małżeństwa.


Natko, ale to że istnieją osoby samotne a ja także jestem osobą samotną, to że są wdowy, rozwiedzeni czy też osoby samotne które na tej drodze znalazły się na skutek różnych okoliczności życiowych, to nie znaczy że taka droga jest powołaniem i stanowi istotę powołania.

Wdowa miała powołanie do małżeństwa, może nadal wstąpić w ponowny związek. Rozwiedziona osoba miała powołanie do małżeństwa, ale coś nie poszło zbyt dobrze w małżeństwie, taka osoba jest zobowiązana do życia w czystości, ale zauważ że taka osoba, po rozwodzie cywilnym, nadal jest osobą zamężną, przed Bogiem i w Kościele nie ma rozwodów.

I nikt nie potrafi wytłumaczyć ani wyjaśnić na czym miałoby to powołanie do życia samotnego polegać, chyba że problem i niezrozumienie wzajemne jest w tym iż w różny sposób jest pojmowane i używanie ogólnie pojęcie - powołanie.

Cytuj:
Nadal jestem zdania ( i zdania tego nie zmienię ;) ), że istnieje powołanie do życia w samotności i wiele razy zaznaczałam, że nie chodzi tu o osoby, które żyją w taki sposób z pobudek egoistycznych, ze strachu czy lęku.


A ja jednak twierdzę iż nie ma takiego powołania, podawałam pewne argumenty, a teraz natko dobrze by było gdybyś Ty podała argumenty przemawiające za tym że takie powołanie do samotności jest powołaniem.

Czy Ty wybrałaś sobie dobrowolnie samotność, pragnęłaś z całych sił tej samotności, chciałaś jej i czujesz się tak szczęśliwa w tej samotności że nie zamieniłabyś tej drogi samotnego życia na żadną inną nawet gdyby w Twoim życiu pojawiła się właściwa osoba?

Czy poczułaś w sercu że zostałaś na taką drogę jako singiel wezwana, dobrowolnie odpowiedziałaś na to wezwanie?

Co nadaje sens i cel w takiej drodze, czemu ta droga jest poświęcona w szczególny sposób? Bowiem wezwani do świętości są wszyscy, małżonkowie, kapłani, osoby konsekrowane, każdy jest powołany do świętości.

Co zatem wyróżnia status singla / osoby samotnej aby uznać to jako powołanie? Powołanie stanu ale jakiego stanu, do jakiego stanu jest to powołanie? Bowiem powołanie do stanu bezżennego jest powołaniem do życia konsekrowanego / kapłańskiego.

Cytuj:
W byciu niezdolnym do małżeństwa nie chodzi tylko o niepołnosprawność fizyczną czy umysłową, ale zgodnie z tym ,co powiedział Jezus - o problemy natury emocjonalnej czy psychicznej ( "ludzie ich takimi uczynili"), które są bardziej lub mniej złożone. Wy nie jesteście specjalistami i doktorami, więc jak możecie z góry oceniać każdego singla/singielkę? Może warto by tak przestać mierzyć swoją miarą i zacząć wcielać w swoje życie więcej empatii dla życia innych ludzi (bo każdy człowiek to inna historia)?


Ale czy to oznacza że taka osoba nie może pracować nad tymi czynnikami, przepracować ich, są teraz opracowywane przeróżne formy pomocy duchowej / psychologicznej. Każdy z nas powinien wręcz pracować nad sobą, nad własnym uświęceniem.

Znów przypomina to w pewnym sensie formy wypowiedzi i argumentowania osób LGBT. Jako mniejszości, to podobny mechanizm, tylko inaczej ukierunkowany w założeniach.

Oni też twierdzą że nic się nie da zrobić z ich skłonnościami, tacy są i już i trzeba się pochylić nad tym problemem, akceptować, tolerować, okazywać empatię.

Pan Jezus miał na myśli konkretne przypadki. Duch Święty prowadzi Kościół i Kościół podaje co może stanowić przeszkodę do zawarcia ważnego małżeństwa. Impotencja chociażby. A problem niedojrzałości, zranień i tym podobnych rzeczy, to jest rzecz do wzrastania i pracy nad sobą samym z Bożą łaską i pomocą.

To w takim razie nikt nie nadawałby się do małżeństwa, kto ogólnie może powiedzieć że tak doskonale nadaje się do małżeństwa, nikt nie jest doskonały / idealny, każdy ma jakieś osobiste problemy, trudności, traumy, zranienia.

Podobnie jak nikt nie nadawałby się do życia konsekrowanego czy do kapłaństwa.

Cytuj:
To, że część forumowiczek uważa się za osoby samotne, które jednak nie widzą dla siebie powołania do życia w samotności, nie znaczy, że to powołanie nie istnieje dla innych samotnych osób.


Na czym polega powołanie do samotności? Czym miałoby być to powołanie do samotności? Dlaczego miałoby to mieć rangę powołania i do jakiego stanu życia byłoby to powołanie?


Wt maja 05, 2020 3:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lis 16, 2013 8:53 pm
Posty: 1954
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Poza tym też to chyba pisałem, że taka ograniczona liczba dróg, które oferuje Bóg stawia równocześnie tezę, że tak jakby Bóg nas krępował - tu, albo tu i...koniec. Nic poza tym. Tak jak wspominałem dla mnie to bardzo pesymistyczna, dołująca wręcz perspektywa granicząca z jakąś formą zniewolenie - ożeń się, miej dzieci albo zostać księdzem. Ewentualnie wyjedź do Afryki na misje ;) Do zaoferowania nie mam ci nie więcej...

Ale to jest mniszku_pospolity jednak twoja próba przykrawania Pana Boga na miarę swoich oczekiwań. Bo co do zasady - abstrahuję tu zupełnie kwestii od powołania do tego czy tamtego - niekiedy Pan Bóg ma patrząc po ludzku niewiele do zaoferowania. Oferta zwykle nie jest szeroka, nie ma gamy możliwości, ba często są wybory zero jedynkowe, albo-albo - "Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść." A nawet z powołaniem też tak jest - Pan posłał Jonasza do Niniwy i na szczęście dla Jonasza nie odpuścił, choć ten to chciał do Tarszisz. I to nie wynikało z tego z ograniczeń Pana Boga - ze jakoby nie miał nic lepszego, innego do zaoferowania Jonaszowi - ale z ograniczeń samego Jonasza.


Wt maja 05, 2020 3:24 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 2220
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:
Mniszku mimo kolejnego bardzo obszernego posta nie podparłeś swoich rozważań żadnym nauczaniem Koscioła, czy nie to co Kosciół naucza powinno być dla katolika najważniejsze, a jesli tej nauki nie rozumie to czy nie powinnien starać sie ją zrozumieć dlaczego tak naucza?


Tak, sachol. Kościół tak naucza jak tysiąca innych rzeczy, np. współżycia małżeńskiego bez użycia środków antykoncepcyjnych, a ile małżeństw katolickich tego przestrzega, stosuje się do nauczania Kościoła?

Ile rzeczy jest dziś wypaczanych i to w kwestiach fundamentalnych jak ochrona ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci?

Kościół naucza, ale nie narzuca nikomu niczego i nie zmusza kogokolwiek do czegokolwiek, bo uznaje prawo człowieka do decydowania o własnym życiu za bardzo istotną i fundamentalną kwestię.

Cytuj:
Mniszku, ale jakie jeszcze drogi widzisz lub chcesz / chciałbyś widzieć poza tymi drogami powołania jak małżeństwo, kapłaństwo, droga życia konsekrowanego? W jakim innym stanie człowiek mógłby żyć?


No wydaje mi się, że może i żyje właśnie nie będąc ani księdzem ani mężem w "pojedynkę" pogłębiając życie duchowe i starając się o życie zgodne z Bogiem, swoim sumieniem i drugim człowiekiem bez nadawania temu jakiejś konkretnej i ściśle sprecyzowanej formie życia.

Powiedziano mi kiedyś, że u osoby po 30 roku życia nie da się już "zmienić" cech osobowości (a może chodziło o charakter).

Cytuj:
okoliczności życiowych pozostają samotni, te wszystkie rzeczy nie zaprzeczają temu że powołanie do małżeństwa jest tym istotnym, pierwotnym powołaniem człowieka danym przez samego Boga i jest zapisane głęboko w ludzkiej naturze.


Brzmi bardzo przekonująco ^^ co nie zmienia jednak faktu, że mimo iż niemal każdy "z automatu" ma takie naturalne powołanie, to jednak na nie się nie decyduje, szuka gdzie indziej. Być może "po omacku" a być może jego życie tak się potoczyło i potrafi odczytać poprzez Opatrzność Bożą swoją drogę, że nie widzi dla siebie życia w małżeństwie, po prostu, tak po ludzku. I pewnie możliwości i odpowiedzi będzie całe multum, ale jako że nie jestem ekspertem nie potrafię tego wytłumaczyć ;)

Cytuj:
Tutaj nikt nie próbuje zaprzeczyć faktom iż pewna grupa osób na tym świecie pozostaje w stanie samotnym, może nawet teraz pojawia się więcej takich samotnych osób.


Mi się wydaje, że w ogóle mamy bardzo, ale to bardzo wielki kryzys powołań - i to niezależnie do jakiego stanu. Seminaria i klasztory pustoszeją, brakuje chętnych (kiedyś w Lubelskim Seminarium na pierwszym roczniku było z 60 alumnów, a teraz tylu samo jest na wszystkich rocznikach...). Małżeństwa, śluby w kościołach to też coraz rzadsze zjawisko. Wiele par żyje od tak, bez zobowiązań. Wielu ludzi ucieka w przygodny seks i nałogi, inne związki rozpadają się czasem z błahych powodów...

Cytuj:
Jest to pewnego rodzaju, nie wiem jak to określić nawet - nadużycie. To że ktoś jest samotną osobą nie oznacza że musi na pewno być osobą zanurzoną we własnym egoizmie i żyć jak egoista. Egoistą można być w każdym stanie.


Zgadzam się w 100% :)

Cytuj:
Odpowiedz z cytatemPost Napisane: Wt maja 05, 2020 2:11 pm
Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Gdyby powołanie do małżeństwa było taką oczywistością, to czemu tak wielu ludzi mamy jednak samotnych? I czemu rozwalają się związki małżeńskie - katolickie? Ale to już takie moje pytanka... ;d


Powołanie do małżeństwa jest taką oczywistością zapisaną przez Boga w naturze człowieka, mniszku, a ta argumentacja nie zaprzecza i nie deprymuje oczywistości tegoż powołania.

Pytasz mniszku dlaczego, a odpowiedź chyba znasz sam, wynika to ze słabości ludzkiej natury. To że małżeństwa przechodzą kryzysy, to że czasem się rozpadają, że pojawiają się trudności, to że ludzie na skutek różnych okoliczności życiowych pozostają samotni, te wszystkie rzeczy nie zaprzeczają temu że powołanie do małżeństwa jest tym istotnym, pierwotnym powołaniem człowieka danym przez samego Boga i jest zapisane głęboko w ludzkiej naturze.

Zauważ że Adam, będąc w Ogrodzie Eden, a to jest zadziwiające i zastanawiające, ale czuł się / był samotny pomimo niesamowitej relacji z Bogiem, Adam z Bogiem rozmawiał, Bóg przemawiał do Adama, Bóg przechadzał się po Ogrodzie. I Bóg zauważa to iż Adam jest samotny i Bóg określa samotność jako coś co nie jest dobre dla człowieka. Bóg nie wyznacza Adamowi drogi życia w samotności.

Tutaj nikt nie próbuje zaprzeczyć faktom iż pewna grupa osób na tym świecie pozostaje w stanie samotnym, może nawet teraz pojawia się więcej takich samotnych osób.

Ale istnieje problem z nadaniem temu stanowi statusu powołania, tym bardziej że Bóg nie przeznaczył człowieka do samotnego życia.

Cytuj:
kiedyś na rozważaniach w moim parafialnym kościele padło coś mniej więcej takiego - polecamy Bogu osoby, które są egoistyczne i nie idą ani drogą kapłańską/konsekrowaną ani małżeńską/rodzinną.


Jest to pewnego rodzaju, nie wiem jak to określić nawet - nadużycie. To że ktoś jest samotną osobą nie oznacza że musi na pewno być osobą zanurzoną we własnym egoizmie i żyć jak egoista. Egoistą można być w każdym stanie.

Cytuj:
Poza tym też to chyba pisałem, że taka ograniczona liczba dróg, które oferuje Bóg stawia równocześnie tezę, że tak jakby Bóg nas krępował - tu, albo tu i...koniec.


Mniszku, ale jakie jeszcze drogi widzisz lub chcesz / chciałbyś widzieć poza tymi drogami powołania jak małżeństwo, kapłaństwo, droga życia konsekrowanego? W jakim innym stanie człowiek mógłby żyć?

Samotność jako droga, w sensie dobrowolnie i świadomie wybrana? A teraz, kto wybiera dobrowolnie i świadomie życie w samotności i co najważniejsze, w jaki sposób nada cel / sens takiej formie życia?

Bowiem zdecydowanie więcej osób nie wybiera życia samotnego dobrowolnie, ale na takiej ścieżce życia się znajduje / zostaje postawiony na skutek okoliczności.

I znów, jeśli ktoś chce oddać się życiu poświęconemu dla Boga, to dlaczego miałby tego nie uczynić jako osoba konsekrowana, również świecka?

Wiesz, znów przypomina mi to osoby LGBT które chcą do tego LGBT dopisywać kolejne literki. Bo ja jestem taki aseksualny to dopiszemy - A, a jeśli tak za bardzo nie określam się w orientacji ani w płci to dopiszemy - Q, od queer, a w sumie to istnieje 60 płci do wyboru i do koloru.

Cytuj:
Tak samo są różne "samotności" - singiel to w ogóle kojarzy mi się z kimś kto poza tym, że nie ma żony i dzieci, to po pracy nie żałuje czasu na imprezy, spotkania ze znajomymi, zmienia dziewczyny/mężczyzn jak rękawiczki, żyje jakby "Boga nie było" - tak, taka "samotność" to piekło bez Boga.


Mniszku, to jest raczej domyślne że nie mamy na myśli takiego ''singlowania'' jakie przytoczyłeś, używam słowa singiel, bowiem zastępuje się nim dawniejsze i niezbyt eleganckie określenia jak stary kawaler i stara panna. Po prostu singiel jako określenie osoby samotnej. A mamy na myśli bardziej singli katolików / chrześcijan, wierzących.

Wiesz, poza tym, są osoby wierzące, ale jednak doświadczające swojej samotności także jako formy ''piekła'', ta samotność dotyka ich bardzo mocno, sprawiając wiele cierpienia, trudności. Nie każdy radzi sobie ze swoją samotną drogą.

Cytuj:
A można być pozornie samemu, ale mieć głęboką relację z Panem Jezusem - i to jest fundament, bo jak nat.ka mądrze napisała w ten sposób też się spełnia nasze powołanie - i to zdecydowanie najważniejsze - powołanie do świętości...


Tak, ale taką głęboką i piękną relację z Bogiem można mieć i w małżeństwie i w życiu konsekrowanym i w kapłaństwie, co zatem miałoby wyróżniać życie samotne i co miałoby decydować i zaświadczać o tym że jest to powołanie?


Nie wiem, bo to bardzo ciężkie i trudne pytanie. Może po prostu...życie (?) Modlisz się, żyjesz sakramentami, pytasz Boga, pytasz, wciąż pytasz i nadal modlisz i jesteś nadal...sam. Czy to nie może być też jakaś odpowiedź od Boga? Może Pan Bóg zdaje się mówić coś mniej więcej takiego: Patrz, tyle już razy pytałeś, a odpowiedź dawno padła, choć nie chcesz jej przyjąć. Szukasz nadaremnie, bo gdybym chciał i taka była moja wola, to już dawno byłbyś/byłabyś w związku małżeńskim. Nie tobie to pisane, twoja droga jest po prostu inna. To tylko moje hipotezy, niestety nie mogę ich niczym podeprzeć, poza jedynie własnymi przeczuciami.

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Wt maja 05, 2020 3:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 2220
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:
Ale to jest mniszku_pospolity jednak twoja próba przykrawania Pana Boga na miarę swoich oczekiwań. Bo co do zasady - abstrahuję tu zupełnie kwestii od powołania do tego czy tamtego - niekiedy Pan Bóg ma patrząc po ludzku niewiele do zaoferowania. Oferta zwykle nie jest szeroka, nie ma gamy możliwości, ba często są wybory zero jedynkowe, albo-albo - "Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść." A nawet z powołaniem też tak jest - Pan posłał Jonasza do Niniwy i na szczęście dla Jonasza nie odpuścił, choć ten to chciał do Tarszisz. I to nie wynikało z tego z ograniczeń Pana Boga - ze jakoby nie miał nic lepszego, innego do zaoferowania Jonaszowi - ale z ograniczeń samego Jonasza.


pewnie masz rację bergamotko. Pan Bóg nie daje nam jakiegoś wielkiego wachlarza możliwości - czasem proste życie, proste wybory są najlepsze i nie trzeba tu jakiejś wielkiej ekstrawagancji. Poprzez takie codzienne, proste życie spełniamy Jego wolę.

Powołanie do małżeństwa na pewno jest piękne, naturalne i trochę "specyficzne", bo trzeba je najpierw chcieć zrealizować, potem umieć to zrobić a na końcu (a w sumie na początku ;) ), to jeszcze mieć z kim je realizować, bo chyba wszyscy akurat tutaj się zgodzimy, że "do tanga trzeba dwojga" jak śpiewa Krzysztof Cugowski ;d W pojedynkę go nie zrealizujemy za żadne skarby, wiadomo z jakich względów...

Uznajemy, że mamy powołanie do małżeństwa. I to jest ten pierwszy kroczek. I bardzo często już ostatni... przed nami schody, na które nie potrafimy się wspiąć (albo nie umiemy, nie chcemy zacząć, bo z góry zakładamy, że i tak spadniemy ) - ale to znowu luźne filozofie mniszka,

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Wt maja 05, 2020 5:12 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 1139
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
@equuleuss
Najpierw chcę napisać, że cenię Twoje odpowiedzi kierowane do Mniszka (mimo ze to nie jest wątek o nim, wiemy), ponieważ w przeciwieństwie do niektórych innych są kulturalne, wyważone, poukładane i nie polegają na przypieraniu do ściany z argumentacją: tak, bo tak, nie masz wyjścia. Piszę to z pełnym przekonaniem.
Zresztą Mniszek już obnażył stosowane wobec niego mechanizmy. Trafnie.

Chciałabym się odnieść do fragmentu:
equuleuss napisał(a):
Mniszku, ale jakie jeszcze drogi widzisz lub chcesz / chciałbyś widzieć poza tymi drogami powołania jak małżeństwo, kapłaństwo, droga życia konsekrowanego? W jakim innym stanie człowiek mógłby żyć?

Naprawdę nie wszyscy, którzy nie idą drogą małżeńską lub kapłańską, są wezwani do życia konsekrowanego (zakonnego lub świeckiego). Grunt, że ci ludzie żyją dla Boga i innych ludzi, są dobrzy i wierni, konsekrowani (poza chrztem) być nie muszą.
Konsekracja jest wymagającym powołaniem, wiadomo. Jakoś też nie ma setek tysięcy świeckich konsekrowanych w tym kraju, i chyba zresztą w żadnym...
Nie sposób powiedzieć, że oni wszyscy, niemałżonkowie, niekapłani, niekonsekrowani są nieszczęśnikami - egoistami - zdradzającymi swe powołanie przez życie w strefie komfortu.
Co więcej, mamy świętych, którzy nie byli małżonkami - zakonnicami - kapłanami. Może jeszcze niewielu wyniesionych na ołtarze (historia pokazuje, że o te procedury dbały właśnie zgromadzenia itd), ale są. Ba, patronka Europy, moja ulubiona św. Katarzyna Sieneńska, i to jak dawno żyła! a wcale nie była ani żoną, ani zakonnicą. Ot, prawie niepiśmienna panna, kobieta z trzeciego zakonu... Przy okazji stawiała papieży do pionu, ale to obok tematu.
Podobnie Marta Robin, trwa proces beatyfikacyjny. Pani Zofia Błeńska... Bł. Piotr Frassati (akurat tu musiałabym dokładniej doczytać).
A osoby żyjące w Ogniskach Miłości w tym stanie, w jakim wstąpiły do wspólnoty (nie są konsekrowane, o ile dobrze rozumiem)?
Kościoł docenia już, choc może za mało wyraźnie, życie dla Boga i ludzi poza małżeństwem i poza konsekracją.
Myśle, że warto starannie przyjrzeć się godności i powołaniu osób, które nie mieszczą się w triadzie: małżeństwo - kapłaństwo - konsekracja.


Wt maja 05, 2020 5:35 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3047
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Cytuj:


Powołanie do małżeństwa na pewno jest piękne, naturalne i trochę "specyficzne", bo trzeba je najpierw chcieć zrealizować, potem umieć to zrobić a na końcu

,

Jak to mówią "Bóg nie powołuje uzdolnionych a uzdalnia powołanych".


Wt maja 05, 2020 6:05 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Terremoto, Mniszku, dziękuję za Wasze odpowiedzi. Jako osoba samotna, próbuję podjąć dyskusję czy ta droga jest lub może być drogą powołania, konkretnego powołania, drogą na którą Bóg może zaprosić człowieka do szczególnego życia dla Niego.

Bowiem nie sądzę że istnieje powołanie do życia samotnego jako powołanie w tym sensie, że osoba samotna po prostu żyje jako osoba samotna i jest to jej powołaniem stanu. Powołanie to coś do czego nas Bóg powołuje, do pewnej konkretnej drogi. Tym samym potrzeba aby to powołanie rozeznawać, potrzeba właściwie rozeznać. Nie może być obecna raczej taka sytuacja że ktoś nie ma żadnego powołania.

I teraz, życie samotne powołaniem może być wtedy kiedy ktoś decyduje się na taką drogę aby być całym dla Boga, aby całkowicie oddać siebie Bogu i żyć dla Boga. Wtedy, nawet gdyby nadarzyła się okazja aby zmienić swój stan, w sensie jakaś perspektywa na małżeństwo, to wtedy ta osoba wierna swojemu powołaniu do życia w samotności / w stanie bezżennym, wtedy ta osoba odrzuci tę możliwość małżeństwa, wybierając życie dla Boga i będąc wiernym swojej decyzji, pozostając wiernym w swoim wyborze życia samotnego. Wtedy to może mieć status powołania.

Ale kiedy osoba żyje samotnie, nawet uznając czy postrzegając swoją drogę jako powołanie do życia w samotności, ale w głębi serca jakby oczekując i mając nadzieję że ten stan może się kiedyś zmienić i może kogoś spotka, to czy wtedy można mówić iż ta osoba ma powołanie do życia w samotności? Raczej odczuwa ona powołanie do życia w małżeństwie. Nie ma bowiem tej decyzji, tego - tak, tego wyboru, dobrowolnego, i wierności dla tej decyzji i tegoż wyboru życia w stanie bezżennym dla Pana.

Powołanie zakłada także pewną celowość, działalność, podjęcie czegoś ze względu na powołanie. Małżonkowie są powołani do tworzenia swojej wspólnoty małżeńskiej, rodzinnej, są ''naznaczeni'' sakramentem.

Osoby konsekrowane mają charyzmat swojej drogi a jest tych charyzmatów wiele, istnieją także reguły, konkretne cele, działalność, są ''naznaczeni'' konsekracją.

Kapłani są ''naznaczeni'' święceniami. Sprawują Eucharystię, udzielają sakramentów, służą pomocą duchową.

A osoby samotne? Nierzadko cierpią z powodu samotności, nie mogąc znaleźć ukojenia. Dla wielu ten stan nie jest dobrowolnie wybrany i nie dostrzegają w nim sensu. Tęsknią za czymś innym.

I czy okazuje się że prawdziwe powołanie do życia w samotności to raczej wyjątki? Chociażby w osobach świętych czy błogosławionych.

Tymczasem wiele osób cierpi z powodu samotności. I dla tych osób samotność nie jest drogą powołania. Oni odczuwają w sercu inne powołanie, chcieliby ''mieć'' kogoś bliskiego, chcieliby mieć rodzinę.

Czy zatem można nakłaniać ich aby przyjęli powołanie do życia w samotności, kiedy oni nie są w stanie nawet przyjąć tego iż ta samotność miałaby być ich powołaniem? Bowiem to jest poważny problem wielu osób, doświadczających trudności na samotnej drodze życia.

Są także osoby które nie widzą siebie w żadnym z powołań, ani w małżeństwie ani w życiu konsekrowanym. Ale wtedy jest ''coś nie tak'', bowiem przy rozeznawaniu powołania istotne jest to że dana osoba widzi siebie i tu i tam, tym samym może dokonać pewnego wyboru który nie jest naznaczony ''uprzedzeniami'' do jakiegokolwiek stanu.


Wt maja 05, 2020 7:15 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Cz wrz 12, 2019 2:47 pm
Posty: 166
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Śledzę ten wątek od kilku stron...ja mam coś takiego że zaraz jak porzucilem nałogi nieczyste(pisze o tym w dziale świadectwa) to stanowisko moje było proste mianowicie chce żyć w czystości rozumianej jako abstynencja seksualna więc jako że jestem katolikiem to znaczy że nigdy żadnego seksu bo tylko wolno z żoną a skoro nie zamierzam mieć...ostatnio jednak nie podoba mi się stan w którym trwam(gdyby pojawiła się okazja to bym z chęcią wszedł w związek)jednak są pewne obawy czy wówczas demony przeszłości nie wrócą(raczej diabeł nie wkręci mnie w nałogi o których pisałem ale w seks przed małżeński kto wie?)ponadto mam podejrzenia że jestem niezdolny od urodzenia lub taki uczyniony przez ludzi w każdym razie moje nastawienie do tej sprawy ewoluowalo i fakt ten daje do myślenia..musze rozważyć to wszystko.


Wt maja 05, 2020 8:28 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lis 16, 2013 8:53 pm
Posty: 1954
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Powiedziano mi kiedyś, że u osoby po 30 roku życia nie da się już "zmienić" cech osobowości (a może chodziło o charakter).

E tam, dla Boga nie ma nic niemożliwego. :) Kiedy we mnie zaczęła zaradzać się myśl by się nawrócić byłam niewiele młodsza od ciebie mniszku_pospolity. I od tamtego czasu się zmieniłam. Niezaprzeczalnie. Bo zmieniło się moje życie, moje relacje z ludźmi i to tak że gdyby ktoś mi przed tym powiedział że tak "skończę" to w życiu bym nie uwierzyła.Albo załamała. Ale teraz myślę że kiedyś żyło mi się łatwiej ale teraz żyję lepiej. Nie wiem czy zmieniła mi się osobowość, czy tam charakter. Moim zdaniem nie do końca, bo tu działanie Boże - bo tak to widzę - było subtelniejsze. Coś jakby trochę wypolerować, wygładzić kanty albo może po prostu zmienić kąt światła i niby dalej to samo a inaczej.
Więc, bez obrazy ale kto wie, co jest przed tobą?


Wt maja 05, 2020 8:44 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3047
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
artur96 napisał(a):
Śledzę ten wątek od kilku stron...ja mam coś takiego że zaraz jak porzucilem nałogi nieczyste(pisze o tym w dziale świadectwa) to stanowisko moje było proste mianowicie chce żyć w czystości rozumianej jako abstynencja seksualna więc jako że jestem katolikiem to znaczy że nigdy żadnego seksu bo tylko wolno z żoną a skoro nie zamierzam mieć...ostatnio jednak nie podoba mi się stan w którym trwam(gdyby pojawiła się okazja to bym z chęcią wszedł w związek)jednak są pewne obawy czy wówczas demony przeszłości nie wrócą(raczej diabeł nie wkręci mnie w nałogi o których pisałem ale w seks przed małżeński kto wie?)ponadto mam podejrzenia że jestem niezdolny od urodzenia lub taki uczyniony przez ludzi w każdym razie moje nastawienie do tej sprawy ewoluowalo i fakt ten daje do myślenia..musze rozważyć to wszystko.

Bo jak już znajdziesz tą własciwą to nie ma co czekać ze ślubem latami tylko żenić się w miarę szybko to i grzechu przeciw czystości nie będzie:)


Wt maja 05, 2020 9:57 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Cz wrz 12, 2019 2:47 pm
Posty: 166
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Znałem przypadek gdzie okres narzeczenstwa był długi 6-8 lat oraz mieszkanie ze sobą przed ślubem,małżeństwo przetrwało raptem kilka lat..zresztą faktycznie jak ktoś trafi na kogoś odpowiedniego to po co zwlekać? Faktycznie przez 5 lat czy tam ile łatwo ulec pokusie nieczystej,więc chyba nie należy przesadzać ze zbyt krótkim czasem chodzenia lub zbyt długim,zresztą wystarczy uroczystość w kościele gdyż nie każdy urządza wesele(więc argument finansowy ze trzeba rezerwować lokal,pozbierać kasę itd odpada)ja tam nie zamierzam wystawiać wesela(gdybym kiedyś jakims cudem status zmienił) gdyż argument że to tradycja itp do mnie nie przemawia,uroczysty obiad w kameralnym gronie straczy a potencjalne pieniądze lepiej spożytkować na inny cel.Zresztą muszę się nad tym wszystkim zastanowić ale ostatnio słowa "nie jest dobrze aby mężczyzna był sam" jakos odczuwam realnie,cóż może oslabla relacja z Bogiem? Po nawróceniu Pan Bóg mi "starczal" i potrzeby związku nie było,czułem ze dla Pana mogę żyć w czystości całe życie a od jakiegoś czasu zupełnie co innego..tzn związek jawi się jako coś ciekawego itd jednym słowem nastawienie się zmieniło.Nie wiem gdzie to wszystko mnie zaprowadzi.


Wt maja 05, 2020 10:45 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 1139
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
equuleuss napisał(a):

Bowiem nie sądzę że istnieje powołanie do życia samotnego jako powołanie w tym sensie, że osoba samotna po prostu żyje jako osoba samotna i jest to jej powołaniem stanu.
Zgoda, celem życia samotnego nie jest życie samotne, i to dla siebie. Wg mojego przeświadczenia ktoś żyje akurat samotnie, w sensie: nie na bezludnej wyspie, ale nie w małżeństie, niemniej nie żyje dla siebie, lecz dla Boga i ludzi.
equuleuss napisał(a):
Powołanie to coś do czego nas Bóg powołuje, do pewnej konkretnej drogi. Tym samym potrzeba aby to powołanie rozeznawać, potrzeba właściwie rozeznać.
Ja bym uszczegółowiła: taki ktoś powinien wiedzieć, rozeznać z czasem, dlaczego idzie taką drogą (nie negatywnie: bo nie wyszło, bo nie znalazłam) i w jaki konkretnie sposób chce realizować tę służbę dla innych, nieprzypadkowo, nie mimochodem.
equuleuss napisał(a):
Nie może być obecna raczej taka sytuacja że ktoś nie ma żadnego powołania.
Nie może. Bóg powołuje nas a) do życia, b) do świętości.
equuleuss napisał(a):
I teraz, życie samotne powołaniem może być wtedy kiedy ktoś decyduje się na taką drogę aby być całym dla Boga, aby całkowicie oddać siebie Bogu i żyć dla Boga. Wtedy, nawet gdyby nadarzyła się okazja aby zmienić swój stan, w sensie jakaś perspektywa na małżeństwo, to wtedy ta osoba wierna swojemu powołaniu do życia w samotności / w stanie bezżennym, wtedy ta osoba odrzuci tę możliwość małżeństwa, wybierając życie dla Boga i będąc wiernym swojej decyzji, pozostając wiernym w swoim wyborze życia samotnego. Wtedy to może mieć status powołania.
Zgoda. Czyli droga odczytana, wybrana nie negatywnie, traktowana jako wartość, konsekwentnie realizowana.
equuleuss napisał(a):
Ale kiedy osoba żyje samotnie, nawet uznając czy postrzegając swoją drogę jako powołanie do życia w samotności, ale w głębi serca jakby oczekując i mając nadzieję że ten stan może się kiedyś zmienić i może kogoś spotka, to czy wtedy można mówić iż ta osoba ma powołanie do życia w samotności?
Nie, ta osoba nie ma takiego powołania. Samotność ją dopadła albo taki ktoś nie umie wyjść z takiej sytuacji; to jest takie w nadziei "czasowe singielstwo", może się uda z niego wyjść, oby się udało. Albo bezradność, np. widać ja się nie nadaję. Niektórzy się wypierają, wmawiają sobie, że tak ma być, mają być sami.
equuleuss napisał(a):
Raczej odczuwa ona powołanie do życia w małżeństwie. Nie ma bowiem tej decyzji, tego - tak, tego wyboru, dobrowolnego, i wierności dla tej decyzji i tegoż wyboru życia w stanie bezżennym dla Pana.
Zgoda.
equuleuss napisał(a):
Powołanie zakłada także pewną celowość, działalność, podjęcie czegoś ze względu na powołanie.
No jasne, że tak.
equuleuss napisał(a):
Małżonkowie są powołani do tworzenia swojej wspólnoty małżeńskiej, rodzinnej, są ''naznaczeni'' sakramentem.
Osoby konsekrowane mają charyzmat swojej drogi a jest tych charyzmatów wiele, istnieją także reguły, konkretne cele, działalność, są ''naznaczeni'' konsekracją.
Kapłani są ''naznaczeni'' święceniami. Sprawują Eucharystię, udzielają sakramentów, służą pomocą duchową.
Dla mnie to oczywiste.
equuleuss napisał(a):
A osoby samotne? Nierzadko cierpią z powodu samotności, nie mogąc znaleźć ukojenia. Dla wielu ten stan nie jest dobrowolnie wybrany i nie dostrzegają w nim sensu. Tęsknią za czymś innym.
Czyli są samotne, ale nie z powołania. Powołanie nie jest przecież wezwaniem do nieszczęścia.
equuleuss napisał(a):
I czy okazuje się że prawdziwe powołanie do życia w samotności to raczej wyjątki? Chociażby w osobach świętych czy błogosławionych.
Nie wiem, statystyk nie prowadzę. Co do swietych i błogosławionych, to istotny jest kontekst prowadzenia procesów beatyfikacyjnych. Kto o to dba, kogo na to stać w sensie nakładu pracy i środków.
Przyczynkiem do wyjaśnienia tego, dlaczego stosunkowo mało jest świeckich świętych (już nawetb nie samotnych, ale swieckich), jest np. ten tekst: http://www.bosko.pl/wiara/Swieccy-swiec ... l?page=0,0, z takim np. cytatem:
"Osoby duchowne są o wiele częściej ogłaszane jako święte z kilku powodów. Powód pierwszy to fakt, że zwykle chodzi o osoby znane publicznie i działające na forum publicznym, podczas gdy święci małżonkowie żyją w miłości i radości Chrystusa w zaciszu ich pięknej prywatności. Powód drugi to fakt, że specjaliści od procesów kanonizacyjnych znają dobrze kryteria i procedury związane z kanonizowaniem osób duchownych, a brakuje im w tym względzie "wprawy" w odniesieniu do ludzi świeckich, którzy w niezwykły sposób naśladowali Chrystusa. Wreszcie powód trzeci, najbardziej banalny, to fakt, że duchowni zmarli w opinii świętości mają grupę swoich współbraci w kapłaństwie czy we wspólnocie zakonnej, którzy chcą i mają możliwości (także finansowe) w opracowaniu - szczegółowej przecież i kosztownej - dokumentacji potrzebnej w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym. Dzieci czy wnuki świętych małżonków mają znacznie mniejsze możliwości w tym względzie."
equuleuss napisał(a):
Tymczasem wiele osób cierpi z powodu samotności. I dla tych osób samotność nie jest drogą powołania. Oni odczuwają w sercu inne powołanie, chcieliby ''mieć'' kogoś bliskiego, chcieliby mieć rodzinę.
Czy zatem można nakłaniać ich aby przyjęli powołanie do życia w samotności, kiedy oni nie są w stanie nawet przyjąć tego iż ta samotność miałaby być ich powołaniem? Bowiem to jest poważny problem wielu osób, doświadczających trudności na samotnej drodze życia.
Wg mnie nie powinno im się nic wmawiać na siłę. Być może jednak (nie wiem tego na pewno) niektórzy mogą z czasem przejść drogę, która pozwoli uznać, że teraz jednak samotnosć (sensowna) jest ich powołaniem. Nie wykluczam tego, ale nie mam pewności.
equuleuss napisał(a):
Są także osoby które nie widzą siebie w żadnym z powołań, ani w małżeństwie ani w życiu konsekrowanym. Ale wtedy jest ''coś nie tak'', bowiem przy rozeznawaniu powołania istotne jest to że dana osoba widzi siebie i tu i tam, tym samym może dokonać pewnego wyboru który nie jest naznaczony ''uprzedzeniami'' do jakiegokolwiek stanu.

Tego to nie jestem taka pewna. Więcej: nie jestem przekonana do tego, że dana osoba widzi siebie RÓWNOCZEŚNIE tu i tam (albo małżeństwie, albo życiu konsekrowanym), i wybiera. Nie sądzę, żeby to tak wyglądało. Moim zdaniem to bardzo, bardzo wątpliwe.
I nie chodzi tu o uprzedzenia. Uprzedzenia zresztą nie są niczym pozytywnym, utrudniają wybory.
Byłabym skłonna przystać na to, że to bywa u niektórych rozłożone w czasie, oglądają jedną drogę, eliminują ją dość stanowczo albo zostają w jakimś zawieszeniu, a potem szukają dalej, ogladają drugą drogę, trzecią.... Znam osobiście - nie przesadzam - z imienia i nazwiska dziesiątki takich osób, które wybierały, a właściwie: odczytywały Boże wezwanie właśnie tak po kolei, w następstwie czasowym. Na zasadzie: tu się jednak nie widzę (albo: już się nie widzę, choć kiedyś się widziałam), nie jestem uprzedzony, wiem już spokojnie, że to nie to, mam ku temu pewne trwałe przeświadczenie, więc rozglądam się, co dalej.
Ale wiem też o osobach, które "od zawsze" przeczuwały daną drogę. Nie studiowały wnikliwie innych, miały jakieś przekonanie, ono się rozwinęło i sfinalizowało szczęśliwie.


Wt maja 05, 2020 11:34 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 1139
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
mniszek_pospolity napisał(a):
Powiedziano mi kiedyś, że u osoby po 30 roku życia nie da się już "zmienić" cech osobowości (a może chodziło o charakter).

Napiszę tyle: o ile mi wiadomo, doświadczenia formatorów wskazują, że granica "formowalności" się przesuwa w górę. Wiem też, że w przynajmniej niektórych wspólnotach żeńskich jednak stawia się górną granicę wieku (choć sprawy rozważa się jednak indywidualnie), bo z czasem osoby są mniej formowalne, mają mocniejsze lub nieprzezwyciężalne nawyki itd. Sa mniej elastyczne, trudniej się uczą albo nie chcą się uczyć, zmieniać itd. I ten limit oscyluje w granicach 40 roku życia.


Wt maja 05, 2020 11:57 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 1681
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
Terremoto napisał(a):
Czyli są samotne, ale nie z powołania. Powołanie nie jest przecież wezwaniem do nieszczęścia.


Czyli wynikałoby z tego iż powołanie do samotności nie jest czymś powszechnym, nie jest to tak powszechne powołanie jak się sądzi iż każdy samotny jest powołany do samotności, są to jednak pewne wyjątki wśród osób samotnych. Nie każda osoba żyjąca samotnie byłaby powołana do samotności. Nie każda samotna droga byłaby drogą powołania.

Czyli to nie byłoby tak że istnieje powszechne powołanie do życia w samotności, tak jak by to sugerowały wypowiedzi iż jest powołanie do samotności i miałoby ono dotyczyć każdej osoby która na drodze samotnego życia się znajduje. Ale chyba raczej tak nie jest że każda taka droga jest powołaniem, powołanie trzeba także rozeznawać.

Chyba raczej większość z takich przypadków samotnego życia jest jednak nie zrealizowanym powołaniem do małżeństwa, wciąż odczuwanym w sercu tych osób.

Takie osoby mogą w końcu odczuwać coś na kształt rezygnacji, i mogą z trudem podejmować próby akceptacji swojego samotnego życia i postrzegania w tym sensu / celu.

Jednak w takich przypadkach trudno byłoby mówić o powołaniu, ponieważ sytuacja takich osób przypominałaby sytuację kogoś kto został siłą zmuszony do małżeństwa lub siłą zaciągnięty do zakonu, a potem powiedziano by mu że musi ten stan zaakceptować i przyjąć to jako swoje powołanie.

A wiemy że tak to nie działa. Że tak nie działa kwestia powołania, nie na tej zasadzie. Powołanie zakłada dobrowolne przyjęcie, powołanie zakłada miłość i jest z miłości podejmowane. I może zgadzać się także z pragnieniami które dana osoba odczuwa w sercu.

Cytuj:
Nie, ta osoba nie ma takiego powołania. Samotność ją dopadła albo taki ktoś nie umie wyjść z takiej sytuacji; to jest takie w nadziei "czasowe singielstwo", może się uda z niego wyjść, oby się udało. Albo bezradność, np. widać ja się nie nadaję. Niektórzy się wypierają, wmawiają sobie, że tak ma być, mają być sami.


Myślę że to jest zdecydowana większość wśród osób doświadczających samotności. Tym samym być może trudno jest mówić o powszechnym powołaniu do samotności.

Ale raczej wśród osób samotnych, mogą być takie osoby dla których samotna droga może okazać się ich drogą powołania. I jak w przypadku każdego powołania, potrzeba rozeznania.


Terremoto napisał(a):
Tego to nie jestem taka pewna. Więcej: nie jestem przekonana do tego, że dana osoba widzi siebie RÓWNOCZEŚNIE tu i tam (albo małżeństwie, albo życiu konsekrowanym), i wybiera. Nie sądzę, żeby to tak wyglądało. Moim zdaniem to bardzo, bardzo wątpliwe.


Może nie tyle iż równocześnie, owszem, tutaj potrzeba aby to sprecyzować, osoby zajmujące się formacją na przykład w zakonach, są ostrożne z kandydatami którzy twierdziliby że nie widzieliby siebie w małżeństwie, ponieważ to mogłoby oznaczać że ta osoba posiada pewnego rodzaju ''uprzedzenia'' / trudności względem stanu małżeńskiego, a zakon mógłby być takim miejscem ucieczki.

Podczas kiedy wybór życia konsekrowanego powinien być podyktowany realnym powołaniem do tego stanu i wynikać z miłości do Boga. Przede wszystkim. Każde powołanie powinno być podejmowane z miłości i miłość powinna być siłą napędową.

Tym samym taka osoba dostrzega piękno zamysłu Bożego który ustanowił małżeństwo, ale z miłości do Boga która jest silniejsza, wybiera stan bezżenny, czując iż Bóg ją do tego powołuje i chce ją na takiej drodze.

Cytuj:
Znam osobiście - nie przesadzam - z imienia i nazwiska dziesiątki takich osób, które wybierały, a właściwie: odczytywały Boże wezwanie właśnie tak po kolei, w następstwie czasowym. Na zasadzie: tu się jednak nie widzę (albo: już się nie widzę, choć kiedyś się widziałam), nie jestem uprzedzony, wiem już spokojnie, że to nie to, mam ku temu pewne trwałe przeświadczenie, więc rozglądam się, co dalej.


Zazwyczaj tak to wygląda, bowiem powołanie do małżeństwa, to pragnienie relacji z drugim człowiekiem, relacji miłości, odczuwa to raczej każdy i dość często jest tak że osoba która wstąpiła do zakonu, przed wstąpieniem odczuwała chęć wejścia na drogę małżeństwa, mając marzenia, plany o mężu / żonie / rodzinie, czy też ksiądz nie raz miał dziewczynę / narzeczoną przed tym czasem w którym rozeznał swoje powołanie do kapłaństwa.

artur96 napisał(a):
Zresztą muszę się nad tym wszystkim zastanowić ale ostatnio słowa "nie jest dobrze aby mężczyzna był sam" jakos odczuwam realnie,cóż może oslabla relacja z Bogiem? Po nawróceniu Pan Bóg mi "starczal" i potrzeby związku nie było,czułem ze dla Pana mogę żyć w czystości całe życie a od jakiegoś czasu zupełnie co innego..tzn związek jawi się jako coś ciekawego itd jednym słowem nastawienie się zmieniło.Nie wiem gdzie to wszystko mnie zaprowadzi.


W jednej z moich poprzednich wypowiedzi piszę o tym że Adam, pomimo iż żył w Ogrodzie Eden i miał niezwykłą relację z Bogiem, gdzie Bóg przechadzał się po Ogrodzie i rozmawiał z Adamem, a jednak Bóg zauważył samotność pierwszego człowieka. Bóg widzi że Adamowi brakuje istoty takiej jak on sam. I Bóg stworzył towarzyszkę życia dla Adama.

Cytuj:
ja tam nie zamierzam wystawiać wesela(gdybym kiedyś jakims cudem status zmienił) gdyż argument że to tradycja itp do mnie nie przemawia,uroczysty obiad w kameralnym gronie straczy a potencjalne pieniądze lepiej spożytkować na inny cel.


Właściwe podejście. Także nie rozumiem idei i niemal musu organizowania tych wystawnych wesel.

Cytuj:
Nie wiem gdzie to wszystko mnie zaprowadzi.
[/quote]

Może potrzeba zawierzyć Bogu siebie i wszystko, przestać bać się siebie, ale zawierzyć Bogu. Zdać się na Boga, całkowicie. I rozeznawać swoją drogę.


Śr maja 06, 2020 8:12 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 3047
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kącik samotnych serc
artur96 napisał(a):
Znałem przypadek gdzie okres narzeczenstwa był długi 6-8 lat oraz mieszkanie ze sobą przed ślubem,małżeństwo przetrwało raptem kilka lat..zresztą faktycznie jak ktoś trafi na kogoś odpowiedniego to po co zwlekać? Faktycznie przez 5 lat czy tam ile łatwo ulec pokusie nieczystej,więc chyba nie należy przesadzać ze zbyt krótkim czasem chodzenia lub zbyt długim,zresztą wystarczy uroczystość w kościele gdyż nie każdy urządza wesele(więc argument finansowy ze trzeba rezerwować lokal,pozbierać kasę itd odpada)ja tam nie zamierzam wystawiać wesela(gdybym kiedyś jakims cudem status zmienił) gdyż argument że to tradycja itp do mnie nie przemawia,uroczysty obiad w kameralnym gronie straczy a potencjalne pieniądze lepiej spożytkować na inny cel.Zresztą muszę się nad tym wszystkim zastanowić ale ostatnio słowa "nie jest dobrze aby mężczyzna był sam" jakos odczuwam realnie,cóż może oslabla relacja z Bogiem? Po nawróceniu Pan Bóg mi "starczal" i potrzeby związku nie było,czułem ze dla Pana mogę żyć w czystości całe życie a od jakiegoś czasu zupełnie co innego..tzn związek jawi się jako coś ciekawego itd jednym słowem nastawienie się zmieniło.Nie wiem gdzie to wszystko mnie zaprowadzi.

Oczywistym jest że osoby mieszkające przed ślubem, wbrew temu co im się wydaje niczego nie sprawdzają- a jedynie żyją na sposob małżeński jedniczesnie nie przyjmujac żadnego zobowiązania.
Co do wesela to jest dobre, ale niekoniecznie musi być na 200 osób, my zrobiliśmy na 50 z orkiestrą i wszystkimi weselnymi atrybutami. Nieczekaliśmy też bezsensownie na salę czy orkiestrę tylkonwzieliśmy ślub w miesiącu zimowym, bo slub był celem a wesele tylko dodatkiem.Wszyscy świetnie sie bawili. Ślub jest rzeczą wesołą więc słuszne jest z jego powodu się weselić, ale ludzie dziś czynią wesele celem a nie sam ślub dlatego potem mają problemy jakie mają.
Co do trwania związku to np pan Jacek Pulikowki mówił że narzeczenstwo powinno przejść wszystkie pory roku czyli rok. W sumie się z tym zgadzam że rok wystarczy do rozeznania i wzięcia ślubu.


Śr maja 06, 2020 10:57 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 577 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 39  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL