Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So sie 08, 2020 11:31 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
 Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społecznego 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3335
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społecznego
Tym razem chciałabym poruszyć temat "kocenia", oficjalnie zwanego otrzęsinami, które może zdefiniować (za wikipedią) w następujący sposób:
Cytuj:
Otrzęsiny – rytualna inicjacja do grupy pełniąca niekiedy rolę obrzędu przejścia, czy osiągnięcia dojrzałości; często polega ona na nękaniu, znęcaniu oraz upokarzaniu niższych hierarchią osób, przy czym obejmuje zarówno fizyczną przemoc, jak i psychiczne poniżanie. W zamierzeniu otrzęsiny mają na celu integrację nowego członka z grupą; wtedy otrząsana osoba zwykle staje się pełnoprawnym członkiem danej społeczności, bądź służą one ustaleniu lub zaznaczeniu relacji między nowymi a starymi członkami grupy. Zjawisko to może przyjmować dużą skalę i stanowić niebezpieczeństwo dla otrząsanych, w szczególności, gdy odbywa się bez wiedzy przełożonych lub opiekunów – wtedy proces ten nazywa się pejoratywnym terminem „fala” (zob. fala w wojsku); w szkołach częściej mówi się wtedy o „koceniu” (zob. przemoc w szkole).

O "koceniu" najczęściej się mówi w kontekście pierwszoklasistów (I klasa gimnazjum lub I klasa szkoły średniej), którzy zanim zostaną wkupieni do społeczności szkolnej, muszą przejść coś w rodzaju okresu próbnego, podczas którego mogą się spodziewać różnych wyzwań i psikusów, np. ktoś może im mazakiem domalować wąsy, przykleić do pleców karteczkę z napisem "kot", kazać wypić mleko jednym duszkiem albo nękać zawołaniem "kici, kici". Zwykle oczywiście ma to charakter zabawy i nikomu się żadna krzywda nie dzieje, szkoły są zresztą dość solidnie zaludnione i nie jest tak łatwo zidentyfikować kota, w związku z czym większości pierwszoklasistów się upiecze i żadnych nieoficjalnych otrzęsin nie przyjdzie im doświadczyć. Choć niektórzy tak bardzo się boją kocenia, ze sami sobie domalowują wąsy, doklejają karteczki z napisem "kot", żeby upozorować odbębniony "sakrament" okocenia.

Tyle tytułem wstępu, jako że nie "koceniu" pierwszoklasistów chcę poświęcić ten wątek. Pragnę zwrócić uwagę na "kocenie" w społecznościach zrzeszających ludzi dorosłych - jak się odbywa, jaką pełni funkcję i jakie są konsekwencje pomyślnego i niepomyślnego przejścia przez ten rytuał na przykładzie środowiska pracy oraz społeczności internetowych.

Pierwszym etapem jest aklimatyzacja. Nowicjusz ląduje w zupełnie nowym dla siebie środowisku, czuje się niepewnie, ostrożnie stawia kroki, próbuje się rozeznań w tym, jakie zasady panują, kto jest kim, co można mówić, a czego nie i komu. Uczy się samej struktury miejsca, w którym się znalazł, żeby potrafić się w nim sprawnie poruszać. Na tym etapie stoi przed nim zasadnicze wyzwanie: zjednać sobie sympatię pozostałych członków grupy, a żeby to zrobić musi dostosować się do jej oczekiwań, zatem kluczowym krokiem jest trafne ich rozpoznanie.

Na pierwszy ogień weźmy miejsce pracy. Są firmy, gdzie te oczekiwania są minimalne, wystarczy spełniać jakieś podstawowe wymogi kultury osobistej, być jako tako komunikatywnym, solidarnym ze swoimi współpracownikami, a są i takie, gdzie dodatkowo oczekuje się, że pracownik będzie ze swoimi kolegami z pracy na stopie kumpelskiej, co może się np. przejawiać wspólnym jedzeniem lunchów, chodzeniem razem na kawę, rytualnym plotkowaniem na temat szefa lub szefostwa, śmianiem się z tych samych żartów, popieraniem tej samej partii politycznej czy chodzeniem po pracy na piwo. Łatwo się domyślić, ze wkupienie się w łaski tego drugiego środowiska pracy będzie znacznie trudniejsze. Nie wystarczy po prostu zachowywać się przyzwoicie, trzeba naprawdę z siebie sporo dać, często trzeba postąpić na przekór sobie, a czasem sprzeniewierzyć się własnym zasadom. Jak mówi porzekadło: jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.

Oczywiście, nie ma przymusu, równie dobrze pracownik może sobie odpuścić tę "nadwyżkę" zaangażowania w budowanie team spirit, ale cena tej autystycznej izolacji będzie wysoka. Głosy kolegów nagle milknące jak tylko w pobliżu pojawia się kot, śmichy-chichy za plecami, totalne wyłączenie z życia społecznego, również w tym zdrowym, potrzebnym wymiarze (fajnie jest się czasem razem napić kawy czy poplotkować), samotność w tłumie, słaba komunikacja z zespołem, która odbija się na wynikach, a tym samym utrudnia uzyskanie podwyżki czy awansu. Słowem, nie żyć, umierać. A to i tak wersja soft. W wersji hard dochodzą jeszcze niesnaski z szefem lub szefostwem, kiedy konsekwentnie wbrew oczekiwaniom szefa oraz presji grupy odmawiasz zostawania w pracy po godzinach, nie wypruwasz sobie żył, żeby się podlizać szefowi, za to jesteś bardzo roszczeniowy, męcząc szefa pytaniami, kiedy będziesz mógł wybrać zaległy urlop, bo tak w ogóle to już jesteś trochę zmęczony. Ten nieugięty nonkonformizm kota natychmiast zostanie odebrany jako zadzieranie nosa, radykalna odmowa bycia „pierwszym lepszym”. Dowiesz się, ze „jesteś do przodu”, bo nie zależy Ci w dostatecznym stopniu na akceptacji grupy. Więc grupa zrobi co w swojej mocy, żeby Ci uzmysłowić, że od ich akceptacji zależy Twoje być albo nie być. Doprowadzi Cię do psychicznej ruiny, stanu, w którym sam na kolanach będziesz żebrać o ochłap uznania, choć przelotne „cześć” rzucone na korytarzu prowadzącym do toalet, bezinteresowne zaproszenie do wspólnego napicia się kawy albo wtajemniczenie w którąś z sensacyjnych plotek, którymi żyje cała firma. I już cię mają. Opcjonalnie możesz zmienić pracę jak tylko atmosfera stanie się zbyt gęsta, ale to będzie oznaczać, że ponownie będziesz musieć przechodzić przez rytuał kocenia. W związku z tym zwykle w pewnym momencie każdy kot wymięka. Przestaje chodzić własnymi drogami, ot, dla świętego spokoju.

Analogiczną drogę musi przejść np. kot internetowy, który postanowił dobrowolnie dołączyć do jakiejś grupy dyskusyjnej, np. forum, która ma raczej kameralny charakter, a więc udziela się tam względnie niewielka liczba osób. Jest to ważne z tego względu, że fora zrzeszające dużą liczbę dyskutantów, w których jest duża rotacja, nie zmieniają się w „forumowe rodziny”. Na takich dużych forach dyskutanci są anonimowi, skupiają się raczej na rzeczowej dyskusji, bez wściubiania nosa w prywatę. Natomiast tam, gdzie mamy nieliczną grupę osób, które regularnie ze sobą rozmawiają, w sposób naturalny dochodzi do zacieśnienia więzi. Dyskutantom przestaje wystarczać samo dyskutowanie, chcą stworzyć naturalne środowisko społeczne, dzielić swoim życiem prywatnym, wymieniać nie tylko poglądami, ale również emocjami, wkrótce pojawia się pomysł zorganizowania jakiegoś chata forumowego, gry albo nawet zlotu. Wszystko po to, żeby grupa się lepiej zintegrowała.

Oznaką silnie zintegrowanej grupy będzie wykształcenie się slangu, którym posługuje się grupa, a który będzie obejmował pewne nośne hasła, półsłówka, skojarzenia, automatyzmy, niepisane zasady, które w dużej mierze przestaną być uświadamiane przez członków tak dobrze zespolonej społeczności. W ich odczuciu to będzie „naturalne” zachowanie, naturalne w znaczeniu słuszne, nie podlegające kwestionowaniu, dogmatyczne. Po prostu tak się robi. Kiedy pewnego razu do tej dobrze zgranej ferajny trafi kot, to mając to świeże spojrzenie człowieka z zewnątrz, szybko dostrzeże te różne mechanizmy, które rządzą forumową społecznością i dla niego nie będą one oczywiste, święte, nietykalne, więc jest duże prawdopodobieństwo, że albo w przypływie nieostrożności albo (jeśli kot zdecyduje się na wejście smoka) nonszalancji, naruszy tę uświęconą sferę forumowej społeczności, kwestionując przyjęte normy bądź panującą na forum hierarchię. Na praktycznie każdym takim forum są tzw. święte krowy, użytkownicy z jakiegoś powodu zasłużeni, np. mają jedną z najwyższych reputacji albo rang, długi staż pisania na forum, są osobami publicznymi i uznanymi albo np. mają apodyktyczną osobowość (samiec alfa). Jeśli nasz kot nadepnie na ten przykład takiej świętej krowie na odcisk (a warto pamiętać, że święte krowy są szczególnie drażliwe na swoim punkcie, zresztą nie tylko one, cała społeczność forumowa jest drażliwa na punkcie świętych krów, co z pewnością można wyjaśnić jakimś mechanizmem ewolucyjnym), to forumowa społeczność zrobi wszystko, żeby gagatek pożałował, że go matka ziemia w swoim łonie nosi. Zależnie od forum i możliwości, jakie daje, niesforny kotek zostanie ukarany adekwatnie do przewinienia (szykanami, atakami personalnymi, trollowaniem jego tematów, ostrzeżeniami, banami, zamykaniem tematów, zaniżaniem reputacji, szczuciem). Będzie chrzczony do skutku. Ryj w kubeł, sedes, niech pies zna swoje miejsce w stadzie, niech nie szczeka niepytany. Albo przestanie fikać albo zrobią mu z d. jesień średniowiecza. Jak łatwo można się domyślić, mało który kot nie wymięka, bo tortury, którym poddaje się kota są po prostu nie do zniesienia. Trzeba naprawdę być herkulesem, żeby nie dać się złamać. Jednak sytuacja forumowego kota jest o tyle bardziej komfortowa, że na forum pisać nie trzeba żadnym, a na niechodzenie do pracy mogą sobie pozwolić nieliczni.

Po tym obszernym przedstawieniu przebiegu oraz skutków kocenia na przykładzie środowiska pracy oraz społeczności forumowej chciałabym odpowiedzieć sobie na pytanie o funkcję tego kocenia. Czemu to wszystko w zasadzie ma służyć? Podpowiedź znajduje się w tytule wątku. Chodzi oczywiście o utrwalenie, obronę ładu społecznego. Rytuał kocenia, który jest uniwersalny dla każdej jednej zintegrowanej społeczności, ma na celu zabezpieczenie stada przed „chorobotwórczym” intruzem. Wyobraźmy sobie, ze żyjemy sobie od urodzenia w małej, przytulenie wiosce, prowadząc sielankowe życie, wszyscy się znają, każdy zna swoje miejsce, istnieje trwały porządek, wszystko jest do bólu przewidywalne, życie toczy się swoim rytmem, aż tu nagle wkracza jakiś element niewiadomej proweniencji i zaczyna ten nasz „odwieczny ład świata” kwestionować, krytykować, proponuje przemeblowania, zmiany, rewolucje. Szczyt bezczelności! Chłopiec się prosi o manto. Brać go i sprać dupsko! Niech równo puchnie! Po paru razach nabierze respektu. Ktoś pomyśli – ksenofobia, zaściankowość, niechęć do zmian, sztywność, konserwatyzm. Ale to niczego nie wyjaśnia, bo wymienione zachowania czy postawy nie są pozbawione racjonalnych podstaw. Są częścią pierwotnego mechanizmu zachowania ładu społecznego. Natura broni się przed rewolucją, nagłą nieoczekiwaną zmianą, która może okazać się niebezpieczna. Niechęć do „innego”, lęk przed zmianami, sztywność nie są absolutne. Po prostu wszystko musi się odbyć w swoim czasie. Musi wpasować się kontekst, aktualną sytuację. Wszelkie nowinki muszą być wprowadzane stopniowo, dawkowane w sposób, który nie zaburzy równowagi organizmu społecznego. Innymi słowy: ewolucja - tak, rewolucja - nie.

Słowem zakończenia, koty są jak dzieci – głosu nie mają, ale nie na zawsze, bo każde dziecko kiedyś stanie się dorosłym, tak jak każdy kot w końcu wrośnie w społeczność, której stanie się częścią i nim się obejrzy, sam zacznie kocić nowo przybyłych członków społeczności. I może tylko (jeśli tak się składa, że był jednym z tych typów niepokornych), czasem wyłamie się ze stada w przypływie nostalgii za kotem, którym sam kiedyś był.

Tyle ode mnie. Oddaję mikrofon współdyskutantom.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz lis 14, 2019 11:13 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1441
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Bardzo ciekawy temat Pelikanie. Można go analizować na tylu płaszczyznach, że w zasadzie byłby dobrym tematem książkę na doktorat.

Zdefiniujmy na potrzeby dyskusji słowo rytuał jako samopodtrzymujący się proces, którego nośnikiem są ludzie. Myślę, że dobrą analogią byłoby tutaj życie, które jest samopodtrzymującym się procesem, którego nośnikiem jest DNA (szczegóły i nieścisłości biologiczne pomijam). Zarówno rytuały jak i życie nie mają celu. Istnieją tylko dlatego, że istnieją. Po prostu w którymś momencie nastąpiło dodatnie sprzężenie zwrotne i zaczęły się same podtrzymywać. Nośniki się zmieniają ale życie trwa.

Skłonność ludzi do tworzenia rytuałów ma jednak swój ewolucyjny cel, jakim jest rozpoznawanie członków własnej grupy i trzymanie się razem. Neandertalczyk miał znacznie większą puszkę mózgową od człowieka i prawdopodobnie był od niego bardziej inteligentny. Został jednak przez niego wybity prawdopodobnie dlatego, że nie posiadał tak dobrze rozwinięte kultury ani religii.

Co do celu rytuału "kocenia" to mniej więcej zgadzam się z tym, co napisałaś. Popatrzmy na to jednak jeszcze od innej strony. Z biologicznego punktu widzenia rytuał jest sposobem postępowania (ścieżką dopaminową) który jest wspólny dla wszystkich członków grupy. Wykonywanie dobrze znanych czynności przy akceptacji otoczenia aktywuje układ nagrody, a w przypadku kotów nie ma to miejsca, więc odczuwają niepokój, czyli ma obniżony poziom dopaminy i podwyższony kortyzolu. To dokładnie odwrotnie niż u liderów lub u samców alfa małp naczelnych, w tym człowieka.
Nasz kot nie wie jak się zachować, więc obserwuje bardziej doświadczonych członków grupy i przyjmuje ich zachowania jako obowiązujący modus operandi. Testuje nowo zdobytą wiedzę i obserwuje reakcję. Dalej to już prosta nauka na zasadzie marchewki (dopaminy) i kija (kortyzolu), jak w mózgu szczura.
Czasem się zdarzy, że do grupy trafi wyjątkowo silna jednostka, czyli opisany powyżej lider. Jego ścieżki dopaminowe są na tyle silne, że to inni wchodzą w jego bajkę a nie na odwrót. W grupie osób zawsze wszyscy "podpinają się" do mózgu w którym poziom dopaminy jest najwyższy. Zaobserwuj to. Ciekawe jest też to, że wszyscy jej członkowie zazwyczaj naturalnie, nieświadomie i dobrowolnie zajmują swoje pozycje w hierarchii.

Z powyższej przyczyny interakcje społeczne oraz większość ścieżek kariery są maskaradą, w której awansuje ten, kto najlepiej i najdłużej odgrywa nadaną mu rolę. Indywidualiści zazwyczaj są tłamszeni, chyba że są nadzwyczajnie charyzmatyczni.
Mądry indywidualista najpierw staje się mistrzem maskarady a dopiero później wykorzystuje swój autorytet do wprowadzania zmian. Niestety niewielu indywidualistów ma tego świadomość.

Kolejna rzecz to zamierzona inicjacja. Tutaj sprawa jest chyba dosyć jasna, bo każdy członek grupy chce aby była ona jak najbardziej poważana, gdyż nadaje mu to wyższy status. Nowi członkowie muszą pokazać, że są wystarczająco silni a zbyt słabi są zmuszani do odejścia.

_________________
Self care is also not arguing with people who are committed to misunderstanding you.


Cz lis 14, 2019 4:57 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1441
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
PS. Schemat kształtowania się rytuału: https://michalpasterski.pl/2012/11/malp ... -i-banany/

PS 2. Istnieją takie rytuały, które są emergencją naszego ego. One dość dobrze wyczerpują definicję tego, co chrześcijanie nazywają diabłem, ale może nie wchodźmy w to teraz :wink:

_________________
Self care is also not arguing with people who are committed to misunderstanding you.


Cz lis 14, 2019 5:04 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Ale dlaczego mamy PS 2 nie rozwijać? PS 2 brzmi bardzo intrygująco i ciekawie. Uprzejmie proszę o rozwinięcie, uchylenie rąbka tajemnicy....


Cz lis 14, 2019 7:45 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3335
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Bardzo ciekawy temat Pelikanie. Można go analizować na tylu płaszczyznach, że w zasadzie byłby dobrym tematem książkę na doktorat.

A wiesz, ze o tym samym pomyślałam? Temat rzeka :-D

Dzięki za Twoje uzupełnienie od strony naukowej :)

Mam tylko dwie uwagi:
Cytuj:
Czasem się zdarzy, że do grupy trafi wyjątkowo silna jednostka, czyli opisany powyżej lider. Jego ścieżki dopaminowe są na tyle silne, że to inni wchodzą w jego bajkę a nie na odwrót. W grupie osób zawsze wszyscy "podpinają się" do mózgu w którym poziom dopaminy jest najwyższy. Zaobserwuj to. Ciekawe jest też to, że wszyscy jej członkowie zazwyczaj naturalnie, nieświadomie i dobrowolnie zajmują swoje pozycje w hierarchii.

Skąd mam wiedzieć, u kogo jest najwyższy poziom dopaminy?
Cytuj:
Indywidualiści zazwyczaj są tłamszeni, chyba że są nadzwyczajnie charyzmatyczni.

Nie jestem pewna, czy rzeczywiście tak jest. Raczej zauważyłam, że im bardziej charyzmatyczny, tym bardziej zostanie pognębiony, bo za bardzo kłuje w oczy tą swoją charyzmą. Lepiej być takim indywidualistą umiarkowanie charyzmatycznym. Nie typem wodzireja, tylko takim trochę lakoniczno-tajemniczym.
Charyzmatyczny indywidualista może się tylko wybić, jeśli grupa nie jest skupiona wokół silnego lidera, wobec którego jest lojalna.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz lis 14, 2019 9:10 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1441
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
domgo napisał(a):
Ale dlaczego mamy PS 2 nie rozwijać? PS 2 brzmi bardzo intrygująco i ciekawie. Uprzejmie proszę o rozwinięcie, uchylenie rąbka tajemnicy....

Chętnie rozwinę PS 2, ale w tym wątku byłby to offtop. Poza tym to trochę trudniejszy i bardziej 'niekonkretny' temat, więc wymaga dłuższego zebrania myśli. Jeśli za jakiś czas mi przypomnisz, to możemy do niego wrócić. Na razie w ramach wstępu polecam ten post.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Skąd mam wiedzieć, u kogo jest najwyższy poziom dopaminy?

Z mowy ciała i zachowania. Taka osoba czuje się bardziej komfortowo i podejmuje inicjatywę. Jest spokojna i pewna siebie. Oczywiście swoje miejsce w hierarchii zajmujemy nieświadomie, więc nie trzeba się nad tym zastanawiać.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Nie jestem pewna, czy rzeczywiście tak jest. Raczej zauważyłam, że im bardziej charyzmatyczny, tym bardziej zostanie pognębiony, bo za bardzo kłuje w oczy tą swoją charyzmą. Lepiej być takim indywidualistą umiarkowanie charyzmatycznym. Nie typem wodzireja, tylko takim trochę lakoniczno-tajemniczym.
Charyzmatyczny indywidualista może się tylko wybić, jeśli grupa nie jest skupiona wokół silnego lidera, wobec którego jest lojalna.

Miałem na myśli przypadek w którym ktoś zdoła przekonać do siebie innych. Jeśli trafi się zbyt pewny siebie i zagrażający liderowi indywidualista, to oczywiście efekt będzie odwrotny.

_________________
Self care is also not arguing with people who are committed to misunderstanding you.


Cz lis 14, 2019 9:44 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Chętnie rozwinę PS 2, ale w tym wątku byłby to offtop. Poza tym to trochę trudniejszy i bardziej 'niekonkretny' temat, więc wymaga dłuższego zebrania myśli. Jeśli za jakiś czas mi przypomnisz, to możemy do niego wrócić. Na razie w ramach wstępu polecam ten post
No co Ty, Harpunnik Matrix-a się naoglądał :D Znaczy ciekawa hipoteza, tylko taka antropocentryczna. Cieszmy się, że nie musimy spieprzać przed tygrysem na drzewo, albo do nory, w powietrze, do wody, albo przed siebie dynamicznymi skrętami. Za to możemy spekulować o tym czy tamtym w fotelu, na kanapie, przed biurkiem, itd.

Nie, nie neguję, że z nami, ludźmi coś jest nie do końca OK. Załóżmy, że Twoja hipoteza jest prawdziwa. Zaakceptujmy tą rzeczywistość i zastanówmy się co nam w takiej sytuacji czynić wypada. Przecież tak już mamy, że opisujemy rzeczywistość, tylko po to, aby łatwiej nam było ją zmienić. Śmiało Harpunniku :mrgreen: ...


Pt lis 15, 2019 1:46 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1441
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
domgo napisał(a):
No co Ty, Harpunnik Matrix-a się naoglądał Znaczy ciekawa hipoteza, tylko taka antropocentryczna.

To nie tyle hipoteza co perspektywa patrzenia. W zasadzie nie napisałem niczego, co nie byłoby faktem. Jedynie zauważyłem, że można te fakty połączyć w taką właśnie całość.
domgo napisał(a):
Cieszmy się, że nie musimy spieprzać przed tygrysem na drzewo, albo do nory, w powietrze, do wody, albo przed siebie dynamicznymi skrętami. Za to możemy spekulować o tym czy tamtym w fotelu, na kanapie, przed biurkiem, itd.

Cieszmy się, ale co to ma do rzeczy?
domgo napisał(a):
Nie, nie neguję, że z nami, ludźmi coś jest nie do końca OK. Załóżmy, że Twoja hipoteza jest prawdziwa. Zaakceptujmy tą rzeczywistość i zastanówmy się co nam w takiej sytuacji czynić wypada. Przecież tak już mamy, że opisujemy rzeczywistość, tylko po to, aby łatwiej nam było ją zmienić. Śmiało Harpunniku ...

A co powinien zrobić niewolnik, który uświadomi sobie, że jest uwięziony w matrixie, z którego nie może się uwolnić? Zacząć żyć dla siebie a nie dla swojego "pana" i uświadamiać innych aby robili podobnie. Nasza rzeczywistość może być przecież wspaniała o ile tylko przestaniemy być skupieni na wypełnianiu swoich programów i zaczniemy ją dostrzegać.
W historii świata było wiele przebudzonych osóbi, które to zauważyły i zaczęły odłączać ludzi od matrixa. Agenci tracili władzę i jeśli mogli, to pozbywali się buntowników. Jeśli jednak buntownicy byli zbyt silni i zabicie ich przywódcy spowodowałoby tylko więcej kłopotów, to robiono coś o wiele bardziej przebiegłego. Podszywano się pod jego naukę i przeinaczano ją tak, aby ludzie myśleli, że są wolni, ale jednocześnie wciąż byli podłączeni. Zbudowano kościoły wolności i napisano święte księgi o walce z agentami oraz z systemem, ale nie odłączono ani jednej osoby. Trwał kult walki z matrixem wewnątrz matrixa.

_________________
Self care is also not arguing with people who are committed to misunderstanding you.


Pt lis 15, 2019 11:10 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Pn sie 18, 2014 7:51 pm
Posty: 655
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski.pelikan napisał(a):
Skąd mam wiedzieć, u kogo jest najwyższy poziom dopaminy?

U tego jest wysoki, kto zachowuje się jak Charlie Chaplin po posoleniu posiłku:

https://youtu.be/3ykdb8Zen-o


Pt lis 15, 2019 6:05 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Cytuj:
Cieszmy się, ale co to ma do rzeczy?
No chodzi o ten antropocentryczny punkt widzenia. Obserwując zwierzęta udomowione, można założyć, że np. Antylopa w chwili gdy chce ją pożreć Lew, po prostu koncentruje się na ucieczce, natomiast jak Lew nie chce jej pożreć, to koncentruje się na korzystaniu z uroków sawanny. Inaczej mówiąc "stworzenie" nie robi problemu z życia, pomimo, że życie z jednej strony je wspiera (Sawanna), a z drugiej strony zagraża, wymaga poświęcenia (Lew). Czyli był Matrix, jest i Avatar. Co innego człowiek... Weźmy na przykład pisanie i czytanie postów na forum dyskusyjnym. Na czystą przyjemność pisania i czytania, mogą nakładać się, a to potrzeba bycia dobrze zrozumianym, a to potrzeba znaczenia, posiadania racji, "misja do wykonania", dążenie do osiągnięcia jakiś celów, i inne zmienne wynikające po prostu z bardziej rozbudowanego i skomplikowanego życia społecznego ludzi w porównaniu do antylop. Od tych którym życie więcej dało, więcej też życie wymaga, chociaż w globalnym wymiarze życie wydaje się być sprawiedliwe.

Cytuj:
A co powinien zrobić niewolnik, który uświadomi sobie, że jest uwięziony w matrixie, z którego nie może się uwolnić? Zacząć żyć dla siebie a nie dla swojego "pana" i uświadamiać innych aby robili podobnie. Nasza rzeczywistość może być przecież wspaniała o ile tylko przestaniemy być skupieni na wypełnianiu swoich programów i zaczniemy ją dostrzegać.
W historii świata było wiele przebudzonych osóbi, które to zauważyły i zaczęły odłączać ludzi od matrixa. Agenci tracili władzę i jeśli mogli, to pozbywali się buntowników. Jeśli jednak buntownicy byli zbyt silni i zabicie ich przywódcy spowodowałoby tylko więcej kłopotów, to robiono coś o wiele bardziej przebiegłego. Podszywano się pod jego naukę i przeinaczano ją tak, aby ludzie myśleli, że są wolni, ale jednocześnie wciąż byli podłączeni. Zbudowano kościoły wolności i napisano święte księgi o walce z agentami oraz z systemem, ale nie odłączono ani jednej osoby. Trwał kult walki z matrixem wewnątrz matrixa.
No tak, oczywiście.... Matrix, Avatar, czas na Mission Impossible :) Inaczej mówiąc powinniśmy nauczyć się czerpać satysfakcję nie tyle z osiągnięcia celu, lecz dążenia do celu?, na przykład.


Pt lis 15, 2019 7:08 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3335
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
A co powinien zrobić niewolnik, który uświadomi sobie, że jest uwięziony w matrixie, z którego nie może się uwolnić? Zacząć żyć dla siebie a nie dla swojego "pana" i uświadamiać innych aby robili podobnie. Nasza rzeczywistość może być przecież wspaniała o ile tylko przestaniemy być skupieni na wypełnianiu swoich programów i zaczniemy ją dostrzegać.
W historii świata było wiele przebudzonych osóbi, które to zauważyły i zaczęły odłączać ludzi od matrixa.

A nie boisz się Harpunniku, że jak staniemy się wszyscy en masse buntownikami, to wyginiemy? Nie dostrzegasz, że buntownicy są jacyś tacy mniej życiowi? Mniej się integrują ze społeczeństwem, są mniej chętni do toczenia różnych wojenek, wspinania się po drabinie społecznej hierarchii, a nawet rozmnażania etc.? Moim zdaniem wzrost buntowniczości odbywa się kosztem instynktu samozachowawczego.

Sądzę, że tak ma być, żeby tych buntowników w społeczeństwie zawsze była mniejszość. W takiej małej dawce nie stanowią niebezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie - mogą swoje atuty wykorzystać na korzyść społeczeństwa, angażując się w naukę, sztukę czy religię/mistykę.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


So lis 16, 2019 1:57 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Cytuj:
Sądzę, że tak ma być, żeby tych buntowników w społeczeństwie zawsze była mniejszość. W takiej małej dawce nie stanowią niebezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie - mogą swoje atuty wykorzystać na korzyść społeczeństwa, angażując się w naukę, sztukę czy religię/mistykę.
Ja tylko w kwestii formalnej. "Buntownicy", a szczególnie ci realizujący się w religii/mistyce (rozumianych jako dążenie do rozwoju duchowego, czy coś takiego), buntują się w pierwszym rzędzie przeciw sobie samemu, wymagając od swojego sposobu bycia/życia więcej (sensu i jakości). Z tego by wynikało, że są, owszem pożyteczni dla społeczeństwa (w sposób pośredni, wpływając na nie jako jego część), oraz dla samych siebie (w pierwszym rzędzie, ponieważ tutaj mają wpływ bezpośredni). Tak więc założenie, że tak rozumianych "buntowników", ma być zawsze mniejszość jest "słabe", idealistycznie (w kontekście filozoficznym) rzecz ujmując .


So lis 16, 2019 6:40 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 3335
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Jeśli pożyteczne wartości reprezentowane przez buntowników (idealistów) mają przetrwać, to musi przetrwać ich materialne podłoże, a trzonem materialnego podłoża są ci posłuszni biologicznym programom, czy po Harpunnikowemu "nieprzebudzeni".

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


So lis 16, 2019 7:37 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Niekoniecznie. Równie dobrze trzon materialnego podłoża może nie przetrwać. Jeśli "buntownicy" odnajdą to czego szukają, czyli niezmąconej niczym w swym rdzeniu satysfakcji z bycia/życia, poznając jednocześnie jego nowy, wcześniej nie kosztowany smak. To "posłuszni" kierowani (tak jak poprzednicy) egoizmem, ciekawością, niepokojem serca szukającego Boga, whatever, rzucą się na to przebudzenie i się pozarażają :clever:

Tylko dlaczego dalej trzon ma się dobrze? Hmmm.... może to kwestia czasu, a może nas szczepią :D


N lis 17, 2019 12:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1441
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
domgo napisał(a):
No chodzi o ten antropocentryczny punkt widzenia. Obserwując zwierzęta udomowione, można założyć, że np. Antylopa w chwili gdy chce ją pożreć Lew, po prostu koncentruje się na ucieczce, natomiast jak Lew nie chce jej pożreć, to koncentruje się na korzystaniu z uroków sawanny. Inaczej mówiąc "stworzenie" nie robi problemu z życia, pomimo, że życie z jednej strony je wspiera (Sawanna), a z drugiej strony zagraża, wymaga poświęcenia (Lew). Czyli był Matrix, jest i Avatar. Co innego człowiek... Weźmy na przykład pisanie i czytanie postów na forum dyskusyjnym. Na czystą przyjemność pisania i czytania, mogą nakładać się, a to potrzeba bycia dobrze zrozumianym, a to potrzeba znaczenia, posiadania racji, "misja do wykonania", dążenie do osiągnięcia jakiś celów, i inne zmienne wynikające po prostu z bardziej rozbudowanego i skomplikowanego życia społecznego ludzi w porównaniu do antylop. Od tych którym życie więcej dało, więcej też życie wymaga, chociaż w globalnym wymiarze życie wydaje się być sprawiedliwe.

Generalnie się zgadzam, ale nie jestem pewien jaka jest tutaj Twoja myśl przewodnia i jak się ona odnosi do mojego "antropocentrycznego" punktu widzenia?
domgo napisał(a):
No tak, oczywiście.... Matrix, Avatar, czas na Mission Impossible Inaczej mówiąc powinniśmy nauczyć się czerpać satysfakcję nie tyle z osiągnięcia celu, lecz dążenia do celu?, na przykład.

Sam mi podsunąłeś porównanie do matrixa, więc pociągnąłem je dalej :wink:
Co do pytanie, to nie do końca. Miałem na myśli to, że nasz biologiczny cel nie powinien być naszym życiowym celem. Nasze geny nie mają żadnego interesu w naszym szczęściu, spokoju, wolności od lęku ani miłości.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Nie dostrzegasz, że buntownicy są jacyś tacy mniej życiowi? Mniej się integrują ze społeczeństwem, są mniej chętni do toczenia różnych wojenek, wspinania się po drabinie społecznej hierarchii, a nawet rozmnażania etc.? Moim zdaniem wzrost buntowniczości odbywa się kosztem instynktu samozachowawczego.

Czy jeśli zamiast słowa "buntownik" wstawisz słowo "chrześcijanin" , "święty" albo "przebudzony", to sens zdania nie pozostanie taki sam?
Nasze ego stara się nas przekonać, że zabieganie o uznanie otoczenia, toczenie wojenek, wyścig szczurów i chęć rozmnażania się, są rzeczami dla nas dobrymi a nawet niezbędnymi. Dokładnie w taki sam sposób grzyb ophiocordyceps unilateralis przekonuje mrówkę, że jedyne co ma w życiu jakąś wartość, to wejść na drzewo i wgryźć się w gałąź. Niema tutaj żadnej różnicy.

_________________
Self care is also not arguing with people who are committed to misunderstanding you.


N lis 17, 2019 1:54 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL