Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Cz paź 22, 2020 2:51 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
 Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest? 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pt kwi 06, 2018 8:32 pm
Posty: 2
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Witam,

Od razu zaznaczam, że jestem katolikiem, nigdy nie byłem antyklerykałem, wrogiem Boga i Kościoła, aktualnie jestem w stanie separacji z wiarą.

Pytanie jest proste do Was. Jak wszyscy wiemy w naszym Kościele wiedza o Bogu jest szczątkowa. Znamy kilka Ewangelii, jakieś Objawienia, tradycję Kościoła. Generalnie wszystko jest spójne i jasne, ale tylko pozornie.

Taką sprawą jest cierpienie. Jestem osobą, która ma ponad 30 lat i dużo w życiu czytała oraz uczyła się nauk kościoła. Cierpienie jest tu absurdem teologicznym. Mamy bowiem dwie grupy.

1. Cierpienie to łaska, Bóg zsyła je, byś się uświęcał, łączył w bólu z Jego bólem na krzyżu, bez cierpienia nie ma zbawienia.

2. Bóg nie chce być cierpiał, cierpienie to wytwór grzechu, Bóg nie ma z tym nic wspólnego, bo Bóg to miłość.

Druga teoria jest propagowana m.in. przez księdza Dziewieckiego, którego szanuję.

Moje życie było, jak każde sinusoidą. Raz lepiej raz gorzej, normalka. Przyszedł jednak w lipcu zeszłego roku ból, ból nie ustępuje do dziś. Oczekiwanie na operację się wydłuża. Leki nie działają, rehabilitacje nie działają, MODLITWY nie działają, oddawanie Bogu bólu nie działa, cieszenie się z bólu nie działa, przeklinanie bólu i bunt nie działają.

Jest zatem krzyż, którego nie umiem unieść, ba nawet go nie chcę. Powiedziałem Mu wiele razy - zabierz to ode mnie, nie chcę tego, to za dużo. Msza święta o uzdrowienie OCZYWIŚCIE nic nie dała, to już było dla mnie za dużo.

Od tamtej pory przestałem wierzyć w Jego prowadzenie, ileż można czekać na znak, odpowiedź, bo przecież ja już nawet nie modliłem się o ustanie bólu, a odpowiedź PO CO TO MI DAJESZ? JAKI MASZ CEL?

Czy Dobry Bóg, który mnie kocha może być kim jest skoro na to pozwala? Odpowiedź jest, ale nie będę jej mówił.

Konkluzja pokazuje, że pojawiające się u mnie myśli samobójcze jednoznacznie ujawniają czym jest cierpienie. Cierpienie dla słabych to droga do zatracenia, ja na nią wstąpiłem, moje życie przestaje mieć sens.

Bardzo dziękuję każemu, kto to przeczyta. Jeżeli macie jakieś rady dla człowieka, który nie chce już FIZYCZNIE cierpieć, a nic nie daje rezultatu co ziemskie i co nadprzyrodzone, a rozwiązaniem tym nie jest samobójstwo - to proszę o rady. Ja na razie widzę jedynie jedno rozwiązanie mojego bólu.

pozdrawiam, Piotr


Pt kwi 06, 2018 8:44 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr cze 05, 2002 9:54 pm
Posty: 11705
Lokalizacja: Polska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
peter_meter napisał(a):
1. Cierpienie to łaska, Bóg zsyła je, byś się uświęcał, łączył w bólu z Jego bólem na krzyżu, bez cierpienia nie ma zbawienia.
dopuszcza a nie zsyła. Różnica kolosalna
Widzisz sprzeczność bo wierzysz w mit o zsyłaniu cierpienia.

_________________
„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.„ -George Orwell, Folwark zwierzęcy


Pt kwi 06, 2018 9:29 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N mar 25, 2018 2:05 pm
Posty: 28
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Nie wiem jak mogłabym Ciebie pocieszyć w cierpieniu, które przeżywasz. Myślę, że nie powinieneś tracić nadziei. Życie na ziemi jest bardzo krótkie, a Ty cierpliwym znoszeniem krzyża zaskarbiasz sobie łaski w niebie na całą wieczność. Ja wiem, że moje słowa mogą wydawać się banalne i pewnie nie raz je słyszałeś od bliskich. Masz dwie możliwości. Pierwsza to oddać Bogu swoje cierpienie np. jako zadośćuczynienie za grzechy innych ludzi, wtedy nabiera ono sensu, a druga to porzucić wiarę i pogrążyć się w swoich czarnych myślach, które dokładają Ci jeszcze cierpienia psychicznego. Samobójstwo nie jest rozwiązaniem, jako osoba wierząca zdajesz sobie sprawę jakie może mieć to konsekwencje dla Ciebie po tamtej stronie.
Tak jak już napisał Jockey Bóg dopuszcza, a nie zsyła cierpienie. Może gdybyś spojrzał na swoje nieszczęście innym okiem to dostrzegłbyś w nim boże miłosierdzie. Ludzie, którzy są przez Boga szczególnie kochani dużo cierpią fizycznie i psychicznie. Wielu świętych znosiło dobrowolnie ogromne męki za życia:
Cytuj:
„Przez cierpienie jedynie i przez krzyże, a nie inną drogą można dojść do wielkiej miłości Boga i do prawdziwego z Nim zjednoczenia. Krzyż więc nie jest karą, ale największą łaską Bożą, której tylko miłośnikom swoim udziela. (bł. Alfons Maria Mazurek)”

Sam zdecyduj, którą z dróg chcesz obrać. Nie masz wpływu na swoje położenie. Możesz je zaakceptować i podjąć wewnętrzną walkę ze swoimi słabościami lub poddać się i pogrążyć w rozpaczy.


So kwi 07, 2018 9:57 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 07, 2018 10:16 am
Posty: 4
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Jestem nic nie znaczącym,szarym,zwykłym,prostym człowiekiem.Ciężko jest doradzać komuś kto cierpi tak bardzo jak Ty.Chyba nie ma takich słów,które by dodały Ci ukojenia.Mogę Ci Piotrze szczerze współczuć i obiecać,że będę się modlił za Ciebie.O sensie cierpienia jest napisane wiele różnych rozpraw ale są słowa w Biblii.Przytoczę tylko kilka z Pierwszego Listu świętego Piotra:
Cytuj:
Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. 21 Do tego bowiem jesteście powołani12. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. 22 On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu13. 23 On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie14. 24 On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni15.

Cytuj:
Lepiej bowiem - jeżeli taka wola Boża - cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. 18 Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić;



Cytuj:
Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, 13 ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. Błogosławieni [jesteście], jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa4. 15 Nikt jednak z was niech nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako [niepowołany] nadzorca obcych dóbr! Jeżeli zaś [cierpi] jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!


Cytuj:
A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje.


Z Bogiem!


So kwi 07, 2018 12:03 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lut 20, 2008 3:45 pm
Posty: 5111
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Witaj.
Czasem chcielibyśmy od razu widzieć efekt naszych modlitw, a tak to nie działa. Bóg nie jest automatem do coca coli - wrzucam 2 zł a wyskakuje puszka :) Bóg wysłuchuje wszystkich modlitw które są zgodne z Jego wolą :)
Św. Faustyna w "Dzienniczku" pisze,że gdyby aniołowie mogli nam zazdrościć to zazdrościliby nam cierpienia i komuni świętej. Cierpienie nie marnuje się, tak jak cierpienie Jezusa nie było daremne...
Pozdrawiam
Z Panem Bogiem!

_________________
Nowenna doM.B.RozwiązującejWęzły
https://www.youtube.com/watch?v=MLhe3HfrJ_U
https://www.youtube.com/watch?v=V-69l9jIm8s


So kwi 07, 2018 4:04 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pt kwi 06, 2018 8:32 pm
Posty: 2
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
prawie rok cierpienia fizycznego, msze święte, komunie, msza o uzdrowienie, prośby o zabranie cierpienia, prośby o wyjaśnienie co mam robić, błagania, skowyt...

No jeżeli to jest traktowanie Boga jak automatu z Colą to chyba się nie rozumiemy.


So kwi 07, 2018 6:02 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 07, 2018 6:45 pm
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Z całym szacunkiem, ale w ogóle nie odpowiedzieliście mu na pytanie. Więc może przyłączę się do pytania przedstawiając w skrócie mój problem.

U mnie sprawa ma się chyba podobnie. 36 lat spokojnego, stabilnego i ciekawego życia. Zainteresowania, zdrowie, życie religijne bardzo letnie, ale same poszukiwania już zdecydowanie nie. Myślę, że mogę bez cienia przesady uważać się za człowieka autentycznie i szczerze poszukującego. Byłem prawdziwie zainteresowany drogą wiary duchowością, Biblią.

Pewnego dnia szpital, kilka operacji bez efektu, pogarszające się zdrowie, utrata 3 (trzech!) prac z rzędu, koniec pieniędzy, koniec związku, koniec nadziei. Nie skutkuje nic, zupełnie nic. Zamiast stać się podporą dla starzejących się rodziców, zamiast być dla nich uśmiechem, radością, miłością i służyć im na starość, stałem się kulą u nogi, powodem smutku, cierpienia, łez i koszmarnych dni bezsilnego milczenia. Trwa to już dwa lata...! Cała moja rodzina odeszła w tym czasie od Kościoła, Boga. Wszyscy machnęli ręką i dali sobie spokój. Ojciec zrobił się otwarcie wrogi wobec Jezusa - nie dziwię się: pragnął mieć mnie na starość jako pomoc, wsparcie... A co ma? Ogromny problem. Cierpię ja, cierpi przeze mnie rodzina, cierpi on, cierpią moi znajomi... Znikąd pomocy, żadnego sensu w tym nie widać.

Dziwnie i szyderczo brzmi dla mnie dzisiaj "Jezu, ufam Tobie", "Nie bój się, wierz tylko" albo "O cokolwiek prosić mnie będziecie w IMIĘ MOJE, Ja to spełnię" itd. Błagam już 2 lata o jakiś znak, podpowiedź, jakąś delikatną pomoc i nic. Zero. Nie potrafię powiedzieć "Jezu, ufam Tobie", bo po prostu już Mu nie ufam. Już nie wierzę, że coś dla mnie zrobi. Czytam świadectwa, oglądam filmiki i widzę, że wystarczy uczciwie i z serca poprosić o pomoc, wezwać Boga i życie może się diametralnie zmienić. Nie przeczę, pewnie tak to w niektórych przypadkach działa. Ale Bóg chyba na chybił trafił wybiera: tobie pomogę, dam ci szczęście, a tobie nie pomogę, męcz się i przeklinaj życie (+ w domyśle: ale módl się i Mnie czcij, oddawaj Mi cześć i ufaj. Ja się pośmieję z twoich wysiłków i dowalę jeszcze mocniej. Tobie i twojej rodzinie!)

Będę szczery, drażni mnie mówienie o "Bożym planie na życie". Nie dostrzegam tego planu, nie potrafię go dojrzeć, odczytać, zinterpretować, podążać za Bożymi wskazówkami (jeśli takie w ogóle wokół mnie są)... Nie potrafię spokojnie sobie wytłumaczyć, że cierpienie moje, mojej rodziny i moich znajomych to Boży dar i łaska, której zazdroszczą mi aniołowie. To brzmi jak tani żart, jakaś pseudo teologiczna prawda, której nie ogarniam i nie pojmuję.
Co wynika z tego cierpienia, jaki z niego pożytek? Złość na Boga w mojej rodzinie? Odejście od wiary już niemal każdego? Co mam zrobić ze swoją chorobą, brakiem pracy i pieniędzy? Co ma zrobić z płaczącymi rodzicami? Ofiarować Bogu?? A co to znaczy?? Już 2 lata próbuję, proszę, pokornie proszę i milczę oczekując pomocy. Jest coraz gorzej. Też pomału zaczynam myśleć o śmierci z własnej ręki. Ale wiem jakiego narobię, za przeproszeniem, syfu rodzinie. I już tylko to mnie powstrzymuje.

Dziś mogę szczerze i z serca powiedzieć: "Jezu, nie ufam Tobie" oraz: "Nie wierzę, boję się tylko".


N kwi 08, 2018 7:57 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lut 20, 2008 3:45 pm
Posty: 5111
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
peter_meter napisał(a):
prawie rok cierpienia fizycznego, msze święte, komunie, msza o uzdrowienie, prośby o zabranie cierpienia, prośby o wyjaśnienie co mam robić, błagania, skowyt...

No jeżeli to jest traktowanie Boga jak automatu z Colą to chyba się nie rozumiemy.

A może to cierpienie nie jest karą od Boga, ale łaską i szansą na to aby twoja miłość do Jezusa była czystsza ? Na pewno cierpienie jest jest dobre,ale wiemy,że Bóg nawet ze zła jest w stanie wyprowadzić dobro, jak u Hioba. Z Panem Bogiem! Pozdrawiam.

_________________
Nowenna doM.B.RozwiązującejWęzły
https://www.youtube.com/watch?v=MLhe3HfrJ_U
https://www.youtube.com/watch?v=V-69l9jIm8s


N kwi 08, 2018 1:28 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 07, 2018 6:45 pm
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Cytuj:
A może to cierpienie nie jest karą od Boga, ale łaską i szansą na to aby twoja miłość do Jezusa była czystsza ?


Co to znaczy "czystsza"? Czyli jaka? Tak konkretnie, żebym zrozumiał.

Cytuj:
Na pewno cierpienie jest jest dobre (...)


Powiedz to dzieciom w Syrii, ludziom na Ukrainie i wszystkim innym ofiarom wojen, handlu ludźmi i jakiejkolwiek innej przemocy. Wejdź do szpitala i powiedz to umierającym z bólu ludziom na oddziale chorych na nowotwory albo inne koszmarne choroby.


Pn kwi 09, 2018 7:42 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N mar 25, 2018 2:05 pm
Posty: 28
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Znalazłam w internecie książkę, która może by cie zainteresowała, "Bóg vs cierpienie. Dlaczego Bóg nie chce żebyś cierpiał" Marek Dziewieckiego. Nie czytałam jej, ale z opisu wynika, że mogłaby ona odpowiedzieć na twoje pytania dotyczące cierpienia.


Pn kwi 09, 2018 8:26 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pm
Posty: 5709
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
SKPPS napisał(a):
Cytuj:
A może to cierpienie nie jest karą od Boga, ale łaską i szansą na to aby twoja miłość do Jezusa była czystsza ?


Co to znaczy "czystsza"? Czyli jaka? Tak konkretnie, żebym zrozumiał.



Czysta miłość jest bezinteresowna, albo (przynajmniej) doszukująca się pozytywów w morzu beznadziei. Nie powinno się uważać że się kogoś kocha za coś. Kochać się powinno za nic. Jak kiedyś zakochałeś się w swojej żonie, bo była młoda, piękna, powabna i.. (tu można uzupełniać) to jak już jesteście razem, po kilkudziesięciu latach, ta Twoja żona (obiektywnie rzecz ujmując), nie jest ani ładna, ani powabna, do tego ma swoje humory i zrzędzi. Ty jako kochający mąż nadal widzisz ją jako piękną i powabną, pomimo że wokół dostrzegasz całe stada młodych, świeżych dziewczyn..
To tylko taki przykład.

Chwalenie Boga, gdy wszystko idzie gładko i po maśle jest proste, a i to wielu nie potrafi (bo sukcesy, szczęście to wg nich tylko ich zasługa). Piszesz w poprzednim poście:

Cytuj:
U mnie sprawa ma się chyba podobnie. 36 lat spokojnego, stabilnego i ciekawego życia. Zainteresowania, zdrowie, życie religijne bardzo letnie, ale same poszukiwania już zdecydowanie nie. Myślę, że mogę bez cienia przesady uważać się za człowieka autentycznie i szczerze poszukującego. Byłem prawdziwie zainteresowany drogą wiary duchowością, Biblią.


Czy 36 lat spokojnego i stabilnego życia to nie powód do chwalenia Boga? Bo te 36 lat jakoś Ci się należało, jak psu buda?

Cytuj:
Na pewno cierpienie jest jest dobre (...)

Mały Książę zapewne się przeliterował, tak przynajmniej mi wynika z kontekstu dalszej wypowiedzi, pewnie powinno być "Na pewno cierpienie nie jest dobre", ale niech on się wypowie (skoryguje), jak się tu pojawi :)

_________________
"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55


Pn kwi 09, 2018 10:26 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 07, 2018 6:45 pm
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Cytuj:
Czysta miłość jest bezinteresowna, albo (przynajmniej) doszukująca się pozytywów w morzu beznadziei. Nie powinno się uważać że się kogoś kocha za coś. Kochać się powinno za nic.


Jednak uważam, że miłość do Boga powinna być interesowna. Tylko taka miłość do Boga ma sens. Uważam tak, ponieważ miłość do Boga powinna nas ubogacać, pomagać nam wzrastać, być lepszymi, starać się poprawiać, nieść radość, nadzieję, pomoc, wsparcie (jak to robił Jezus). Interesowna miłość do Boga powinna dawać nam siły do lepszego życia dla samych siebie i bliźnich. Przez to, że sami mamy i otrzymujemy możemy się czymś z bliźnim dzielić. Jak dawać coś, czego nie mam? Jak nieść nadzieję skoro mi jej brak, jak dawać uśmiech skoro nie mam go w sobie, jak pomagać skoro sam pomocy potrzebuję, jak wspierać skoro sam tego wsparcia dramatycznie potrzebuję? Jak...?
Jezus zachęcał do modlitwy, obiecywał: " A o cokolwiek prosić będziecie w IMIĘ MOJE, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu", "O cokolwiek prosić mnie będziecie w IMIĘ MOJE, Ja to spełnię", Nie bój się, wierz tylko", itd. Wydaje mi się, że sam Jezus zachęcał do modlitwy interesownej, do miłości interesownej, bo po co Bóg, po co wiara skoro niczego w naszym życiu nie zmienia? Po co nam obecność Boża i "czysta" miłość skoro nie wnosi to niczego do naszego życia, nie przemienia nas, nie pomaga nam i innym? Po co Bóg, którego się kocha za nic? Uważam, że jeśli Bóg jest miłością, powinienem, wręcz moim obowiązkiem jest miłość moje do niego interesowna, gwałtowna ("Gwałtownicy zdobędą królestwo niebieskie"), odważna, pragnąca jakiejś zmiany mnie na lepsze! Dla mnie i przeze mnie dla innych! Po co mi miłość "czysta", która niczego w moi życiu nie przemienia, nie uświęca, niczego mi nie daje, nie skłania mnie do zmiany na lepsze, do pomocy bliźniemu? Ja domagam się miłości interesownej, gwałtownej, miłości dzielącej się miłosierdziem, miłości DZIAŁAJĄCEJ, aktywnej, NAMACALNEJ, przynoszącej konkretny OWOC: "Po owocach ich poznacie", " Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić". "Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami"

Słucham Boga, biorę Go na poważnie. Chcę, proszę, błagam Go o miłość INTERESOWNĄ, nie "czystą". Ja chcę, pragnę przynosić owoc! Ja chcę się zmieniać sam dla siebie i dla swojej rodziny! Ja chcę być pomocny, dawać owoc, chcę służyć! Chcę się modlić życiem, uczynkiem, nie pustą gadaniną o "czystej" miłości, z której nic nie wynika. Chcę, by Jezus dał mi konkretne rzeczy do zrobienia, bym choć minimalnie odzyskał zdrowiem chęć życia... Chcę miłości INTERESOWNEJ, nie czystej: chcę relacji z Bogiem, współdziałania, chcę wzrastać i by ze mną wzrastali bliźni (w moim przypadku moja udręczona mną rodzina), chcę zmiany na lepsze i OWOCU!
Chcę coś od Boga otrzymać, by tym się dzielić! Chcę być Jego narzędziem na tym świecie, chcę nieść pokój radość, uśmiech, ciepło... Ale żeby to dawać, najpierw sam muszę to mieć!
Tak, chcę z Bogiem ubić interes: On mi pomoże, a ja zrobię co mi każe. Z chęcią, bez przymusu, bez zwłoki, z radością! Chcę rozmowy z Bogiem, konkretu działania, służby, zmiany życia. A co mam? Dwa lata udręki i koszmaru. Najbardziej boli mnie cierpienie moich bliskich, nie moje własne. Boli mnie, że stałem się udręką i rozpaczą mojej rodziny...

Cytuj:
Chwalenie Boga, gdy wszystko idzie gładko i po maśle jest proste, a i to wielu nie potrafi (bo sukcesy, szczęście to wg nich tylko ich zasługa).
Czy 36 lat spokojnego i stabilnego życia to nie powód do chwalenia Boga? Bo te 36 lat jakoś Ci się należało, jak psu buda?


Nigdzie tak nie powiedziałem. Powiedziałem wręcz coś innego, że wcale jakoś specjalnie religijny nie byłem. Za to mocno i autentycznie poszukujący. Wtedy wcale Boga nie chwaliłem, ja Go tylko poszukiwałem... I mimo że jakoś blisko Boga wcale nie byłem (a może właśnie byłem nie zdając sobie z tego sprawy?), żyłem dobrze, pożytecznie. Byłem pomocą dla rodziców, byłem pomocą dla proszących. Byłem wsparciem i służyłem. Nie byłem ideałem, NIE. Ale moje życie było jako tako poskładane, sensowne, pożyteczne, dobre... I w momencie kiedy zacząłem skłaniać się ku Bogu coraz bardziej świadomie, coraz mocniej (choć ciągle bardzo pomału) przechodzić na pozycję świadomie wybranej wiary zwalił mi się na głowę świat. Po co? W jakim celu? Jaki to ma sens? To jest łaska, dar? Dziękuję, nie chcę. Moja rodzina też nie chce.

Bóg istnieje (ciągle w to wierzę). OK. Ale wydaje mi się, że ma coś z tego wynikać, coś ma się w związku z tym rodzić, zmieniać. Fakt istnienia Boga ma coś wnosić do życia i czegoś wymagać. Mojej "czystej" miłości? Takiej nie chcę, nie akceptuję, nie zgadzam się na taką miłość. Chcę poważnego potraktowania mnie przez Boga, chcę poważnego podejścia przez Niego do własnych obietnic, chcę i domagam się rozmowy! Chcę działania, chcę przynosić owoce, bo przede mną (jak sądzę) jeszcze drugie 36 lat. Gdzie mam je spędzić? Chory i bezdomny pod mostem? OK, w porządku. Ale co na to moja rodzina? Co z jej "czystą" miłością? Cierpię ich cierpieniem, boli mnie, że stałem się dla nich udręką i piekłem. Idzie lato, piękna pogoda, ciepło, życie, kolory, zapachy, smaki, radość... Co idzie dla mnie? Co idzie dla mojej rodziny?


Pn kwi 09, 2018 1:50 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 3593
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Ja myślę że.
Jedynym sensem cierpienia jest przeżyć go, raz a dobrze tu na ziemi i nigdy nigdzie już więcej.
Wskazuje na to wszystko co znamy i nie znamy a poznajemy.
Wskazuje na to nasze ( zesłanie ), na planetę żywiołów nas wyniszczających.

Teraz to co nas uwiera, to to że doświadczamy skutków tego zesłania.
No ale nie da się nie doświadczać skutków tego co istnieje tu na tym świecie, to konsekwencje przykre i takie mają być.
Co to oznacza?

To oznacza że tego już nigdy więcej nigdzie nie doświadczymy.
Tego doświadczamy tylko tu i teraz, to jest to niechciane teraz nasze wyróżnienie.
Dlatego ta obfitość naszego cierpienia, której nie chcemy. Jednak mająca postać końca, postać doczesną do naszej ziemskiej śmierci.

Tu miłość zwłaszcza ta od Boga idąca ku nam. Bo miłość to nie wymysł teologii czy dowolnej teorii. A dar skierowany dla nas za darmo, bez względu na nasze chcenie tego daru bądź nie.

No a miłość której się trzymamy jak tonący brzytwy, to taka pokolorowana.
Że to dary tylko takie jakie są nam miłe na ten czas.
Innych nie chcemy.

Jednak za to postrzeganie, odpowiadają nasze zmysły.
Bez nich nie widzielibyśmy nawet cierpienia, tak to jest.
Co nie znaczy że zdarzenia, jakie teraz widzimy jako dające cierpienie nie występują w ogóle. Występują i to na przeogromną skalę.
Przetwarzanie, śmierć olbrzymich połaci naszego świata, choćby gwiazd, galaktyk.
To nadaje sens materii, z której to i my się składamy, choć w naszym przypadku jest ta materia przetworzona na gigantyczną skalę.
W stosunku od pierworodnej jej formy, monolit, potem inne formy, a w naszym postrzeganiu pierwiastków materialnych, od wodoru począwszy, do bardziej skomplikowanych liczbowo, składnikowo atomów..
Tym sensem jest właśnie życie w tej przeróżnej formie.

My przeżywamy życie w formie biologicznej materii.
Ponosimy konsekwencje takiej formy życia.
Nie da się ukryć że jest to życie na bardzo wysokim pułapie swej świadomości. Niedostępne dla mniej przetworzonej formy życia. W domyśle dostępna jest jeszcze bardziej przetworzona forma życia od tej przez nas doświadczanej, jeszcze nam nie dostępnej teraz.
No bo jesteśmy na etapie drogi do niej, mówimy tu o naszym przyszłym życiu, zarazem w wiecznym jego trwaniu.

To powinno dać nam do myślenia i to wiele.
Że na ten nasz wybór życia nie mamy wpływu sami. Jesteśmy my konsekwencją wyboru Boga.
Natomiast to na co mamy wpływ, to to jak to życie postrzegamy my sami.
Trudno tu to oceniać, na zasadzie wyceny tej wartości.
No bo całość jest nam niedostępna, na szczęście.
Tak na szczęście.
No bo jeśli nam to co teraz doznajemy już doskwiera choć tak być powinno. To co dopiero znając wszystko w każdym szczególe. Przecież każdy znany, poznawany kolejny szczegół naszego życia, będzie miał zależnie od naszego postrzegania, wydźwięk pozytywny bądź negatywny. Argumentów za jak i przeciw jak wiemy nam nie zabraknie.

Więc mamy tu doczynienia z nieuchronnością tego co doznajemy.
W takim układzie to.
Lepiej jak coś nas zbyt przytłacza to.
Oszukiwać siebie w tym co nas przytłacza.
Starać się nie rozpamiętywać tego, jak można to zapominać o tym.
Oczywiście bólu, zwłaszcza w jego ostrej formie nie da się nie zauważyć.
Mało tego wszystkiego poza nim nie widzimy, gdy bólu doświadczamy.
Jest to coś przeciwnego, przewrotnego do tego czego byśmy chcieli.

No i teraz sens bólu i cierpienia.
A jest nim nasza skala poznawcza, świadcząca na naszą korzyść i to kim jesteśmy.
Jest to poznanie nas w swej pełni.
Czyli poznanie bólu i jego formy zwanej cierpieniem, jest ostatecznym dopełnieniem naszego poznawania siebie.
Czemu to tak czy aż tak?

To zabrzmi jak diabelska przewrotność.
Łatwo jest żyć nie znając bólu ani cierpienia.
Lecz żadna to wartość nasza w takim życiu.
No bo łatwo i bez wysiłku.
Cóż to za nasza wtedy wartość?
Ot taki ładnie pachnący i wyglądający kwiatek.
Wiotki lekki wiatr już niszczy jego ładność, krótko trwa i przekwita.
I to wszystko.

Czyli według naszego myślenia o kwiatku my chcielibyśmy żyć.
To w nas gości bez względu na naszą osobowość.
Taki krótko kwitnący kwiatek.

No ale sens, sens.
No własnie.
Nie podniesiemy swej wartości i długowieczności naszego życia, bez poznawania przyczyn nam je odbierających.
A w oparciu o co możemy poznać to, co nasze życie nam je ogranicza?
O przyjemności?
Nie!
Właśnie w bólu i cierpieniu widzimy to, co nam przeszkadza w dłuższym życiu.
Że to widzenie jest dla nas nie chciane, to tak ma być. Inaczej nie wiedzielibyśmy prawdy co ono oznacza, przed czym ostrzega.
Dlatego właśnie że jest niechciane (delikatnie mówiąc), jest tą dobrą dla nas informacją.
Siła informacji właśnie tym jest.
Że ostrzeżenie w niej zawarte niemiłosiernie nie raz boli.

A co wartała by informacja która nie boląc, była by traktowana jako konieczność. Tu nasza śmierć była by uznawana jako konieczność.
Wiemy jednak że my mamy żyć, bez ulegania śmierci.
Świadczy o tym nie mój wpis nawet, czy inny przekaz.
A świadczy o naszym powołaniu do wiecznego życia to.
Że nas coś boli, że doświadczamy cierpienia.
Inaczej bezsensowne by było nasze odczuwanie bólu i cierpień.
A przecież odczuwamy i nikt w pełnym zdrowiu temu nie zaprzeczy.
Chory na różne schorzenia tak.
Lecz to zdrowy człowiek świadczy o doznaniach, a nie chory.
Bo doznania chorego będą mylić, choć są prawdziwe.

PS.
To jest moja odpowiedź na tytułowe pytanie jak to jest z ...
Pisze to grzesznik który olewa swe cierpienie nie raz, tak bezużytecznie cierpiąc bez końca.
A wystarczyło już przy pierwszych objawach bólu, czynić starania by go namierzyć i usunąć jego przyczynę.
Oczywiście nie jest to tak jednoznaczne, jak to wynika z tego co o sobie piszę.
Dlatego lepiej pasuje tu, ogólne sformułowanie że jestem grzeszny.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr kwi 11, 2018 10:25 am
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 25, 2009 4:55 pm
Posty: 15348
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Cytuj:
1. Cierpienie to łaska
Cierpienie to przede wszystkim skutek. Grzechu. Niekoniecznie bezpośrednio Twojego.
Cytuj:
, Bóg zsyła je, byś się uświęcał,
Nie. Bóg nie zsyła cierpienia, choć masz szansę się w nim uświęcić.
Cytuj:
łączył w bólu z Jego bólem na krzyżu, .
Tak, tak można uczynić ból sensownym.
Cytuj:
bez cierpienia nie ma zbawienia
Zwłaszcza bez cierpienia Jezusa Chrystusa.

peter_meter napisał(a):
prawie rok cierpienia fizycznego, msze święte, komunie, msza o uzdrowienie, prośby o zabranie cierpienia, prośby o wyjaśnienie co mam robić, błagania, skowyt...

No jeżeli to jest traktowanie Boga jak automatu z Colą to chyba się nie rozumiemy.
Rzeczywiście, nie rozumiesz.
Modlitwa chrześcijańska to nie "Zrób co zechcę" tylko "proszę, ale Ty wiesz lepiej, niech się dzieje wola Twoja".

Modlitwa "zrób co zechcę" to własnie traktowanie Boga jak automatu z COlą (nawet jeśli robisz wiele, by zmusił automat by był Ci posłuszny).

_________________
Obrazek
Więcej informacji tu http://www.analizy.biz/ksiazkiapologetyczne


Śr kwi 11, 2018 10:40 am
Zobacz profil WWW
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 07, 2018 6:45 pm
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Pytanie o cierpienie - to jak to w końcu jest?
Nie wiem. Nie znam się. Może wszyscy tutaj macie rację. Nie mam pojęcia.

Ja obstaję twardo i niewzruszenie przy swoim: modlitwa powinna być INTERESOWNA.. Do takiej modlitwy zachęca mnie sam Jezus:

- "Po owocach ich poznacie"

- "Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić"

- "Proście, a będzie wam dane"

Itd.

Rozumiem z tego, że modlitwa ma być prośbą o coś. Prośbą o zmianę myślenia, przemianę ducha, codziennego życia, każdego dnia tygodnia, godziny i minuty. Modlitwa ma być prośbą o przemianę. Prośbą o wzrastanie. A owo wzrastanie ma być darem dla proszącego po to, by mógł się nim dzielić z bliźnimi. Bo sami, bez Boga i jego darów niczego nie możemy uczynić. Sami jesteśmy za słabi, za grzeszni, nie ma w nas niczego, co moglibyśmy dać Bogu/bliźniemu. Poza jednym: poza samym sobą. A po co? Po to, by stać się tu i teraz narzędziami Boga, sługami działającymi, pracującymi, przemieniającymi oblicze ziemi. A nie jedynie recytatorami religijnych formułek i pobożnymi piewcami jakiejś odległej, abstrakcyjnej, niezrozumiałej miłości, której albo jest albo nie ma... Niby jest, ale jej nie doświadczamy. Miłość to dzielenie się, wsparcie, pomoc, uśmiech, "owoc".

Dlatego moja koncepcja miłości Boga to koncepcja miłości INTERESOWNEJ. Miłości, którą otrzymuję po to, by namacalnie, konkretnie dzielić się nią z innymi. A nie jedynie o nie opowiadać na forach i wypisywać mądre, uczone traktaty filozoficzne niczego nie zmieniające. Chcę od Boga coś otrzymać, by móc dać innym, ponieważ: "każde dobre drzewo wydaje dobre owoce". Co więcej: "A jak chcecie, aby ludzie wam czynili, czyńcie im tak samo i wy."


Śr kwi 11, 2018 2:26 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL