Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt paź 20, 2020 7:18 pm



Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19 ... 21  Następna strona
 Praktykujący ateista 
Autor Wiadomość
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
sapper napisał(a):
Widac z twoich wypowiedzi ze wiare traktujesz jak opcje w zimnej kalkulacji co bedzie dla ciebie lepsze.
To nie jest wiara, tylko egoizm, by zapewnic sobie najlepsze opcje.
Wiara to zaufanie Bogu, bez zadnych kalkulacji, bez wzgledu na to jakie moga byc opcje.


A czy doskonałą kalkulacją nie jest unikanie grzechów i życie w stanie łaski uświęcającej, by trafić do nieba, a uniknąć piekła? Idealny przykład motywacyjnego kija i marchewki.


Unikanie grzechow jest jedynie nauka, tak jak i to co napisano w Pismach.
Prawdziwa wiara chocby malutka jak ziarnko gorczycy jest wtedy gdy unikanie grzechu i wlasciwe postepowanie jest jak odruch bezwarunkowy.
Wszystko pomiedzy tym a niewiara to formacja.


Śr kwi 19, 2017 8:22 pm
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
merss napisał(a):
domgo napisał(a):
Załóżmy, że doszedłam do wniosku, że korzystne jest przekraczanie ego, raz po raz, ile razy się uda tam otwiera się strefa samych zysków, czy to jest interesowny egoizm? :wink:

Przekraczając ego wychodzisz z siebie i swych zysków a wchodzisz w potrzeby innych. Zaczynasz być dla innych i to właśnie sprawia radość. Wychodzisz z ego- cotam masz, zostawiasz powolutku siebie zwierzęcego, który chce być ważny w stadzie. Dekalog i całe prawo przestaje być potrzebne, one były potrzebne na początek drogi. Jakby czyśca nie było, by trzeba go sobie wymyśleć. :)
Zaraz, zaraz, coś tutaj umknęło :) Wychodząc z siebie, dobrze by było znaleźć jakiś punkt odniesienia. Załóżmy, że ego to utożsamienie z wytworami własnego umysłu. Wchodzić w potrzeby innych na tym etapie to realizować idee fix tutaj akurat pt. radość z bycia dla innych. Lepszym rozwiązaniem wydaje się być odwołanie do transcendentnej rzeczywistości, do Boga... aaa do dekalogu i prawa, a jakże. Prawo..., lepszym terminem będzie duch Chrystusa (duch w sensie spiritus movens). No więc jeżeli odwołujemy się do ducha Chrystusa (dekalogu, prawa, do wyboru do koloru) to zapośredniczamy siebie, podnośny siebie poprzez owo zapośredniczenie na poziom wspomnianego ducha (to obraz a nie dosłowne oddanie rzeczywistości). Teraz można nie tyle przekraczać ego, wychodzić z siebie, co przyporządkować siebie (razem ze swoją zwierzęcością) sobie (sobie mającemu jakiś wgląd w przestrzeń prawa, dekalogu, ducha), scalić, usunąć pęknięcie (i napięcie) pomiędzy sobą i sobą. I dalej chcąc uczestniczyć lub uczestnicząc w życiu wypełniającym ową przestrzeń, można być dla innych. Im więcej w nas życia umocowanego w "przestrzeni ducha chrystusowego" tym więcej poczucia jedności, szacunku i miłości do innych. Ale powiedzmy sobie szczerze w tym kontekście najważniejsze jest nasze bycie, bycie dla innych jest wtórne, możliwe po spełnieniu warunku, że ja jestem.


Śr kwi 19, 2017 8:58 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Czym jest ten fundament? Jak nad nim pracować? Jeśli nie samemu to z kim? Psychoterapeutą? Kierownikiem duchowym?

Przeczytałam jeszcze raz Twe deklaracje niewiary. Widzisz pożyteczną organizację społeczną, ale nie Kościół z Bogiem. Podważasz fundamenty wiary: Boga, Zmartwychwstanie, życie wieczne, Biblię.
Lęki mogą same nie minąć, zamienią jedynie miejsca. Dlatego należy się nimi zająć.
Wiara jest czasem antidotum na te egzystencjalne. U Ciebie nie ma o co się zaczepić. Podskórnie wyczuwam brak szczerości.
Cytuj:
Co rozumiesz przez "serwowanie ściemy"?

To o czym napisałam. Nie bardzo wiem o co Ci tak naprawdę chodzi, do tego wyczuwam, że coś nie tak. Nawraca łaska Boża uprzedzająca, ale Twoja odpowiedź brzmi: to ściema, wszystko mistyfikacja i założę się, ze potrafisz to uargumentować, bo literatury mamy dostatek.
Odpowiadasz negatywnie Bogu a oczekujesz pomocy od kogoś kogo nie znasz? Jak to pogodzić? Co ja mogę pomyśleć?
Cytuj:
Może Ci się wydać to dziwne, jeśli sama tego nie doświadczyłaś, ale zapewniam Cię, że można przeżywać dużo częstych oscylacji na sinusoidzie wiary. Najgorsze i najbardziej męczące jest właśnie to, że się balansuje, a nie podąża według jednego przekonania.

Dlatego należy najpierw uporządkować świat emocji. Psychika zawsze rzutuje na duchowość. Potem się okaże, czy to deklaracja na dwie godziny, czy stała decyzja woli.
Spójrz...gdzie się tu można zaczepić? Wypunktowalam niektóre Twe deklaracje.
• odczuwającego potrzebę praktyk religijnych, niejako z wewnętrznej potrzeby, a wręcz przymusu.
• w gruncie rzeczy nie wierzę w nadprzyrodzoność całej rytualności religijnej. Gdy w niedzielę przyjdzie do mnie myśl, by nie iść na mszę, czuję jakiś niepokój wewnętrzny, jakąś potrzebę, by tam iść, bo inaczej niedziela będzie jakaś pusta.
• Pacierz i formułki modlitewne uznałem już te 5 lat temu za konieczne do zmiany, bo w żaden sposób nie potrafię mieć poczucia użyteczności zwracania się do Kogoś, o Kogo istnieniu wątpię. Modlitwa wstawiennicza, błagalna, dziękczynna też z tego samego powodu do mnie nie przemawia. Jedyne formy modlitwy, do tej pory praktykowane przeze mnie, to oprócz "odklepanych" formułek, gdy jest taka konieczność zewnętrzna (pokuta, na obrzędach religijnych), opierają się na kontemplacji życia i śmierci, nieskończoności, wyciszeniu się wewnętrznym (filokalia) oraz jakiejś formie medytacji ignacjańskiej.
• nie tylko nie wierzę w Boga, co i w życie po śmierci. A z drugiej strony te wyuczone, emocjonalne odruchy rytuałów katolickich?
• Ale ja w życie po śmierci wierzę tak jak w czajniczek na orbicie okołosłonecznej. Być może istnieje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, by uważać za realne.
• Bo nie widzę powodu, by wierzyć w życie pozagrobowe. Taka perspektywa nie wydaje mi się w żaden sposób logiczna, ani sprawiedliwa. Nie ma też przesłanek ze świata, który nas otacza na co dzień, by przypuszczać o życiu po śmierci.
• Dlaczego mam traktować fragment Pisma, którego absolutną słuszność wszystkich treści podważam, jako wyrocznię w kategoriach opisujących ludzi wątpiących w zmartwychwstanie?


Pozostają jako stałe jakieś nieokreślone pragnienia, które jednak oparte są o lęk.

Cytuj:
Wybór postawy ateistycznej wydaje się dla mnie niemożliwy w związku ze strachem przed potencjalnym piekłem i potępieniem, oraz pragnieniem przynależności do wspólnoty katolickiej z całym jej dziedzictwem moralnym, kulturowym i duchowym.

Jak można wierzyć w piekło nie wierząc w Boga? Zaprzeczając podstawowej prawdzie, że Chrystus zmartwychwstał a Biblia to książka podarowana człowiekowi, by uczył się o Bogu i o sobie...jaki potrafi być bez Boga, jak potrafi rzutować swą perfidię na Boga?

Cytuj:
Wybór postawy wiary, która jest obecnie mi bliższa, też napotyka na swoje przeszkody, ze względu na brak przekonania o istnieniu Boga i życia po śmierci oraz zbytnią złożoność systemu religii opartego na bardzo trudnej Świętej Księdze, którą mało który katolik przeczytał, przestudiował i zrozumiał w pełni.

Wiara jest drogą, tak jak życie. To o mnie, Kowalski ma swoje życie z którego się rozliczy. On obserwuje tego, który dostał dziesięć talentów, stąd tak duża odpowiedzialność tych obficiej obdarowanych w mądrość (nie mylić z wiedzą i inteligencją).

Cytuj:
Co do opłacalności religii, to próbuję rozważać wszystko w perspektywie dłuższej niż tylko na dziś. Jestem gotowy na poświęcenie, jeśli będę miał pewność, że przyniesie to pozytywne skutki w dłuższej perspektywie, nawet w tej perspektywie życia wiecznego.

Lęk to za mało. Bojaźń Boża to nie lęk, ale początek mądrości jak mówi psalmista.

Między lękiem a miłością mamy różnice. Lęk trzyma kurczowo przy tym co daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli jednak przestanie zapokająć potrzebę, zostanie odrzucony Bóg/człowiek. Czynnikiem, którego brakuje a jest w milości to rzetelność i stałość. Pierwsze czego można się spodziewać ufając Bogu to to, że wywróci nam życie do góry nogami, narazi na upokorzenia, zaburzy więc ów święty spokój, zapłaci się za sprawieliwość a nie zostanie potraktowany sprawiedliwie. Test na to, czy masz ochotę na przyjaźń, czy oczekujesz jedynie spełniania pragnień tego życia.

Ode mnie nie oczekuj marketingu kierującego w stronę cukierkowatego Boga. On kocha, ale nie oznacza to pobłażania, bo chce prowadzić człowieka tam dokąd on wcale nie zamierza iść. Dopiero pod koniec życia będzie można powiedzieć: bieg ukończyłem, warto było...teraz zobaczę wszystko tak jak wygląda, bez tej ograniczającej zwierzęcej natury i złych nawyków. Po resocjalizacji wejdę w społeczeństwo bez lęków, dominacji. Każdy będzie przejrzysty i życzliwy. Tak miało być, ale człowiek zdecydował, że sam wie lepiej. Co nam wyszło? Nie dość, że nie stworzymy nigdy świata bez przemocy, do tego utraciliśmy widzenie Boga, zostało nam sumienie, podatne zresztą na zniekształcenia jak źle używane.

Chcemy więcej niż koryta i seksu. Chcemy być szczęśliwi, chcemy być kochani. Coś z tą zwierzęcością się ewolucji pomerdało. Za mało, by dać wiarę ludzkim obserwacjom i lusterku naukowca. To nie daje szczęścia.

edit
Zachęcam do rozmów, wypowiedzi są interesujace. Problem ten sam.


Cz kwi 20, 2017 12:11 am
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 162
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
@merss
Odnośnie deklaracji niewiary masz rację. Napisałem ich tu sporo. W zasadzie, to jest to jakieś przymierzanie się stopniowe, oswajanie się, jak zareaguję na własną deklarację jako ateisty. W pewnym sensie brakuje mi odwagi, by w pełni tak się nazwać, dlatego próbuję.

Brak szczerości, ściema, wyczuwasz, że coś nie tak. Nie bardzo ja też rozumiem, co Ty czujesz. Czy kwestionujesz autentyczność mojej sytuacji i osoby? Jeśli tak, to jesteś w błędzie.

Odpowiadam negatywnie o Bogu, bo Go nie doświadczam, a kiedyś, jeszcze parę lat temu (więcej niż 6) było inaczej. Językiem teologicznym, to przeżywam typową "noc ciemną". Od Boga nie mam odpowiedzi, od konkretnych ludzi, nawet z forum, już mogę ich oczekiwać.

Wypunktowujesz raczej moje deklaracje niewiary. Jednocześnie sugerujesz znalezienie punktu zaczepienia. Czy Twoim zdaniem jestem jednak ateistą?

Wypunktowujesz rozdźwięk między niewiarą w życie po śmierci i Boga, a lękiem przed piekłem. Czy to raczej przejaw głęboko zakorzenionej wiary, nie w pełni widocznej jak czubek góry lodowej? Czy może przejaw negatywnych skutków indoktrynacji religijnej, opartej na strachu przed karą?

Podkreślasz następnie możliwość nieraz gorzkich konsekwencji wyboru życia wiarą versus oparciu się w życiu na epikureizmie. Jestem doskonale świadomy tych różnic i pogodzę się również ze złym losem, jeśli taki będzie mi pisany ("bądź wola Twoja, jako w niebie taki na ziemi"). Jednocześnie prawdą jest, że obecnie uważam, że trzeba dążyć do szczęścia w każdej chwili i "łapać" dzień, choć również głęboko wierzę, że taką receptę na szczęśliwe życie już tu i teraz, a nie dopiero po śmierci, przynosi chrześcijańska filozofia. Bo jako szczęście nie przyjmuję przyjemności fizycznej, namacalnej, doświadczalnej natychmiast, stricte hedonistycznej, ale raczej poczucie, że to co mnie spotyka jest dla mnie najlepsze, harmonijne i spójne, że zrobiłem to co powinienem w życiu. Cały paradoks polega na tym, że przypuszczam, że te dwa rodzaje przyjemności: fizyczna i duchowa są możliwe do pogodzenia i nie należy rezygnować z żadnej z nich, gdy nie wchodzi ona w konflikt z drugą. Nie zawsze natomiast jest łatwo zachować mądrość, by rozeznać ich naturę i zachować złoty umiar.

Generalnie moja obserwacja jest taka: najważniejsze dla własnego szczęścia jest wyjście poza własne "ego", niejako uwolnienie się od wszelkich więzów łączących w sposób uzależniający z tym światem, czysta forma bycia, bez posiadania czegokolwiek (ani bogactw, ani przyjemności, używek, seksu), które to wyrażają się najlepiej w przykazaniu "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem", oraz druga jego część polegająca na życiu dla drugiego człowieka, w którym powinno dostrzegać się Boga.


Cz kwi 20, 2017 8:34 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 162
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
Jakoś wczoraj, rozmawiając przez internet z takim jednym znajomym ateistą, zacząłem czuć potrzebę, by uwolnić się od moich wahań, które mnie wykańczają, a zaryzykować już zdecydowaną i przemyślaną deklarację, jako ateista.

W zasadzie to taką decyzję nawet podjąłem, ale mam olbrzymie wątpliwości obecnie, czy jest słuszna i jak to się wszystko może potoczyć.

Po niecałym dniu od nabrania przekonania, by spróbować życia jako ateista, zaczynają się pojawiać impulsy, że robię źle i powinienem wrócić. Nawet pisanie poprzedniego posta, dało mi wrażenie, że jednak wierzę w sens wiary (nota bene a nie w Boga).


Cz kwi 20, 2017 8:49 pm
Zobacz profil
Post Re: Praktykujący ateista
Widzisz, wiara Chrzescijjanska to nie indoktrynacja, zapewniam cie ze Bog istnieje.
Nasluchales sie wypowiedzi wszelakiej masci ateistow i po prostu zagubiles sie. Ateisci glownie po to tu zagladaja na forum, by wllasnie wprowadzac watpliwosci u osob ktore nie maja jeszcze utrwalonej wiary.
Na poczatek proponowal bym czytanie Biblii.
W ST jest sporo fragmentow ktore pomoga ci lepiej zrozumiec wiare i Boga.
Zwlaszcza ostatnio w innym temacie dyskutowany fragment o wezach na pustyni i zrobieniu przez Mojzesza miedzianego weza.


Cz kwi 20, 2017 9:08 pm
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
W pewnym sensie brakuje mi odwagi, by w pełni tak się nazwać, dlatego próbuję.

We wszystkich postach to odczytuję i nawet to zdiagnozowalam: szukasz usprawiedliwienia. To etap psychologiczny prowadzący w określonym kierunku. Ja obserwacjom psychologicznym wierzę, nie bezwględnie oczywiście. :)
Ludzkie życie jest jednak pełne niespodzianek (patrz @Karamazow, gdzie wspólnie z księdzem postawiliśmy mu krzyżyk...on jednak wrócił). Może to ten sam ksiądz, tym razem już z innego wymiaru? Wówczas mi odmówił, bo widział zejście w usprawiedliwianie. Po ludzku powinno być inaczej...
Cytuj:
Jeśli tak, to jesteś w błędzie.

Nigdy nie wykluczam błędu. Wierzę jednak w swój nos, to doświadczenie, sprawdzalne. :)
Cytuj:
Językiem teologicznym, to przeżywam typową "noc ciemną". Od Boga nie mam odpowiedzi, od konkretnych ludzi, nawet z forum, już mogę ich oczekiwać.

Nie jest to noc ciemna, też jej nie rozumiesz. Noc ciemna to kolejny etap w duchowości prowadzący ku Bogu a nie niewiara. Kończy się zresztą pocieszeniem. Od pocieszenia się też zaczęło, stąd ta niewyobrażalna tęsknota za powtórzeniem słodyczy, której człowiek doświadczył. To cierpienie wywołane tym, że Bóg się schował. To drugie to postawa Żyda, też teologiczna. Bóg odpowiada twardo: zaufaj, potem pogadamy. Nie daje sobą manipulować ani stawiać warunków. Nie ma wyższej formy wolności niż wybór lub odrzucenie Boga, to Tischner.
Cytuj:
Wypunktowujesz raczej moje deklaracje niewiary. Jednocześnie sugerujesz znalezienie punktu zaczepienia. Czy Twoim zdaniem jestem jednak ateistą?

Odczytałam totalne pogubienie, ale wybór sposobu na życie jest Twoim zadaniem.
Cytuj:
Wypunktowujesz rozdźwięk między niewiarą w życie po śmierci i Boga, a lękiem przed piekłem. Czy to raczej przejaw głęboko zakorzenionej wiary, nie w pełni widocznej jak czubek góry lodowej? Czy może przejaw negatywnych skutków indoktrynacji religijnej, opartej na strachu przed karą?

Ja zaakcentowałam jedynie niespójność. Szukałam zaczepienia dla wiary i myślenia religijnego.
Cytuj:
Podkreślasz następnie możliwość nieraz gorzkich konsekwencji wyboru życia wiarą versus oparciu się w życiu na epikureizmie.

Z wolności wynika odpowiedzialność, to naczynia połączone, jeśli definiujemy wolność jako prawo do-. Nic tu nie ma ode mnie.
Cytuj:
głęboko wierzę, że taką receptę na szczęśliwe życie już tu i teraz, a nie dopiero po śmierci, przynosi chrześcijańska filozofia.

Ja nie narzekam na swe życie, ale dostrzegam jak mądrze postępuje ze mną Pan i ile ma do mnie cierpliwości. Nagina, ale nie łamie.
Niczego mi nie brakuje poza naturą aniołka. Z osobowością aniołka nie mogłabym jednak pełnić pewnych ról zawodowych.


Cz kwi 20, 2017 10:06 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 162
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
Jak wspomniałem w ostatnim moim poście, to napiszę dziś, że jednak dojrzałem do podjęcia decyzji o rozpoczęciu eksperymentalnego miesiąca jako ateista.

Nie będzie więc szukania usprawiedliwienia. Przez miesiąc, decyduję się na odejście od jakichkolwiek praktyk religijnych (msza, modlitwa, spowiedź), oraz od prób re-indoktrynacji. W tym czasie, będę uważał się wobec siebie samego, oraz deklarował to wobec innych, że jestem ateistą. Powstrzymam się też od nawracających myśli, że może źle robię. Wiem że może być ciężko, bo już takie myśli ku zaniechaniu się pojawiały. Myślę jednak, że powinienem w tym wytrwać, pomimo licznych pokus powrotu do wiary.

Po miesiącu dopiero ocenię, jak się czułem jako ateista. I albo zostanę bezterminowo w tej pozycji, albo z większym przekonaniem powrócę na łono wiary.


Pt kwi 21, 2017 11:56 pm
Zobacz profil
Post Re: Praktykujący ateista
Widze ze robisz jakies ryzykowne eksperymenty.
jesli liczysz na jakies znaki, to nie ludz sie i pamietaj ze to jest twoja wolna wola.


So kwi 22, 2017 12:02 am
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt gru 18, 2012 3:33 pm
Posty: 1682
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
Cytuj:
Niczego mi nie brakuje poza naturą aniołka. Z osobowością aniołka nie mogłabym jednak pełnić pewnych ról zawodowych.


Merss spodobała mi się ta wypowiedź, nie da się zmienić natury. Mam znajomych, którzy mówią o mnie "kawał czorta" i to prawda. Masakra. Bywam wredna. To jest nie do zmiany. I jedna z moich córek tę cechę wysłała z mlekiem ode mnie, baa taka mała a czort większy ode mnie.

_________________
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.


So kwi 22, 2017 7:36 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2537
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
Jedni piszą, że wystarczy się obudzić, inni, że wszystko mogą w tym ktòry ich umacnia, co zresztą (po głębszym przeanalizowaniu), ale z grubsza rzecz biorąc, wychodzi na to samo, więc porzuć ten defetyzm Metanojo :wink:


So kwi 22, 2017 8:15 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14233
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
Metanoja - temerament ma charakter biologiczny, więc tu należy uważać na takiego małego uparciucha, by go nie złamać. Jego siłą będzie pewność siebie, przebojowość a więc ważne cechy przystosowawcze do realiów życia a także i zdolność do szybkiego podejmowania decyzji. To dar. Jeśli stanie przy nim melancholik, czy flegmatyk, będzie idał. Wciąż to samo, razem stanowimy komplet. Jeden szybko podejmuje decyzje, drugi czasem wyhamowuje go i dopracowuje szczegóły. I tak z każda sprawą. Nauczyłam się słuchać męża, gdy mówi o poważniejszych decyzjach - wiesz, ja myślę, żeby to przespać. Nauczyłam się myśleć, że robota poczeka, bo nie pali się w tej sprawie.


So kwi 22, 2017 8:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lis 18, 2015 10:14 pm
Posty: 1274
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Po miesiącu dopiero ocenię, jak się czułem jako ateista. I albo zostanę bezterminowo w tej pozycji, albo z większym przekonaniem powrócę na łono wiary.


Wydaje mi się, że miesiąc to za mało. Myślę, że powinieneś wyznaczyć sobie minimum 3 lata.


So kwi 22, 2017 8:54 am
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 162
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
lekarstwo napisał(a):
tomek87 napisał(a):
Po miesiącu dopiero ocenię, jak się czułem jako ateista. I albo zostanę bezterminowo w tej pozycji, albo z większym przekonaniem powrócę na łono wiary.


Wydaje mi się, że miesiąc to za mało. Myślę, że powinieneś wyznaczyć sobie minimum 3 lata.


To ironia? Ja po 3 dniach doświadczam bardzo silnych myśli, że robię źle, narażam się na potępienie, jeśli jednak Bóg istnieje wg wizji katolickiej.

Być może za bardzo też idealizuję Kościół i życie chrześcijanina. Gdy na przykład brakuje mi motywacji do nauki i pracy, to mówię sobie, że to wina odejścia od wiary. Że jako wierzący, umiałbym w sposób idealny panować nad sobą i być dobry.

Na razie jest ciężko wytrwać w tym postanowieniu. Każdego poranka budzę się z myślę, że robię jakąś głupotę i mam chęć powrócić do myśli i życia katolika.


So kwi 22, 2017 10:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt mar 04, 2008 1:11 am
Posty: 1747
Lokalizacja: Warszawa, Przyjaciele Oblubieńca
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Post Re: Praktykujący ateista
na początek to weź ty się zbadaj po prostu... bo 'brzmisz' mi raczej jak osoba z depresją czy coś takiego.
Może po prostu brakuje Ci magnezu/selenu/B12 czy innego mikroczynnika? Biologia ma duży wpływ na nasze emocje - a u Ciebie widzę że to znaczny czynnik. Warto to sprawdzić - choćby dla własnego zdrowia!

_________________
Nie sprzedawaj duszy diabłu, Bóg da Ci za nią więcej!


So kwi 22, 2017 11:13 am
Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19 ... 21  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL