Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Śr lip 17, 2019 7:15 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 92 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
 Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno? 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2994
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Tym razem napiszę krótko. Dziękuję -ZX6R! Za to że mogłem poznać Boga w twojej osobie. Nikt inny poza moimi rodzicami. Nie mówił tylko prawdy. A tu mogłem ją usłyszeć, wbrew wszystkim o poprawnie głoszonych poglądach jak ma być, bez różowych okularów. Czasem trzeba jednego który upada posłuchać, by usłyszeć prawdę. To świetna recepta na. Na mdłości wywołane propagandowym wizerunkem głoszonym przez wielu. Dziękuję Bogu za twą osobę. A tobie - ZX6R dziękuję że jesteś. Bez ciebie nie zrozumiał bym, jak to być do końca człowiekiem. Dopełniłeś mi obraz człowieka.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N mar 03, 2019 7:19 pm
Zobacz profil WWW
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So sie 25, 2018 8:33 am
Posty: 44
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
witoldm napisał(a):
Dziękuję -ZX6R! Za to że mogłem poznać Boga w twojej osobie.

Ale zaraz? Niby jak mogłeś we mnie poznać Boga? Przecież ja jestem zwykłym człowiekiem. Nie rozumiem całego Twojego wpisu.

witoldm napisał(a):
Dziękuję Bogu za twą osobę. A tobie - ZX6R dziękuję że jesteś. Bez ciebie nie zrozumiał bym, jak to być do końca człowiekiem. Dopełniłeś mi obraz człowieka.

Nie masz za co mi dziękować. Nic z tego nie rozumiem.


N mar 03, 2019 7:33 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2994
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Już tłumaczę. Ładny jest widok czegoś co jest kompletne i widziane z zewnątrz. Natomiast to z zewnątrz jest niewielką częścią całości. Widok ogólny i mylący bo nie pełny.
Pomogłeś nie wiedząc o tym, mi spojrzeć wierniej na wewnętrzny obraz Boga. A mówi ten obraz o wielkim złożonym tarciu, rozrywaniu nawet siebie przez Boga. W realizacji siebie przez postacie ludzi. Postacie ludzi dają Bogu wielkie ucięmięrzenie. Którego nikt nie ujrzy inaczej, jak tylko patrząc na ludzi cierpiących. Cały świat musi patrzeć na nas ludzi, by poznać przez nas Boga. Oczywiście to nasze cierpienie najlepiej odzwierciedla obraz Boga. Najwierniej przedstawia wnętrze Boga. Pomogłeś mi właśnie tak zrozumieć sens mojego życia. A także sens powstania człowieka w ogóle. Wyobraź sobie jak wielkiego muszą wszyscy inni ( poza nami i Bogiem ), dokonywać wysiłku by widzieć całego Boga, a nie tylko jego zewnętrzną powłokę.
Wiem że i tego do końca nie pojmiesz. Nie dziwię się temu, bo znacznie bardziej zdolni, tego też do końca nie pojmują. Nie moja to rola by wymieniać tych innych. Niech to co się ode mnie dowiedziałeś tobie wystarczy. Zapewniam ciebie, że to jest dla ciebie wystarczająca informacja. A zresztą pożyjesz zobaczysz i zrozumiesz. Napisałem tobie tylko to co jest konieczne. Tak jak ty napisałeś też to co konieczne. To pewno zrozumiesz.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


N mar 03, 2019 8:40 pm
Zobacz profil WWW
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 14, 2018 8:41 pm
Posty: 772
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
ZX6R - ja wierzę w to, że to, co piszesz, to jest prawda. I współczuję.
Chciałeś poznać odpowiedź - prawdę możesz odkryć, gdy odrzucisz to, co cię ciągnie w inną stronę.
Problem jest taki, że nie chcesz odrzucić tego, co założyłeś. Powiedzieliśmy ci, że cierpienie, to efekt grzechu Adama i Ewy, ale ty chcesz przerzucić winę na Boga. Obarczasz Go winą za to, co się działo w twoim życiu. Ale pomijasz jedną rzecz - nie żyjesz w takim świecie, jakiego chciał Bóg. Świat zaplanowany przez Boga to był Eden, to był Raj, ale człowiek w tym świecie wybrał coś, co było Bogu przeciwne i wszystko się posypało.
Uświadomienie sobie tego dopiero pozwoli ci odnaleźć Boga i prawdziwą odpowiedź na twoje pytanie.
ZX6R napisał(a):
Jakoś mi niebo kojarzy się też z ogromną nudą, gdzie lewituje się w powietrzu, albo z zieloną łąką, a na środku siedzi Pan Bóg i każdy śpiewa mu chwała. Zresztą co można robić w doskonałym świecie? Tutaj na ziemi to chociaż się można rozwijać. Ale tylko tym, którym Pan Bóg na to pozwoli.

A skąd wiesz, że w Niebie nie można się rozwijać? Nie wiemy, jak wygląda Niebo, wiemy, że jest przepełnione szczęściem. ;) I na pewno nie nudne, bo tam już wyzbędziemy się ludzkich ograniczeń.
ZX6R napisał(a):
A może po śmierci, będzie można wybrać całkowite zniszczenie duszy?

A gdzieżeś to w Biblii znalazł? :wink:
Niestety, to jest tylko szukanie usprawiedliwienia jak dla mnie.
ZX6R napisał(a):
Bo ja nie niebo to nie zasługuje, a do piekła nie chciałbym pójść.

Niestety, albo na lewo, albo na prawo. Nie ma środkowej drogi.
ZX6R napisał(a):
Więc nie dziwicie się, że mam taki a nie inny obraz Boga przed oczami. Mówię o Bogu Ojcu. Bo Pana Jezusa to lubię, bo coś w nim takiego fajne jest. Za to co zrobił dla ludzkości i bardzo Go podziwiam. I za tą miłość.

Pan Jezus został wysłany na ziemię i złożył z siebie ofiarę ze względu na Boga Ojca. Widać to m. in. po modlitwie w Ogrójcu. Poza tym, z racji Trójcy, Jezus jest Bogiem.
ZX6R napisał(a):
Gdzieś wyczytałem, że Bóg ma pełną kontrolę nad nieszczęściami człowieka. I to jest prawdą.

Pytanie, gdzie. Bo pojawia się pytanie, czy można ufać temu źródłu.
Osobiście się z tym nie bardzo zgadzam.
ZX6R napisał(a):
I za co mam być Bogu wdzięczny? Za te wszystkie krzywdy i upokorzenia? Które ciągną się latami od samego początku? Sprawiedliwe by było jakby było wiadomo, za co. Ale tego nikt nigdy się nie dowie, albo czekać trzeba aż do śmierci.

Bóg nie jest winien twoich nieszczęść. Niestety, nasze umysły na ziemi nie są zdolne poznać wszystkiego.
ZX6R napisał(a):
A Bóg będzie całe życie zsyłał krzyże i patrzył jak sobie radzę....

Jak wyżej.
ZX6R napisał(a):
Nie wiem Bogu to się u mnie wydarzyło sprawia to radość? Przecież to tak wygląda, jakby był sadystą.

Nie, nie sprawia Mu radości. Ale człowiek sam odrzucił szczęście, które Bóg chciał dać.
ZX6R napisał(a):
I nie ważne czy robi to sam, czy pozwala na to szatanowi.

Ważne.
Ale też pozwala na to Szatanowi, bo człowiek Szatana wybrał.
ZX6R napisał(a):
Więc proszę nie próbujcie mi wmawiać, że Bóg zrobił dobro w moim życiu. Bo tego dobra nigdy nie było.

Mówisz tak ze względu na obrazy w twojej głowie.
ZX6R napisał(a):
A ty masz się zamknąć i potulnie wykonywać chęci Boga. Bo tak oddajesz mu chwałę. Mimo wolnej woli to wygląda jak niewolnictwo.

Czy cię do tego zmusza? Nie. Tylko trzeba mieć świadomość konsekwencji.
Dla człowieka, który kocha Boga, oddanie Mu chwały to radość.
Czym jest niewolnictwo? Zależy, co uznamy za wolność.
ZX6R napisał(a):
Masz całe życie cierpieć. Bo takie jest życie i po to cię stworzyłem. Ale wpierw ciebie o to nie zapytam.

Fakt: nie mamy zdolności poznania, po co tak właściwie Bóg stworzył człowieka. Możemy spekulować. Oczywiście, jeżeli mamy na myśli cały rodzaj ludzki. Natomiast mówiąc o pojedynczym człowieku - to można próbować odkryć w wierze.
ZX6R napisał(a):
Nie chce od Boga pieniędzy, bogactw, kobiet i innych rzeczy materialnych. Ja chciałem mieć tylko zdrowie i zwiedzać i podziwiać to co stworzył dla człowieka. Myślałem, że tak Mu się oddaje bardzo wielką chwałę. Że Jego dziecko jest z tego zadowolone i dziękuje Mu za to.

Kształcenie i rozwój jako tako też jest chwałą dla Boga, ale przede wszystkim chwałę Mu oddasz w wierze, uwielbieniu i przestrzeganiu przykazań.
Uwielbiać Boga można różnie. Można Go uwielbiać w cierpieniu i radości, bo uwielbienie jest zachwytem, jest bezinteresowne i bez powodu (w sensie, jego powodem nie jest coś z twojego życia). Co więcej, uwielbienie jest doskonalsze niż dziękczynienie.
ZX6R napisał(a):
To złe rzeczy co się działy, na pewno były Jego Planem.

Nie. Nie mówiąc już o tym, że nie jestem pewna, jaki jest stopień Planu, o którym możemy mówić jako o poprawnym teologicznie.
ZX6R napisał(a):
W którym były założone same cierpienia. Bez zaznania szczęścia, upadki ze zdrowiem. Bez zaznania miłości jak i innych bardzo ważnych rzeczy. Bez prawdziwych przyjaciół, dziewczyny, matki, ojca. Z ciągłymi obelgami od innych, próbami zastraszania i próbami gnębienia. Odrzuconymi uczuciami, zabraną pasją i wieloma zainteresowaniami. Tak abym w dorosłym życiu wegetował.

Życie - jest ważne, ale zauważ, że cierpienie tutaj dla wierzącego jest tymczasowe. Podążający za Bogiem liczą na to, że po śmierci doznają wiecznej radości.
ZX6R napisał(a):
nigdy mnie nie szukał, bo nigdy nie było Jego działalności w moim życiu tej na plus.

A co, jeśli to ty nie widzisz?
A co, jeśli nie masz racji?
ZX6R napisał(a):
Widzę Go jako Boga okrutnego, w połączeniu z sadystą. Który bawi się ludźmi. Pewnie dla Niego to jest bardzo śmiertelny grzech. Ale ja Go inaczej nie poznałem.

Nadal możesz poznać. :)
ZX6R napisał(a):
Bo nic w moim życiu nie działo się na bank przypadkiem.

Skąd wiesz?

Co, jeśli rzeczywistość jest inna, niż się wydaje?
Co, jeśli to tylko przypadek?
Co, jeśli na oczy jeszcze nie przejrzałeś?
A co, jeśli...
;)


N mar 03, 2019 8:43 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 1420
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Więc dlaczego jeszcze tutaj jesteś? :)

Sam się na tym zastanawiam, wybrałem dział chrześcijaństwo. Forum otwarte dla wszystkich.
Nie będę odpisywał już na teologię i na inne sprawy niezwiązane z pierwszym postem, bo dyskusja ciągnęła by się w nieskończoność.

Cóż. Mówi się trudno. Powoli podsumowując.
Nie pomogliście mi, jeden straszył mnie piekłem, do którego tak naprawdę bardzo łatwo się dostać, a do nieba już tak nie bardzo. Nawet zachęty nie ma dużej. Piekłem się straszy przez całe Pismo Święte. A niebo? Tylko tyle, że ucho czy tam oko nie widziało. Jakoś mi niebo kojarzy się też z ogromną nudą, gdzie lewituje się w powietrzu, albo z zieloną łąką, a na środku siedzi Pan Bóg i każdy śpiewa mu chwała. Zresztą co można robić w doskonałym świecie? Tutaj na ziemi to chociaż się można rozwijać. Ale tylko tym, którym Pan Bóg na to pozwoli.
A może po śmierci, będzie można wybrać całkowite zniszczenie duszy? Jak dar np. ostatniego miłosierdzia Bożego? Bo ja nie niebo to nie zasługuje, a do piekła nie chciałbym pójść.

Wiem, że brzmi to jak użalanie. Ale takie nie jest, ja po prostu opisuje swoje życie, o którym i tak mało napisałem. Bo to nie wszystko. Ale nie chciałbym już kogoś tym zamęczyć. Każdy ma swoje problemy.
Żałuje, że tutaj napisałem. Nie powinienem się uzewnętrzniać, nie powinniście wiedzieć tylu informacji o mnie.

Nie przyszedłem tutaj o pomoc o nawrócenie, lub ogólną pomoc. Chciałem się tylko dowidzieć na te pytanie, które stanowi tytuł tematu.
Odpowiedziałem sobie tak naprawdę sam. Boga przy mnie nie było. Może był przy kilku zagrożeniach, ale to mógłby być też po prostu fart.
To nie jest jakieś, że wszystko było w porządku, nastało jakieś nieszczęście i ja się obraziłem na Boga. Wtedy to wszystko co piszecie było by zrozumiałe. Ja tak naprawdę ostatnio sam zacząłem zadawać sobie takie pytania. Po tylu latach, po tylu złych chwilach. Powiem wprost, to wszystko działo się od najmłodszych lat. Od kiedy pamiętam. Napisałbym to bardziej szczegółowo. Ale nie chce, bo było jeszcze dużo spraw, których nie napisałem. Ludzie proszę uwierzcie, że ja naprawdę sobie nie zmyślam i że ta seria porażek ciągnie się od mojego urodzenia. Aż do teraz.
Więc nie dziwicie się, że mam taki a nie inny obraz Boga przed oczami. Mówię o Bogu Ojcu. Bo Pana Jezusa to lubię, bo coś w nim takiego fajne jest. Za to co zrobił dla ludzkości i bardzo Go podziwiam. I za tą miłość.
Ja tego nie zaznałem, nie zaznałem miłości od drugiego człowieka, albo ona była. Tylko była już tak dawno, że nawet jej nie pamiętam. Złe dni wszystko zasłoniły.
Jestem też tylko zwykłym człowiekiem, najzwyklejszym człowiekiem. Albo i nie jestem nim. Bo nie potrafię kochać, nie wiem co to znaczy. Prawie nigdy tego nie otrzymałem. Nie wiem co to jest czułość, bliskość. :) Znam tylko ból, cierpienie, złość, pogardę. Nie wiem jak kochać i tak naprawdę nie chce wiedzieć już.
Mimo wszystko podejdę do leżącego człowieka, bo jakoś tak jest we mnie trochę człowieczeństwa. Nic poza tym.
Nie mogę realizować się pasji. Tylko dom praca dom.. A wpływa ma na to wiele czynników.
Nie wiem jak to jest mieć matkę, ojca. Bo on zawsze wybierał alkohol.
I nie raz wywoływał krzywdę psychiczną, nie wspominając o przemocy. To było kiedyś. Dziś chociaż sobie na to nie pozwolę.
Miałem garstkę kolegów, większość znajomych potrafiła mnie poniżać. Byłem trochę popychadłem. Dopiero teraz bym sobie na to nie pozwolił. Oj chciałbym się cofnąć w czasie i być bardziej męski. Tak właśnie działa brak męskiego wzorca w wychowaniu.
Zresztą słowo ojciec kojarzy mi się bardzo negatywnie. Pokazał mi siebie jako najgorsza wersja ojca dla dziecka. Sam nie chciałbym być ojcem..
Wiem czym jest dda, wiem jak działa współuzależnienie, tylko że ja nie jestem współuzależniony.
Co do kolegów, to przyjaźnie kończyły się wtedy jak zacząłem odmawiać, kiedy oni ciągle coś chcieli. :)
Gdzieś wyczytałem, że Bóg ma pełną kontrolę nad nieszczęściami człowieka. I to jest prawdą. Może o to mu chodziło, że jest przy mnie?
To ja mu bardzo dziękuje. :) Tylko niech nie mówi, że pragnie naszego szczęścia. Bo mi się śmiać chce na samą myśl. No jest przy cierpiącym człowieku, kontrolując to nieszczęście.
Gdyby to były jakieś jednorazowe nieszczęścia, jedne większe inne mniejsze. Ale nie ku.... całe życie!
Nie dość, że nie prosiłem się na ten świat. Bo uważam, że moje istnienie jest nie potrzebne. I nikt mnie nigdy nie przekona, że jest inaczej, nie po tym wszystkim. Większość z was nie ma bladego pojęcia, co ja czuję w środku.
I za co mam być Bogu wdzięczny? Za te wszystkie krzywdy i upokorzenia? Które ciągną się latami od samego początku? Sprawiedliwe by było jakby było wiadomo, za co. Ale tego nikt nigdy się nie dowie, albo czekać trzeba aż do śmierci. Mam zniszczone życie, całe dzieciństwo. I do kogo mam się modlić? A raczej dla kogo? A Bóg będzie całe życie zsyłał krzyże i patrzył jak sobie radzę.... Przecież to jest nie do wytrzymania. Ja mam już tego dość. Nie jestem masochistą. Nie lubię gdy mnie coś boli, a tym bardziej cierpi moja osoba. Nie wiem Bogu to się u mnie wydarzyło sprawia to radość? Przecież to tak wygląda, jakby był sadystą. I nie ważne czy robi to sam, czy pozwala na to szatanowi.
Może ja już dostaje kary za życia? I po to się tylko urodziłem? Jak wspomniałem to trwa od małego.
Więc proszę nie próbujcie mi wmawiać, że Bóg zrobił dobro w moim życiu. Bo tego dobra nigdy nie było. Nie piszcie mi, że Bóg karci i ćwiczy tych, których kocha. Bo to żadne pocieszenie. Zresztą przecież ona kocha wszystkich? To są wyjątki. Same te słowa świadczą o Nim, że jednak potrafi karcić i ćwiczyć. Więc jestem pewien, że on do tego wszystkiego doprowadził. I co chce tym zyskać? To żyje się po to, aby być tresowany, a jak coś nie wychodzi to zsyła się na tego człowieka nieszczęścia? To ma być dobroć? A ty masz się zamknąć i potulnie wykonywać chęci Boga. Bo tak oddajesz mu chwałę. Mimo wolnej woli to wygląda jak niewolnictwo.
Masz całe życie cierpieć. Bo takie jest życie i po to cię stworzyłem. Ale wpierw ciebie o to nie zapytam. Bo po co? Co ma to ciebie obchodzić.
Nie chce od Boga pieniędzy, bogactw, kobiet i innych rzeczy materialnych. Ja chciałem mieć tylko zdrowie i zwiedzać i podziwiać to co stworzył dla człowieka. Myślałem, że tak Mu się oddaje bardzo wielką chwałę. Że Jego dziecko jest z tego zadowolone i dziękuje Mu za to.
Jednak bardzo się pomyliłem. Sam doprowadził do tego wszystkiego, albo się nawet do tego nie przykładał tylko stał z boku i obserwował.
Podsumowując.
Jedyne co mi przychodzi od głowy. To złe rzeczy co się działy, na pewno były Jego Planem. W którym były założone same cierpienia. Bez zaznania szczęścia, upadki ze zdrowiem. Bez zaznania miłości jak i innych bardzo ważnych rzeczy. Bez prawdziwych przyjaciół, dziewczyny, matki, ojca. Z ciągłymi obelgami od innych, próbami zastraszania i próbami gnębienia. Odrzuconymi uczuciami, zabraną pasją i wieloma zainteresowaniami. Tak abym w dorosłym życiu wegetował. Jego Plan, założył też, że będąc dzieckiem byłem bardzo kumaty. W gdy podrosłem gdzieś to zniknęło.
Mam jakąś pewność siebie, nie mam już problemu z rozmowami z innymi ludźmi. Ale generalnie nie umiem rozmawiać. A i nie cierpię poznawać innych ludzi. Taki wiecie outsider.
Więc Bóg sobie może mówić jak najprzychylniej o mnie, że moje włosy są policzone. Że sam opuści stado i pójdzie szukać zagubionej owcy. Że był przy mnie. Dla mnie jest to kłamstwo. Bo ciekawe czy policzył moje stracone włosy, nigdy mnie nie szukał, bo nigdy nie było Jego działalności w moim życiu tej na plus.
Widzę Go jako Boga okrutnego, w połączeniu z sadystą. Który bawi się ludźmi. Pewnie dla Niego to jest bardzo śmiertelny grzech. Ale ja Go inaczej nie poznałem.
Bo nic w moim życiu nie działo się na bank przypadkiem.
Cóż powoli się z wami będę żegnał. Przepraszam jeżeli kogoś uraziłem. Zostanę tutaj jeszcze chwilkę, poczekam na ostatnią odpowiedź, może coś jeszcze napisze od siebie i poproszę o zamknięcie tematu.


Poczytaj co piszesz, bo chyba nie ty piszesz tylko twoje zale pisza.
Przejmij nad soba kontrole i jak ci juz pisalem pojednaj sie z Bogiem (spowiedz i Komunia Sw.), zamiast Go ciagle odrzucac i narzekac.
Nie poznasz Go ciagle Go odrzucajac.
Przyjmij Go do swojego zycia i pozwol by cie poprowadzil.
Obwiniasz Boga, ale na jakiej podstawie, skoro Go odrzucasz ze swojego zycia?
Jesli Go odrzucasz, to On nie ma mozliwosci dzialac w twoim zyciu, wiec to co sie w twoim zyciu dzieje to twoje dzialania, nie Jego.
Jak kolega mechanik chcialby ci pomoc naprawic auto a ty nie pozwolisz mu nawet dotknac tego tego auta i sam w nim grzebiesz, to nie miej pretensji do kolegoi mechanika ze zamiast naprawic auto to je jeszcze bardziej spiepszyles.

_________________
Nie wyrazam zgody na poza forumowe uzucie moich wypowiedzi dla osoob nie zgadzajacych sie z trescia.


Pn mar 04, 2019 9:33 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12663
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Czasem trzeba się też wyżalić, wypłakać, wyrzucic z siebie to co boli. Wazne jest w tym, że ma się tego świadomość. Tu czytam jednak zaprzeczenie, usprawieliwianie siebie a winę już przekierowano na tych co zmarnowali dzieciństwo i Boga, który nie wziął sznura i nie pogonil winnych. Wychodzi z tego usprawiedliwienie i pozostawanie w swym bólu.

On wymyślił sobie Boga, który ma obowiązek mu pomagać. Wynika to z faktu, że ma mieć tak jak sobie podpatrzył u innych. Zaproponował mu transakcję kupiecką i dziwi się, że Bóg milczy. Myślisz po kupiecku, znajdzie się zamiennik, który bardzo lubi takich pogubionych ludzi. Będzie stosował metodę kija i marchewki pilnując, by czasem do Boga nie wrócił. Ma kolejną marionetkę w swej walce z Bogiem.

Cierpienie, które przyjmuje się jako historię swego życia, jako coś niezrozumiałego prowadzi do przyjęcia nieuniknionego, ale i daje siły do walki, by jako dorosły uporać się z nim i przerwać lańcuch zła. To postawa Hioba: Boże nie rozumiem, ale zaczynam inaczej, szukam dróg wyjścia, by innym nie zafundować powtórki z rozrywki.
Można też postawić w stan oskarżenia ludzi i Boga...i nadal kręcić się wokół swego nieszczęścia. Postawa prowadząca donikąd.


Pn mar 04, 2019 10:01 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So lip 16, 2016 1:56 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Myślę że żal do ojca przeniosleś na Boga. Tak na prawde to do swojego ziemskiego taty masz zal o zmarnowane dzieciństwo i powykrzywiane zycie.

Może jemu to wszytko powiedz? Rozmawiałeś z tatą o dziecinstwie? Czy kiedykolwiek powiedziałeś mu: cierpialem. Chciałem mieć ojca, który będzie uczył mnie jeździć na rowerze. Chciałem ojca z którym będę mógł spędzić czas na męskich wyprawach. Chciałem ojca, który będzie mnie uczyl jak byc mężczyzną. Ojcem, mężem. Chciałem ojca z którym mógłbym kopać piłkę, rozpalić ognisko, podłubać w samochodzie, który będzie wspierał mnie w dążeniu do spełnienia marzeń, który będzie mnie motywował do działania, a w przyszłości pogada jak poderwać dziewczynę.

A zamiast tego dałeś mi ból. Zamiast tego dałeś mi strach. Zamiast tego dałeś mi złamane życie pełne goryczy, z niezapelniona dziura, której pustka teraz mnie pochłania. Zapytaj go dlaczego inne dzieci miały ojców, a Ty, chodź fizycznie miałeś to nigdy nie odczułeś jego bliskości. Nigdy nie poczułeś uderzenia jego dloni w swoją w geście przybicia piątki za trafioną bramke. Za to poczułeś ból, który zadała ta dłoń, która powinna mocno trzymać na spacerach, żebyś nie upadł i nie potlukl sie za mocno. Zapytaj dlaczego byl powodem Twoich upadków, a nie podporą. Zapytaj go dlaczego musiałeś mieć dzieciństwo pełne strachu, dlaczego nigdy nie usiadł obok i zapytał: co tam u Ciebie synu? Jak w szkole? Są jakieś fajne dziewczyny? Zapytaj dlaczego nie pokazałCi Boga. Zapytaj go o to. Chyba że nie masz odwagi.
Ja wiem, łatwej wrzeszczeć na kogoś kto nie odpowie wprost, kto się nie obroni.
Ale idź do ojca i powiedz mu to w twarz. Twoj obraz Boga od niego sie nie różni. To tak jakbys stanął przed i powiedział co Ci na sercu leży. Możesz rozmawiać z innymi, słuchać mądrych rad, nawet czuć sie wysłuchanym i zrozumianym. Ale w sercu masz bloakade ktora nie pozwala Ci zrozumieć że to nie Bog jest odpowiedzialny za Twoje cierpienia. Może sie boisz prawdy, bo nie wiesz co miałbyś z nia zrobic? Tu masz juz osobe z krwi i kosci, ktora reaguje. Twoja złość będzie ukierunkowana. To co innego niż mówić w powietrze, nie? To co innego niz pisac na forum. Wiadomo. Wiem, Wiem. Chodzi Ci o to, że nie reagował. Wiesz, ja byłam oporna do wiary, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy zapytac Boga dlaczego nie powstrzymal reki mojej mamy, gdy po raz kolejny podniosla ją na moją głowe. I nie zeby poglaskac ;) powodzenia.


Pn mar 04, 2019 1:50 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 1420
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Cassia, teraz to co piszrsz to bedzie tylko oskarzanie, a powinien po prostu wybaczyc, bo jak nie wybaczy to bedzie tak wiecznie narzekal i nic nie zmieni. Bedzie tylko wkolko mielil swoj zal i nie zrobi ani kroku do przodu.

_________________
Nie wyrazam zgody na poza forumowe uzucie moich wypowiedzi dla osoob nie zgadzajacych sie z trescia.


Pn mar 04, 2019 6:58 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So sie 25, 2018 8:33 am
Posty: 44
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Viridiana napisał(a):
ZX6R - ja wierzę w to, że to, co piszesz, to jest prawda. I współczuję.
Chciałeś poznać odpowiedź - prawdę możesz odkryć, gdy odrzucisz to, co cię ciągnie w inną stronę.
Problem jest taki, że nie chcesz odrzucić tego, co założyłeś. Powiedzieliśmy ci, że cierpienie, to efekt grzechu Adama i Ewy,

Nie potrzebuję od nikogo współczucia. To raz. A dwa. Co mam odrzucać i co mnie ciągnie w inną stronę?
A z jakiej racji tak ogólnie my mamy cierpieć za czyjeś błędy? Powtarzam, za czyjeś!
Viridiana napisał(a):
Świat zaplanowany przez Boga to był Eden, to był Raj, ale człowiek w tym świecie wybrał coś, co było Bogu przeciwne i wszystko się posypało.

No mój dom to jest na pewno "eden". To inny człowiek wybrał zło, wpierw wąż skusił Ewę, która była "pomocą" Adama, i ta "pomoc" skusiła Adama. Ewa wydała na świat potomstwo, te prawdziwe jak i wężowe. Podawałem link do tego wcześniej. Niby skąd się wzięło plemię żmijowe? O którym tak często wspomina Pan?
Viridiana napisał(a):
A gdzieżeś to w Biblii znalazł? :wink:
Niestety, to jest tylko szukanie usprawiedliwienia jak dla mnie.

Bóg jako osoba wszechmogąca, dlaczego nie chciałby spełnić mojej ostatniej prośby?
Viridiana napisał(a):
Niestety, albo na lewo, albo na prawo. Nie ma środkowej drogi.

A dlaczego nie? Wątpisz w moc Boga?
Viridiana napisał(a):
Bóg nie jest winien twoich nieszczęść. Niestety, nasze umysły na ziemi nie są zdolne poznać wszystkiego.

W punkt! To może niech Pan Bóg tak łaskawie, rozumie że jesteśmy tylko ludźmi? A nie Nim? I może niech tak opisuje wszystko na nasz poziom?
Już wiesz dlaczego uważam, że jesteśmy narzędziami? To znaczy ja się czuję jak narzędzie.
Czy nie jest winny? Może i nie. :) Przecież ma swoją kukiełkę, której pozwala na dopuszczanie. A Karać ludzi to nie karał, różnymi plagami? On czasem nie zsyła deszczu na sprawiedliwych i niesprawiedliwych? A co właśnie z Hiobem? Nie pozwolił czasem szatanowi dręczyć Hioba?
Wiesz co? Jakoś w to co piszesz, nie wierzę. :)
Viridiana napisał(a):
Nie, nie sprawia Mu radości. Ale człowiek sam odrzucił szczęście, które Bóg chciał dać.

To po co mnie w takim razie stworzył? Żeby patrzeć na to wszystko? :) Weź mnie już proszę nie rozśmieszaj.
Viridiana napisał(a):
Ważne.
Ale też pozwala na to Szatanowi, bo człowiek Szatana wybrał.

Więc jednak coś jest na rzeczy. Cóż dlaczego tak długo mu pozwalał, nawet wtedy kiedy na nic nie miałem wpływu?
Viridiana napisał(a):
Mówisz tak ze względu na obrazy w twojej głowie.

A jaki ma być obraz w mojej głowie po tym wszystkim? Nigdy by Ciebie to nie zastanawiało?
Viridiana napisał(a):
Czy cię do tego zmusza? Nie. Tylko trzeba mieć świadomość konsekwencji.
Dla człowieka, który kocha Boga, oddanie Mu chwały to radość.
Czym jest niewolnictwo? Zależy, co uznamy za wolność.

Straszy piekłem. A jak ktoś kochać nie umie? I nawet nie wie co to jest?
A niewolnictwo grzechu? I ciągłe pokusy? A popędy i pierwotne instynkty człowieka? Z którymi non stop trzeba walczyć?
Viridiana napisał(a):
Natomiast mówiąc o pojedynczym człowieku - to można próbować odkryć w wierze.

No i ja odkryłem. Po co mnie stworzył. Aby On patrzył, jak sobie radzę w niedoli.
Wiesz, że kiedyś w człowieku coś pęka, w każdym.... A jak już się podniesie, nie będzie ten człowiek taki sam.
Viridiana napisał(a):
ZX6R napisał(a):
To złe rzeczy co się działy, na pewno były Jego Planem.
Nie. Nie mówiąc już o tym, że nie jestem pewna, jaki jest stopień Planu, o którym możemy mówić jako o poprawnym teologicznie.

Ja uważam i czuję inaczej. I powiem. Tak to jest Jego Plan.
Viridiana napisał(a):
Życie - jest ważne, ale zauważ, że cierpienie tutaj dla wierzącego jest tymczasowe. Podążający za Bogiem liczą na to, że po śmierci doznają wiecznej radości.

No tak. Żyjesz by cierpieć. To może od razu zacznij się smagać batem po plecach. Albo przejdź się po potłuczonych szkłach. Przecież cierpienie jest takie fajne, człowiek ma cierpieć. Więc po to się człowiek rodzi? Żeby ciągle oddawać chwałę cierpiąc? Im dłużej tutaj jestem, tym bardziej zdumiewam się po co ja w ogóle się narodziłem. Nienawidzę tego dnia. :)
Viridiana napisał(a):
Skąd wiesz?

Co, jeśli rzeczywistość jest inna, niż się wydaje?
Co, jeśli to tylko przypadek?
Co, jeśli na oczy jeszcze nie przejrzałeś?
A co, jeśli...


Nie to nie jest inna rzeczywistość. To jest brutalne życie.
To nie jest przypadek. Więc jestem przypadkiem, co mnie by nawet nie dziwiło. Ale trochę dużo tych przypadków było. I tak jeden po drugim.
Właśnie ostatnio przejrzałem na oczy, inaczej by mnie tutaj na forum nie było.
sam2 napisał(a):
Poczytaj co piszesz, bo chyba nie ty piszesz tylko twoje zale pisza.

Mam gdzieś, czy ty to uważasz, za żale czy nie. :) A i pisz poprawnie po polsku, albo chociaż się staraj. Tego się czytać nie da... W dobie autokorekty i możliwości sprawdzenia pisowni jednym kliknięciem...
merss napisał(a):
siebie a winę już przekierowano na tych co zmarnowali dzieciństwo i Boga, który nie wziął sznura i nie pogonil winnych. Wychodzi z tego usprawiedliwienie i pozostawanie w swym bólu.
On wymyślił sobie Boga, który ma obowiązek mu pomagać. Wynika to z faktu, że ma mieć tak jak sobie podpatrzył u innych.

Wiesz co? Ja rozumiem czyjąś wolną wolę, ale mimo wszystko nie odniosłeś się do tych sytuacji, na które wpływu nie miałem, jak np. nowotwór.
Bóg nie ma najmniejszego obowiązku mi pomagać, jak chce to niech to robi. Tylko, niech przestanie gadać, że był przy mnie.
merss napisał(a):
Cierpienie, które przyjmuje się jako historię swego życia, jako coś niezrozumiałego prowadzi do przyjęcia nieuniknionego, ale i daje siły do walki, by jako dorosły uporać się z nim i przerwać lańcuch zła.

Ale to trwa cały czas. :D Anie jakieś pojedyncze przypadki.
cassia napisał(a):
Myślę że żal do ojca przeniosleś na Boga. Tak na prawde to do swojego ziemskiego taty masz zal o zmarnowane dzieciństwo i powykrzywiane zycie.

Do mojego ojca to jedyny jaki mam żal to, to że mnie spłodził. :)
Odpowiem na wszystkie Twoje pytania, pytaniem.
Rozmawiałaś kiedyś z alkoholikiem? Który nie trzeźwieje w dodatku? Wiesz, ze rozmowa z taką sobą to jak grochem o ścianę. On nie widzi w sobie winy, zawsze ma coś do powiedzenia i umie tak obrócić kota ogonem, że wina zawsze będzie po mojej stronie.
Widzisz zadałaś tyle pytań. To wstaw się teraz na moje miejsce i zapytaj Boga, dlaczego dołożył jeszcze do tego nowotwór? Bo tego mój ojciec mi nie zrobił.
cassia napisał(a):
Myślę że żal do ojca przeniosleś na Boga.

Ja mam żal do Niego za całe życie. Jeszcze bym zrozumiał jakbym wiedział za co, jeszcze bym zrozumiał, że dużo złego działo się przez innych.

sam2 napisał(a):
Cassia, teraz to co piszrsz to bedzie tylko oskarzanie, a powinien po prostu wybaczyc, bo jak nie wybaczy to bedzie tak wiecznie narzekal i nic nie zmieni. Bedzie tylko wkolko mielil swoj zal i nie zrobi ani kroku do przodu.

Weź to napisz jeszcze raz po polsku....
Generalnie powoli mi złość i żal przechodzi. Ale czy będę szukał Boga? I czy znowu się nie zwiększy?
Jakoś ostatnio przestałem się modlić. Po prostu nie mam na to ochoty.

Jakoś nigdy nie czułem pokrzepienia, czy ulgi. Mimo, że On zapewnia w piśmie co innego.
Po prostu zdumiewa mnie to, dlaczego twierdzi o sobie tak, a nie inaczej. I zostawia tylko domysły. Cóż jak napisałem na samym początku, to i ja mogę do pas powiedzieć, że jestem przy nim i że go nie opuszczę.
A tutaj sie ciągle pojawią odpowiedzi. On chce, On pragnie, Chce naszego dobra. On jest przy cierpiącym. I tylko chce, On pragnie itp.
Szukam też tutaj odpowiedzi, po co mnie stworzył? I to jest najgorsze, bo raz że nic się nie wie.... I dlaczego mimo wszystkich tych złych chwil dowalił mi jeszcze tego guza? Wiecie, że podczas operacji wierzyłem w Niego? I co mi to dało? Jakaś próba czy co? Zresztą On lubi robić ludziom takie próby. W piśmie nawet pisze, jak wystawił Abrahama na próbę.
Tylko, że dziecko ocalił..... Zmusza człowieka do takiej skrajności. Żeby sobie coś udowodnić. Fakt, tak była pokazana jak silna była wiara Abrahama. Ale, żeby zmuszać człowieka do takich rzeczy? Albo Hiob. Kurde który raz już pisze o Hiobie. :)
Nie zsyłał na niego Cierpień? Za co? Żeby sobie i szatanowi coś udowodnić?
Tak działa miłość Boga? Że zmusza człowieka do przyjmowania cierpień? Radość mu to sprawia czy co?
Przecież u mnie jest to samo. Jeżeli robił takie rzeczy Abrahamowi i Hiobowi. To dlaczego mi miałby nie robić?
Jestem coraz bardziej pewny, że to Bóg zesłał na mnie to wszystko. :)
Wiecie, że wykrycie tego guza, też było nagłe? Nagle zaczął dawać o sobie objawy. Tak z sekundy na sekundę.
Widzicie jak to wszystko zaczyna się układać w całość.


Pn mar 04, 2019 10:05 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 1420
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Czytac ci sie nawet nie che, bo jakos inni zrozumieli mimo bledow, a ty tylko szukasz powodu do zalu.
O tym mechaniku pewnie tez nic nie zrozumiales, bo takie rozumienie ci nie pasuje.
Bog ma stac przy tobie i ciagle cie glaskac po glowie jaki to ty biedny jestes i dawac ci co chwile cukierki i to pewnie czekoladowe z truflami, bo innaczej bedziesz nozka tupal.

_________________
Nie wyrazam zgody na poza forumowe uzucie moich wypowiedzi dla osoob nie zgadzajacych sie z trescia.


Pn mar 04, 2019 10:30 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N lut 10, 2019 8:37 pm
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
ZX6R napisał(a):
witoldm napisał(a):
Dziękuję -ZX6R! Za to że mogłem poznać Boga w twojej osobie.

Ale zaraz? Niby jak mogłeś we mnie poznać Boga? Przecież ja jestem zwykłym człowiekiem. Nie rozumiem całego Twojego wpisu.

witoldm napisał(a):
Dziękuję Bogu za twą osobę. A tobie - ZX6R dziękuję że jesteś. Bez ciebie nie zrozumiał bym, jak to być do końca człowiekiem. Dopełniłeś mi obraz człowieka.

Nie masz za co mi dziękować. Nic z tego nie rozumiem.

Tak to już jest, że czasem pomagamy nie wiedząc o tym. Ja rownież niejednokrotnie skorzystałem z wypowiedzi, które ani nie były adresowane do mnie ani nie skupiały się na temacie w którym mi pomogły. Miej oczy i uszy otwarte :)


cassia napisał(a):
Myślę że żal do ojca przeniosleś na Boga. Tak na prawde to do swojego ziemskiego taty masz zal o zmarnowane dzieciństwo i powykrzywiane zycie.

Może jemu to wszytko powiedz? Rozmawiałeś z tatą o dziecinstwie? Czy kiedykolwiek powiedziałeś mu: cierpialem. Chciałem mieć ojca, który będzie uczył mnie jeździć na rowerze. Chciałem ojca z którym będę mógł spędzić czas na męskich wyprawach. Chciałem ojca, który będzie mnie uczyl jak byc mężczyzną. Ojcem, mężem. Chciałem ojca z którym mógłbym kopać piłkę, rozpalić ognisko, podłubać w samochodzie, który będzie wspierał mnie w dążeniu do spełnienia marzeń, który będzie mnie motywował do działania, a w przyszłości pogada jak poderwać dziewczynę.

A zamiast tego dałeś mi ból. Zamiast tego dałeś mi strach. Zamiast tego dałeś mi złamane życie pełne goryczy, z niezapelniona dziura, której pustka teraz mnie pochłania. Zapytaj go dlaczego inne dzieci miały ojców, a Ty, chodź fizycznie miałeś to nigdy nie odczułeś jego bliskości. Nigdy nie poczułeś uderzenia jego dloni w swoją w geście przybicia piątki za trafioną bramke. Za to poczułeś ból, który zadała ta dłoń, która powinna mocno trzymać na spacerach, żebyś nie upadł i nie potlukl sie za mocno. Zapytaj dlaczego byl powodem Twoich upadków, a nie podporą. Zapytaj go dlaczego musiałeś mieć dzieciństwo pełne strachu, dlaczego nigdy nie usiadł obok i zapytał: co tam u Ciebie synu? Jak w szkole? Są jakieś fajne dziewczyny? Zapytaj dlaczego nie pokazałCi Boga. Zapytaj go o to. Chyba że nie masz odwagi.
Ja wiem, łatwej wrzeszczeć na kogoś kto nie odpowie wprost, kto się nie obroni.
Ale idź do ojca i powiedz mu to w twarz. Twoj obraz Boga od niego sie nie różni. To tak jakbys stanął przed i powiedział co Ci na sercu leży. Możesz rozmawiać z innymi, słuchać mądrych rad, nawet czuć sie wysłuchanym i zrozumianym. Ale w sercu masz bloakade ktora nie pozwala Ci zrozumieć że to nie Bog jest odpowiedzialny za Twoje cierpienia. Może sie boisz prawdy, bo nie wiesz co miałbyś z nia zrobic? Tu masz juz osobe z krwi i kosci, ktora reaguje. Twoja złość będzie ukierunkowana. To co innego niż mówić w powietrze, nie? To co innego niz pisac na forum.

Pytanie: jakie dobro może wyniknąć z takiej konfrontacji? Zdecydowanie latwiej mi wymienić potencjalne negatywne skutki niż pozytywne. Chętnie jednak poznam inny punkt widzenia.


Pn mar 04, 2019 11:02 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So sie 25, 2018 8:33 am
Posty: 44
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
sam2 napisał(a):
Cassia, teraz to co piszrsz to bedzie tylko oskarzanie, a powinien po prostu wybaczyc, bo jak nie wybaczy to bedzie tak wiecznie narzekal i nic nie zmieni. Bedzie tylko wkolko mielil swoj zal i nie zrobi ani kroku do przodu.

Czytać ze zrozumieniem też nie umiesz. Ja coś o użalaniu i marudzeniu coś tutaj napisałem nie raz. Ale nie będę tutaj tego odnowa pisał.
Powiem krótko, nie użalam się nad sobą. Ja szukam odpowiedzi, ja od Boga nie oczekuję tego: typu bogactwo, miłość, czy tam rzeczy materialne czy tam człowieka.
A, że do tych pytań muszę opisać swoje życie to wybacz, ale jak to dla ciebie są żale to proszę nie komentuj ok?
Ja nawet żałuję, że nie opamiętałem się i napisałem więcej o sobie, niż powinniście wiedzieć.
ps. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że z was wszystkich to jestem najbardziej odporny psychicznie. Bo drugi to by marniej skończył.
Tylko cóż z tego, że ciągle wracają te natrętne wspomnienia. I wszystko przypominają.


Wt mar 05, 2019 12:35 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2994
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
ZX6R
Niby czego chcesz się spodziewać od ludzi, którzy sami wiele nie wiedzą. A i to co wiedzą do końca nie rozumieją. Tu masz przykład tego że sam lepiej rozumesz swe położenie. Przynajmniej wiesz co przeżyłeś. Potwierdzasz nawet to co sugerowałem. Że cierpienie umacnia, temu ono słóży. Można go nie chcieć bo jest przeogromnym trudem. Można nie chcieć nawet tego umocnienia, bo cena jest wielka. To jest zrozumiała postawa dla każdego kto cierpi.
Tylko że pisanie o tym do innych zawsze kończy się podobnie. Piszesz do ludzi że Bóg robi tak, jak ty tego nie chcesz. No i teraz co? Można podzielać twą opinię i co? Będzie już więcej osób pisało że Bóg robi żeczy niechciane przez ludzi. Bo w domyśle wiele osób, przynajmniej w jakimś okresie swego życia miało podobnie. Wiele niechcianych spraw ich dotknęło. Czy to coś zmieni w tym co było, bądź co będzie? Ja w to wątpię. Bo oznaczało by to nic innego jak uczenie przez nas Boga. A do tego nigdy nie dochodziło. To Bóg nas uczy. Uczy być mocniejszymi. Taka to lekcja i takiej wymaga ofiary. A na to ani ja, ani ktokolwiek z nas nic nie poradzi. Jedynie co możemy to zaakceptować to co dla nas jest niechciane. Bo nic innego nie jesteśmy w stanie uczynić.
Ja wiem ty się tylko dzielisz tym co ciebie spotkało. Lecz wiedz o tym, że każdy z nas ma tak samo z Bogiem. Więc co? A to, że już samo opisywanie tego, uczyni treści każdego wpisu narzekaniem. Pomimo że nikt z piszących, tego tak nie czuje jako narzekanie. A to dlatego, że pisanie o tym niczego nie zmieni. A jak nie zmieni, to po co o tym pisać? Jedynie po to by poczuć się samemu lepiej. Poza tym piszemy do siebie ludzi, w podobnych problemach. Na które nikt z ludzi nic nie wskura, a jedynie musi to niechciane przyjąć by jemu było z tym lżej. Dopuki nie przyjmie i nie przestanie tego rozstrząsać, dzielić się tym z innymi. Nie ustąpi poczucie doznanej krzywdy, niesprawiedliwości.
Wiem że o to tobie chodzi by napisać chociaż o tym, a że czujesz się trochę potem lżej. To usprawiedliwiasz sobie potrzebę takich wpisów. Jest to typowa terapia własnego myślenia. Działająca powolnie lecz kojąco. I dobrze że chociaż to. Tu wielu z nas nie umie już unieść treści opisów o podobnym brzmieniu. Więc piszą w sposób taki by zniechęcić podobnie piszących. No cóż, jesteśmy niecierpiwi. A ściślej cierpliwi do pewnego momentu. Dlatego poczytamy, lecz idąc za treścią, wielu z nas już cierpliwości zaczyna brakować. Radzą byś zmienił sposób pomagania sobie, w poradzeniu sobie z tą sytuacją. Co słusznie ująłeś, że sam już sobie poradziłeś z tą sytuacją.
Tu jednak jest tak, że część z nas też poszukuje wsparcia w podobny sposób. Oni szukają też wysłuchania. Czytając jednak np. twe wpisy, szkodzą sobie. Bo nie czują się lepiej, a przeciwnie czują się gorzej. No bo są jeszcze słabsi od ciebie czy ode mnie. Tak to jest. To nie zła wola tu funkcjonuje, lecz bezsilność wielu. Nawet w czytaniu podobnych treści. To że ciężar wysłuchiwania przenoszony jest na Boga, to wynik tej bezsilności. Tak to się dzieje. Pewno tego szukałeś. Jak sobie jeszcze można pomóc. Teraz wiesz że pisaniem trochę tak. Ale z ograniczeniem do pewnej granicy. Kiedy nie będzie ktoś chciał słuchać tego. To niby oczywiste, że nie powinien czytać tego. Niestety wielu nie wie tego, jak tego nie przeczyta. W trosce o tych właśnie jeszcze słabszych, inni ukrucają pisanie o swych problemach. By nie dołować jeszcze słabszych. Tak to wygląda.
Masz tu pełny wydźwięk pisania o swych problemach.
Po takiej informacji, pozostaje tylko nadzieja że dam radę. I tego należy się trzymać. Bo konkretna pomoc w postaci znalezienia kogoś w swym życiu, jako balsamu na to. Co przykrego było wcześniej w życiu, można tylko życzyć tobie.
Jest tego prosty prozaiczny powód. Mało jest ludzi przygotowanych do tego. No są księża do tego przygotowani zawodowo. Lecz nie wszyscy i tak do końca pomogą z różnych powodów. A wśród innych ludzi, łatwiej jest znaleźć kogoś komu należy pomóc. Aniżeli kogoś, kto szuka takich którym trzeba pomagać. To realne sprawy. Bo jak zauważyłem, właśnie szukasz realnej opinii.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Wt mar 05, 2019 9:00 am
Zobacz profil WWW
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So lip 16, 2016 1:56 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
Pytania były retoryczne. Bardziej ku refleksji, że to nie Bóg. Poza tym, skoro Twoim jedynym żalem do ojca jest to, ze Cie spłodził, to w końcu nie Bog Cie na ten świat przysłał, żeby Cie upodlic? A może się zgadali? :)
Jestem narkomanka, wiem jakie to mechanizmy. Tak, rozmawialam z alkoholikiem- ojciec mojego dziecka nim jest. BOGU dzięki, że moje życie już jest inne, a dziecko ma normalna rodzine z Bogiem na pierwszym miejscu. Tak w nawiasie mówiąc: niezły los zgotowałabym mojemu dziecku. JA, nie Bóg.

Pytałam Boga o tego raka. Wpisz sobie w google: jak powstaje rak?. Tam masz odpowiedz. Ja sie nie zdziwilam co prawda, ze nie ma tam napisane: to Bog wedle swojego widzimisie rozdaje choroby. Ale Ty moze sie zdziwisz :) Mam nadzieję że będzie to miłe zaskoczenie dla Ciebie ;)


Wt mar 05, 2019 11:35 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 14, 2018 8:41 pm
Posty: 772
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg jest przy mnie? Czy aby na pewno?
ZX6R napisał(a):
A dwa. Co mam odrzucać i co mnie ciągnie w inną stronę?

Odrzucić swoje uprzedzenia. Założyć, że tak naprawdę to być może nic nie wiesz. Pozwolić odejść bólowi i zrobić miejsce na coś nowego. Podążać w kierunku postawy, w której nie będzie w tobie nieustannych oskarżeń. Przestań mówić, zacznij słuchać. Przyszedłeś szukać odpowiedzi, ale jak dać odpowiedź, gdy mówisz?
ZX6R napisał(a):
A z jakiej racji tak ogólnie my mamy cierpieć za czyjeś błędy?

Ponieważ to pytanie jest dwuznaczne, przedstawię oba warianty:
a) Dlaczego mamy cierpieć za grzech pierwszych ludzi? Materia grzechu pierworodnego jest skomplikowana. M. in. popsuła się wtedy ludzka natura - co oznacza, że nieuniknione jest to, że każdy człowiek ma ją popsutą.
b) Dlaczego mamy cierpieć za grzechy naszych bliskich? Nikt nie obiecywał, że świat po grzechu pierworodnym będzie sprawiedliwy. Cierpienie chrześcijanina tutaj jest nieuniknione. Wszyscy mamy popsutą naturę.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Świat zaplanowany przez Boga to był Eden, to był Raj, ale człowiek w tym świecie wybrał coś, co było Bogu przeciwne i wszystko się posypało.

No mój dom to jest na pewno "eden". To inny człowiek wybrał zło

Jako ludzie jesteśmy jednością w pewnym sensie. Każdy urodzony ma w sobie skazę grzechu pierworodnego. Ty też.
ZX6R napisał(a):
Ewa wydała na świat potomstwo, te prawdziwe jak i wężowe. Podawałem link do tego wcześniej. Niby skąd się wzięło plemię żmijowe? O którym tak często wspomina Pan?

Naprawdę zamierzasz traktować Biblię tak dosłownie?
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
A gdzieżeś to w Biblii znalazł? :wink:
Niestety, to jest tylko szukanie usprawiedliwienia jak dla mnie.

Bóg jako osoba wszechmogąca, dlaczego nie chciałby spełnić mojej ostatniej prośby?

Do pytania już: A gdzieżeś to w Biblii znalazł? :wink:
Tu nie chodzi o wszechmoc. Tylko o to, że Bóg to nie jest złota rybka, która ci spełni każdą prośbę - tym bardziej nie musi spełniać tej prośby. Dostałeś na ziemi napomnienie, wiesz, że jest piekło i Niebo, nie kombinuj. Nie próbuj się usprawiedliwiać.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Niestety, albo na lewo, albo na prawo. Nie ma środkowej drogi.

A dlaczego nie? Wątpisz w moc Boga?

W moc Boga nie wątpię, tak samo jak nie wątpię w prawdziwość Pisma Świętego.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Bóg nie jest winien twoich nieszczęść. Niestety, nasze umysły na ziemi nie są zdolne poznać wszystkiego.

W punkt! To może niech Pan Bóg tak łaskawie, rozumie że jesteśmy tylko ludźmi? A nie Nim? I może niech tak opisuje wszystko na nasz poziom?

Pan Bóg jak najbardziej to rozumie. Gościu, on wybaczy nawet mordercy, jeśli ten żałuje za grzechy i z postanowieniem poprawy przyjdzie do spowiedzi.
Chcesz wszystko na swoim poziomie - a dlaczego Bóg ma cię ograniczyć do twojego poziomu? Nie lepiej, żeby z pomocą Pisma, wiary wprowadził cię na wyższy poziom?
ZX6R napisał(a):
Już wiesz dlaczego uważam, że jesteśmy narzędziami? To znaczy ja się czuję jak narzędzie.

Bycie narzędziem to nie obelga. Narzędzie jest potrzebne. Oczywiście mówię to z lekka przenośnie.
ZX6R napisał(a):
A Karać ludzi to nie karał, różnymi plagami? On czasem nie zsyła deszczu na sprawiedliwych i niesprawiedliwych? A co właśnie z Hiobem? Nie pozwolił czasem szatanowi dręczyć Hioba?
Wiesz co? Jakoś w to co piszesz, nie wierzę. :)

Nie wierzysz, bo nie chcesz wierzyć, ot co. :)
Stary Testament nie jest łatwy do interpretacji. Trzeba mieć w tym doświadczenie.
Hiob - Księga Hioba to księga mądrościowa jeśli dobrze kojarzę. Więc ona nie musi przedstawiać realnego człowieka, ma nas czegoś nauczyć. Bóg dopuścił cierpienie w przypadku Hioba - ale Hiob po całym zdarzeniu dostał wynagrodzenie za swoje straty, jeśli dobrze pamiętam.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Nie, nie sprawia Mu radości. Ale człowiek sam odrzucił szczęście, które Bóg chciał dać.

To po co mnie w takim razie stworzył? Żeby patrzeć na to wszystko? :) Weź mnie już proszę nie rozśmieszaj.

Nie mamy zielonego pojęcia, po co Bóg w ogóle stworzył świat. Nie dowiemy się tego chyba na ziemi.
Dlaczego ciebie stworzył? Już ci dałam radę: relacja z Bogiem ci to pokaże.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Ważne.
Ale też pozwala na to Szatanowi, bo człowiek Szatana wybrał.

Więc jednak coś jest na rzeczy. Cóż dlaczego tak długo mu pozwalał, nawet wtedy kiedy na nic nie miałem wpływu?

Odpowiedziałam na to; grzech pierworodny.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Mówisz tak ze względu na obrazy w twojej głowie.

A jaki ma być obraz w mojej głowie po tym wszystkim? Nigdy by Ciebie to nie zastanawiało?

Nie byłam w takiej sytuacji jak twoja, więc skąd mam wiedzieć? Jeżeli założyć pewne podobieństwo pomiędzy mną z warunków, jakie mam i potencjalną mną z twoich, to szukałabym odpowiedzi, ale spokojnie, racjonalnie.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Czy cię do tego zmusza? Nie. Tylko trzeba mieć świadomość konsekwencji.
Dla człowieka, który kocha Boga, oddanie Mu chwały to radość.
Czym jest niewolnictwo? Zależy, co uznamy za wolność.

Straszy piekłem.

Czy ja wiem?
ZX6R napisał(a):
A jak ktoś kochać nie umie? I nawet nie wie co to jest?

To właśnie to jest piękne w Bogu, że jak ktoś nie umie, ale chce, to Bóg mu może dać łaskę i będzie umiał.
ZX6R napisał(a):
A niewolnictwo grzechu? I ciągłe pokusy? A popędy i pierwotne instynkty człowieka? Z którymi non stop trzeba walczyć?

Wina Szatana, a nie Boga.
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Natomiast mówiąc o pojedynczym człowieku - to można próbować odkryć w wierze.

No i ja odkryłem. Po co mnie stworzył. Aby On patrzył, jak sobie radzę w niedoli.

No właśnie nie odkryłeś. Zająłeś się sprawą zbyt powierzchownie.
ZX6R napisał(a):
Wiesz, że kiedyś w człowieku coś pęka, w każdym.... A jak już się podniesie, nie będzie ten człowiek taki sam.

Może to i czasami dobrze, że nie będzie taki sam?
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
ZX6R napisał(a):
To złe rzeczy co się działy, na pewno były Jego Planem.
Nie. Nie mówiąc już o tym, że nie jestem pewna, jaki jest stopień Planu, o którym możemy mówić jako o poprawnym teologicznie.

Ja uważam i czuję inaczej. I powiem. Tak to jest Jego Plan.

Twoje uczucia nie mają nic do gadania.
Tu ma być ważny duch, a nie dusza.
Zbyt łatwo wyrokujesz. :)
ZX6R napisał(a):
Viridiana napisał(a):
Życie - jest ważne, ale zauważ, że cierpienie tutaj dla wierzącego jest tymczasowe. Podążający za Bogiem liczą na to, że po śmierci doznają wiecznej radości.

No tak. Żyjesz by cierpieć.

Nie powiedziałam tego. Nie przekręcaj moich wypowiedzi. :) Nie czytaj z nich tego, co chcesz z nich wyczytać.
ZX6R napisał(a):
Nie to nie jest inna rzeczywistość. To jest brutalne życie.
To nie jest przypadek. Więc jestem przypadkiem, co mnie by nawet nie dziwiło. Ale trochę dużo tych przypadków było. I tak jeden po drugim.

Rachunek prawdopodobieństwa nie wyklucza sytuacji totalnie nieprawdopodobnych. Może akurat po prostu źle trafiłeś. Nic więcej.
ZX6R napisał(a):
merss napisał(a):
siebie a winę już przekierowano na tych co zmarnowali dzieciństwo i Boga, który nie wziął sznura i nie pogonil winnych. Wychodzi z tego usprawiedliwienie i pozostawanie w swym bólu.
On wymyślił sobie Boga, który ma obowiązek mu pomagać. Wynika to z faktu, że ma mieć tak jak sobie podpatrzył u innych.

Wiesz co? Ja rozumiem czyjąś wolną wolę, ale mimo wszystko nie odniosłeś się do tych sytuacji, na które wpływu nie miałem, jak np. nowotwór.
Bóg nie ma najmniejszego obowiązku mi pomagać, jak chce to niech to robi. Tylko, niech przestanie gadać, że był przy mnie.

Ale był przy tobie. Tylko ty mu nie ufałeś.
ZX6R napisał(a):
Ale to trwa cały czas. :D Anie jakieś pojedyncze przypadki.

Może to dlatego, że nie ufasz Bogu. ;)
ZX6R napisał(a):
Widzisz zadałaś tyle pytań. To wstaw się teraz na moje miejsce i zapytaj Boga, dlaczego dołożył jeszcze do tego nowotwór? Bo tego mój ojciec mi nie zrobił.

Bóg też tego nie zrobił.
ZX6R napisał(a):
cassia napisał(a):
Myślę że żal do ojca przeniosleś na Boga.

Ja mam żal do Niego za całe życie. Jeszcze bym zrozumiał jakbym wiedział za co, jeszcze bym zrozumiał, że dużo złego działo się przez innych.

A zrozumieć można niestety, tylko w wierze. :-(
ZX6R napisał(a):
Jakoś ostatnio przestałem się modlić. Po prostu nie mam na to ochoty.

Jakoś nigdy nie czułem pokrzepienia, czy ulgi. Mimo, że On zapewnia w piśmie co innego.

Bo być może twoja wiara nie była wystarczająco dojrzała.
ZX6R napisał(a):
I zostawia tylko domysły.

Być może lepiej, żeby świadomość niektórych rzeczy przyszła później.
ZX6R napisał(a):
Szukam też tutaj odpowiedzi, po co mnie stworzył? I to jest najgorsze, bo raz że nic się nie wie....

A jak ci ma odpowiedzieć, jeśli nie chcesz się do Niego zbliżyć?
ZX6R napisał(a):
I dlaczego mimo wszystkich tych złych chwil dowalił mi jeszcze tego guza?

I znów, od razu zwalasz winę na Boga.
ZX6R napisał(a):
Żeby sobie coś udowodnić.

Sobie? On nie musi sobie nic udowadniać. :)
ZX6R napisał(a):
Nie zsyłał na niego Cierpień? Za co? Żeby sobie i szatanowi coś udowodnić?
Tak działa miłość Boga? Że zmusza człowieka do przyjmowania cierpień? Radość mu to sprawia czy co?

Szukasz tylko tego, co chcesz widzieć.
ZX6R napisał(a):
Widzicie jak to wszystko zaczyna się układać w całość.

Ja tu żadnej całości nie widzę.

Odnoszę wrażenie, że podświadomie dążysz do wyparcia Boga. To jest łatwiejsze. Już kiedyś w twoim życiu była wiara - ale gdy teraz na forum okazało się, że ona nie polega tylko na tym, że w modlitwie pogadasz, o coś poprosisz, a Bóg się odwdzięczy spełnieniem modlitwy, to uparcie wypierasz Boga. Nie chcesz spróbować postawy, jaką ci proponujemy. My zachęcamy do relacji, do takiego tańca, w którym nie jesteś pewien, jaki krok zaraz nastąpi, ale ufasz prowadzącemu, ale wolałbyś transakcję handlową, w której za modlitwę dostaniesz to, a za coś inne tamto. A tak się nie da z Bogiem być. To Bóg Żywy, którego nie możemy ubrać w ramy. Jakbyśmy patrzyli na ogromną przestrzeń, która nie da się objąć cała wzrokiem, a która jest obrazem i możemy podziwiać jego kawałek - bardziej do tego podobny jest Bóg. Zachęcamy do tego, by umieć się postawić w sytuacji ucznia, by pochylić czoło i powiedzieć "Ucz mnie". Chcesz nauczyć się kochać - dlaczego więc nie chcesz stać się uczniem?


Wt mar 05, 2019 7:56 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 92 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL