Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pt gru 06, 2019 6:40 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 208 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
 wojny/żołnierze 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 14, 2010 12:50 pm
Posty: 17134
Lokalizacja: Rzeczpostpolita Polska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):
Yarpen Zirgin,

Cytuj:
Upadłby. Jedyna różnica była by taka, że jeszcze więcej rosyjskich mężczyzn by poległo w czasie walk.

Naturalnie, klęska Niemiec była przesądzona już w 1942.

Klęska III Rzeszy była przesądzona już w 1941 roku, a nawet w 1939.

Cytuj:
Ale choćby dla nas, miało znaczenie, kto i kiedy, zdobędzie Berlin, oraz jak długo potrwa niemiecka okupacja?

Miało. Jednak wolałbym, aby do II Wojny Światowej w ogóle nie doszło. To było jednak niemożliwe, bo ZSRR była ona koniecznie potrzebna do osłabienia państw, przeciwko którym zamierzali zacząć wojnę.

Cytuj:
Tak na marginesie, nie ma opracowań na temat kosztów społecznych i psychologicznych, jakie Rosjanie ponieśli w tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. A także związanych z kilkudziesięcioma latami komunizmu. Warto je uwzględniać, choćby po to, by rozumieć postawę Rosjan wobec obecnego kryzysu.

Aby zrozumieć postawę Rosjan, to trzeba popatrzeć na ich całą historię, a nie jedynie ostatnie kilkadziesiąt lat. Rosjanie przyzwyczaili się za carów, że ktoś ich trzyma żelazną ręką, więc komunizm niewiele tutaj zmienił. Imperialne zapędy również rozbudził w nich carat.

_________________
"W Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki."


Pn lip 21, 2014 6:35 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N gru 30, 2012 9:38 am
Posty: 3264
Lokalizacja: Centralna Polska
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
Yarpen Zirgin,
Cytuj:
Klęska III Rzeszy była przesądzona już w 1941 roku, a nawet w 1939.

Masz na myśli wmanewrowanie Hitlera w wojnę, przez Stalina?
Jednak wówczas jeszcze nic nie było przesądzone. Nie było przesądzone nawet w momencie ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki.
Cytuj:
Aby zrozumieć postawę Rosjan, to trzeba popatrzeć na ich całą historię, a nie jedynie ostatnie kilkadziesiąt lat. Rosjanie przyzwyczaili się za carów, że ktoś ich trzyma żelazną ręką, więc komunizm niewiele tutaj zmienił. Imperialne zapędy również rozbudził w nich carat.

Zgoda. Miałem co innego na myśli - ogromne spustoszenia, jakie w ludzkich psychikach spowodowała straszliwa wojna na Wschodzie, a potem doświadczenie życia w komunistycznym reżimie.


Pn lip 21, 2014 6:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 14, 2010 12:50 pm
Posty: 17134
Lokalizacja: Rzeczpostpolita Polska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):
Yarpen Zirgin,
Cytuj:
Klęska III Rzeszy była przesądzona już w 1941 roku, a nawet w 1939.

Masz na myśli wmanewrowanie Hitlera w wojnę, przez Stalina?
Jednak wówczas jeszcze nic nie było przesądzone. Nie było przesądzone nawet w momencie ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki.

Było tak samo przesądzone, jak przegrana Japonii w momencie ataku na USA. Po prostu nie da się wygrać wojny prowadzonej na kilka frontów, gdzie jeden jest z państwem mającym niemal nieograniczone zasoby.

Cytuj:
Cytuj:
Aby zrozumieć postawę Rosjan, to trzeba popatrzeć na ich całą historię, a nie jedynie ostatnie kilkadziesiąt lat. Rosjanie przyzwyczaili się za carów, że ktoś ich trzyma żelazną ręką, więc komunizm niewiele tutaj zmienił. Imperialne zapędy również rozbudził w nich carat.

Zgoda. Miałem co innego na myśli - ogromne spustoszenia, jakie w ludzkich psychikach spowodowała straszliwa wojna na Wschodzie, a potem doświadczenie życia w komunistycznym reżimie.

Te spustoszenia nasątpiły już dużo wcześniej. Nie ma co zwalać winy na ZSRR, że Rosjanie wręcz oczekują, że ktoś ich będzie trzymał za mordę.

_________________
"W Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki."


Pn lip 21, 2014 7:02 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N gru 30, 2012 9:38 am
Posty: 3264
Lokalizacja: Centralna Polska
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
Yarpen Zirgin,

Cytuj:
Te spustoszenia nasątpiły już dużo wcześniej. Nie ma co zwalać winy na ZSRR, że Rosjanie wręcz oczekują, że ktoś ich będzie trzymał za mordę.

Nie doceniasz destrukcyjnych skutków narodowych traum. Węgrzy nie mogą się pozbierać od prawie 100 lat, gdy pozbawiono ich połowy terytorium i znacznej części narodu. My także mamy swoje za uszami, wystarczy posłuchać zwolenników PISu. A przecież to co przeszli Polacy, czy Węgrzy, nie umywa się do tragedii narodu rosyjskiego.
Cytuj:
Było tak samo przesądzone, jak przegrana Japonii w momencie ataku na USA. Po prostu nie da się wygrać wojny prowadzonej na kilka frontów, gdzie jeden jest z państwem mającym niemal nieograniczone zasoby.

W sensie militarnym masz absolutnie rację. Ale oprócz tej opcji, istniały także rozwiązania polityczne. Gdyby Adolf był bardziej elastyczny wobec narodów Rosji, gdyby inaczej potraktował Francję, kto wie, jak potoczyłyby się wydarzenia? Wizja antykomunistycznej krucjaty mogła niejednego skusić w Europie.


Pn lip 21, 2014 9:06 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt lip 26, 2013 4:24 pm
Posty: 4214
Lokalizacja: Szwecja
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):


Ale choćby dla nas, miało znaczenie, kto i kiedy zdobędzie Berlin, oraz jak długo potrwa niemiecka okupacja?


No i owszem, alisci sie panowie dogadali i batiuszce Dzugaszwilemu przypadl zaszczyt oraz, niestety, takze i Polska.
Udzial kobiet nie byl tu decydujacy.

exeter napisał(a):
Tak na marginesie, nie ma opracowań na temat kosztów społecznych i psychologicznych, jakie Rosjanie ponieśli w tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. A także związanych z kilkudziesięcioma latami komunizmu. Warto je uwzględniać, choćby po to, by rozumieć postawę Rosjan wobec obecnego kryzysu.


Alez pewnie ze warto- a co mnie do bialej goraczki doprowadza jak nie komunistyczne ciagotki i umniejszanie zla ktore ten ustroj wyrzadzil wielu narodom, nie tylko Polakom?
Jakkolwiek podobnie jak hitleryzm wyszedl z Niemiec tak i komuna z Rosji. A ze nie wszyscy byli po stronie rezimow toc i cale szczescie, inaczej zwatpilbym calkiem w te narody.
Oraz widac jakie szkody poczynila komuna w umyslach oraz sumieniach ludzi, widac to nawet i tu na forum.

_________________
'Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać
Ale miłość moja nigdy nie odstąpi od Ciebie
Mówi Pan'


Pn lip 21, 2014 9:27 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt lip 26, 2013 4:24 pm
Posty: 4214
Lokalizacja: Szwecja
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):

Sprzęt sam nie walczy. A już na pewno nie dotyczy to sprzętu z II WŚ.
Obsługiwali go żołnierze i żołnierki Armii Czerwonej.


Alec przecaz te kobiety nie wygralyby wojny szydelkami czy walkami do ciasta?...

_________________
'Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać
Ale miłość moja nigdy nie odstąpi od Ciebie
Mówi Pan'


Pn lip 21, 2014 9:35 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn cze 17, 2013 8:54 pm
Posty: 810
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
To co się mówi ostatnio o wojnach i broni tam tez używanej to wymienia sie jedną z groźniejszych : broń atomową potem chemiczną . Jednak istnieje coś jeszcze i to coś o wiele bardziej niebezpiecznego. Zagrożeniem dziś jest tzw.
,,pranie mózgu ,, .
Jak widać nie tylko wielkie koncerny produkcyjne chwytają się tego . Co gorsza jest ,,ona,,używana w ustach polityków a ludzie są bardzo podatni na tego typu manipulacje. A dobry sprzęt/pośrednik to media .

_________________
Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi ... (Łk24,29)


Pn lip 21, 2014 9:45 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N gru 30, 2012 9:38 am
Posty: 3264
Lokalizacja: Centralna Polska
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
róża8,

to o czym napisałaś nie jest niczym nowym. Słowo bywa bronią równie skuteczną i śmiercionośną, jak groty i kule. A wojna psychologiczna jest tak stara, jak ludzkość.

To mi przypomniało powiedzenie - "Na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda".
Po raz kolejny potwierdzamy jego prawdziwość, obserwując wydarzenia na Ukrainie.


Pn lip 21, 2014 9:55 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Wt kwi 15, 2014 1:48 pm
Posty: 154
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
Widzę,że nadal rozważania nad kobietą w armii. Jeśli wspomnieć o "Armii Czerwonej" to na uwagę zasługuje fakt, że walczyło w jej szeregach milion kobiet. Szukać należy przyczyn ich tak licznego udziału w walce. Samo wychowanie w duchu ideologii radzieckiej odniosło ogromny skutek. Rosjanki bardzo kochały swój kraj, chciały się dla niego poświęcić. Powszechnie wierzono, że bardzo szybko uda się pokonać Hitlera, a kobietą wpajano,że wojna to prawie wczasy. Nowoczesna kobieta chciała i musiała udowodnić,że jest tak samo przydatna jak mężczyzna. Niestety,prawdą historyczną jest,że gierojki po wojnie zostawały pannami. Ich zniszczona psychika i bojaźn części męskiej przed takową niewiastą powodował brak możliwości wstąpienia w związki małżeńskie.


Pn lip 21, 2014 10:31 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt lip 26, 2013 4:24 pm
Posty: 4214
Lokalizacja: Szwecja
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):
Słowo bywa bronią równie skuteczną i śmiercionośną, jak groty i kule. A wojna psychologiczna jest tak stara, jak ludzkość.

To mi przypomniało powiedzenie - "Na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda".
Po raz kolejny potwierdzamy jego prawdziwość, obserwując wydarzenia na Ukrainie.



He he - i kto to pisze, naprawde zycie jest lepsze od kabaretu! :mrgreen: :D :-D

A propos kobiet w armii to w koncu o co Ci chodzi: dobrze to czy niedobrze ze ZSRR rzucilo kobiety do walki majac- w mysl znanej pogardy dla zycia jednostki- ogromne straty w ludziach, biorac pod uwage los kobiet na wojnie gorszy od meskiego o czym sam piszesz i polecasz literature?

Jest to postep czy nie, ze kobiety maja sluzyc w armii skoro sam dowodzisz ze to nie miejsce dla nich? Ze chodzi o wartosc bojowa? Moze i wartosc porownywalna ale co z tego? Ja sie pytam- jaki to niby postep?

_________________
'Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać
Ale miłość moja nigdy nie odstąpi od Ciebie
Mówi Pan'


Wt lip 22, 2014 9:23 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lip 09, 2014 11:23 am
Posty: 1526
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
srebrny napisał(a):
. Rosjanki bardzo kochały swój kraj, chciały się dla niego poświęcić..



Nie tylko one. Jednak udział kobiet w działaniach RKKA miał raczej wyraz propagandowy.


Wt lip 22, 2014 9:58 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N gru 30, 2012 9:38 am
Posty: 3264
Lokalizacja: Centralna Polska
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
srebrny,
Cytuj:
Widzę,że nadal rozważania nad kobietą w armii. Jeśli wspomnieć o "Armii Czerwonej" to na uwagę zasługuje fakt, że walczyło w jej szeregach milion kobiet. Szukać należy przyczyn ich tak licznego udziału w walce. Samo wychowanie w duchu ideologii radzieckiej odniosło ogromny skutek. Rosjanki bardzo kochały swój kraj, chciały się dla niego poświęcić.

Zasadniczym powodem tak masowego udziału Rosjanek w walkach, były niewyobrażalne straty Armii Czerwonej w sile żywej. Tylko od 22 06 1941, do końca 1941, w zabitych, zaginionych, wziętych do niewoli i ciężko rannych, Rosjanie bezpowrotnie utracili ok. 8 mln żołnierzy. To, że się z tak potwornej klęski podnieśli, było nieomal cudem. Ale wymagało sięgania po ostatnie rezerwy, w tym, do populacji kobiet. Co nie przeczy Twojej tezie, że system sowiecki przygotowywał młode kobiety do służby krajowi, już w czasach pokoju.
Cytuj:
Niestety,prawdą historyczną jest,że gierojki po wojnie zostawały pannami. Ich zniszczona psychika i bojaźn części męskiej przed takową niewiastą powodował brak możliwości wstąpienia w związki małżeńskie.

To prawda, ale równie drastycznego traktowania przez sowiecki reżim doświadczyli po wojnie męscy weterani. A już zupełnie niewyobrażalnym dla cywilizowanego świata, było traktowanie inwalidów. Wyłapywanych i zsyłanych do obozów, by swoją obecnością nie podważali największego sukcesu Sowieckiej Rosji - zwycięstwa nad faszyzmem.

Derayes,

Cytuj:
A propos kobiet w armii to w koncu o co Ci chodzi: dobrze to czy niedobrze ze ZSRR rzucilo kobiety do walki majac- w mysl znanej pogardy dla zycia jednostki- ogromne straty w ludziach, biorac pod uwage los kobiet na wojnie gorszy od meskiego o czym sam piszesz i polecasz literature?

Jest to postep czy nie, ze kobiety maja sluzyc w armii skoro sam dowodzisz ze to nie miejsce dla nich? Ze chodzi o wartosc bojowa? Moze i wartosc porownywalna ale co z tego? Ja sie pytam- jaki to niby postep?

Z jednej strony Rosjanki udowodniły, że kobiety mogą walczyć równie skutecznie, jak mężczyźni. Z drugiej, że płacą za to znacznie wyższą cenę.
Przyznaję, że nie miałem pełnej świadomości, jak wielką, dopóki nie przeczytałem książki Swietłany Aleksijewicz.
To nie tylko to, o czym wspominał srebrny. Walka powodowała taki wstrząs psychiczny, że kobiety traciły atrybuty swojej płci - na wiele miesięcy, lub lat, zanikała u nich miesiączka, zatracały wrażliwość i empatię.
Mężczyźni w większości lepiej sobie radzą z wojennym stresem.

Ale mogą być takie okoliczności, gdy koszty przestają się liczyć. I wówczas kobiety będą walczyły, tak jak to miało miejsce w przeszłości.


Wt lip 22, 2014 8:39 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt lip 26, 2013 4:24 pm
Posty: 4214
Lokalizacja: Szwecja
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
exeter napisał(a):

Zasadniczym powodem tak masowego udziału Rosjanek w walkach, były niewyobrażalne straty Armii Czerwonej w sile żywej. Tylko od 22 06 1941, do końca 1941, w zabitych, zaginionych, wziętych do niewoli i ciężko rannych, Rosjanie bezpowrotnie utracili ok. 8 mln żołnierzy.


To dobrze ze rozumiesz te kwestie, tzn. udzial kobiet nie byl zadnym 'postepem' tylko smutna koniecznoscia. Dodalbym, o czym tez sam piszesz, koniecznoscia spowodowana pogarda dla ludzkiego zycia jaka mial ruski rezim=mezczyzni masowo gineli i byly straty.

exeter napisał(a):
A już zupełnie niewyobrażalnym dla cywilizowanego świata, było traktowanie inwalidów. Wyłapywanych i zsyłanych do obozów, by swoją obecnością nie podważali największego sukcesu Sowieckiej Rosji - zwycięstwa nad faszyzmem.


Prawda?
A tow. Putin i jego zgraja jest wlasnie kontynuatorem takiego sposobu myslenia- tylko czasy co nieco lepsze ale w glowach wciaz ta sama mentalnosc.


Cytuj:
Z jednej strony Rosjanki udowodniły, że kobiety mogą walczyć równie skutecznie, jak mężczyźni. Z drugiej, że płacą za to znacznie wyższą cenę.
Przyznaję, że nie miałem pełnej świadomości, jak wielką, dopóki nie przeczytałem książki Swietłany Aleksijewicz.


Coz, wystarczyloby moze miec nieco wiedzy czym jest wojna (a te my jako Polacy, potwornie doswiadczeni przez okupantow, posiadamy przeciez) tudziez jak to sie ma do kobiecej psychiki aby dojsc do wniosku ze wojsko to generalnie nie jest dobre miejsce dla kobiet.

exeter napisał(a):
Mężczyźni w większości lepiej sobie radzą z wojennym stresem.


Nie jestem wcale pewien czy tak jest.
Nie zmienia to jednak faktu zasadniczego=kobiety w armii sa smutna koniecznoscia, jesli nawet co poniektore same tego pragna. To jest hipokryzja, ze jakoby chodzi tu o rownouprawnienie.

exeter napisał(a):
Ale mogą być takie okoliczności, gdy koszty przestają się liczyć. I wówczas kobiety będą walczyły, tak jak to miało miejsce w przeszłości.


Czy moze tez- beda wysylane do walki. Dla zbrodniczego rezimu jakim byl komunizm nie liczylo sie nic oprocz wladzy i zdobyczy terytorialnych, co tam 'jakies' kobiety. Po wonie zreszta wsadzono je na traktory, znow z powodu smutnej koniecznosci.

_________________
'Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać
Ale miłość moja nigdy nie odstąpi od Ciebie
Mówi Pan'


Śr lip 23, 2014 9:12 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N gru 30, 2012 9:38 am
Posty: 3264
Lokalizacja: Centralna Polska
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
znaLezczyni,

postanowiłem odświeżyć stary wątek po lekturze książki, tej książki:

Ciachciacz - nie reklamujemy

EDIT; "Przekleństwo Adama przyszłość bez mężczyzn". R.



Tematyka poruszona przez prof. Sykes'a(tego Sykesa http://www.dyskusje.katolik.pl/viewtopic.php?p=917318#p917318)
pasowałaby do wielu forumowych dyskusji. Wręcz idealnie wpisuje się w nasz spór, co było(i jest) przyczyną konfliktów zbrojnych? Polecam Ci tę książkę, którą nie tylko dobrze się czyta, ale i otrzymuje fascynujące wyjaśnienie powodów powszechnie obserwowanych przejawów agresji w relacjach pomiędzy ludźmi.
A na zachętę przytaczam fragment rozdziału 21.

_______________________________________________________________________________________________

I tak powstał tyran

Bez wątpienia dzieje się coś bardzo, bardzo złego. Właściwie wszystkie świadome próby manipulowania płcią dzieci faworyzują mężczyzn i chromosomy Y świętują swój wielki dzień. Bez dwóch zdań chromosom Y został zwycięzcą, jednak czy mógł bezpośrednio kreować swój sukces? Gdy patrzyłem na własny chromosom, maleńki fragment spreparowany na szkiełku mikroskopowym, wyglądał zupełnie niewinnie - dryfujący samotnie przez pokolenia; ten, który decyduje o płci, lecz pozbawiony jest korzyści płynących z rekombinacji. Wszystkim pozostałym chromosomom dane jest mieszać się, wymieniać geny w każdym pokoleniu. W jaki sposób ten samotny karzeł stał się najbardziej wpływowym spośród wszystkich chromosomów? Jak ten banita posiadł władzę, by zmuszać nas, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, tak po prostu do podporządkowania się jego woli? W jaki sposób udało mu się wysłać łodzie wikingów na wzburzone fale północnego Atlantyku, dać mongolskim hordom impuls do działania i sprowadzić śmierć nienarodzonych dziewczynek z Amritsaru? Oto ohydna twarz selekcji płciowej i genetyczny konflikt, który szczuje chromosomy Y na siebie, a wszystkie razem na esencję kobiecości. To właśnie nadało kształt współczesnemu światu.


Aby zrozumieć genezę sukcesu oraz tak wielki rozkwit chromosomu Y, musimy odbyć podróż w przeszłość do czasów, gdy Ziemi nie pokrywał lód, a nasi przodkowie nie gromadzili się jeszcze wokół ognisk, by się ogrzać. Wtedy na świecie panował spokój. Wielki glob Gai, samoregulujący się i macierzyński, dryfował w przestrzeni wokół swojego Słońca. Nasi przodkowie mieli niewielki wpływ na tę wędrującą kulę. (....)
Mniej więcej trzy miliony lat temu nasi przodkowie zaczęli wyrabiać narzędzie z kamieni znajdowanych w korytach rzek, ale ten stopień rozwoju nie powodował większych zakłóceń. Dawni ludzie byli nieliczni i żyli w znacznym rozproszeniu. Stopniowo rozprzestrzeniali się z afrykańskiej kolebki na resztę lądów, nadal wędrując w niewielkich grupach i nadal mając niewielki wpływ na równowagę Matki Ziemi. Sto pięćdziesiąt tysięcy lat temu ludzie należący do naszego gatunku, Homo sapiens, znowu wyruszając z Afryki, stopniowo zajęli miejsce swoich kuzynów Homo neanderthalensis i Homo erectus w Europie i Azji. Nie obudziło to śpiącej boginii Ziemi. Dla niej było to tylko kolejne zwierzę, spośród wielu innych zwierząt, powoli powiększające swój zasięg. Bez wątpienia było ono niezwykłe, osobniki należące do tego gatunku potrafiły komunikować się między sobą w sposób, którego do tej pory nie znała, jednak poza tym były dość przeciętne i niezbyt liczne. Wielka boginii zamknęła swe oczy i na powrót zapadła w sen. Niewielka zmiana ziemskiej orbity schłodziła jej skórę i wówczas przebudziła się, by zobaczyć lodowce schodzące z wysokich gór i lód rozprzestrzeniający się z obu biegunów przez zamarznięte morza. Nowi ludzie tkwili w swoich siedliskach, nawet w najchłodniejszych regionach, co wzbudziło jej uznanie, lecz nie było w tym nic nadzwyczajnego. Wzdrygnęła się i znowu zapadła w sen. Epoka lodowcowa minie, dobrze to wiedziała bez żadnej interwencji. W przeszłości widziała to już wiele razy. Mogła spać, dopóki to się nie skończy i obudzić znów, jak to zwykle robiła za kolejne 100 tysięcy lat.
Po 20 000 lat drzemki obudził ją drapiący w gardle kaszel. Na pierwszy rzut oka świat wyglądał z grubsza jak zawsze. Lód powrócił na bieguny i w wysokie partie gór, morze zaś było niebieskie i właściwie wolne od lodu. A zatem epoka lodowcowa skończyła się. Pustynie były mniej więcej tam gdzie dawniej, zieleń lasów znajdowała się mniej więcej tam gdzie kiedyś. Cóż zatem ją obudziło? Spojrzała uważniej. Wtedy dostrzegła wiele szarych i brązowych łat, które pojawiły się wokół wybrzeży i wzdłuż rzek przecinających kontynenty. Były one pełne ludzi, tych dziwnych stworzeń, które poprzednim razem wzbudziły jej cichy podziw. Wokół kręciły się ich miliony.(....)


Oszołomienie Gai niezwykle gwałtowną przemianą jej Ziemi było najzupełniej zrozumiałe. Według jej skali czasowej wielkie połacie globu zmieniły się w ciągu zaledwie jednej nocy, przekształcając się z krajobrazu o całkowicie naturalnej roślinności w miasta, pola, lub drogi. Podczas jej ostatniego przebudzenia na ziemi żyło niewielu ludzi - najwyżej milion, rozrzuconych po bezdrożach Afryki, Eurazji i Australii, natomiast teraz na lądach roiło się ich 7 miliardów. Pojawienie się państw i miast, przemysłu i urbanizacji, wszystkiego, co dziś uznaje się za naturalne, gdyż nie znamy niczego innego, stało się w jednej chwili, według jej skali czasowej.
Przyzwyczajeni do współczesnego świata, nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko od końca ostatniej epoki lodowcowej, czyli od około 13 000 lat, zmieniły się warunki.(....) Trzynaście tysięcy lat temu nasi przodkowie żyli właściwie tak samo jak przez poprzednie dwa miliony lat. Nie chcę przez to powiedzieć, że nasz gatunek, czy jego protoplaści nie doświadczyli w tym czasie żadnej zmiany. Niewątpliwie zmiany powoli zachodziły. Ale sposób życia naszych przodków zaledwie 13 tys. lat temu był o wiele bardziej podobny do tego, jaki wiedli nasi bardziej odlegli przodkowie przed dwoma milionami lat, niż do naszego dzisiaj. Zarówno jedni, jak i drudzy żyli z polowania na dziką zwierzynę, rybołówstwa, zbierania korzonków, orzechów i owoców. O wiele mniej działo się w czasie 100 tysięcy generacji rozdzielających te dwie grupy łowców i zbieraczy niż podczas pięciuset pokoleń dzielących nas od końca epoki lodowcowej. Jedno z pierwszych kamiennych narzędzi: osadzone w uchwycie ostrze, zarówno pod względem wyglądu jak i sposobu wytwarzania, pozostało niezmienne przez 300 tysięcy lat. Tymczasem mój dwuletni laptop już jest przeżytkiem.


Co mogło wyzwolić tak skrajną i gwałtowną zmianę?
Poza tymi, którzy jako wyjaśnienie wskazują na wizytę obcych z innej planety, większość badaczy jest zgodna, że decydujące było tu pojawienie się kultury rolniczej. Gdy już uzyskaliśmy kontrolę nad zasobami żywności, wszystko zaczęło toczyć się błyskawicznie. Nie wydaje się to dostatecznym wyjaśnieniem niezwykłej złożoności dzisiejszego zaawansowanego technicznie i zurbanizowanego świata. Umiejętność uprawiania żywności zamiast chwytania jej lub wykopywania mogła uczynić życie nieco bardziej wygodnym, lecz nie doprowadziłaby nas bezpośrednio w tak krótkim czasie do atrybutów współczesnego życia. Dlaczego równie rewolucyjne odkrycia naszych przodków - łuk i strzała, czy umiejętność rozpalania ognia, żeby wymienić tylko te dwa - nie przyczyniły się do podobnie zdecydowanej i niepowstrzymanej zmiany w kierunku nowoczesnego życia? Umożliwiły one tylko zabijanie zwierząt na odległość, przyrządzanie ich i utrzymywanie ciepła. To były bezpośrednie, przewidywalne wyniki ludzkiej pomysłowości. Nie dały nam w efekcie rzymskiego imperium, szybkich samochodów, kawioru, szampana, telefonów komórkowych, banków internetowych, metra, broni palnej, zespołów rockowych ani zmechanizowanej wojny. Co takiego wyjątkowego było w rolnictwie? Dlaczego ta raczej łagodna, spokojna, nawet nudna umiejętność wytwarzania żywności na zawsze zmieniła nas i nasz świat? W jaki sposób doprowadziła nas tak szybko do nowoczesnego świata, który byłby zupełnie obcy naszym przodkom?


Błyskawiczna transformacja do nowoczesnego świata i jej ciągłe postępujące przyspieszenie w kierunku nieznanego nosi piętno zerwanej z uwięzi selekcji płciowej. Sądzę, że nasz gatunek, prowadzący ciężką, lecz stabilną i nienaruszającą równowagi ekologicznej egzystencję, został niespodziewanie rzucony w wir selekcji płciowej przez okoliczności, które nagle pojawiły się wraz z rolnictwem. Co to były za okoliczności? Ciąg wydarzeń, od pierwszego wynalezienia rolnictwa aż do stworzenia rozpoznawalnych prototypów nowoczesnego świata, jest dobrze znany. Nie będę w tym miejscu upierać się, że za pojawieniem się kultury rolnej stał chromosom Y, pozwólcie mi po prostu opisać, co wiadomo o jej korzeniach. Gdy piszę o wynalezieniu rolnictwa , nie chodzi mi o znaczenie, które to słowo ma w dzisiejszych czasach. Nie było to wynalezienie w takim sensie jak wynalezienie parowozu lub odkurzacza pana Dysona, czy nawet odkrycie sposobu, w jaki rozpalić ogień.
Wszystko to były mniej lub bardziej nagłe postępy, inspirowane błyskami wyobraźni lub, co jest bardziej prawdopodobne w przypadku wynalezienia rozniecania ognia, obserwacją, metodą prób i błędów. W porównaniu z nimi rolnictwo było systemem, który ewoluował w długim czasie.


Najwcześniejsze spośród licznych niezależnych centrów kultury rolnej, które znamy z obszaru Żyznego Półksiężyca , obejmującego cały dzisiejszy Irak oraz część Syrii, Jordanii, Turcji i Iranu, zostały założone nieco ponad 10 tysięcy lat temu. Do tego czasu nasi przodkowie dotarli do niemal wszystkich części Ziemi. Były to ludy łowiecko-zbierackie, podążające za przemieszczającymi się zależnie od pory roku stadami zwierząt łownych, zbierające płody natury i gromadzące gruntowną wiedzę o roślinach i zwierzętach, klimacie i krajobrazie. Ci ludzie przekroczyli Cieśninę Beringa, stanowiącą niegdyś pomost lądowy łączący Syberię z Ameryką, podjęli morskie podróże do Australii i Nowej Gwinei. Tylko Madagaskar oddalony od wybrzeży Afryki, odległe wyspy Polinezji oraz, na półkuli północnej, Islandia i Grenlandia pozostały nieodkryte przez ludzi. Nigdy nie podano absolutnie satysfakcjonującego wyjaśnienia, dlaczego rolnictwo w ogóle powstało, jednak okoliczności jego narodzin są wystarczająco dobrze znane. Wraz z końcem epoki lodowcowej i ociepleniem klimatu podnosił się poziom mórz zasilanych wodą z topniejących czap lodowych i lodowców. Nie był to delikatny i stopniowy proces z niezauważalnymi zmianami poziomu wód ciągnącymi się setki lat. Topnienie kontynentalnych czap lodowych powodowało tworzenie się ogromnych słodkowodnych mórz śródziemnych. Jedno z nich pokrywało obszar połowy dzisiejszej Kanady i północnych stanów USA, jego połączenie z oceanami blokował lodowy korek tkwiący u wejścia do Zatoki Hudsona. Gdy w końcu ta bariera stopniała, tysiące kilometrów sześciennych słodkiej wody wlało się do oceanów podczas jednego błyskawicznego tryśnięcia. Poziom mórz wzrósł o 8 metrów mniej więcej w ciągu jednej doby i miliony kilometrów kw. Ziem położonych nisko równin nadbrzeżnych, które niegdyś były domem naszych przodków, zostały zatopione. W następstwie podobnych katastrof, przeplatanych stopniowym wzrostem poziomu wód spowodowanym nieskrępowanym topnieniem polarnych czap lodowych, została zalana Zatoka Perska. Ludzie którzy tam żyli, byli zmuszeni uciekać przed nadchodzącą falą.
Szli na północ wzdłuż brzegów dwóch wielkich rzek – Tygrysu i Eufratu – przecinających góry Anatolii i północny Iran i osiedlili się w ich dolinach oraz na wzgórzach wznoszących się nad terenami zalewowymi. Mieszanka ciepłego, mokrego i suchego klimatu pozwalała na bujny wzrost roślinności na zboczach wzgórz. Dojrzewające ziarna musiały przyciągać uwagę myśliwych. Jest również pewne, że któryś(któraś) z nich zauważył, jak nasiona wrzucone w ziemię w obozowisku kiełkowały po deszczu. Jedynie mały krok – mały, lecz rewolucyjny – dzielił te przypadkowe obserwacje od rozmyślnej uprawy dzikich traw. Na początku wykorzystywano je jedynie jako pokarm uzupełniający dietę bogatą w orzechy pistacjowe i mięso migrujących gazeli azjatyckich. Dzięki temu zmniejszano ryzyko głodu. Ktokolwiek świadomie zasiał pierwsze ziarno nie mógł mieć najmniejszego pojęcia o ty, co rozpętał – bądź rozpętała.


W innych częściach świata, Indiach, Chinach, zachodniej Afryce, Etiopii, Nowej Gwinei, Ameryce Środkowej i na terenach dzisiejszych wschodnich stanów USA to samo wydarzyło się w czasie następnych kilku tysięcy lat. W różnych miejscach zaczynano uprawiać różne rośliny – ryż w Chinach, sorgo w zachodniej Afryce, taro na Nowej Gwinei, kukurydzę w Ameryce Środkowej i rośliny dyniowate na wschodzie obecnych Stanów Zjednoczonych, lecz wszędzie w ślad za nimi pojawił się podobny wzorzec upraw. Rolnictwo rozpoczęło się jako proces stopniowy, na początku pomnażając dzikie zasoby, by z czasem zupełnie je zastąpić. Dzięki podobnemu procesowi stopniowe obłaskawienie dzikich zwierząt doprowadziło do pierwszych udomowień. Nietrudno odmalować jego początki. Młode dzikiej kozy, którego matkę zabili myśliwi, podąża za nimi do obozu, wzruszająco becząc. W większości przypadków pewnie włączano je do menu, jednak łatwo wyobrazić sobie dziecko, które chciało zatrzymać sobie młode zwierzątko. Dzieci nadal tak robią z ptaszkami, czy innymi małymi zwierzętami. Nie ma sensu wyposażać naszych przodków w umiejętność przewidywania skutków takiego małego aktu dobroci. Koza będzie zupełnie szczęśliwa, jeśli zostanie uwiązana do drzewa w sąsiedztwie obozowiska i będzie mogła zjadać wszystko w zasięgu pyska. Nie będzie już szczęśliwa, gdy dorośnie, straci cały urok i skończy jako obiad. Stąd już tylko mały krok do rozmyślnego chwytania młodych zwierząt i rozmnażania ich w niewoli. Ani stopniowe udomawianie dzikich roślin, ani postępujące oswajanie dzikich zwierząt nie wygląda na specjalnie wielką zmianę w indywidualnym życiu naszych przodków. Trudno sobie wyobrazić, by to mogło zadziałać jako katalizator odpowiedzialny za wszystkie cuda i całą grozę nowoczesnego świata. W dodatku dane archeologiczne pokazują, że rolnictwo jako sposób życia, rozprzestrzeniło się bardzo powoli. Od początków na Bliskim Wschodzie dotarcie do naszych przodków w Europie i zmiana ich sposobu życia zajęły mu ponad 4 tysiące lat. Na przykład, na wybrzeżach Danii jeszcze ponad tysiąc lat temu ludzie żyli z połowu występujących tu w obfitości ryb i mięczaków, podczas gdy 80 kilometrów w głębi lądu ich sąsiedzi uprawiali pola jęczmienia.


Chociaż nie mam zamiaru bagatelizować korzyści, jakie odnieśli nasi przodkowie z zastąpienia dotychczasowych źródeł dzikiego pokarmu własnymi uprawami i zwierzętami, to było coś, co odbija się echem do dnia dzisiejszego. Odkryciu i przysposobieniu rolnictwa towarzyszyły nowe pojęcia o daleko idących konsekwencjach, pojęcia nieznane przed zasadzeniem pierwszego ziarna i uwiązaniem do drzewa pierwszego zwierzęcia. Te pojęcia to: własność, bogactwo i władza. Były zupełnie nowe i dawały wprost broń do ręki naszemu staremu znajomemu – chromosomowi Y – jako nowe i wszechmocne narzędzia selekcji płciowej. Teraz nareszcie chromosomy Y uzyskały możliwość wykorzystania tych cennych nabytków, by rozprzestrzeniać się bez żadnych ograniczeń; zyskały okazję, by postępować w zgodzie z instynktem niekończącej się replikacji, który dotąd trzymały na wodzy. Według mnie to mężczyźni, i przez nich chromosom Y, uchwycili się tego tria: własności, bogactwa i władzy, co doprowadziło do tego, że mają dzisiaj niekwestionowaną znaczącą pozycję. Może być też tak, że ta kusząca kombinacja, wraz z niepowstrzymaną siłą selekcji płciowej, nie była pasywnym, niewinnym produktem ubocznym rolnictwa i gospodarki hodowlanej, lecz siłą sprawczą jego rozprzestrzenienia się na cały świat. Mając do dyspozycji własność, bogactwo i władzę, chromosom nagle znalazł sposób nie tylko na pokonanie swoich rywali, innych chromosomów Y, lecz także na zniszczenie swych odwiecznych wrogów – mitochondriów, strażników kobiecości. Niewinne rolnictwo, było kluczem, który otworzył zamki łańcuchów pętających wściekłą bestię przekleństwa Adama i pozwolił jej hasać wolno po świecie.


Przed 10 tysiącami lat nie było ani bogactwa, ani osobistej własności, ani indywidualnego posiadania ziemi. Hordy naszych przodków przenosiły się z miejsca na miejsce, podążając za sezonowymi migracjami zwierząt, mając pewność, że są na właściwym miejscu o właściwym czasie. Ich schronienia były przeważnie tylko sezonowe. Czasem rozbijali się w dogodnym do zasadzek miejscu, być może przy brodzie, którędy, jak wiedzieli od dawien dawna stada bizonów i reniferów przeprawiały się podczas wiosennych i jesiennych wędrówek. Latem wspinali się na wzgórza, szukając ptasich jaj, lub łowili ryby w górskich strumieniach. Zima mogła zastać ich na wybrzeżu wykopujących mięczaki z piasku, lub zbierających krewetki po odpływie. Podczas tych wędrówek nasi przodkowie nigdy nie tracili kontaktu z ziemią.
Znali każdą roślinę, wiedzieli, czy jest jadalna, czy trująca, czy ma też specjalne właściwości – przeciwbólowe, halucynogenne, czy działa jak afrodyzjak. Znali ptaki, ryby i inne zwierzęta. Wiedzieli, których należy unikać, jak podchodzić inne, kiedy i gdzie zdobywać swe pożywienie. Wszystko to naszym przodkom było znane. O tym wszystkim my, ich potomkowie, zapomnieliśmy.
Nasi przodkowie, których geny nosimy w sobie, byli częścią ziemi. Żyli tak niedawno, że ich geny tkwią w nas niezmienne i od czasu do czasu wzywają do powrotu do natury, do wzgórz i nad morze. Z jakąż łatwością jesteśmy w stanie nauczyć się przemykać cicho wzdłuż brzegów rzek i zarzucać przynętę na pstrąga, instynktownie wykorzystując przewagę, jaką daje naturalne maskowanie. Jak nagle, spacerując po lesie, zatrzymujemy się, gdy poczujemy zapach lisa. Jak spieszymy do domu, gdy zaczyna się ściemniać, by znaleźć się jak najdalej od niebezpieczeństw nocy. Czy nie rozpalamy ognia w równym stopniu do ogrzania się jak i do uspokojenia. To wszystko są echa naszych przodków doniesione przez geny, które od nich dostaliśmy. Geny, które promowały przezorność, odwagę, cierpliwość i umiejętności łowieckie. Nie dziwcie się, gdy od czasu do czasu poczujecie te atawistyczne ciągoty, teraz niemal zupełnie utracone.


Największe straty przyniosła polaryzacja płci. Ślepa męska pasja spuszczona z łańcucha powoli i świadomie podporządkowała sobie kobietę. W jaki sposób rolnictwo doprowadziło do całkowitej transformacji ludzkiego zachowania i zniszczyło równowagę między płciami, od tak długiego czasu istniejącą u naszych przodków? Wczesne osiedla rolnicze Bliskiego Wschodu dają nam wskazówki archeologiczne – są to takie miejsca jak Jerycho w dolinie Jordanu, które było stale zasiedlone od ponad 8 tysięcy lat, dopóki nieco ponad dwa tysiące lat temu Herod nie przeniósł go w inne miejsce; albo Abu Hureyra, jeszcze wcześniejsze osiedle na terenach dzisiejszej Syrii; lub Catal Huyuk na Wyżynie Anatolijskiej w dzisiejszej Turcji, późniejsza osada rolnicza z okresu między 8200 a 7500 lat temu. W każdym z tych miejsc można znaleźć dowody potwierdzające wzrost znaczenia własności, poskramiania kobiet i nasz stopniowy rozdział z dziką naturą. Na przykład w Abu Hureyra szkielety kobiet zdradzają ślady ich zniewolenia. Widać na nich zmiany wywołane przez zapalenie kostno-stawowe, uszkodzone kręgi skrzywienia kości udowych wraz ze zniekształceniami rzepki, co świadczy o życiu spędzanym na kolanach przy kamiennych żarnach. Resztki roślin znalezione w Jerychu wskazują, że mieszkańcy tego miasta szybko stali się zależni od zaledwie kilkunastu gatunków roślin uprawnych, z których najważniejsze były pszenica i jęczmień.
Dzięki selekcjonowaniu i uprawie tych nasion, najbardziej pożywnych i najłatwiejszych do zbioru, nasi przodkowie zaczęli bezwiednie zastępować naturalną selekcję – sztuczną. Oznaczało to, że cechy, które najbardziej odpowiadały rolnikowi, były zachowywane, i wkrótce pszenica i jęczmień w niczym nie przypominały swoich dzikich protoplastów. Dokładnie ten sam proces sztucznej selekcji zmienił groźne tury, dzikie bydło osiągające ponad 2 metry wysokości w kłębie, w uległe i posłuszne krowy.


Rolnicy i hodowcy stawiali płoty, by utrzymać swe zwierzęta w jednym miejscu. Zwierzęta n a l e ż a ł y do kogoś. Rolnicy czuli, że p o s i a d a j ą ziemię, którą uprawiają i zbiory, które zgromadzili. Była to idea własności niepotrzebna i nieznana ich łowiecko-zbierackim przodkom. Mimo iż oni także gromadzili żywność, wytwarzali narzędzia i broń na swój użytek, handlowali surowcami i gotowymi wyrobami z sąsiednimi hordami, ale to wszystko odbywało się na małą skalę. Posiadanie zwierząt i ziemi było zupełnie obce ludom zbieracko-łowieckim, czego konsekwencją była łatwość z jaką rdzenni Australijczycy i inne tubylcze ludy dawały się pozbawić tytułów własności ziemi swych przodków przez lepiej edukowanych w ekonomice bogactwa i własności Europejczyków.


Osiadłe życie przyniosło inne wielkie zmiany, które nadwątliły związki między mężczyznami i kobietami. Ciągła wędrówka z jednego tymczasowego obozowiska do drugiego podejmowana przez łowców wymuszała wyraźne limity czasowe rozdzielające przyjście na świat kolejnych dzieci. Nie można było myśleć o kolejnym, dopóki pierwsze nie opanowało chodzenia na tyle dobrze, by trzymać się razem z całą hordą. Dzieci były karmione piersią przez trzy lub cztery lata a ich matki nie mogły w tym czasie owulować. Unikały zatem kolejnej ciąży do czasu, gdy były pewne, że pierwsze dziecko jest w stanie wędrować. Rolnictwo wszystko zmieniło. Ponieważ ludzie nie byli już w ciągłym ruchu, nie było zatem potrzeby utrzymania tak dużego odstępu pomiędzy kolejnymi ciążami. To, co na pierwszy rzut oka może wyglądać na zysk, stało się przekleństwem kobiet. Zamiast cieszyć się odpoczynkiem i wytchnieniem, oferowanym przez osiadły tryb życia, kobiety zostały zmuszone do skrócenia czasu między narodzinami dzieci z czterech, lub pięciu lat, do jednego, lub dwóch. Zmuszone przez nieugiętą ambicję chromosomu Y, by się reprodukować, kobiety zostały sprowadzone do roli seryjnych inkubatorów, coraz bardziej zniewolonych i zależnych od mężczyzn.


Taka zmiana krajobrazu płciowego odpowiadała chromosomowi Y. Pojawiła się nieodparta pokusa tworzenia haremu, stada kobiet zależnych od swego właściciela, podobnie jak owce, lub bydło. Kobiety zostały udomowione i zamknięte a pokusa poligamii była wszechmocna i jej przykłady można znaleźć wszędzie wokół. Mężczyźni smagani biczem swych chromosomów Y, mogli stać się reproduktorami własnego stada. Jednak niszczycielski proces nie zatrzymał się w tym miejscu. Ubezwłasnowolnienie kobiet przez seryjne ciąże doprowadziło do wcześniejszego niż poprzednio odstawiania dzieci od piersi. Nie było już potrzeby, by dziecko umiało chodzić i biegać, zanim zostało pozbawione mleka matki. Niektórzy archeolodzy są przekonani, że osiągnięto to dzięki wynalezieniu wypalanych garnków glinianych, które umożliwiały rozgotowanie ziaren na papkę odpowiednią do karmienia małych dzieci. Gdy tylko matka przestawała karmić dziecko piersią, mogła niedługo znów zajść w ciążę. Byk/mężczyzna nie miał z tym żadnych problemów. Jednak dzieci, odarte z bezpieczeństwa i bezwarunkowej miłości czuły się zdezorientowane i opuszczone. Dalekie od osiągnięcia poczucia samodzielności, były osierocone, pozbawione poczucia własnej wartości i odrębności, budowanych podczas intymnego i długotrwałego kontaktu. Niektórzy sądzą, że dzieci nawet dzisiaj ciągle jeszcze nie otrząsnęły się z tego szoku. Miotają się, by znaleźć wiarę w świat, który nagle zmienił się na gorsze, z przyczyn zupełnie dla nich niezrozumiałych. Trauma spowodowana wczesnym odstawieniem od piersi bywa nawet uznawana we współczesnych teoriach dotyczących depresji. Poczucie bezsilności zaszczepione przez nagłe odebranie miłości i opieki matczynej piersi, gdy nawet krzyk rozpaczy pozostaje bez odpowiedzi, pozostawia głęboki cień w psychice małych dzieci, cień, który może spowić mrokiem całe ich życie.

Rolnictwo przyniosło wzrost wymagań także w stosunku do dzieci. Mogły zając się praca na roli, wykonując wiele prostych zadań, które musiały zostać wykonane. Dawniej przechodziły długie dzieciństwo, zanim zabierano je na polowanie. Teraz zaś mogły wcześniej iść do pracy, powiększając znowu bogactwo mężczyzn.
Z czasem inni ludzie zostali także przymuszeni do pracy na roli i pilnowania stad. Rolniczy tryb życia stworzył nierówność: nierówność między mężczyznami i kobietami i nierówność między bogactwem i biedą; między tymi; którzy mają ziemię i zwierzęta i tymi, którzy ich nie posiadają. Po raz pierwszy pojawiło się rozwarstwienie społeczne. Mężczyźni bez ziemi lub zwierząt tkwili na dnie, zmuszani do pracy na rzecz zamożniejszych sąsiadów. A ci sąsiedzi, oczywiście gromadzili także kobiety.


Mniej namacalne, o wiele bardziej dyskusyjne, lecz nie mniej fascynujące są echa przeszłości obecne w naszych mitologiach. Nie są to naturalnie w pełni wiarygodne przekazy i wyłaniają się jak duchy z przeszłości – to historie które łączą nas ze światem naszych przodków. Nie zostały zapisane aż do czasów, zanim rolnictwo dobrze się zakorzeniło, lecz wiele z nich wskazuje na zmianę, zwrot, który dokonał się mniej więcej w tym czasie – od doktryny matriarchalnej do tej zdominowanej przez mężczyzn. Najwcześniejsze dzieła sztuki, figurki „Wenus” pochodzące z górnego paleolitu, ok. 25 000 lat temu, są niewielkimi postaciami ulepionymi z gliny bądź wyrzeźbionymi w kamieniu, i wszystkie przedstawiają kobiety. Czy ze swymi przesadnie wielkimi piersiami wyobrażają wizerunek Wielkiej Bogini? Opowieści o takiej bogini przesączają się do czasów historycznych w postaci na wpół zapomnianych fragmentów ze znacznie wcześniejszych epok. Prowokujące i śmiałe interpretacje licznych mitów o stworzeniu świata pióra Roberta Gravesa wyczarowują obraz czasów, kiedy nie było żadnych bogów i kapłanów, lecz tylko wszechobecna bogini, wspierana przez swe kapłanki, Zgodnie z tym co pisał Grave, kobieta była dominującą płcią, mężczyzna zaś jej przestraszoną ofiarą. Tajemnica narodzin należała do sekretów kobiet, a mężczyźni byli zupełnie nieświadomi swej roli, zapłodnienie zaś łączono z wiatrem czy połknięciem owada. Nagły zwrot, nowy porządek świata, niespodziewana zmiana w kierunku patriarchalnych teologii, został dokonany najpierw przez Babilończyków, potem Greków i wreszcie Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam, w religiach tych bowiem Stwórcą był zawsze mężczyzna.
Zmiana ta nastąpiła, według Gravesa, gdy mężczyźni zdali sobie sprawę , że to oni, a nie wiatr, są depozytariuszami tego zaszczytu, jakim jest zapoczątkowanie procesu narodzin dziecka. Mężczyźni już nie byli rekrutowani wyłącznie po to, by zabawiać boginię, a gdy plemienna nimfa wybrała młodzieńca na swego kochanka, stawał się on także symbolem płodności – mimo, że zazwyczaj był składany w ofierze z końcem roku. Dzięki różnym fortelom małżonkowie odsuwali w czasie swą egzekucję i rządzili razem z królową. Zanim poznano greckie mity, mężczyźni już pewnie trzymali ster rządów w swych rękach. Zgon bogini symbolizował babiloński bóg Marduk, który zabił gołębicę, symbol bogini-stworzycielki Iahu w czasie Święta Wiosny, a także grecki heros Perseusz, który ściął głowę gorgonie Meduzie. Traktujcie te niejasne znaki jak chcecie(niektóre feministki obrażają się na te interpretacje, uznając je za usprawiedliwienie współczesnego patriarchalizmu), jednak głęboko zakorzenione przeczucie, że kobiety są prawdziwymi boginiami, a głównym celem mężczyzn jest oddawanie im czci, ciągle krąży w kolektywnej podświadomości.


Nierówności między płciami nie umknęły uwadze Wielkiego Zgromadzenia genów, chromosomom jądrowym. Obojętne na to, która płeć transportuje je do następnych pokoleń, zaczęły cieszyć się z perspektywy, że przeniosą je bogaci mężczyźni ze skłonnością do poligamii. Pociąg selekcji płciowej zaczął nabierać szybkości, kotły były pod parą energii i ambicji chromosomu Y, Wielkie Zgromadzenie zaś machało mu na pożegnanie z peronu. W miarę jak władza i bogactwo skupiały się w rękach coraz mniejszej liczby mężczyzn, ich zamożność stawała się coraz bardziej niezbędna do przetrwania kobiet, teraz zupełnie uzależnionych i podporządkowanych. Pojawili się wodzowie, wioski zlały się w małe państwa. Bogactwo i władza, jedyne rzeczy, które się teraz liczyły, zastąpiły cnoty łowieckie, które dawniej rządziły wyborem partnera seksualnego dokonywanym przez kobietę. Kobiety wybierały teraz, gdy miały jeszcze jakiś wybór, na podstawie bogactwa i władzy. Szalony pociąg selekcji płciowej pędził przed siebie. Bogaty mężczyzna mógł liczyć na wiele żon lub wiele kobiet do zapłodnienia. Wojny rządzone przez szaloną ambicję chromosomu Y, by powielać się bez żadnych ograniczeń, zaczęły wybuchać, aby umożliwić mężczyznom zagarnięcie sąsiednich ziem i zniewolenie tamtejszych kobiet. Nic nie mogło stanąć na drodze chromosomowi Y. Wojny, niewolnictwo, imperia – wszystko zlewało się w jedną szaloną gonitwę.


Nasza współczesna historia to katalog chciwości i dominacji, spisek do którego wszyscy należymy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Jesteśmy teraz tak zamarynowani w sosie posiadania, pieniędzy i własności, że nie potrafimy dostrzec ostatecznego celu, do którego pędzi uciekający pociąg. Somerled, szkocki bohater z wcześniejszego rozdziału, jest typowym przykładem udanej tyranii chromosomu Y. Jest mężnym, odważnym obrońcą ziemi swych ojców. Jego przykład stawiany jest za wzór do naśladowania i powinniśmy podziwiać go z jego męskość i bohaterstwo. Ciąg zniszczenia i rzezi, które jego chromosom Y zostawia po sobie, sławimy w wierszach i mitach. Zabił pierwszego człowieka którego spotkał i wyrwał mu serce. Co za mężczyzna! Lecz nawet spustoszenie i rzeź dokonane przez tego jedynie lokalnego bohatera nie wystarczyłoby, by zaniepokoić Gaję. Mogłaby nawet tego nie zauważyć.
Ograniczenia selekcji płciowej narzucone zwierzętom, o czym była mowa we wcześniejszych rozdziałach, pojawiają się tylko wtedy, gdy dana cecha staje się tak nieprzydatna, że zaczyna być ciężarem – wielkie samce słonia morskiego, które ze względu na swą masę nie mogą wydostać się na brzeg, lub paw, którego ogon jest tak ciężki, że jego właściciel nie jest już w stanie umknąć przed drapieżnikami. Jednak w przypadku ludzkiej selekcji płciowej, opartej na bogactwie i władzy, nie istnieją naturalne ograniczenia. Nie ma tu żadnej kontroli wykorzystującej negatywne sprzężenie zwrotne. Bogaci i wpływowi mężczyźni nie są w żadnym stopniu upośledzeni. Zazwyczaj stają się jeszcze bogatsi. Szalona szarpanina, napędzana przez najbardziej podstawowe spośród niewidzialnych impulsów gentycznych, poważnie zagraża przetrwaniu gatunku – i całej planety. W ciągu 10 tysięcy lat przeszliśmy drogę od inteligentnego i pomysłowego zwierzęcia, raczej rzadkiego, lecz wyposażonego w szczególne umiejętności, stanowiącego naturalną część świata Matki Ziemi, aż do tętniącego życiem gatunku, bardzo szybko niszczącego naszą piękną planetę.


W swym raporcie zawierającym prognozy na 2003 rok Worldwatch Institute, organizacja założona w Waszyngtonie, która monitoruje pogarszanie się stanu środowiska naturalnego i środowiska życia ludzi, przewiduje pogłębienie się biedy i wyniszczenie środowiska w przyszłości. Już 1,2 miliarda ludzi, jedna piąta światowej populacji, żyje w skrajnej nędzy, definiowanej jako konieczność utrzymania się za mniej niż dolara dziennie. Globalne ocieplenie zwiększa się, a stężenie dwutlenku węgla w atmosferze, efekt spalania kopalin, osiągnęło poziom nieznany od 20 milionów lat. Topniejące lody powodują wzrost poziomu mórz – o jakieś 27 centymetrów w czasie najbliższych stu lat. 30 % ocalałych lasów na świecie jest wycinanych w tempie 130 tysięcy kilometrów kwadratowych rocznie. Jednej czwartej gatunków ssaków i jednej ósmej ptaków zagraża wymarcie – co przekracza pięćdziesiąt razy naturalne tempo wymierania. Zanieczyszczenia przemysłowe osiągnęły zatrważające wartości, a emisja toksycznych chemikaliów ciągle wzrasta, przy czym towarzyszy temu jedynie mgliste wyobrażenie o szkodach jakie wyrządzają one zarówno ludziom, jak i systemom naturalnym. Wiemy o tym, jednak ignorujemy tę wiedzę. Wiemy, że powinniśmy zatrzymać emisję dwutlenku węgla. Wiemy, że tysiące sztuk broni nuklearnej są składowane po całym globie. Wiemy, że wtłaczamy toksyczne chemikalia do oceanów i wypełniamy niebo trującymi gazami. Wiemy, że powinniśmy to powstrzymać. Lecz nie możemy. Uciekający pociąg selekcji płciowej nabiera prędkości i kierowany przez ślepy chromosom Y, zupełnie obojętny na te globalne zagrożenia, wymyka się spod kontroli. Jeśli nic się nie wydarzy, pozostawi po sobie naszą piękną planetę już nie umierającą, lecz martwą; jeszcze jeden pozbawiony życia kawałek skały krążący wokół Słońca.

_______________________________________________________________________________________________

Zadałem sobie sporo trudu, by przepisać ten rozdział z książki „Przekleństwo Adama”, gdyż znajdują się w nim odpowiedzi na wiele fundamentalnych pytań „dlaczego”?
Nie ukrywam, że pewną role odegrała w tym moja próżność. Nie będąc światowej sławy prof. genetyki z Oxfordu, doszedłem do identycznych wniosków, już dwie dekady temu. Mógłbym pana prof. Sykes’a polubić. :-)


So sie 02, 2014 9:43 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 25, 2009 4:55 pm
Posty: 14645
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: wojny/żołnierze
Połączenie marksizmu, prymitywnego ekologizmu i ideologicznego feminizmu.
brrrr....

_________________
Obrazek
Więcej informacji tu http://www.analizy.biz/ksiazkiapologetyczne


N sie 03, 2014 3:59 am
Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 208 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Adsense [Bot] i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL