Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt mar 31, 2020 6:22 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
 Moj sen. 
Autor Wiadomość
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2516
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Może w tzw. międzyczasie opowiem kolejne zdarzenie okołosenne. Otóż dziś rano intensywnie śniłem. Oczywiście samych snów nie pamiętam. Natomiast pamiętam calkiem wyraźnie, że obudził mnie słodki kobiecy głos wypowiadający moje imię. Głos całkiem jak z nie tego świata, niczym z jakiegoś wyjątkowo pięknego snu. Cóż otworzyłem jedno oko - nikogo w pokoju. Po chwili stwierdzałem, że na takie "wezwanie" wypada jednak odpowiedzieć - wstać, co też uczyniłem. Przypomnę, że dwa dni temu w nocy coś mnie "szturchało" powiedziałbym, że nienawistnie i... kompletnie bezskutecznie. Wniosek z tego, że z domgo (z pewnością nie tylko) należy postępować po dobroci, inaczej nie słucha :D

A przy okazji owe fenomeny - odczucie uderzenia czy słyszenie głosów to produkt śpiącego, aktywnego, czy będącego w stanie pośrednim mózgu? Tzn. mnie to nie przeszkadza, nikt z otoczenia nie przygląda mi się też jakoś uważniej, więc wszystko gra. Tak piszę - dla podtrzymania dyskusji :)


N kwi 12, 2015 8:57 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So wrz 11, 2010 10:25 pm
Posty: 598
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
hmhmm napisał(a):
bogdank67 napisał(a):
Zadaniem psychoterapeuty jest uswiadomic pacjentowi to co jest w nim, niczego nie dodawac, nie być guru jak np. w religii przewodnik duchowy. Pacjent ma sam to odnaleźć, poprzez wzmacnianie tego co jest w nim, a nie kreowanie czegokolwiek.

Pacjent zachowuje się z reguły patologicznie lub toksycznie w jakiś sposób. Mało tego! Jest przekonany, że ma 100% racji. Jak wzmocni to, co ma w sobie, to będzie tylko gorzej. Samemu nic nie znajdzie. W życiu nie wpadnie na to, co robi nie tak. Chyba, że ktoś mu to pokaże...


Dobrze to ująłeś, chyba że ktos mu to pokaże, właśnie o to chodzi w terapii. Pokaze mu co jest źle poskladane w nim, ale nie bedzie mówił jak ma postępować.

hmhmm napisał(a):
Porozmawiaj sobie z kilkoma takimi "pacjentami" mamy tu kilku na forum. Po tygodniach terapii dalej nie wiedzą co robią nie tak.
Nie mają zielonego pojęcia. A nawet czują się jeszcze gorzej. Efektów w ich życiu też nie widać.



Kilka tygodni to tylko poczatek terapii. Pogorszenie stanu pacjenta w czasie terapii jest jednym z elementów swiadczacych o jej postępie. Szczegołow nie znam, ale tak słyszałem. Kilka tygodni to na efekty za wczesnie. Pisałem, wczesniej ze nikt nie moze obiecać, ze psychoterapia na pewno sie uda, tak psychologiczna, jak i terapia onkologiczna, chirurgiczna czy wiele innych.


hmhmm napisał(a):
Skuteczność tej całej terapii jest mocno ograniczona. No, chyba, że chodzi o skuteczność wyciągania pieniędzy z kieszeni pacjentów i z NFZ, to tak skuteczność takiej "terapii" jest zadziwiająco wysoka.


Masz jakies dane na ten temat ? Jeżeli tak to przytocz proszę te dane i porownaj je np. z kosztami terapii pacjentów onkologicznych co do których istnieje przypuszczenie graniczące z pewnoscią, ze im nie pomoże. Wolałbyś, zeby pacjentowi, który przychodzi do psychoterapeuty odmowić pomocy i powiedziec mu, ze pomoc mu jest bezsensowna ?

A masz dane na temat skuteczności ewangelizacji w Europie ? Podobno następuje laicyzacja społeczeństw. Wygląda więc na to że skutecznośc ewangelizacji moze być ujemna. Moze by jej w związku z tym zaniechać ?

hmhmm napisał(a):
To wszystko brzmi pięknie, cudownie, zjawiskowo, demokratycznie i poprawnie politycznie. Szkoda tylko, że w ogóle nie działa. Rzadko kiedy są jakieś wymierne i pozytywne efekty.


Są efekty, niejednokrotnie pacjent przychodzi i dziekuje, bo jego problem zniknął, albo sie wyraznie zmniejszył i po prostu mu sie lepiej zyje, bo się pozbierał i zaczął w miarę normalnie żyć.


hmhmm napisał(a):
To jak z resocjalizacją w polskich więzieniach. Przychodzą do nich kryminaliści, a wychodzą recydywiści.


Uzasadnij proszę, bo pojechałeś tutaj "z grubej rury" i nijak nie mogę niczego do tego dopasować.

hmhmm napisał(a):
Zimny jak głaz terapeuta, o którym nic nie wiadomo i spowiadający się ze wszystkiego pacjent. W ten sposób pacjent niczego pozytywnego się nie uczy. Nauczy się tylko jak być posłusznym, uległym niewolnikiem. Ewentualnie jak płacić ludziom za to, żeby chcieli pacjenta słuchać.


A kto ma go słuchać ? Rodzina nie chce, znajomi też. Ksiądz go posłucha 10 minut. W koncu za pieniadze uzyskuje to czego inaczej uzyskać nie może. Za pieniadze bo jest to praca terapeuty z której utrzymuje sie.

hmhmm napisał(a):
To już lepiej wysłać takiego człowieka na szkolenie wojskowe.
Tam się chociaż nauczy, że jak trzeba coś zrobić, to się to robi, a nie
nad tym dyskutuje czy zastanawia.


Wyszło szydło z worka. Zrobić pranie mózgu ? Nauczyć "jak być posłusznym, uległym niewolnikiem", Przecież trochę wyzej zarzucałeś to terapeutom jako cos złego. Domyślam sie ze pranie mozgu według naszych przekonań jest OK, bo sa one nasze i dobre. Tak ?

hmhmm napisał(a):
Człowiek tu niczego nie kształtuje :)


To znaczy, ze nie został stworzony do wolnosci.

hmhmm napisał(a):
Od człowieka wymaga się wiary w to, że Chrystus jest Bogiem i że zmartwychwstał. A dalej już samo się toczy...


Efekt motyla ? Determinizm ? Czyli jednak teoria predestynacji moze byc prawdą ?

hmhmm napisał(a):
Decyzje pacjent podejmuje zawsze. A motywacje pacjent zna, ma taką samą jak każdy inny człowiek zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia. Tyle że sposób w jaki to robi przysparza więcej szkody niż pożytku.


Komu przysparza wiecej szkody ? Jemu samemu ? Chciałbyś chronic człowieka przed nim samym ? To juz by było wkraczanie w jego wolnosc.

hmhmm napisał(a):
Albo przyjmujesz ułaskawienie i przygotowujesz się do uzyskania boskiej natury, albo w pełni odpowiadasz za wszystkie swoje występki, bawisz się najlepiej jak możesz, żeby potem zostać odłączonym od Boga, a połączyć się z Jego gniewem. Więc zrób nam tą przyjemność i nie udawaj niewiniątka, próbując się samodzielnie wybielić, a potem zrzucając winę na bardzo złych, niedobrych chrześcijan, którzy zniewalają ludzi :)


Moje zycie jest dalekie od zabawy. Nie wybielam sie. W niebie nie chca takich jak ja i zdaje sobie z tego sprawe. Skąd wiem ? Kosciół mi to powiedział. Nie pasuję do jego zasad. Jestem brudny i nie próbuje sie wybielac. Co do zwalania winy ... kto chciał wysłać ludzi na szkolenie wojskowe i im mózg wyprac ? Ty ? Czy jesteś chrzesijaninem ?

@Sansevieria
Znam wierzących psychoterapeutów i nic nie wiem o ich dylematach moralnych, o konflikcie pomiedzy pracą a wiarą. Nic w metodach terapii tez nie zauwazyłem takiego co moglo by je powodowac.

Przy okazji... Kosciół potępia aborcję, in vitro. Czy znany jest komus jakis dokument potępiający psychoterapię ?

_________________
Mój Bóg ma związane ręce.


N kwi 12, 2015 9:45 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 am
Posty: 1870
Płeć: mężczyzna
wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Sansevieria będzie długo. Sorry :(

Sansevieria napisał(a):
Ale przecież w terapii nie będzie wzmacniania tego, co ten pacjent ma w nadmiarze (na przykład bezradności) tylko wzmacnianie tego, co ma w niedomiarze połączone z osłabianiem tego, co ma w nadmiarze - celem uzyskania zdrowej równowagi.

W jaki sposób chcesz powiedzmy osłabić bezradność, a wzmocnić zaradność?

Pacjent wróci do swojego środowiska, która go/ją tak, a nie inaczej ukształtowało (gdyby taka osoba o tym wiedziała, nie pozwoliłaby na to). I wróci też do dawnego stanu, w najlepszym przypadku.
Sansevieria napisał(a):
Na forum nie ma pacjentów, bo forum nijak ma się do psychoterapii. Te osoby, o których piszesz per "pacjenci" na forum są, jeśli już, to poddawane zmasowanej krytycznej ocenie w wykonaniu obcych ludzi i na dodatek publicznie. Jeśli im się od tego pogarsza samopoczucie to w sumie nie dziwota, sytuacja do przyjemnych nie należy.

Inni się jakoś potrafią bronić przed krytyką, a jest to dziecinnie proste. Zamiast przyjmować słowa innych jako "prawdę objawioną", to oskarża się takie osoby o "złośliwość". Pojedyncze osoby, albo całe grupy ludzi.

Przykładowo: ktoś otyłej osobie mówi: Ale grubas ha ha ha. Osoba, która nie umie się obronić przed krytyką spuści głowę i zrobi jej się przykro.
Osoba, która umie się bronić sama wykona atak, zmniejszy znaczenie "argumentu", lub potraktuje go jako złośliwość - prawdą byłoby jak się zmotywować do schudnięcia, a nie to, co taka osoba widzi codziennie.

I normalni ludzie właśnie tak robią. I w normalnych rodzinach tego się ludzi uczy. W patologicznych jest, jak ujęłaś to wcześniej "odejście od równowagi" czyli zbyt dużo np bezradności, za mało zaradności. Zbyt dużo przemocy, za mało miłości, albo odwrotnie.

A zaburzenia pacjenta, to normalne, naturalne przystosowanie do życia w takim środowisku, w takiej niszy. Tyle, że nie działa to przystosowanie w całym społeczeństwie. Toteż pacjent się męczy ze sobą.


Pacjent się wyleczy ze swoich zaburzeń nie wtedy, kiedy doprowadzi się go do stanu równowagi. To nic nie da. Bo wróci do dawnego środowiska, do którego musi się przystosować.

Rozumiesz o czym mówię? Nie istnieje tylko relacja pacjent - terapeuta.
Istnieje relacja pacjent - jego środowisko. Osoba nawet nie jest bezradna, co czuje się bezradna, bo przystosowanie do środowiska wymaga poczucia bezradności. Przykładowo zdrowa i tak zwana pewność siebie jest tam karana, z racji tego, że środowisko jest patologiczne.


Wyleczy się albo jeśli przystosuje się do środowiska "normalnego", w którym w "legalny" sposób zaspokoi swoje i innych potrzeby. Albo, gdy sam swoje środowisko na normalne zacznie przekształcać.

Inaczej psychoterapia po prostu musi być NIESKUTECZNA.
Sansevieria napisał(a):
Rzadko kiedy jest to także sytuacja twórcza w zakresie zmian w postępowaniu czy reagowaniu z tego prostego powodu, że jest przede wszystkim sytuacją zagrożenia i konfliktu.

To również są sytuacje twórcze. Tyle, że to co w nich się tworzy sprzyja tylko prowadzeniu konfliktów. W takim środowiskach wychowują się ludzie, którzy potrzebują nieustannie z kimś walczyć.
Sansevieria napisał(a):
Co do skuteczności psychoterapii to brak sensownych narzędzi do oceniania tejże skuteczności.

Nie zgadzam się. Wszystkie metody można ocenić po efektach.
Czyli po owocach.

Powiem to prostym językiem. Gdzie jest skuteczność terapii u dziewczyny, która nie może od 9 lat zerwać z nikotynizmem? Gdzie tu jest skuteczność, skoro odrzuca dostępnych mężczyzn, goni za niedostępnymi, którzy jej nigdy nie zechcą, a potem płacze że nie ma męża?

Gdzie skuteczność terapii u człowieka, który najpierw sam się deprecjonuje i to tak mocno, jak to tylko możliwe, a potem narzeka, że nie może wstąpić w związek małżeński?

Gdzie skuteczność terapii u osoby, która jedynie wszystkim wszystko tłumaczy, nie umie się śmiać, bawić, żartować, umie tylko pomagać, a potem dziwi się, ze jej relacje się rozpadają?

Terapia psychologiczna, to mechanizm społeczny nie mający na celu wyleczenie pacjenta z czegokolwiek. Tylko spacyfikowanie go. Czyli uspokojenie do tego stopnia, żeby był niegroźny dla społeczeństwa.
Sansevieria napisał(a):
Przypuśćmy że bogdank67 skorzysta z psychoterapii w związku ze snami, które są dla niego męczące i po roku oceni, ze "jest lepiej", bo na przykład budzi się "mniej rozsypany" i "poskładanie się " po trudnej nocy wymaga od niego mniejszego wysiłku (nie żebym Ci, bogdank67, sugerowała cokolwiek w tej kwestii - po prostu istnieje taka teoretyczna możliwość :) ). Uznamy terapię za skuteczną czy nie? Subiektywna ocena pacjenta będzie miarodajna czy nie? Skuteczność psychoterapii od dawna jest tematem dyskusji i nijakiego uzgodnionego narzędzia pomiaru póki co nie ma. Za to są liczne a zajadłe spory na ten temat.

Będzie skuteczna jak najbardziej. Jest efekt jest skuteczność.

Tyle, że sny Bogdana mają akurat przyczynę nadprzyrodzoną. Chodzi o jego nawrócenie. A ponieważ bogdan nie chce tego zrobić, to sny będą go męczyć, aż go wykończą nerwowo
:D



Jeśli rzeczywiście dręczą Go koszmary. Nie czytałem całej dyskusji.

Bóg czasami tak działa. Jeśli kogoś sobie wybierze, to będzie taką osobę
nawet "prześladował", aż dostanie to, czego chce. Jak w księdze Jonasza.
Miał iść do Niniwy i żadnych dyskusje, czy chce, czy mu się to podoba...
Boga to nie obchodziło :)
Sansevieria napisał(a):
Piszesz, ze relacja terapeutyczna jest "jedną z najbardziej patologicznych relacji jakie można nawiązać". Poniekąd może i faktycznie tak jest. Ale z drugiej strony czy jest to faktycznie patologia czy raczej relacja z założenia ustawiona w sposób szczególny i nie pretendująca wcale do miana normalnej, pełnej relacji międzyludzkiej? Jest okrojona, nierównoważna - owszem. Ale żeby zaraz patologia?

Tak, to jest patologia. Pacjent nie potrzebuje być szczególny (jak to ujęłaś, że relacja terapeutyczna jest szczególna), nawet jeśli chce. Potrzebuje być normalny, czyli przystosowany do zdrowego społeczeństwa. A takie coś znajdzie w NORMALNEJ relacji.
Nie z Bogiem, nie z terapeutą, tylko z ludźmi. Normalnymi, to znaczy zrównoważonymi pod względem zaspokajania potrzeb swoich i innych, oraz sposobów ich zaspokajania.
Sansevieria napisał(a):
Istnieje całkiem spora grupa psychoterapeutów wierzących, zarówno świeckich jak i duchownych. Jest to stan faktyczny i w zwiazku z nim mam takie pytania:

Wierzących w co? Albo w kogo? Jeśli się wierzy w jakiegoś boga, czy Boga, to warto by chociaż poznać jaki ma charakter. Jakie ma imię, co lubi, czego nie lubi. O co Mu chodzi?

Bo to, co sobie wytworzą różne denominacje to ciężko nazwać wiarą, to są raczej doktryny, niedzielna rozrywka, czy też udawanie, że coś po śmierci jest, bo przecież perspektywa bycia zjedzonym przez robactwo jest zbyt przykra.
Sansevieria napisał(a):
Czy Twoim zdaniem osoby wierzące nie powinny pracować w zawodzie "psychoterapeuta"?

Dlaczego? Mogą pracować w dowolnym zawodzie...
Sansevieria napisał(a):
bo cała ta psychoterapia to jest wyciąganie kasy i wchodzenie z bliźnim w patologiczne relacje

Dokładnie, tak. Inaczej to wygląda w odniesieniu do całego społeczeńśtwa :)
Widzisz pacjent w sobie sposobu na swoje problemy nie widzi. Jest niejako... Zablokowany. Albo tego sposobu tam zwyczajnie nie ma.

Poza tym jak terapeuta nauczy pacjenta przekształcać patologiczne środowisko skoro nigdy w takim nie był? Nawet nie zrozumie praw nim rządzących.

Terapeuta też nie pomoże zmienić przystosowań z patologicznych na normalne. Sam też tego pewnie nie robił.

Terapeuta za to sprzeda "nadzieję na lepsze jutro". Pacjent się uspokoi, a terapeuta zarobi. Jego pracodawca oczywiście też.

Przy okazji, pierwotny kościół był właśnie taką terapeutyczną strukturą.
Głównie dla ludzi z marginesu, prostytutek, złodziei, bezdomnych i innych tego typu. Brano każdego, nikt nie płacił za wstęp.

Pompowano w ludzi takie wartości jak miłość, uprzejmość, uczciwość, aż im się to udzielało. Bezrobotnym załatwiano pracę, opiekowano się chorymi itd. Pokazywano ludziom zaburzonym, że takie postępowanie
zwyczajnie się opłaca.

Opowiadano im historyjki o zgubionych owieczkach, synach marnotrawnych i innych, tak, że słuchając po prostu czuli się dobrze, przyjemnie, czuli się kochani, akceptowani i uczyli się, jak wyrażać siebie
w "uczciwy" sposób.

Przypowieści to min. bajki dla dorosłych dzieci. Dla osób, które nie miały dzieciństwa. Celowo są podane w takiej formie, żeby uczyć ludzi podstaw
samodzielności, czyli samodzielnego myślenia i inteligencji. Komentowanie ich i wyjaśnianie wszystko psuje. Człowiek już nie myśli
samodzielnie.

W pierwotnym kościele było dokładnie tak jak jednej z przypowieści:
„Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!”

Ludzie dostawali jakieś gotowe regułki, według których mieli żyć, też o wartości terapeutycznej, np wybaczanie. Potem spotykali się co niedziela na wspólnej zabawie. Tam sobie pośpiewali psalmy (piosenki!). Taki rodzaj resocjalizacji. Stawanie się na powrót dzieckiem, żeby móc stać się przystosowanym do życia dorosłym.
Wszystko pod płaszczykiem nowej religii.

"Pacjenci" nawet nie wiedzieli, że są poddawani terapii. Z czasem tak im się to spodobało, że zaczynali wciągać w to innych ludzi...

Używano też słownych kodów. Pojęcia takie jak Baranek Boży, smok, lew, owce, Pasterz, wilki itd. W ten sposób porozumiewają się ze sobą ludzie... Zakochani...

Wykorzystywano tam cechy "pacjentów" "przeciw" nim samym. Bezradni chętniej szukali pomocy u Boga. Chciwi zaczęli sobie zdobywać "skarby w niebie". Złodzieje próbowali "wykraść dusze światu". Oszuści, chcieli "oszukać diabła". Prostytutki "uwodziły" dla Chrystusa. Tchórze zaczynali bać się Boga. Głodni wiedzy chcieli wniknąć w boski umysł itd


W KRK i w wielu innych denominacjach mamy teatrzyk jednej osoby. Jak na nudnym koncercie. Jeden gra, reszta tańczy. Jeden jest mądry reszta głupia. Coś jak we współczesnej, ułomnej terapii. Pacjent mówi "terapeucie" o sobie wszystko, terapeuta o sobie nie mówi nic. W związku z czym "terapeuta" jest kimś, a pacjent zawsze stoi niżej. Nie sposób stworzyć tu jakiejkolwiek relacji, bo terapeuty się nawet nie zna. Jak go można choćby polubić? Można go traktować co najwyżej jak sierżanta w wojsku.

"Pacjent" ciągle ma wątpliwości, bo ciągle "coś nie działa" i ciągle je musi w sobie dusić. W efekcie albo się staje obłudny, albo odchodzi, albo się wykańcza nerwowo.

Dostaje obraz czy figurę, przez co nie szuka Boga, bo już go znalazł, a to szukanie jest celem nie znalezienie. O to chodzi, żeby każdy znalazł Boga gdzie indziej. Jeden w Niebie, inny w sercu, ktoś jeszcze inny w Słowie. Żeby każdy mógł wyrazić siebie, choć we wspólnocie. Z resztą co to za Bóg, który się patrzy tylko z obrazu, którego zamyka się w ramki?

A potem powtarza się cudze myśli i utarte frazesy: "Nie! Ja się nie modlę do obrazu, tylko przed obrazem". To tak jak powiedzieć: "Nie, ja nikogo nie zdradzam, zadowalam tylko pragnienia kochanki. Nie samą kochankę" Przyjęłabyś takie tłumaczenie od męża?

W Biblii z resztą o to chodzi, żeby nie było wiadomo o co chodzi. Wtedy człowiek się angażuje, szuka, bada, myśli samodzielnie, robi się wytrwały. Jak w układance, trochę tu, trochę tam...

W kazaniu dostaje wszystko na tacy, robi się leniwy, ospały, zniechęcony, bo to nie "pacjenta" własna wizja, tylko wizja Biblii przemielona przez cudzy umysł. Nikt tego nie przyjmie na poważnie.


N kwi 12, 2015 9:53 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Śr kwi 18, 2012 12:28 pm
Posty: 676
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
@hmhmm
Czemuż ta smutna mina na początek ? Mnie nie przeszkadza że długo, nawykłam do czytania długich tekstów, sama zresztą też mam skłonność do tworzenia takowych. Gorzej gdy nie mam czasu na odpowiedź w miarę kompletną. Ale się postaram, choć nie dziś :)


N kwi 12, 2015 10:20 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 am
Posty: 1870
Płeć: mężczyzna
wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
bogdank67 napisał(a):
Dobrze to ująłeś, chyba że ktos mu to pokaże, właśnie o to chodzi w terapii. Pokaze mu co jest źle poskladane w nim, ale nie bedzie mówił jak ma postępować.

Bogdan! Opamiętaj się! Ja Ci pokaże wroga i pokażę Ci broń. A ty sam wiesz, co robić.

Albo poczekam aż zgłodniejesz i pokażę Ci obiad. Wiesz co robić.

To jest "wolność" diabelska. Niby jest, ale jej tak naprawdę nie ma.
To się nazywa manipulacja.
bogdank67 napisał(a):
Kilka tygodni to tylko poczatek terapii. Pogorszenie stanu pacjenta w czasie terapii jest jednym z elementów swiadczacych o jej postępie.

Naprawdę w to wierzysz? Serio? To kłócenie się z kimś też świadczy o tym, że relacja idzie w stronę przyjaźni?
bogdank67 napisał(a):
Szczegołow nie znam, ale tak słyszałem.

Ach słyszałeś... Widzisz, chcę Ci coś powiedzieć.
Ludzie czasami kłamią. Wykorzystują do tego np swój autorytet
lub tytuł.
bogdank67 napisał(a):
Pisałem, wczesniej ze nikt nie moze obiecać, ze psychoterapia na pewno sie uda, tak psychologiczna, jak i terapia onkologiczna, chirurgiczna czy wiele innych.

To niech ktoś powie od czego to chociaż zależy.
bogdank67 napisał(a):
Masz jakies dane na ten temat ?

Nie. Mam własne doświadczenie. Swoje i cudze. Patrzę co się dzieje.
Tytułowanych osób już nie słucham. Po prostu kłamią, co tu kryć.
bogdank67 napisał(a):
Wolałbyś, zeby pacjentowi, który przychodzi do psychoterapeuty odmowić pomocy i powiedziec mu, ze pomoc mu jest bezsensowna ?

Zawsze można na nim zarobić. Przecież dojnej krowy nikt nie wygania.
Wybacz to chamskie porównanie. Ale jeśli chodzi o jakieś koszmary, jeśli, to terapia Ci nie pomoże. Pisałem Ci, co Ci pomoże...
bogdank67 napisał(a):
A masz dane na temat skuteczności ewangelizacji w Europie ? Podobno następuje laicyzacja społeczeństw.

Bogdan. Czy Tobie są naprawdę potrzebne cudze dane i cudze oczy?
Swoich nie masz?

Nie postępuje żadna laicyzacja tylko muzułmanie się zjeżdżają, żeby zaludniać zdegenerowane laicyzacją społeczeństwa.

To było w planie.
bogdank67 napisał(a):
Wygląda więc na to że skutecznośc ewangelizacji moze być ujemna.

Jest taka, jaka ma być. W ewangelizacji nie chodzi o zmuszanie kogoś
do czegoś. Jeśli mówimy o potępieniu, to dlatego, że człowiek lubujący
się w grzechach narobiłby w "Niebie" bałaganu. Więc wejść tam nie może.
Co z innymi?

A jeśli Boga przyjąć nie możesz, to dlatego, że diabeł się podstawił w Jego obraz. A ten "obraz" jest tak obrzydliwy, że nikt go nie przyjmie.

Poza tym, jeśli przyjmujesz mowy osób, które chcą z Ciebie zrobić
bezwolną marionetkę, to nic dziwnego, że się opierasz.

Tak samo jeśli wszystko musisz wiedzieć. To nawet nauka się tym nie może pochwalić. Obiecuje tylko, że kiedyś będziemy wiedzieć wszystko.
bogdank67 napisał(a):
Moze by jej w związku z tym zaniechać ?

To ja już wolę umrzeć, to będzie lepsze. I przyjemniejsze.
bogdank67 napisał(a):
Są efekty, niejednokrotnie pacjent przychodzi i dziekuje, bo jego problem zniknął, albo sie wyraznie zmniejszył i po prostu mu sie lepiej zyje, bo się pozbierał i zaczął w miarę normalnie żyć.

Rozmawiałem z osobami zaburzonymi i znam tylko jeden taki przypadek na... Zdaje się... 10 osób. Reszta się tylko trochę uspokoiła, ale dalej żyją
tak jak żyli.
bogdank67 napisał(a):
Uzasadnij proszę, bo pojechałeś tutaj "z grubej rury" i nijak nie mogę niczego do tego dopasować.

Chodziło o resocjalizację w więzieniach. Napisałem, że wchodzą tam kryminaliści, a wychodzą recydywiści.

I tak jest dość często w terapii. Wchodzi zaburzony, a wychodzi psychopata. Terapeuta nigdy nie zrozumie pacjenta, bo sam tego co
pacjent nigdy nie przeżywał. Nawet nie jest w stanie sobie z tym często
poradzić. Narzuca mu więc swoje własne rozwiązania.

Robi to tak: pokazuje karabin i wroga, a dalej zostawia pacjentowi
decyzję. Każdy wybierze jedno i to samo. Zmusza pacjenta do przystosowań, które w środowisku pacjenta nie działają! Działają za to przystosowania będące samym zaburzeniem.

Efekt jest taki, że jedno zaburzenie zmienia się na inne. Pacjent przykładowo nie jest już agresywny. Teraz jest płaczliwy, jest mazgajem.
Nie może być normalny bo ma zaburzone środowisko.

Z kryminalistami albo sam jesteś kryminalistą, albo jesteś sam. Z zaburzonymi, albo sam musisz być zaburzony, albo Cię odrzucą. I tak się wszystko ciągnie w nieskończoność.

W AA nie możesz być po prostu Bogdanem. Nie! Musisz być Alkoholikiem!
Bo alkoholikiem jest się całe życie! Jesteś wtedy więźniem tej łatki, tej
kategorii w zależności od sytuacji.

Człowiek zaburzony może żyć normalnie i nikt o jego zaburzeniu nawet
nie będzie wiedział. Ale jak się tym pochwali, to łatka do takiego
przylgnie i zostanie przez środowisko zmuszony, żeby zgodnie z tą
łatką postępował.
bogdank67 napisał(a):
A kto ma go słuchać ?

A kto będzie chciał słuchać? Zwłaszcza o problemach? Przypuszczam, że nikt. Chyba, że tak jak pisałeś, za pieniądze.

Zacznijmy od tego, co chcesz tym uzyskać? Jeśli zrozumienie, to okaże je tylko i wyłącznie człowiek, który przeżył coś podobnego, nikt inny. Reszta po prostu nie będzie w stanie okazać zrozumienia.
bogdank67 napisał(a):
Domyślam sie ze pranie mozgu według naszych przekonań jest OK, bo sa one nasze i dobre. Tak ?

Nie, bo są sprawdzona. A to tzw pranie mózgu robi się wszędzie. W pracy, w szkole, nawet rodzice robią coś takiego dzieciom, tyle że nazywa się to wychowaniem.
bogdank67 napisał(a):
To znaczy, ze nie został stworzony do wolnosci.

Nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem wolności. Bo co z wolnością innych ludzi? Napisałeś człowiek, nie ludzie...
bogdank67 napisał(a):
Efekt motyla ? Determinizm ? Czyli jednak teoria predestynacji moze byc prawdą ?

Chodziło mi raczej o efekt domina. Wierzysz, że Chrystus zmartwychwstał. Więc wierzysz, że jest Bogiem i że Cię kocha. Więc wierzysz, że chce dla Ciebie jak najlepiej, więc wykonujesz jego
przykazania lub chociaż sprawdzasz je i testujesz. Więc widzisz ich
efekty. Więc przylegasz do nich i tak dalej...
bogdank67 napisał(a):
Chciałbyś chronic człowieka przed nim samym ? To juz by było wkraczanie w jego wolnosc.

Widzisz? Znowu mamy jednego człowieka. Jednego człowieka, a nie ludzi.
A to jest różnica i to poważna.
bogdank67 napisał(a):
W niebie nie chca takich jak ja

Myślę, że chcą tam najgorszych :D
bogdank67 napisał(a):
kto chciał wysłać ludzi na szkolenie wojskowe i im mózg wyprac ? Ty ? Czy jesteś chrzesijaninem ?

Są sytuacje, gdzie trzeba działać razem i naprawdę potrzebna jest
stalowa dyscyplina. Co do wojska. Co zrobi żołnierz, kiedy zacznie się
wojna i trzeba będzie twardo bronić kraju? Wyłamie się? Zacznie płakać?
A reszta razem z nim? Hmm? Takich chcesz obrońców? Takiej policji?
Wiesz do czego by to doprowadziło?


N kwi 12, 2015 11:15 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13471
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
hmhmm napisał(a):
Istnieje relacja pacjent - jego środowisko.

Kiedy zapytałam dyrektorkę zakładu dla niedostosowanych społecznie dziewcząt o sprawę terapii odpowiedziala mi- raz, że na siłę nie można, a one nie widzą potrzeby, po drugie- one wrócą do swych środowisk, tu potrzeba terapii całych rodzin. Te dziewczyny wiedzą, że świat normalnych ludzi jest im niedostępny. Niektóre przerabiały to - zostały odrzucone przez rodziny chłopaków. Wiedzą, że są napiętnowane. Zresztą inne tęsknią za swoja patologią. To co opisuję to ośrodek zamknięty a więc przebywają w nim najbardziej zdemoralizowane osoby- nastolatki.
Cytuj:
Tyle, że sny Bogdana mają akurat przyczynę nadprzyrodzoną. Chodzi o jego nawrócenie. A ponieważ bogdan nie chce tego zrobić, to sny będą go męczyć, aż go wykończą nerwowo

To widać. Nie skończyam interpretacji, bo... Hmhmmm może więcej.
Cytuj:
Bóg czasami tak działa. Jeśli kogoś sobie wybierze, to będzie taką osobę
nawet "prześladował", aż dostanie to, czego chce. Jak w księdze Jonasza.
Miał iść do Niniwy i żadnych dyskusje, czy chce, czy mu się to podoba...
Boga to nie obchodziło :)

Wpadła mi w ręce książeczka E. Fromma. I cóż tam doczytałam...
Napisał to w odniesieniu do symbolu uniwersalnego (nie definiuję).
Jonasz posłyszał głos Boga nakazujacy mu udać się do Niniwy i oznajmić jej mieszkańcom, że czeka ich zagłada, jeśli nie zejdą ze złej drogi. Jonasz nie może nie posłuchać głosu Boga i dlatego jest właśnie prorokiem. Jest jednak krnąbrnym prorokiem, który znając swą powinność, próbuje mimo to uciec przed nakazem Boga (czy też, jak byśmy powiedzieli, głosem sumienia). Jest on człowiekiem, który nie troszczy się o inne istoty ludzkie. Jest człowiekiem o silnym poczuciu prawa i porządku, lecz pozbawionym miłości.

Jak w opowieści odzwierciedlają się procesy psychiczne Jonasza?
Powiadają nam (proroctwo Jonaszowe), że Jonasz udał się do Joppe i znalazł okręt, który miał go przewieźć do Tarsu. Gdy wypłynął na pełne morze, zerwała się wielka burza, wszystkich ogarnął lęk i zdenerwowanie, Jonasz zaś zszedł w głąb okrętu i głęboko zasnął. Żeglarze przekonani, że Bóg zesłał burzę, aby ukarać kogoś, kto jest na okręcie, budzą Jonasza, który wyznaje, że ucieka przed Jahwe. Następnie każe im rzucić siebie w morze, aby przestało się burzyć. Żeglarze- wykazujac szczególne poczucie człowieczeństwa, gdyż chwytali się najpierw wszelkich innych sposobów, zanim usłuchali jego rady- wrzucili wreszcie Jonasza w morze, a ono przestało się srożyć. Tymczasem Jonasza połyka wielka ryba, w której brzuchu przebywa on trzy dni i trzy noce. Modli się wtedy do swego Boga, aby uwolnił go z tego więzienia. Bóg poleca rybie, aby wyrzuciła Jonasza na ląd, Jonasz zaś idzie do Niniwy i spełniając nakaz Boga, ratuje mieszkańcow miasta.


Historia ta opowiedziana jest tak, jak gdyby owe wydarzenia rzeczywiście się przytrafiły. Zapisano je jednak językiem symbolicznym i wszystkie przedstawione w niej realistyczne zdarzenia są symbolami wyrażającymi wewnętrzne doświadczenia bohatera. Odkrywamy tu sekwencję symboli następujących kolejno po sobie. Wszystkie te symbole oznaczają to samo wewnętrzne doświadczenie: poczucie bezpieczeństwa i odosobnienia, bezpieczne odsunięcie się od innych ludzi. Wyobrażają one to, co można by przedstawić za pomocą innego symbolu, płodu w łonie matki. Chociaż wnętrze okrętu, twardy sen, morze i brzuch ryby sa w rzeczywistości tak różne, wyrażają to samo wewnętrzne doświadczenie, stopienie się w jedno stanu bezpieczeństwa i odosobnienia.


W zewnętrznej warstwie opowieści wydarzenia przebiegają w przestrzeni i czasie: najpierw zejście w głąb okrętu, następnie zaśnięcie, z kolei połknięcie przez rybę. Jedno następuje po drugim i chociaż niektóre zdarzenia są wyraźnie irrealistyczne, cała historia wykazuje logiczną zwartość w ujęciu kategorii czasu i przestrzeni. Jeśli jednak zrozumiemy, że zamierzeniem pisarza nie było snucie opowieści o wypadkach zewnętrznych, lecz o wewnętrznym doświadczeniu człowieka rozdartego między własnym sumieniem a gwałtowną chęcią, aby uciec przed swym głosem wewnętrznym, stanie się jasne, że różne czyny następujące jeden po drugim wyrażają ten sam nastrój u Jonasza; i że następstwo w czasie jest wyrazem rosnącej intensywności tego samego uczucia.


W swej próbie ucieczki przed zobowiązaniem wobec bliźnich, jakie na nim ciąży, Jonasz dąży do odosobnienia dopóty, dopóki- już w brzuchu ryby- elementu osłony nie zdominował element uwięzienia, czego proprok nie mógł już ścierpieć i zmuszony był modlić się do Boga o uwolnienie go z sytuacji, w jakiej sam się postawił (jest to mechanizm, który zgodnie z naszymi obserwacjami stanowi znamienną cechę neurozy. Przybiera się jakąś postawę jako rodzaj obrony przed niebezpieczenstwem, ale równocześnie postawa ta wykracza znacznie poza swą pierwotną funkcję obronną i staje się symptomem neurotycznym, od którego dana osoba próbuje się uwolnić).

Tak więc ucieczka Jonasza w mające go zabezpieczyć odosobnienie kończy się grozą wywołaną faktem uwięzienia i proprok podejmuje swe życie na nowo, od miejsca, z którego próbował uciec.


Jest jeszcze jedna różnica miedzy logiką zewnątrzną warstwy opowieści a jej wartwą utajoną. W swej zewnętrznej warstwie powiązanie logiczne zasadza się na związku przyczynowym zewnętrznych wydarzeń. Jonasz chce udać się za morze, ponieważ chce uciec przed Bogiem, zasypia, ponieważ jest strudzony, wyrzucają go za burtę, ponieważ sądzi się, że jest powodem rozpętania się burzy, połyka go ryba, ponieważ w morzu tym żyją ryby ludojady. Jedno wydarzenie wyrasta na gruncie zdarzenia poprzedniego. (Ostatni fragment opowieści nie jest realistyczny, lecz nie jest też nielogiczny.)


W utajonej wersji istnieje jednak inna logika. Różne wypadki wiążą się ze sobą przez skojarzenie z tym samym wewnętrznym doświadczeniem. To, co wydaje się przyczynowym następstwem wydarzeń zewnętrznych, oznacza powiązanie doświadczeń zespolonych ze sobą przez skojarzenie w kategoriach wydarzeń wewnętrznych. Jest to równie logiczne jak w przypadku owej wersji widocznej, lecz logika ta jest innego rodzaju.


Talmud mówi: Sen, ktorego nie objaśniamy, jest jak list, którego nie czytamy.
W istocie rzeczy, zarówno sny, jak i mity są ważnymi informacjami przekazywanymi nam samym przez nas samych. Jeśli nie rozumiemy języka, w którym są zapisywane, umyka nam to, o czym wiemy i o czym powiadamiamy siebie samych w godzinach, w których nie jestesmy zajęci sterowaniem światem zewnętrznym.


Pn kwi 13, 2015 12:55 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2516
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Czyli osoby dotknięte zaburzeniami neurotycznymi to tacy prorocy i mimo woli i zbuntowani. Hmm... nie da się spostrzec piękna róży przyglądając się jej pojedynczym płatkom :D


Pn kwi 13, 2015 1:47 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13471
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Czyli sny można tłumaczyć- o to chodziło. Mamy jednak tam do czynienia z innym językiem. Zjawiska świata fizycznego mogą wyrażać wewnętrzne doświadczenia. Dotyczy to również ciała. Śni sie nam jakieś miasto o którym dawno nie myśleliśmy. Dziwimy się. Okazuje się jednak, że organizm zapisał nastrój, który kiedyś w nim przeżyliśmy. Zasypiamy w podobnym nastroju i śnimy o tym właśnie miejscu, scenerii miasta. Sceneria opuszczonego miasta, peryferii wykazuje pokrewieństwo z nastrojem zagubienia i trwogi. Nie jest to jednak symbol uniewersalny. Nic nie znaczy dla ludzi mieszkających z dala od miast.


Pn kwi 13, 2015 1:59 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So wrz 11, 2010 10:25 pm
Posty: 598
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
hmhmm napisał(a):
Bogdan! Opamiętaj się! Ja Ci pokaże wroga i pokażę Ci broń. A ty sam wiesz, co robić.
Albo poczekam aż zgłodniejesz i pokażę Ci obiad. Wiesz co robić.
[...]
Robi to tak: pokazuje karabin i wroga, a dalej zostawia pacjentowi
decyzję. Każdy wybierze jedno i to samo. Zmusza pacjenta do przystosowań, które w środowisku pacjenta nie działają! Działają za to przystosowania będące samym zaburzeniem.
[...]
A to tzw pranie mózgu robi się wszędzie. W pracy, w szkole, nawet rodzice robią coś takiego dzieciom, tyle że nazywa się to wychowaniem.


Wiesz, Ty widzisz bardzo duzo wrogów dookoła siebie, tylko mówiąc o nich opisujesz siebie. Ktoś, kto chce poznać Ciebie powinien posłuchac co mowisz o swoich wrogach. Pozytywnym aspektem tej dyskusji jest refleksja na ile jestem podobny do Ciebie, bo trochę jestem i to nie jest fajne spostrzezenie. Pamietam wiecej grzechów :D , ale na razie tylko ten postaram się naprawic

_________________
Mój Bóg ma związane ręce.


Pn kwi 13, 2015 3:44 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13471
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Walka z grzechem nie jest celem życia. Nie można zaprogramować się na to, by nie widzieć wrogości w innych ludziach. To osiąga się w zupełnie inny sposób, przychodzi po prostu mimochodem...wrogowie znikają z pola widzenia. I bardzo prosta jest procedura religijna. Obserwowałam to z dnia na dzień, że żona przestała widzieć wroga w swym mężu, który ją krzywdził wiele lat. Wystarczyły rekolekcje. Potem należy to jedynie utrwalać, by się zapisało.


Pn kwi 13, 2015 3:55 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 am
Posty: 1870
Płeć: mężczyzna
wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
bogdank67
Cóż przecież nie o to chodzi żebyś stawał się mną. A podobieństwo do kogoś
samo w sobie grzechem nie jest.

Pytanie brzmi, kiedy wreszcie staniesz się sobą? A nie danymi statystycznymi, teoriami naukowymi itd.

Idź do naukowców, terapeutów, psychologów, archeologów. Idź i opowiedz im o sobie. A potem poproś o pomoc i zobacz kim Ci ludzie naprawdę są i ile dla nich znaczysz. Ach i jaki Ci wystawią rachunek.

Pozdrawiam, to wszystko...


Pn kwi 13, 2015 5:11 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So wrz 11, 2010 10:25 pm
Posty: 598
Płeć: mężczyzna
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
hmhmm napisał(a):
bogdank67
Cóż przecież nie o to chodzi żebyś stawał się mną. A podobieństwo do kogoś samo w sobie grzechem nie jest.


W innych przeglądamy się jak w lustrze. Nie chcę się stawać Tobą. To mi nie pasuje. Podobienstwo do kogoś nie musi byc grzechem. Ja nie wyrzeklem się siebie, wiec oprócz kategorii grzech/nie grzech mam kategorię chcę/nie chcę. Moge po prostu nie chcec byc do kogoś podobnym.

hmhmm napisał(a):
Pytanie brzmi, kiedy wreszcie staniesz się sobą?


Ja jestem sobą, nie zaparłem sie siebie jak kaze religia chrzescijanska. Czy Ty zaparłeś sie samego siebie ? Jeśli jestes sobą, to nie zaparleś sie siebie. Jesli zaparłeś sie siebie to kim jestes ? Bo nie mozesz byc wtedy sobą. Nie mozna zaprzeć sie siebie i byc sobą. Mozna być klonem.

hmhmm napisał(a):
Idź do naukowców, terapeutów, psychologów, archeologów. Idź i opowiedz im o sobie. A potem poproś o pomoc i zobacz kim Ci ludzie naprawdę są i ile dla nich znaczysz. Ach i jaki Ci wystawią rachunek.


Byłem. Wziąłem sobie z tego to co chciałem. Terapia to nie sakrament. Konczy sie - odchodzisz. Mozesz nie wracać.
Ile dla nich znacze ? Nie mniej niż dla pierwszego, lepszego duchownego.
Kim są ? To ciepli, serdeczni, uczynni i pomocni ludzie. Dorabianie do psychoterapii czegos na wzór "zorganizowanej manipulacji" to paranoja. Nie mam jednak nadziei, ze Cie przekonam. Pozostaniesz przy swoich przekonaniach. Ty ich juz nie zmienisz.
Rachunek wystawią, bo muszą z czegos zyc, tak samo jak Ty wystawiasz rachunek, zeby miec co jeść, no chyba ze Ciebie ktos utrzymuje. np. parafianie.

_________________
Mój Bóg ma związane ręce.


So kwi 25, 2015 11:38 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 am
Posty: 1870
Płeć: mężczyzna
wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
bogdank67 napisał(a):
merss napisał(a):
Sen oddał stan Twojej psychiki, tak to odczytałam.


Poobserwowałem swoje sny. Przezywam ostatnio festiwal snów o słabości, niemocy i paraliżu. To tylko jedna z manifestacji mojego odmiennego od innych widzenia siebie i swiata. Taki mam dar :D
Ciagle mi sie sni, ze mi kradną jakies auto. Jakby policzyc ile mi ukradli to by pewnie ze sto wyszło. Czasem juz lepiej sie obudzić :lol: Normalnie komediodramat.

To lubię, wyjaśnianie snów. Auto, to Słowo Boże, które czytasz. Dzięki wykonaniu którego ruszyłbyś "do przodu" z dala od tego co Cię obecnie gnębi.

Twoje problemy rozwiąże wiara-auto, wsiadasz i jedziesz. Proste jak drut, jak mój nos :D

Kradną Ci to auto. Kto taki kradnie? Diabeł. Ile razy to zrobił? Całe mnóstwo. A Ty mu na to pozwalasz.

Czyli jeden z moich tematów wystarczy popatrzeć, ruszyć głową i palcem... Czy on się tam schował, czy ja go tam schowałem...
viewtopic.php?f=12&t=25470

Niemoc, słabość i paraliż, to jest prawda o Tobie. Sam z siebie nic nie zrobisz, w kwestii Twoich problemów, sam z siebie jesteś słaby duchowo i mentalnie sparaliżowany.

Przykro mi to przyznać, ale zostałeś rzucony na drogę i jeśli nic nie zmienisz, to będzie źle. Na pewno utkniesz w miejscu.

A jak diabeł Ci kradnie Słowo? Właśnie tak:

1. Coś jest niemiłe, więc to przerywasz/ignorujesz/odpowiadasz ogniem
Cierpienie Bogdanie jest jak utną nogi, a nie jak coś się przypomni, albo człowiek poczuje się niemiło. Tak samo nie jest to wrogość, gdy ktoś Ci mówi prawdę o Tobie. Robisz z igły widły.

2. Urywające się myślenie
Kończysz swoje myślenie na zjadaniu ryb, ciasnych tunelach i stawaniu się klonem. Nie idziesz dalej. Dlaczego ktoś ma ryby zjeść? Czy to jest dosłowne, czy w przenośni? Czy czegoś jeszcze trzeba poszukać? Itd. Po prostu wydaje się to niemiłe, więc kończysz swoje rozumowanie.

3. Ja i moje dary i moja mądrość
Dary nigdy nie są tylko dla tego, kto je otrzymał. Poza tym Prawdę traktujesz jako głupią, bo w końcu jesteś mądrzejszy on Niej. Twoja mądrość i wyjątkowość istnieją tylko w Twojej opinii i wyobraźni.
A rozumu używasz, żeby odrzucać Boga.

4. Niee, to nie może być prawda, to na pewno da się inaczej wyjaśnić
Gdy ktoś nawet jest miły, to i tak szukasz sobie wymówek, żeby nie przyjść do Boga. Bo przecież: "Niee, to niemozliwe" Ciężko Ci uwierzyć, że to nie Bóg jest zły z natury, tylko my. I Ty :D

Co więc robić?
Stać się klonem. Ale nie moim, o nie. Kogoś innego, Kogoś większego od nas. To może trochę potrwać...

Wiem, że to niemiłe, sam w sobie też niemiłe rzeczy widzę. A takie sny od Boga drogi Bogdanie to miało tu co najmniej 6 osób.


N kwi 26, 2015 2:28 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz maja 02, 2013 9:57 pm
Posty: 2516
Lokalizacja: jestem z lasu
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
Uwaga gogusie! Obaj możecie nie mieć racji! Tzn. macie rację ale z pewnej perspektywy. Jednak z innej nie macie :D


Cytuj:
Ja jestem sobą, nie zaparłem sie siebie jak kaze religia chrzescijanska. Czy Ty zaparłeś sie samego siebie ? Jeśli jestes sobą, to nie zaparleś sie siebie. Jesli zaparłeś sie siebie to kim jestes ? Bo nie mozesz byc wtedy sobą. Nie mozna zaprzeć sie siebie i byc sobą. Mozna być klonem.
Chyba bardziej właściwe, w sensie oddające rzeczywistość, byłoby proponuje zamiast każe. W dodatku właściwe byłoby dopowiedzenie, że chodzi o oświecone, w znaczeniu rozumowe, a więc połączone z poznaniem i zrozumieniem zaparcie się siebie. A więc nie wyrzeczenie dla samego wyrzeczenia czy asceza dla ascezy. To nie wiele da bo nie jest ani świadome ani wolne. Chodzi o zastąpienie siebie... bardziej sobą poprzez lepszy bardziej pełny, świadomy, wolny sposób bycia, poprzez... wyrzeczenie się uwarunkowanego siebie. Cóż to takie interesowne zaparcie się siebie ale jednak wyrzeczenie. W sumie świetnie Boguś to napisałeś. Stać się sobą poprzez siebie zapierając się siebie i jednocześnie wybierając siebie :wink:


Cytuj:
To lubię, wyjaśnianie snów. Auto, to Słowo Boże, które czytasz. Dzięki wykonaniu którego ruszyłbyś "do przodu" z dala od tego co Cię obecnie gnębi.

Twoje problemy rozwiąże wiara-auto, wsiadasz i jedziesz. Proste jak drut, jak mój nos :D

Kradną Ci to auto. Kto taki kradnie? Diabeł. Ile razy to zrobił? Całe mnóstwo. A Ty mu na to pozwalasz.

Czyli jeden z moich tematów wystarczy popatrzeć, ruszyć głową i palcem... Czy on się tam schował, czy ja go tam schowałem...
viewtopic.php?f=12&t=25470

Niemoc, słabość i paraliż, to jest prawda o Tobie. Sam z siebie nic nie zrobisz, w kwestii Twoich problemów, sam z siebie jesteś słaby duchowo i mentalnie sparaliżowany.

Przykro mi to przyznać, ale zostałeś rzucony na drogę i jeśli nic nie zmienisz, to będzie źle. Na pewno utkniesz w miejscu.
Błąd! Bezczelność! Obraza dla intelektu! I dla człowieka! :wink: Zdaje się, że prawdy nie da się wyrazić słowami. Gdyby się dało to można by o niej poczytać np. na wikipedii!!! Można mówić o błędach. Wówczas mówimy jednak o części rzeczywistości. W dodatku hmm... prawda na podstawie snu...? Auto rozwiązuje problemy. Lecz jeżeli pchamy auto to w zasadzie przemieścimy się z miasta do miasta ale czy na pewno o to chodzi? Do auta potrzebny jest kluczyk. A kluczyk posiada kierowca posiadający świadomość do czego służy i jak użyć auta. Auto samo z siebie nic nie może! Pozostaje po prostu w dyspozycji. Czekając na decyzję woli kierowcy :-D


N kwi 26, 2015 11:58 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 am
Posty: 1870
Płeć: mężczyzna
wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Moj sen.
domgo napisał(a):
Uwaga gogusie! Obaj możecie nie mieć racji! Tzn. macie rację ale z pewnej perspektywy. Jednak z innej nie macie :D

To żeś zabłysnął. Stwierdzeniem rzeczy oczywistych :D


N kwi 26, 2015 12:43 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL